21/02/2023
Proces zakończenia KP dotyczy naszego całego systemu rodzinnego – Romy, Łukasza i mnie. Jak wspomniałam we wcześniejszych wpisach, Roma poradziła sobie bardzo dobrze z tą zmianą. Szybko rozwinęła nowe strategie radzenia sobie z emocjami. Włączyła tatę w codzienne rytuały i kłopoty, na czym zyskał również Łukasz, który jest wniebowzięty, że może w końcu w pełnym wymiarze towarzyszyć Romie w codziennych wyzwaniach, radościach i troskach. A co ze mną? Jakie emocje są we mnie? Na początku towarzyszyła mi duża determinacja. Czułam gotowość, aby tym razem odnieść sukces (bo jakieś trzy poprzednie próby pożegnania z KP nie powiodły się). Potem nadszedł moment krótkiej żałoby i smutku, że to już koniec, że te wyjątkowe momenty minęły. Jednak patrząc na mojego męża i moją córkę, widząc jak wspaniale wszystko się układa bez KP, teraz czuję dumę. Jestem dumną mamą, która z sukcesem rozkręciła swoja laktację, która z sukcesem karmiła 2 lata i 6 miesięcy i z sukcesem zakończyła KP. Wszystkie te etapy wymagały dużo poświęcenia własnego czasu, często stresu i nerwów i porzucenia własnych potrzeb. Teraz ponownie mam możliwość spędzenia trochę czasu sama ze sobą przez co czuję, że jestem bogatsza o nowe pokłady cierpliwości, zrozumienia i optymistycznego nastawienia. Zwyczajnie mam dużo więcej pozytywnej energii. Możliwe, że dalsze KP wzmagałoby moją frustrację, a krótsze KP nie pozwoliłoby w pełni docenić całej tej bliskości i wysiłku. To był idealny moment na pożegnanie z KP i niczego bym nie zmieniła.
A jakie są Wasze historie? Czy długie KP ma/miało wpływa na Wasze samopoczucie? Z może jest czymś zupełnie neutralnym? Dajcie znać 😊