Maja Śnieżyńska-Chwalisz - Psychoterapia

Maja Śnieżyńska-Chwalisz - Psychoterapia Jestem psychologiem i certyfikowaną psychoterapeutką Polskiego Towarzystwa Psychiatrycznego.

Prowadzę psychoterapię indywidualną osób dorosłych w podejściu psychodynamicznym/psychoanalitycznym.

11/06/2026

🧶 11 czerwca – Międzynarodowy Dzień Zabawy
W ramach cyklu „Czerwiec miesiącem życia psychicznego niemowlęcia” chcemy dziś przypomnieć, że zabawa pojawia się znacznie wcześniej, niż często sądzimy.
Zanim dziecko zbuduje wieżę z klocków, narysuje pierwszy obrazek czy wymyśli własną historię, uczestniczy już w prostych zabawach opartych na relacji.
Uśmiech odwzajemniony przez opiekuna.
Wspólne patrzenie.
Naśladowanie min.
Pierwsze „a kuku”.
To właśnie w takich chwilach niemowlę odkrywa, że drugi człowiek odpowiada na jego sygnały, że można czekać, szukać, odnajdywać i odzyskiwać kontakt.
Dlatego zabawa jest czymś więcej niż przyjemnością.
Jest sposobem poznawania świata, budowania relacji i rozwijania odporności psychicznej.
W zabawie dziecko doświadcza, że trudność można przetrwać, że rozstanie może zakończyć się spotkaniem, a niepewność może prowadzić do odkrycia czegoś nowego.
Donald Winnicott pisał:
„Bawienie się jest właśnie robieniem czegoś.”
A my dodalibyśmy:
Pierwszą zabawą niemowlęcia jest często rozmowa bez słów.
Bo zdrowie psychiczne zaczyna się od relacji.
🧶 A relacja bardzo często zaczyna się od zabawy.

04/03/2026

Borderline.
Słowo, które często pada jak osąd. Jak etykieta. Jak coś „nie do naprawienia”.

A tak naprawdę bardzo często jest to historia traumy.

Borderline to sposób funkcjonowania osoby, która przeżywa emocje ekstremalnie intensywnie i ma ogromny lęk przed porzuceniem. Relacje są dla niej wszystkim – i jednocześnie największym zagrożeniem. To nie jest „bycie dramatycznym”. To układ nerwowy, który nauczył się, że bliskość jest niebezpieczna.

Wielu specjalistów dziś patrzy na borderline nie jak na „zepsutą osobowość”, ale jak na konsekwencję traumy rozwojowej. Co to znaczy?

To znaczy, że w dzieciństwie zabrakło stabilnej, bezpiecznej relacji. Opiekun był nieprzewidywalny, emocjonalnie niedostępny, zawstydzający, przemocowy albo sam pogubiony. Dziecko nie wiedziało, czego się spodziewać. Raz było przytulane, raz odrzucane. Raz było widziane, raz ignorowane.

Dla małego człowieka to sytuacja ekstremalnego stresu. Bo dziecko nie może „odejść”. Ono musi kochać osobę, od której zależy jego życie. Jeśli ta relacja jest niestabilna, w mózgu powstaje głęboki konflikt:
„Potrzebuję cię, żeby przetrwać. Ale przy tobie czuję zagrożenie.”

Ten konflikt zapisuje się w ciele.

Układ nerwowy zaczyna działać w trybie alarmowym. Ciało migdałowate szybciej wykrywa zagrożenie. Emocje uruchamiają się gwałtownie. Regulacja jest słabsza, bo nikt nie nauczył jej w bezpiecznej relacji. Dziecko nie miało obok dorosłego, który pomógłby mu przejść przez silne uczucia. Więc jako dorosły człowiek nadal zostaje z nimi samo.

Dlatego w borderline:

– lęk przed porzuceniem jest tak silny, jakby chodziło o życie
– zmiana tonu głosu partnera może wywołać panikę
– idealizacja szybko zamienia się w odrzucenie
– emocje zalewają ciało jak fala
– pojawia się pustka, bo tożsamość nie zdążyła się stabilnie ukształtować

To nie manipulacja. To nie „szukanie dramatu”. To system przetrwania, który nie zna bezpieczeństwa.

Trauma w borderline nie zawsze musi oznaczać oczywistą przemoc. Czasem to chroniczne emocjonalne zaniedbanie. Czasem brak dostrojenia. Czasem dorosły, który sam był straumatyzowany i nie potrafił regulować siebie – więc nie mógł regulować dziecka.

Borderline bardzo często jest skutkiem dezorganizacji przywiązania. A dezorganizacja przywiązania powstaje wtedy, gdy osoba, która ma być bezpieczną bazą, jest jednocześnie źródłem strachu.

To dlatego relacje w dorosłości są tak intensywne. Bo włącza się ten sam, stary mechanizm:
„Zbliż się. Nie odchodź. Ale też nie ufam, że zostaniesz.”

Najważniejsze: borderline nie jest dowodem, że ktoś jest „zepsuty”.
Jest dowodem, że ktoś bardzo wcześnie nauczył się żyć w emocjonalnym chaosie.

To, co powstało w relacji, może być leczone w relacji.
Układ nerwowy może się uczyć bezpieczeństwa.
Emocje można regulować.
Tożsamość można budować.

Borderline to nie wyrok.
To ślad po traumie, która domaga się zrozumienia – nie potępienia.

Joanna | I hear YOU

21/02/2026

💎 odc. 1️⃣ Tożsamość psychoterapeuty – szczególnie psychoanalitycznego – to nie jest klasyczny zbiór technik ani „rola zawodowa”, którą się zakłada jak fartuch. To raczej sposób bycia z drugim człowiekiem, który dojrzewa w nas latami podczas długich i wymagających szkoleń.

Myślę, że to ktoś, kto zna swoje ciemne kąty i nie musi ich udowadniać ani przed sobą, ani przed pacjentem. Kto wie, że nie „leczy” życia, nie naprawia ludzi i nie ma dostępu do prawdy o nich. Jest raczej świadkiem, towarzyszem, obecnością z własna wrażliwością, ograniczeniami, możliwościami, także pomyłkami.

W psychoanalizie tożsamość terapeuty mocno opiera się na zdolności do wytrzymywania niewiedzy. Także uznania nieświadomości pacjenta i swojej. Także wielu uczuć i stanów, które są często na początku trudne do rozpoznania i wytrzymania. Do siedzenia po prostu z czyimś chaosem, lękiem, złością, bez pośpiechu, bez rad, bez „dobrych odpowiedzi”.
Także ze swoim chaosem, emocjami, doświadczeniami… To wymaga pokory i zgody na to, że zmiana (jeśli jest możliwa) bywa powolna, niepełna, czasem bolesna – i że terapia nie czyni nikogo szczęśliwym, wolnym od cierpienia raz na zawsze.

Dojrzały terapeuta nie idealizuje terapii ani siebie. Wie, że to jest relacja ludzka, z całym jej ryzykiem: przywiązaniem, miłością, rozczarowaniem, impasem. I że sens tej pracy nie polega na byciu mądrym, tylko na byciu wystarczająco obecnym, uczciwym i zdolnym do refleksji – także nad sobą. Kimś, kto najpierw czuje, potem słyszy, myśli, dopiero potem wie.

🩵 Krótko mówiąc: tożsamość psychoterapeuty to zgoda, umowa z sobą, na bycie niedoskonałym człowiekiem, który bierze odpowiedzialność za przestrzeń, w której drugi może spróbować być bardziej sobą i przy sobie. Który czerpie z siebie, z relacji z pacjentem i wspólnego pola. Bez obietnic cudów. Bez zapewnień. Bez iluzji. Ale z uważnością i szacunkiem do siebie i innych. Z czułością taką, do jakiej ma dostęp.

- Justyna Rutkowska

14/02/2026

Freud, inspirując się Arthurem Schopenhauerem, opisał ludzką bliskość poprzez metaforę „dylematu jeża”. Jeże w zimnie muszą się do siebie przytulić, żeby przetrwać. Ale im bliżej są, tym bardziej ranią się kolcami. Zbyt duży dystans oznacza chłód. Zbyt mały to ból. Cała sztuka polega na znalezieniu takiej odległości, która daje ciepło, nie rozrywając skóry.

To trafny obraz miłości. Bliskość jest konieczna, ale nigdy nie jest wolna od napięcia. Pytanie nie brzmi, czy się zranimy, lecz czy potrafimy to wytrzymać i regulować dystans. Głęboka więź nie jest stanem równowagi raz na zawsze osiągniętym. Jest ciągłym dostrajaniem.
Co więcej, w relacji nigdy nie pojawiamy się jako „czyści”. Wnosimy całe swoje dzieciństwo. Reakcje na milczenie, krytykę, oddalenie czy brak uwagi mają historię, często starszą niż sam związek. To, co dziś wydaje się wyłącznie winą partnera, bywa echem dawnych doświadczeń. Dlatego konflikty są tak intensywne. Dotykają nie tylko teraźniejszości, lecz także tego, co dawno zapisane.

Freud dostrzegł również inny, mniej romantyczny paradoks: trudność w długotrwałym połączeniu miłości i pożądania wobec tej samej osoby. tej formule zawiera się napięcie między bezpieczeństwem a erotyzmem.

Stephen Mitchell, w książce wydanej pośmiertnie w Walentynki 2002 roku, oraz Esther Perel w „Mating in Captivity” rozwijali tę intuicję. Miłość potrzebuje stabilności, przewidywalności, codziennej obecności. Eros rozwija się w przestrzeni nowości, niepewności i tajemnicy. To, co daje poczucie domu, nie zawsze rozpala ogień. To napięcie nie jest patologią. Jest strukturalne.
Na to nakłada się zwykłe życie.

William Doherty z Uniwersytetu Minnesoty ujął to prosto: największym zagrożeniem dla dobrego małżeństwa jest codzienność. Nie dramatyczne zdrady, lecz pranie, kredyty, brak snu, obowiązki. Łatwo wtedy pomylić naturalne osłabienie intensywności z dowodem głębokiego niedopasowania.
Badania Johna Gottmana pokazują, że po narodzinach dziecka około 67% par doświadcza wyraźnego spadku satysfakcji ze związku. To nie musi oznaczać zaniku miłości. Często oznacza przesunięcie energii. Rodzice zakochują się w nowym życiu, a relacja partnerska schodzi na dalszy plan. Można powiedzieć, że na pewien czas „odkochują się” w sobie, intensywnie kochając dziecko.

Freud przeczuwał to już w 1883 roku. W liście do swojej narzeczonej Marthy Bernays pisał o przyszłych „niebezpiecznych rywalach” - domu i dzieciach. Wiedział, że miłość romantyczna nie istnieje w próżni. Musi dzielić przestrzeń z obowiązkami i zmęczeniem.

Miłość więc nie tyle znika, ile zmienia warunki. Wymaga świadomego wysiłku, by nie rozpuściła się w organizacji życia. Wymaga ochrony przestrzeni, w której partnerzy pozostają dla siebie kimś więcej niż rodzicami czy współlokatorami.

W tym miejscu wracamy do głębszego wymiaru dojrzałości. Melanie Klein pisała, że kochać to widzieć drugą osobę jako całość - dobrą i niedoskonałą jednocześnie. Bez idealizacji i bez redukowania jej do chwilowych rozczarowań. To wymaga rezygnacji z fantazji o doskonałym obiekcie.
Donald Winnicott dodawał, że w zdrowej relacji trzeba umieć „przetrwać” siebie nawzajem. Wytrzymać czyjąś złość, wycofanie czy rozczarowanie bez natychmiastowego odwetu albo ucieczki. Miłość nie polega na braku napięcia, lecz na zdolności powrotu po nim.

Dojrzała miłość zaczyna się od uznania, że mam swoje kolce i że druga osoba też je ma. Że reaguję nie tylko na to, co dzieje się dziś, lecz także na to, co kiedyś mnie ukształtowało. To "więcej”, którego często szukamy, nie musi oznaczać zmiany partnera ani zmiany życia. Może oznaczać większą czujność wobec tego, co w nas się uruchamia - wobec dawnych lęków, starych obron, automatycznych interpretacji.

Miłość nie jest utopią ani stanem permanentnej intensywności. Jest procesem regulowania dystansu, odzyskiwania bliskości po przeciążeniu i świadomego chronienia przestrzeni dla pożądania wśród codzienności. To inwestowanie w relację nie z powodu tego, że jest idealna, lecz dlatego, że jest realna. Zdaje się że dojrzała miłość nie unika bólu, lecz wytrzymuje bliskość.

Obraz: Jessica Ross Jackson

10/02/2026

"Jak przejawia się krypta w przekazie transgeneracyjnym? Rodzice doświadczeni traumatyczną utratą nie są zdolni do żałoby, lub odmawiają pracy żałoby i zachodzącej w tym procesie reorganizacji libido. Jest to zaprzeczenie utraty. Zamykając obiekt w krypcie, zamyka się tam również pragnienie czyli wszelką libidinalność i witalność. Abraham pisze, że inkorporacja zmarłego jest w gruncie rzeczy odmową miłości do niego jako kochanego zmarłego. (...)Krypta jest zatem miejscem we wnętrzu podmiotu, w którym utracony obiekt jest "połknięty i zachowany" zarazem. Zmarły ma być chroniony jako niezmieniony - chroniony przed życiem i śmiercią, którą niesie życie. W ten sposób krypta staje się pomnikiem inkorporowanego obiektu i miejscem wiecznego milczenia.

(...) W odpowiedzi na kryptę rodziców dziecko tworzy fantomy (...) W przypadku fantomu objawy nie wynikają z własnych doświadczeń życiowych jednostki, ale z obcych konfliktów psychicznych, urazów czy sekretów. Abraham pisze: „To nie zmarli nawiedzają nas, ale dziury, które w nas powstały na skutek tajemnic innych" (Abraham 1991).
(...) Dzieci muszą wypełnić czymś tę lukę. Aby pojąć, co się stało, są zdane na fantazje, które mieszają się z sadystycznymi i destrukcyjnymi obiektami z traumatycznej przeszłości rodziców. Ponieważ fantom nie ma bezpośredniego związku z utratą obiektu, nie może być wynikiem nieudanej żałoby. jak w przypadku melancholika i wszystkich tych, którzy noszą w sobie grób swoich umarłych. Dzieciom przypada los ukonkretnienia grobów innych w postaci prześladujących je duchów. Ponieważ chodzi o obcą tajemnicę, pacjent będący dzieckiem straumatyzowanych rodziców nie ma poczucia, że to on jest w analizie".

Ewa Kobylińska-Dehe, Scena i pamięć ciała - o przekazach międzypokoleniowych.
XVII Konferencja PTPP, Kraków 2019

ilustracja: E. Sala-Hołubowicz

30/01/2026

Potrzebujesz rozmowy, wsparcia albo porady?
Od 2 lutego skorzystaj z bezpłatnych konsultacji w naszym Punkcie Informacyjno-Konsultacyjnym przy ul. Jagiellońskiej 60 lok. 90

☎️ 22 741 38 10

Konsultacje terapeutyczne
• wtorki i środy: 16:00 - 20:00

Konsultacje psychologiczne
• czwartki: 10:00 -14:00
• piątki: 16:00 - 20:00

Konsultacje prawne
• środy i piątki: 16:00 - 20:00

Konsultacje w zakresie przemocy w rodzinie
• środy: 16:00 - 20:00

Porady dla osób uzależnionych i dotkniętych przemocą domową
• poniedziałki i wtorki: 16:00 - 20:00
• czwartki: 10:00 - 14:00

Harmonogram obowiązuje do 30.11.2026 r.

28/01/2026

🥰To jest ten moment w roku, kiedy uruchamiamy pulę bezpłatnych konsultacji psychologicznych, dla wszystkich potrzebujących, niezależnie od miejsca zamieszkania ani tematu. Potrzebujesz wsparcia? Zapraszamy‼

19/01/2026

Po traumie bardzo łatwo pomylić jedno z drugim. Ciało reaguje tak intensywnie, że wszystko w środku krzyczy: to jest niebezpieczne. I to jest właśnie sedno problemu – reakcja jest prawdziwa, ale zagrożenie często już nie.

Układ nerwowy nie żyje w czasie teraźniejszym. On porównuje obecną sytuację z tym, co już kiedyś było bolesne, chaotyczne albo zagrażające. Jeśli coś się choć trochę zgadza, system alarmowy uruchamia się automatycznie. Nie dlatego, że przesadzasz, tylko dlatego, że kiedyś to ratowało Ci życie lub psychikę.

Najczęstsze sygnały, że to może być trigger:
• reakcja pojawia się nagle, bez „rozgrzewki”
• ciało reaguje pierwsze, zanim pojawi się myśl
• napięcie jest silniejsze niż sama sytuacja
• pojawia się znane uczucie: strach, wstyd, zamrożenie, potrzeba ucieczki
• trudniej zebrać myśli i spojrzeć na sprawę racjonalnie
• po czasie reakcja słabnie sama, gdy bodziec znika

Trigger rzadko dotyczy samego „tu i teraz”. On dotyczy znaczenia, jakie ciało przypisuje danej sytuacji. Ton głosu może oznaczać dawną krytykę. Cisza może przypominać odrzucenie. Chaos może uruchamiać poczucie braku kontroli. To nie wydarzenie jest kluczem, tylko to, co układ nerwowy już kiedyś z nim skojarzył.

W realnym zagrożeniu napięcie rośnie wraz z sytuacją i prowadzi do konkretnych działań. Jest ciągłość, logika, następstwo zdarzeń.
W triggerze reakcja często wybucha gwałtownie i równie gwałtownie potrafi opaść, gdy sytuacja się kończy. Zostaje zmęczenie, dezorientacja i pytanie: „czemu zareagowałam aż tak mocno?”.

Bardzo pomocne bywa jedno proste pytanie, zadane spokojnie, bez analizowania:
czy w tej chwili naprawdę jestem w niebezpieczeństwie, czy mój układ nerwowy reaguje na coś znanego z przeszłości?

To pytanie nie ma Cię uspokoić ani przekonać. Ono daje ciału chwilę na sprawdzenie rzeczywistości. Na zauważenie, że teraz jest inaczej niż wtedy.

Jeśli to trigger, nie potrzebujesz się „ogarniać”, tłumaczyć emocji ani zmuszać do racjonalności. Najpierw potrzebujesz regulacji – poczucia bezpieczeństwa w ciele. Dopiero potem wraca jasność myślenia.

To nie jest słabość ani nadwrażliwość. To stary system ochronny, który nadal działa według dawnych map. Zdrowienie polega nie na wyłączaniu reakcji, ale na uczeniu się, jak je rozpoznawać i powoli aktualizować.

Adres

Osowska 23/3A
Warsaw
04-312

Godziny Otwarcia

Poniedziałek 14:00 - 17:00
Wtorek 14:00 - 21:00
Środa 15:00 - 21:00
Czwartek 16:00 - 21:00

Ostrzeżenia

Bądź na bieżąco i daj nam wysłać e-mail, gdy Maja Śnieżyńska-Chwalisz - Psychoterapia umieści wiadomości i promocje. Twój adres e-mail nie zostanie wykorzystany do żadnego innego celu i możesz zrezygnować z subskrypcji w dowolnym momencie.

Skontaktuj Się Z Praktyka

Wyślij wiadomość do Maja Śnieżyńska-Chwalisz - Psychoterapia:

Skróty

Udostępnij