23/09/2026
Dziś premiera mojej książki. A ja… wcale się nie cieszę. Boję się.
Nie tego, jak ocenicie książkę.
Jestem z niej dumna. Włożyłam w nią ogrom wiedzy, pracy i serca.
Boję się, że ocenicie mnie.
Bo od kilku tygodni moje ciało urządza mi niezły rollercoaster. Włosy lecą mi garściami i właśnie dowiedziałam się, że mam łysienie androgenowe. A walczę o nie już kilka miesięcy, wydane masę kasy. Hormony szaleją. Musiałam wziąć progesteron i…Jelita znowu dają mi popalić od niej (temat cale szczęście już ogarniam i jest lepiej). Trądzik wywalił. A ja tak dbam o siebie 😢 Czuję się opuchnięta, zmęczona i po prostu źle we własnym ciele.
I akurat teraz, kiedy powinnam wychodzić do ludzi, nagrywać rolki, robić zdjęcia, mówić: „Hej, dziś premiera mojej książki!” — najchętniej schowałabym się pod kocem.
Wiem przecież, że kupujecie tę książkę dla mojej wiedzy. Że jesteście tutaj nie dlatego, że mam idealne włosy, cerę czy brzuch.
Wiem to wszystko.
Ale wiedzieć to jedno, a nie bać się oceny — drugie.
I chyba chcę dzisiaj powiedzieć to głośno, bo Instagram bardzo łatwo daje złudzenie, że kiedy dzieje się coś wielkiego i dobrego, człowiek automatycznie powinien być szczęśliwy, pewny siebie i gotowy do świętowania.
A ja dziś jestem jednocześnie dumna z tej książki i cholernie krucha.
Więc pokazuję się taka, jaka jestem.
Z książką, z której jestem dumna.
I ze sobą, z którą dzisiaj jest mi trochę trudniej.
„Błonnik” od dziś jest Wasz. 🤍