14/07/2026
“Ja prawie nic nie jem, a tyję.”
Brzmi znajomo..?
Bardzo często słyszę na treningach: "powiedz mi, jak to jest możliwe, że ja tak mało jem w ciągu dnia, a w ogóle nie mogę schudnąć, a wręcz tyję, to chyba z powietrza 😱"
Otóż nie koniecznie..😉
Nasz mózg nie jest dobry w ocenianiu ilości jedzenia.
Nie zauważamy:
🔺podjadania podczas gotowania
🔺kilku garści orzechów w ciągu dnia
🔺kawy z mlekiem i syropem
🔺"tylko jednego” ciastka w pracy
🔺dresingu w sałatce
🔺oliwy wlanej na patelnię "na oko"
🔺niewinnej przekąski wrzuconej "na szybko"
🔺batonika do kawki
🔺dojadania resztek po dzieciach
🔺weekendów, które wyglądają zupełnie inaczej, niż dni robocze.
Z drugiej strony zdarza się też, że ktoś rzeczywiście je niewiele, ale bardzo kalorycznie. Czasem kilka niewielkich objętościowo posiłków może dostarczyć więcej energii, niż się nam na pozór wydaje.
A czasami problem leży gdzie indziej-aktywność fizyczna jest bardzo niska, organizm ma mniejsze zapotrzebowanie, niż kiedyś, albo pojawiają się problemy zdrowotne, które nie skonsultowane z lekarzem mogą być przyczyną problemów z wagą.
Bardzo często już kilka dni świadomej obserwacji pokazuje, skąd bierze się nadwyżka kalorii. A jeśli nie- wtedy szukamy przyczyn w innych obszarach.
I tu nie chodzi absolutnie o to, żeby jeść jak najmniej.
Chodzi o to, żeby wiedzieć, ile naprawdę jemy i czy odpowiada to potrzebom naszego organizmu.
Mamy niestety tendencję do przeszacowywania swojej aktywności i niedoszacowywania ilości oraz kaloryczności spożywanego jedzenia. Dlatego bardzo pomocne jest prowadzenie dzienniczka żywieniowego - dokładne notowanie wszystkiego, co się zjadło i wypiło w ciągu doby. Prowadzenie takiego dziennika- nawet przez kilka dni- bardzo pomaga w zaobserwowaniu tego, co i ile faktycznie jemy, i jak to się przekłada na ilość przyswajanych kalorii.
Bo, ku przypomnieniu, nie tyjemy od konkretnych produktów, czy składników tylko zawsze od nadwyżki kalorycznej.