Katarzyna Aleksandrzak-Kamińska Psycholożka Psychosomatyczna

Zadzwoń Wskazówki dojazdu Strona internetowa Kontakt: praktyka

Katarzyna Aleksandrzak-Kamińska Psycholożka Psychosomatyczna Twoje ciało nie wariuje. Ono Cię woła. Dla kobiet 35+, których ciało mówi DOŚĆ. Bezsenność, lęk, mgła, napięcie, jelita, perimenopauza?

Pomagam odzyskać zaufanie ciała i stawiać granice bez poczucia winy. Psychosomatyka · neurobiologia · stres
🌹

Ile razy mówisz do siebie „weź się w garść”? I czyim głosem?Wewnętrzny krytyk rzadko brzmi jak ktoś obcy. Częściej jak k...
17/10/2026

Ile razy mówisz do siebie „weź się w garść”? I czyim głosem?

Wewnętrzny krytyk rzadko brzmi jak ktoś obcy. Częściej jak ktoś bardzo znajomy. Ktoś, kto kiedyś na strach reagował złością, na błąd karą, a na łzy zawstydzaniem.

Kiedyś zawstydzano Cię za płacz, a dziś sama przepraszasz za łzy. Kiedyś karano Cię za pomyłkę, a dziś każdy błąd uruchamia surowy osąd.

Nie trzeba już słyszeć tych słów na głos, żeby nadal się nimi ranić.

Ten wewnętrzny dialog nie wyłącza się jednym postanowieniem. Ale można zacząć go rozpoznawać. Następnym razem nie rozstrzygaj, czy to prawda. Zapytaj: skąd znam te słowa?

O tym był mój ostatni list w newsletterze. Odpisało na niego więcej osób niż zwykle, więc kolejny list będzie o tym, jak zacząć mówić do siebie inaczej, kiedy odzywa się wewnętrzny krytyk.

Zapisz się, żeby go nie przegapić. Link w bio.

Zapisz ten post na dzień, w którym znowu usłyszysz w głowie „weź się w garść”.

Katarzyna Aleksandrzak-Kamińska
Psycholożka psychosomatyczna · stres, trauma, ciało

Czym karmi się ten wewnętrzny, okrutny głos?Ten, który syczy: „Jesteś debilką, mogłaś się bardziej postarać!”, „Nie poka...
15/10/2026

Czym karmi się ten wewnętrzny, okrutny głos?

Ten, który syczy: „Jesteś debilką, mogłaś się bardziej postarać!”, „Nie pokazuj, co czujesz. Lęk jest dla słabych!”, „Przestań się nad sobą użalać!”.

Skąd bierze się w nas ta bezwzględność wobec samych siebie? Dlaczego właśnie wtedy, kiedy najbardziej potrzebujemy wsparcia, potrafimy potraktować siebie z taką pogardą?

Czasem ten głos ma bardzo długą historię. I wcale nie zaczynał się jako nasz własny.

Kiedyś należał do kogoś, od kogo zależało nasze bezpieczeństwo. Kogoś, kto na strach reagował złością, na błąd karą, a na łzy zawstydzaniem.

Z czasem możemy nauczyć się mówić do siebie podobnie.

I właśnie dlatego tak bardzo niepokoi mnie to, co dzieje się dziś w dyskusjach o przemocy wobec dzieci.

Wyobraźmy sobie piętnastoletniego Maćka.

Od kilku dni śledzi doniesienia o przemocy w polskich szkołach. Słyszał o atakach, rannych ludziach, o tym, że ktoś zginął. W szkole koledzy przesyłają sobie kolejne wiadomości. Ktoś opowiada o groźbach, ktoś pokazuje filmik z internetu. Trudno już odróżnić to, co naprawdę się wydarzyło, od kolejnych plotek.

Następnego ranka, kiedy wychodzi do szkoły, zauważa, że serce zaczyna mu bić szybciej. W żołądku zaciska się gorąca kula. Rozgląda się po przystanku uważniej niż zwykle. Przygląda się ludziom, których wcześniej nawet by nie zauważył.

A jeśli u nas wydarzy się coś podobnego?

Próbuje odsunąć tę myśl, ale ona wraca.

Przecież codziennie chodzi do szkoły. Siedzi w klasie, spotyka się z kolegami, wygłupia na przerwach. Jeszcze tydzień temu nie zastanawiał się, czy może mu tam grozić coś naprawdę strasznego.

Po południu wraca do domu. Sięga po telefon i znowu zaczyna czytać wiadomości. Tym razem zagląda również do komentarzy.

„Kiedyś był pas i dzieci wiedziały, jak się zachować”.

„Kabel od prodiża i od razu byłby porządek”.

„Bezstresowe wychowanie, oto skutki”.

„Za naszych czasów dostawało się lanie i jakoś wyrośliśmy na ludzi”.

Przesuwa palcem po ekranie. Czyta dalej.

Coraz więcej złości. Wyzwiska, groźby, wspomnienia dawnych kar. Niektórzy piszą z przekonaniem, inni żartują, jakby zadawanie bólu dziecku było czymś zupełnie zwyczajnym.

Maciek czuje, że żołądek znowu mu się zaciska.

Przecież oni piszą o dzieciach. O nim też.

Nie rozumie.

Wszyscy są wstrząśnięci tym, że ktoś dopuścił się przemocy. Ludzie boją się kolejnych ataków, domagają się bezpieczeństwa i sprawiedliwości. Dlaczego więc tak wielu z nich uważa, że odpowiedzią powinno być bicie dzieci?

I nagle zaczyna myśleć o tych dorosłych inaczej.

Przecież to zwyczajni ludzie. Chodzą do sklepów, jeżdżą autobusami, spotykają sąsiadów. Są czyimiś rodzicami, dziadkami, nauczycielami.

Nie wie, ilu z nich rzeczywiście zrobiłoby to, o czym piszą. Ale sama świadomość, że są dorośli, dla których bicie dziecka jest czymś dopuszczalnym, zaczyna go przerażać.

Odkłada telefon i idzie do kuchni.

– Mamo, mogę ci coś pokazać?

Podaje jej telefon. Matka czyta kilka komentarzy.

– Mamo, ja się zaczynam bać tych dorosłych.

– Tych, którzy to napisali?

– Tak. Oni są strasznie wściekli. Piszą, że dzieci trzeba wychowywać pasem albo kablem. Przecież my już się boimy tego, co dzieje się w szkołach. A oni jeszcze chcą nas bić.

Matka odkłada telefon.

– Rozumiem, dlaczego cię to przestraszyło.

– Ale przecież to oni powinni nas chronić, prawda? To dorośli mają coś zrobić, żebyśmy mogli bezpiecznie chodzić do szkoły. A ja czytam te komentarze i mam wrażenie, że oni sami nie wiedzą, co robić.

– Wielu dorosłych też bardzo się przestraszyło, Maciek. I nie wszyscy dobrze sobie z tym radzą. Ale to nie znaczy, że mają prawo straszyć dzieci. Są też ludzie, którzy naprawdę pracują nad tym, żeby w szkołach było bezpieczniej.

– Tylko dlaczego oni wszyscy piszą o tym bezstresowym wychowaniu? Przecież ty mnie nigdy nie biłaś. To znaczy, że ja jestem bezstresowo wychowany?

– A masz wrażenie, że wszystko ci wolno?

Maciek parska śmiechem.

– No raczej nie.

– No właśnie. Można stawiać granice, wymagać odpowiedzialności i nie zgadzać się na pewne zachowania, nie bijąc dziecka. Nie potrzebuję pasa, żebyś wiedział, że czegoś nie wolno.

Maciek przez chwilę milczy.

– Wiesz, mamo, ja chyba najbardziej nie rozumiem tego, że kiedy dzieci się boją, dorośli chcą sprawić, żeby bały się jeszcze bardziej.

I przy tym zdaniu chciałabym się zatrzymać.

Maciek i jego rozmowa z mamą są fikcyjni, ale problem, o którym opowiada ta historia, jest bardzo rzeczywisty.

Od kilku dni wiele mówi się o przemocy w szkołach, odpowiedzialności sprawców, zaniedbaniach wychowawczych i potrzebie większej dyscypliny. To wszystko wymaga poważnej dyskusji i konkretnych działań.

Ale zastanawiam się, czy pośród tych wszystkich komentarzy, wzajemnych oskarżeń i nawoływania do przywrócenia „twardej ręki” nie tracimy z oczu samych dzieci.

Tych, które następnego dnia muszą wstać rano, spakować plecak i pójść do szkoły. Tych, które usłyszały o atakach, widziały niepokojące nagrania, rozmawiały z kolegami o tym, co mogłoby wydarzyć się również u nich.

Przecież to one mogą być bezpośrednio zagrożone. To wśród nich są osoby, które doświadczyły przemocy, były jej świadkami albo zaczęły obawiać się podobnych wydarzeń.

Nie każde dziecko zareaguje lękiem. Jedno będzie zadawało pytania, inne zacznie żartować, kolejne zamknie się w sobie. Niektóre szybko wrócą do codzienności. Są jednak dzieci, które naprawdę się boją.

I czego potrzebują w takiej chwili?

Dorosłych, którzy potraktują ich strach poważnie. Którzy potrafią odróżnić rzeczywiste zagrożenie od internetowych plotek, podejmować odpowiedzialne decyzje i dawać dzieciom poczucie, że nie zostały same z tym, co się wydarzyło.

Nie chodzi o zapewnianie, że już nigdy nic złego się nie stanie. Takiej obietnicy nikt odpowiedzialny nie może złożyć.

Chodzi raczej o to, żeby dziecko mogło zobaczyć, że nawet w sytuacji zagrożenia dorośli potrafią myśleć, współpracować, chronić i szukać rozwiązań.

Że nie musi zajmować się jeszcze ich przerażeniem.

Tymczasem część publicznych reakcji wygląda tak, jakby dorośli sami nie wiedzieli, co zrobić ze swoim strachem. Jakby bezradność i gniew uruchamiały potrzebę coraz surowszego karania, zastraszania i demonstracji siły.

Oczywiście złość wobec przemocy jest zrozumiała. Domaganie się odpowiedzialności sprawców również. Ale czym innym jest stanowcze przeciwdziałanie przemocy, a czym innym przekonywanie, że powinniśmy przywrócić ją jako metodę wychowania.

Zastanawiam się, co sprawia, że w obliczu zagrożenia niektórzy ludzie zaczynają szukać bezpieczeństwa właśnie w przemocy.

Czy chodzi o potrzebę odzyskania kontroli? O bezradność, którą trudno wytrzymać? O przekonanie, że świat był kiedyś bezpieczniejszy, ponieważ dzieci bardziej bały się dorosłych?

A może również o to, czego sami nauczyliśmy się w dzieciństwie o strachu, posłuszeństwie i sile?

W moim gabinecie spotykam osoby, dla których wychowanie oparte na strachu nie jest abstrakcyjnym tematem internetowej dyskusji.

Jest częścią ich własnej historii.

Wracają wspomnienia krzyku, pasa, gróźb, upokorzenia. Czasami pojawia się bardzo konkretny obraz: kabel od prodiża wiszący przy futrynie kuchni, w której rodzina codziennie jadła obiad.

Nie trzeba było używać go każdego dnia. Wystarczyło, że wisiał i przypominał, co może się wydarzyć, kiedy rodzic się zdenerwuje.

Wyobraźmy sobie, jak wygląda codzienność dziecka, które je obiad, odrabia lekcje czy wraca ze szkoły ze świadomością, że w każdej chwili może sprowokować czyjś gniew.

Z czasem zaczyna coraz uważniej obserwować dorosłych. Rozpoznawać najmniejsze zmiany tonu głosu, wyrazu twarzy, sposobu poruszania się. Przewidywać, kiedy lepiej się nie odzywać, nie zadawać pytań, nie sprzeciwiać.

Takie dziecko może nauczyć się bardzo skutecznie unikać kary. Być posłuszne, ciche, podporządkowane. Niekiedy wręcz wyjątkowo „grzeczne”.

Tylko że za tą grzecznością nie zawsze stoi zrozumienie zasad czy rozwinięta odpowiedzialność. Czasami stoi strach.

A organizm, który przez lata uczył się wypatrywać zagrożenia, nie zawsze łatwo przestawia się na poczucie bezpieczeństwa.

Niektórzy dorośli do dziś pamiętają ten kabel przy kuchennej futrynie. Czasem wspomnienie wywołuje napięcie, a powrót do rodzinnego domu nadal budzi niechęć czy lęk, mimo że od dawna nikt nie grozi im fizyczną karą.

Ale jest jeszcze coś, co szczególnie zwraca moją uwagę w pracy psychoterapeutycznej.

Czym karmi się ten okrutny, wewnętrzny głos, od którego zaczęłam tę opowieść?

Dlaczego człowiek, który cierpi, potrafi dołożyć sobie jeszcze więcej cierpienia?

Zdarza się, że osoby, które w dzieciństwie doświadczały surowości, karania i zawstydzania, w dorosłości zaczynają odnosić się do samych siebie w podobny sposób.

Kiedy popełniają błąd, natychmiast pojawia się oskarżenie.

Kiedy czegoś się boją, wstydzą się własnego lęku.

Kiedy są wyczerpane, wymagają od siebie jeszcze więcej.

„Znowu wszystko zepsułaś”.

„Przestań się nad sobą użalać”.

„Jak można być tak głupim?”.

„Weź się w garść”.

Czasem dopiero podczas terapii zaczynają rozpoznawać, że te słowa brzmią zadziwiająco znajomo.

Że kiedyś słyszały je od kogoś bliskiego. Od osoby, której miłości, aprobaty i ochrony bardzo potrzebowały.

I choć dziś nikt już nie stoi nad nimi z pasem, same potrafią traktować siebie tak, jakby nieustannie zasługiwały na karę.

Kiedyś ktoś zawstydzał je za płacz, dziś same zawstydzają się za łzy. Kiedyś ktoś karał je za pomyłkę, dziś nie dają sobie prawa do błędu. Kiedyś słyszały, że muszą być twarde, dziś nie potrafią przyznać nawet przed sobą, że potrzebują pomocy.

Nie jest to oczywiście nieuchronny los wszystkich osób, które doświadczyły przemocy. Wewnętrzny krytyk może rozwijać się pod wpływem różnych doświadczeń. Jednak sposób, w jaki traktowali nas ważni dorośli, może mieć ogromne znaczenie dla tego, jak później odnosimy się do własnych emocji, potrzeb i ograniczeń.

Przecież uczymy się regulować emocje także w relacjach.

Kiedy ktoś pomaga nam znieść lęk, stopniowo możemy uczyć się pomagać samym sobie.

Kiedy ktoś reaguje na nasz strach złością, pogardą albo karą, możemy zacząć podobnie traktować własne emocje.

I właśnie dlatego nie potrafię patrzeć na wychowanie oparte na przemocy wyłącznie przez pryzmat doraźnego posłuszeństwa.

Myślę także o tym, jakim dorosłym stanie się kiedyś to dziecko. Co będzie mówiło do siebie w chwilach kryzysu. Czy będzie potrafiło poszukać pomocy, czy może automatycznie uruchomi wobec siebie tę samą surowość, z którą spotykało się przez lata.

Przy okazji warto wyjaśnić jedno nieporozumienie, które nieustannie powraca w dyskusjach o wychowaniu.

Wychowanie bez przemocy nie jest wychowaniem bez granic.

Można nie bić dziecka i jednocześnie wymagać od niego odpowiedzialności. Można stanowczo zatrzymać niewłaściwe zachowanie, wyznaczać zasady, egzekwować konsekwencje, nie zgadzać się na krzywdzenie innych.

Można też pozwalać dziecku doświadczać frustracji i rozczarowania, bo są one nieodłączną częścią życia.

Dzieci nie potrzebują dorosłych, którzy na wszystko się zgadzają. Potrzebują takich, którzy potrafią korzystać ze swojej przewagi odpowiedzialnie, bez zastraszania i upokarzania.

13 października Fundacja Dajemy Dzieciom Siłę opublikowała wyniki „Barometru postaw wobec krzywdzenia dzieci 2026”.

Wynika z nich, że 32% dorosłych nadal dopuszcza stosowanie kar fizycznych wobec dzieci w określonych okolicznościach. Tylko 20% badanych uważa, że krzyk na dziecko nigdy nie powinien być stosowany.

Jednocześnie społeczne przyzwolenie na bicie dzieci stopniowo maleje.

I bardzo zależy mi na tym, żeby tej zmiany nie pomijać. Coraz więcej osób odrzuca przemoc jako metodę wychowania. Zmienia się społeczne rozumienie praw i potrzeb dzieci.

Ale wydarzenia ostatnich dni i reakcje, które im towarzyszą, skłaniają mnie do zastanowienia, co dzieje się z tymi przekonaniami, kiedy sami zaczynamy się bać.

Czy w chwilach zagrożenia potrafimy nadal odróżnić ochronę od karania, odpowiedzialność od potrzeby odwetu, stanowczość od agresji?

Czy umiemy pozostać dla dzieci źródłem oparcia, nawet jeśli sami odczuwamy silny lęk i bezradność?

Bo dzieci nie powinny ponosić dodatkowych kosztów emocjonalnych tego, że my, dorośli, nie potrafimy poradzić sobie z własnym przerażeniem.

Wracam myślami do Maćka, który siedzi z telefonem w dłoni i czyta komentarze.

On już się boi.

Nie potrzebuje kolejnych dorosłych przekonujących go, że świat jest niebezpieczny. Potrzebuje wiedzieć, że ktoś potraktuje jego lęk poważnie, wysłucha go i podejmie działania, żeby zapewnić mu możliwie największe bezpieczeństwo.

Chciałabym, żeby nasze dzieci mogły dorastać z doświadczeniem takich relacji. Żeby z czasem rozwijał się w nich wewnętrzny głos, który w chwili zagrożenia nie będzie dodatkowo straszył, a w chwilach słabości nie zacznie wymierzać kary.

Ale myślę również o nas, dorosłych.

O tych wszystkich osobach, które takiego głosu nigdy w sobie nie zbudowały, bo same dorastały w strachu, pod presją, wśród krytyki i zawstydzania.

My również możemy uczyć się mówić do siebie inaczej. Z większą wyrozumiałością, spokojem i troską. Możemy stopniowo budować w sobie poczucie bezpieczeństwa, którego kiedyś zabrakło nam w relacjach z najbliższymi.

Być może właśnie tego potrzebujemy uczyć nasze dzieci, a nierzadko również samych siebie.

Żeby kiedy znów wydarzy się coś trudnego, nie stawać się dla siebie kolejnym źródłem strachu.

Katarzyna Aleksndrzak-Kamińska
psychologia | interwencja kryzysowa | psychoterapia

-----------------------------------------------------------

Źródło danych: Fundacja Dajemy Dzieciom Siłę, „Barometr postaw wobec krzywdzenia dzieci w Polsce 2026”.

------------------------------------------------------------

PS. Jeśli to, o czym piszę, jest Ci bliskie i widzisz wartość w mojej pracy, będę wdzięczna za wsparcie w głosowaniu w Kursorach Roku 2026. Dziś ostatni dzień, głosowanie kończy się o 23:59. Link zostawiam w pierwszym komentarzu.

Przez lata uczyłam się, że prosić to kłopot. Że lepiej samej. Że jeśli się postarasz, ktoś w końcu zauważy.Od półtora ro...
13/10/2026

Przez lata uczyłam się, że prosić to kłopot. Że lepiej samej. Że jeśli się postarasz, ktoś w końcu zauważy.

Od półtora roku piszę tu o Kulcie Wytrzymywania, o dobrych córkach, o nadodpowiedzialności i o ciele, które prowadzi ewidencję, nawet gdy my udajemy, że wszystko w porządku. To Wy sprawiłyście, że ta rozmowa stała się tak duża. Wasze komentarze, historie i udostępnienia. Bez płatnej promocji, tylko dlatego, że rozpoznawałyście w tych tekstach siebie.

Niedawno kobieta, która jest dla mnie ważna, moja mentorka, powiedziała mi: zgłoś się do Kursorów Roku. Mnie samej by to do głowy nie przyszło. Posłuchałam i moja twórczość startuje w ogólnopolskim konkursie Kursory Roku 2026, w kategorii Twórczość Roku.

Zgłosiłam też to, jak pracuję. W programie „Daj Ciału Głos” prawie połowa miejsc była bezpłatna lub stypendialna, bo wierzę, że rzetelna psychoedukacja nie powinna zależeć od portfela.

Teraz robię coś, czego uczę, a co wciąż przychodzi mi niełatwo: proszę o wsparcie.

Do 15 października trwa głosowanie publiczności. Zajmuje minutę.
👇 Link

https://kursoryroku.pl/k/katarzyna-aleksandrzak-kaminska

🔁 I mam jeszcze jedną prośbę: udostępnij ten post. Zabiera to dwie sekundy, a Twoje udostępnienie dociera do osób, do których ja sama nigdy nie dotrę. To właśnie dzięki Waszym udostępnieniom moje teksty przeczytały miliony kobiet. Teraz mogą mi pomóc jeszcze raz.

Wytrzymywanie to nie odporność. Proszenie o pomoc nie jest słabością.

Dziękuję z całego serca 🤍

Katarzyna Aleksandrzak-Kamińska
Psycholożka Psychosomatyczna
Psychologia • interwencja kryzysowa • psychoterapia (w trakcie szkolenia integracyjnego) • psychosomatyka
Projektuję programy psychoedukacyjne, kursy i procesy grupowe dla kobiet żyjących w przewlekłym stresie i przeciążeniu. Prowadzę też warsztaty i webinary dla firm i organizacji.
Warszawa

**Nie zawsze to, co pomaga jednej osobie, będzie pomocne dla drugiej.**Niby oczywiste, prawda? A jednak w psychologii i ...
11/10/2026

**Nie zawsze to, co pomaga jednej osobie, będzie pomocne dla drugiej.**

Niby oczywiste, prawda? A jednak w psychologii i psychoterapii często szukamy odpowiedzi, które pozwolą nam poczuć większą pewność. Chcemy wiedzieć, jak rozpoznać trudność, co zaproponować i po czym poznać, że nasza pomoc działa.

Tymczasem człowiek rzadko mieści się w gotowym schemacie.

Szczególnie interesuje mnie to w kontekście regulacji emocji. Bo regulacja nie zawsze oznacza wyciszenie. Czasem chodzi o odzyskanie energii, kontaktu ze sobą, poczucia wpływu albo możliwości dokonania wyboru.

I właśnie o tym napisałam w artykule **„Regulacja to nie tylko wyciszenie. Jak rozpoznawać hiper- i hipopobudzenie w pracy pomocowej”**, który ukazał się w pierwszym numerze **„Uważnika” – bezpłatnego kwartalnika psychologicznego Stowarzyszenia Widzących Więcej**.

Przyglądam się w nim temu, co możemy wywnioskować z zachowania drugiego człowieka, dlaczego popularne techniki regulacyjne nie zawsze działają zgodnie z naszymi oczekiwaniami i jak ważne jest sprawdzanie, co rzeczywiście pomaga konkretnej osobie.

Ale chciałabym Was zachęcić do przeczytania nie tylko mojego tekstu.

W kwartalniku znajdziecie również artykuły o traumie i obrazie ciała, seksualności, arteterapii, agresji, doświadczeniach bliskich osób uzależnionych oraz rozmowach o śmierci i umieraniu.

To wiele różnych perspektyw na ludzkie doświadczenie i pomaganie.

Cieszę się, że mogłam być częścią tego projektu.

**Cały numer jest dostępny bezpłatnie.** Jeśli te tematy są Wam bliskie, zachęcam do pobrania i spokojnej lektury.

📖 Link do pobrania „Uważnika” w komentarzu!

Ciało pamięta to, o czym głowa dawno postanowiła zapomnieć.Kark, który nie rozluźnia się nawet na urlopie. Brzuch, który...
07/10/2026

Ciało pamięta to, o czym głowa dawno postanowiła zapomnieć.

Kark, który nie rozluźnia się nawet na urlopie. Brzuch, który reaguje, zanim zacznie się trudna rozmowa. Zmęczenie, którego nie tłumaczą żadne wyniki badań. W gabinecie widzę to często: trauma nie zawsze opowiada się słowami. Czasem mówi objawem.

O tym będę mówić 17 października na konferencji online „Od przetrwania do integracji. Trauma w perspektywie terapeutycznej”. Otwieram ją wykładem „Gdy trauma zostaje w ciele. Jak rozumieć objawy psychosomatyczne?” (9:15).

Dalej: trauma relacyjna u osób w spektrum autyzmu, praktyczne narzędzia do pracy w gabinecie, trauma relacyjna w codzienności matek i to, dlaczego integracja traumy dzieje się w ciele, a nie w głowie.

I najważniejsze: to wydarzenie charytatywne. Stowarzyszenie Widzących Więcej od lat wspiera dorosłych z rodzin dysfunkcyjnych, rodziny w kryzysie oraz dzieci i młodzież, które rzadko dostają drugą szansę. Właśnie ruszył remont ich łódzkiej placówki. Na start łazienki, a potrzeby rosną z każdym dniem.

Jak piszą sami: „Każdy powinien mieć miejsce, do którego może wrócić, gdy życie staje się zbyt trudne.”

📅 17 października, 9:00–14:00, online (Teams)
💳 50 zł, wpłata przez zbiórkę Stowarzyszenia
📜 imienny certyfikat

Pięć wykładów za 50 zł, a pieniądze trafiają tam, gdzie ktoś będzie z nich korzystał codziennie.

Link do zbiórki i zapisów w pierwszym komentarzu 👇

„Nic dziś nie zrobiłam. A jestem wykończona.”Słyszę to zdanie od wielu kobiet. Prawie zawsze kryje się za nim dzień, w k...
06/10/2026

„Nic dziś nie zrobiłam. A jestem wykończona.”

Słyszę to zdanie od wielu kobiet. Prawie zawsze kryje się za nim dzień, w którym działo się bardzo dużo, tylko nic nie mogło się skończyć. Mail przerwany telefonem, telefon przerwany pytaniem dziecka, a w tle lista rzeczy, o których trzeba pamiętać.

Ciało przez cały dzień jest wtedy w gotowości. Wieczorem to zmęczenie ma swoją przyczynę, nie bierze się znikąd.

Przygotowałam 3 proste ćwiczenia na takie dni. Nie musisz robić wszystkich, wystarczy jedno na ten tydzień.

Zapisz ten post, żeby mieć ćwiczenia pod ręką wieczorem, kiedy znowu poczujesz, że dzień rozpadł się na kawałki.

Katarzyna Aleksandrzak-Kamińska
psycholożka | interwentka kryzysowa
Pracuję z kobietami, które długo funkcjonują w przeciążeniu i czują to w ciele.

01/10/2026
Czasem pierwszym sygnałem nie jest „potrzebuję pomocy”.To może być wycofanie.Rezygnowanie z rzeczy, które wcześniej były...
01/10/2026

Czasem pierwszym sygnałem nie jest „potrzebuję pomocy”.
To może być wycofanie.

Rezygnowanie z rzeczy, które wcześniej były ważne.
Zmiana snu, apetytu, kontaktu z ludźmi.
Powtarzające się „wszystko w porządku”, choć czujemy, że chyba jednak nie.

Właśnie o zauważaniu takich zmian jest kampania „Sygnał. Odbierz sygnał – połącz kropki” Fundacji TwójPsycholog.

Od 1 do 22 października biorę w niej udział jako wolontariuszka i udostępniam w swoim gabinecie na warszawskiej Białołęce kilka terminów bezpłatnych, jednorazowych konsultacji psychologicznych dla osób dorosłych 18+.
Skorzystaj lub przekaż dalej 🙏

Z konsultacji możesz skorzystać m.in., jeśli:

jesteś młodą osobą dorosłą i od jakiegoś czasu zauważasz u siebie zmianę, czujesz, że coś jest nie tak, ale jeszcze nie bardzo wiesz, jak to nazwać;

albo
jesteś rodzicem/opiekunem/bliskim nastolatka i niepokoją Cię zmiany w jego zachowaniu, samopoczuciu czy funkcjonowaniu i potrzebujesz zastanowić się, co właściwie widzisz, jak o tym rozmawiać i jaki powinien być kolejny krok.

Nie trzeba przychodzić z gotową diagnozą ani wiedzieć, „co dokładnie jest problemem”.

Konsultacja służy właśnie temu, żeby zebrać sygnały, uporządkować sytuację i zastanowić się, jaka forma dalszego wsparcia może być potrzebna.

📍 Warszawa, Białołęka
👤 u mnie: osoby dorosłe 18+
⏱️ 50 minut
💬 bezpłatnie, jednorazowo
📅 1–22 października
⚠️ link do zapisów https://twojpsycholog.pl/profil-osrodka/fundacja-twojpsycholog-kampania-sygnal-546

Nie jesteś z Warszawy albo szukasz pomocy dla osoby niepełnoletniej?

W kampanii bierze udział wielu specjalistów z całej Polski. Dostępne są konsultacje stacjonarne i online, również dla młodzieży u specjalistów, którzy pracują z osobami niepełnoletnimi. Oficjalny profil kampanii pokazuje aktualne opcje i wolne terminy.

Mam wokół siebie wielu specjalistów, których bardzo podziwiam.Są takie osoby, które są kilka kroków przede mną. Chętnie ...
25/09/2026

Mam wokół siebie wielu specjalistów, których bardzo podziwiam.

Są takie osoby, które są kilka kroków przede mną. Chętnie na nie patrzę, uczę się od nich, inspiruję ich sposobem myślenia i korzystam z ich doświadczenia.

Są też takie, które są trochę wcześniej na swojej drodze. I wtedy staram się podać rękę w taki sposób, w jaki sama chciałabym ją kiedyś dostać.

Bardzo lubię myśleć o naszym środowisku jako o miejscu, w którym możemy się od siebie różnić, inaczej pracować, inaczej rozumieć człowieka, a jednocześnie nadal być siebie ciekawi i traktować się z szacunkiem.

Bo dla mnie właśnie ta otwartość na drugiego człowieka, na jego perspektywę i inny sposób widzenia świata, jest jednym z fundamentów naszej pracy.

I czasem myślę, że jeśli nie potrafimy dawać tego sobie nawzajem jako psycholodzy i psychoterapeuci, to trudno będzie nam naprawdę dawać to naszym pacjentom.

Dlatego bardzo podoba mi się ta inicjatywa.

1/11 Powiedz, co cenisz


Dziś pierwsze z 11 zaproszeń w ramach . Zaczynamy od prostego gestu: powiedzenia osobie po fachu, co konkretnie cenimy w jej pracy.

Przez kolejne dni będziemy przyglądać się temu, jak odnosimy się do siebie w środowisku psychoterapii: jak rozmawiamy i słuchamy, jak spotykamy się w warunkach różnicy i czego możemy uczyć się od siebie.

Możesz zatrzymać się przy jednym zaproszeniu, kilku lub wszystkich. Możesz potraktować je jako punkt wyjścia do rozmowy, osobistej refleksji lub gestu wobec innej osoby po fachu. Możesz przyjrzeć się temu, jak działa Twój zespół lub organizacja, której jesteś częścią.

Jeśli zechcesz podzielić się refleksją w komentarzu lub innym miejscu, pisz z ciekawością wobec innych punktów widzenia, szacunkiem dla odrębności każdej osoby i odpowiedzialnością za własne słowa.

Możesz tam również przesłać własną propozycję zaproszenia i współtworzyć kalendarz z nami.

Logo inicjatywy do pobrania i inne informacje ▶ link w komentarzu.



Sobota: sprzątanie.Niedziela: rodzina. Obiad, wizyta u babci, może spacer na cmentarz. Jeszcze umyć okna u rodziców.Poni...
20/09/2026

Sobota: sprzątanie.
Niedziela: rodzina. Obiad, wizyta u babci, może spacer na cmentarz. Jeszcze umyć okna u rodziców.
Poniedziałek: praca i pięć dni w pośpiechu. Oby do piątku.

Stały schemat, rytuały wyryte w pamięci od dekad.

Jak robot.

Aż któregoś tygodnia, może gdzieś po 40-stce, a może później, robot przestaje się uruchamiać.

Perimenopauza odsłania schemat wytrzymywania, który działał tak długo i tak cicho, że brałaś go za swój charakter.

Budzisz się o czwartej z walącym sercem i pierwsza myśl brzmi: „przesadzam, w poniedziałek mam ważny dzień”.

Okna u rodziców myjesz już z zaciśniętą szczęką.

Przy niedzielnym obiedzie wybuchasz o niedomkniętą szufladę, a potem przez godzinę nie wiesz, co się z Tobą stało.

Marta napisała kiedyś pod moim postem, że przez całe życie nosiła przyklejoną łatkę: „ta zawsze da radę”. Wiele z nas nosi ją tak długo, że już nie pamięta, kto ją przykleił.

Kiedy schemat wychodzi na powierzchnię, pierwszy odruch bywa znajomy: wziąć się w garść i wytrzymać także to. Ciało w perimenopauzie potrzebuje teraz raczej sojuszniczki.
Pierwszy krok jest mniejszy, niż się wydaje: zrozumieć, co ciało próbuje Ci powiedzieć, zanim znowu powiesz sobie „przesadzam”.

W perimenopauzie progesteron spada, a estrogen skacze jak na huśtawce. Amortyzator słabnie. Ta sama sobota, ta sama niedziela i ten sam tydzień do piątku kosztują nagle znacznie więcej.

Badacze z Mayo Clinic zauważyli, że kobiety z trudnymi doświadczeniami z dzieciństwa częściej zgłaszają nasilone objawy menopauzy. Układ nerwowy, który od dekad pracował na nadgodzinach, ma mniejszy zapas, kiedy hormonalne wsparcie zaczyna się wycofywać.

To trochę jak odpływ. Woda cofa się i widać wszystko, co latami leżało na dnie: nieprzespane noce, cudze sprawy wzięte na siebie, tysiąc razy powiedziane „nic mi nie jest”.

Schemat był tam zawsze. Zmienił się tylko poziom wody.

Wyczerpanie, które przychodzi teraz, łatwo odczytać jako dowód słabości. Częściej jest rachunkiem za lata, w których ciało płaciło za Ciebie po cichu.

Dlatego przygotowałam bezpłatny e-book „Twoje ciało nie wariuje. Ono Cię woła”. Znajdziesz w nim mapę ciała, wyjaśnienie, dlaczego wewnętrzny alarm nie wyłącza się, nawet gdy „nic się nie dzieje”, biologiczną logikę PMS i perimenopauzy oraz trzy techniki regulacji krok po kroku.

Wystarczy zapisać się na newsletter i pobrać tu:
https://psycholozka-psychosomatyczna.netlify.app

Przez lata ten schemat miał wsparcie, o którym nie wiedziałaś. Pochodna progesteronu wzmacnia działanie GABA, czyli naturalnego hamulca układu nerwowego. Estrogen pomaga regulować sen, nastrój i reakcję na stres. Razem działały jak amortyzator: tłumiły koszt wytrzymywania, zanim zdążył do Ciebie dotrzeć.

Objawy perimenopauzy warto omówić z lekarzem, bo wiele z nich da się realnie złagodzić.

Psychosomatyka tej ścieżki nie zastępuje. Pomaga zrozumieć, dlaczego u kobiety, która zawsze dawała radę, ciało mówi teraz tak głośno.

Jeśli to też Twój schemat, w pierwszym komentarzu znajdziesz części dalszą.

Twoje ciało nie wariuje. Ono Cię woła.

Katarzyna Aleksandrzak-Kamińska
psycholożka, psychoterapeutka integracyjna w szkoleniu, interwentka kryzysowa 🌹

Adres

Dziatwy 5a/4
Warsaw

Powiadomienia

Bądź na bieżąco: wyślemy Ci e-mail, gdy Katarzyna Aleksandrzak-Kamińska Psycholożka Psychosomatyczna opublikuje nowości i promocje. Twój adres e-mail nie zostanie wykorzystany do żadnego innego celu, a subskrypcję możesz anulować w dowolnym momencie.

Kontakt: Praktyka

Wyślij wiadomość do Katarzyna Aleksandrzak-Kamińska Psycholożka Psychosomatyczna:

Skróty

Udostępnij