Stając się sobą

Łatwo jest być mamą dziecka o łatwym temperamencie. Niewiarygodnie ciężko za to jest być mamą innego dziecka, co długo s...
21/04/2026

Łatwo jest być mamą dziecka o łatwym temperamencie. Niewiarygodnie ciężko za to jest być mamą innego dziecka, co długo się uspokaja, łatwo wybucha, gryzie, kopie, krzyczy, jest ciągle na „nie”.

Są dzieci, które garną się do mamy, po przebudzeniu patrzą w jej oczy z uśmiechem, delikatnie proszą o jej uwagi, łagodnie szukają kontaktu fizycznego. Takie mamy są bardziej szczęśliwe, naturalnie rozwijają się w swojej nowej roli, czują się pewniej jako rodzic, odważniej sięgają po więcej w relacji z dzieckiem.

Mamy dzieci o trudnym temperamencie są zestresowane, obwiniają się o swoje niepowodzenia i błędy rodzicielskie, ciągle szukając winy w sobie. Jest im bardzo ciężko wzrastać, rozwijać skrzydła jako rodzicowi. Ich poczucie winy, kolejne niepowodzenia i wyczerpanie blokuje ich postęp, niweczy dobre chęci zbliżenia się do dziecka, co może jeszcze bardziej pogłębiać kryzys.

Jak pięknie jest być mamą bez tego trudu i wysiłku. Wiem natomiast, że mamy tych trudniejszych dzieci codziennie wykonują najtrudniejszą pracę świata, wciąż zbierając w sobie ostatek sił, aby jednak być w miarę dobrym rodzicem.

Bardzo potrzebują wsparcia i zrozumienia otoczenia. Że to nie ich wina… że to nie jest brak wychowania. Że nie są wadliwe, tylko ich droga macierzyństwa jest wyprawą górską, a nie przechadzką przez łąkę, która być może kiedyś im się marzyła.

Wiemy natomiast, że najtrudniejsze szlaki i skaliste drogi mogą doprowadzić na najwyższe szczyty, gdzie są najlepsze widoki. Trzymam za Was kciuki.

Obraz:

Z wieloma zaburzeniami psychicznymi psychiatria sobie po prostu nie radzi. Takie oto zdanie dziś usłyszałam od pana prof...
15/04/2026

Z wieloma zaburzeniami psychicznymi psychiatria sobie po prostu nie radzi.

Takie oto zdanie dziś usłyszałam od pana profesora, psychiatry, który pracuje w szpitalu psychiatrycznym w Warszawie. Bardzo mnie to zainteresowało, więc chciałam rozwinąć temat. Konkluzja jest taka: że trudności mają z leczeniem zaburzeń depresyjnych, OCD (obsesyjno-kompulsywne), uzależnień (pewnie dorzucić warto tu conajmniej anoreksję, borderline i ASD). Nie chciałam zakończyć tematu na tak smutnym akcencie, więc dopytałam też o to, z czym radzą sobie dobrze, otóż to: ogromne postępy są w leczeniu psychoz (w tym oczywiście schizofrenii), dobrze sobie radzą z manią i wszelkimi zaburzeniami lękowymi, gdyż leki tu są super skuteczne.
Wrócę jeszcze do schizofrenii, pan prof stwierdził, że przy nieprzerywalnym leczeniu i monitorowaniu choroby można prowadzić satysfakcjonujące, pełnowartościowe życie.

Zadziwiające jest to, że postępy w leczeniu depresji klinicznej wypadają tu tak blado…

Obraz: Jacques-Louis David

Zajęcia z SI (Integracji Sensorycznej) nie mają żadnego sensu. Nie ma żadnych poważnych badań klinicznych, które potwier...
13/04/2026

Zajęcia z SI (Integracji Sensorycznej) nie mają żadnego sensu.

Nie ma żadnych poważnych badań klinicznych, które potwierdzałyby ich skuteczność. Nie działają jak w sytuacji dzieci z ASD, tak i ADHD. Niby o tym wiem od dawna, ale cały czas przy każdej okazji pytam o to napotykanych specjalistów (bo nie mogę w to uwierzyć, że wciąż w Poradniach PP proponuje się to oddziaływanie jako jedno z pierwszych). Większość dzieci z trudnościami jest wysyłana na zajęcia SI, chodzą na nie latami… co więcej, znam rodziców, którzy są przekonani w skuteczności tej metody.

Właśnie po raz kolejny, w IPiN w Warszawie, psychiatra, mający pod opieką dzieci z ADHD i ASD potwierdził, że to nie działa, że nie ma żadnych dowodów, że to leczy lub poprawia funkcjonowanie. Że o wiele lepiej zainwestować w dobre zajęcia TUS lub psychoterapię/psychoedukację, być może leki (w przypadku ADHD).

Obraz: John Everett Millais

Ta wypowiedź neurobiologa mocno mnie zatrzymała, zwłaszcza że w domu mam trójkę małych dzieci. Warte uwagi. Pokolenie Z ...
08/02/2026

Ta wypowiedź neurobiologa mocno mnie zatrzymała, zwłaszcza że w domu mam trójkę małych dzieci. Warte uwagi.

Pokolenie Z jako pierwsze załamuje tendencję wzrostu IQ i umiejętności poznawczych względem rodziców. Przyczyna? Zapewne już się domyślacie. Poniżej skrót przemówienia, które zrobiło na mnie spore wrażenie.

„Nazywam się Dr Jared Cooney Horvath, jestem byłym nauczycielem, a teraz neuronaukowcem, który bada ludzkie uczenie się. To smutny fakt, z którym nasze pokolenie musi się zmierzyć — nasze dzieci są poznawczo mniej zdolne niż my byliśmy w ich wieku. Od końca XIX wieku każde pokolenie osiągało lepsze wyniki niż rodzice… Pokolenie Z jest pierwszym w nowoczesnej historii, które osiąga gorsze wyniki na zasadniczo każdej mierze poznawczej, jaką posiadamy — od podstawowej uwagi, pamięci, umiejętności czytania, liczenia, funkcji wykonawczych, aż po ogólne IQ — mimo że spędzają więcej czasu w szkole niż my. Dlaczego? Co wydarzyło się około 2010 r., co odłączyło szkołę od rozwoju poznawczego? Nie wydaje się, żeby szkoła jako instytucja diametralnie się zmieniła. Nie wydaje się, żeby biologia ludzi mogła tak szybko ulec zmianie. Odpowiedź wydaje się tkwić w narzędziach, których używamy w szkołach do wspierania nauki… Gdy spojrzy się na dane, w krajach, które powszechnie przyjęły technologie cyfrowe w szkołach, wyniki spadają znacząco… I teraz mamy jasne zrozumienie, dlaczego technologia nie działa dla uczenia się. To ma podłoże biologiczne… Zamiast kierować edukację ku temu, co chcemy, aby dzieci robiły (głębokie czytanie, rozumienie), redefiniujemy rozumienie czytania, aby dopasować je do narzędzia. To nie jest postęp. To jest kapitulacja.”

Wypowiedź wygłoszona podczas publicznego przesłuchania w Senacie Stanów Zjednoczonych, w Komitecie Senate Commerce, Science and Transportation.
Temat posiedzenia brzmiał: „Plugged Out: Examining the Impact of Technology on America’s Youth” („Odłączając się: Ocena wpływu technologii na młodzież w USA”), które odbyło się 15 stycznia 2026 r. w Russell Senate Office Building w Waszyngtonie, DC.

Obraz: Adolescence Painting by William Jabez Muckley

Od razu poczułam się lepiej, kiedy natrafiłam na ten cytat. Także, drodzy rodzice, poczujcie się też lepiej Wy! Wrzucam....
04/02/2026

Od razu poczułam się lepiej, kiedy natrafiłam na ten cytat. Także, drodzy rodzice, poczujcie się też lepiej Wy! Wrzucam.

„Jeśli zrobisz wszystko, co możesz, by wspomagać osobisty rozwój swego potomka, przygotuj się na to, że będziesz musiała radzić sobie z niepokojącymi skutkami tego rozwoju. Jeśli twoje dzieci w ogóle siebie odnajdą, to nie zadowolą się, dopóki nie odnajdą całych siebie, a to będzie obejmowało zarówno agresję i niszczycielskie elementy destrukcyjne, jak i elementy, które określamy jako miłosne. Nastąpi długa szarpanina, którą musisz przeżyć.”

Donald Winnicott

A tak jeszcze dorzucę cytat pewnego psychiatry: Jak chce się mieć wygodne dziecko, to proszę kupić lalkę. Też bardzo mi się spodobało i podniosło na duchu 😀.

Obraz: Mary Cassatt - Breakfast in Bed.

Znowu szpital. Przerażenie sięgające zenitu o dziecko, jego stan i problemy, o których jeszcze nie wiesz. Rodzic zrobi w...
31/01/2026

Znowu szpital. Przerażenie sięgające zenitu o dziecko, jego stan i problemy, o których jeszcze nie wiesz. Rodzic zrobi wszystko, aby jakkolwiek zmniejszyć cierpienie swojego malucha. Każde wkucie się i każdy wenflon boli matkę okrutnie.

Widziałam mamy płaczące, zaciskające zęby, białe jak ściana, bliskie omdlenia z wrażenia. Mamy całymi nocami czuwające na fotelu przy łóżku chorego dziecka, chodzące w kółko po sali i ciągle patrzące się na te piszczące sprzęty, którymi okablowany jest maluch.
Czyste przerażenie i bezradność.

„Wiesz co ja z tego pamiętam”- ? zapytała moja koleżanka z pracy, która jako dziecko wiele miesięcy spędziła w szpitalu z mamą. Rozmawiałyśmy o problemach zdrowotnych mojego synka. „Najsmutniejszym i najbardziej wrywającym się w pamięć był obraz mojej mamy, która płakała, odbierając moje wyniki badań. Było mi okropnie smutno, że sprawiam jej tyle przykrości tymi swoimi problemami z krwią. Nic innego za bardzo nie pamiętam. Tylko często płaczącą mamę”.

Pomyślałam, że dopóki dziecko widzi w miarę opanowanego i spokojnego rodzica, to czuje się bezpiecznie, nawet w trudnych warunkach szpitala. Możliwe, że to okropieństwo bolesnych badań, procedur i operacji jest do zniesienia, kiedy obok jest pogodny dorosły, który czuje, że to wszystko jest do przejścia, do przeżycia. Zaczęłam budować w sobie takie przekonanie i powtarzać synowi przy kolejnych kuciach : „Damy radę. Damy sobie z tym radę”. Zniosłam to lepiej, chyba on też.

W końcu dziecko widzi świat oczami matki. To w jej oczach odczytuje, co jest złe, a co dobre, z czym sobie poradzi, a z czym nie. Po jej minie, gestach, słowach, wie, na ile jest bezpiecznie, czy jednak należy czegoś się bać. To w jej głosie odnajduje spokój lub sygnał, że jest sytuacja jest nie do przeżycia…

To dlatego 8-miesięczne niemowlęta, kiedy napotykają przepaść (namalowaną na podłodze w realistyczny sposób) odrazu patrzą na matkę, aby wiedzieć, czy to jest bezpieczne. Jesli mina matki wskazuje, że to nic takiego, to wchodzą na obrazek, ale jeśli twarz wyraża lęk, to cofają się niepewnie.

Widzą wszystko, co ich otacza oczami swoich matek. Potrzebują ich twarzy, ich głosu, aby nie poruszać się po tym świecie po omacku.

Obraz: Oscar Wergeland, chore dziecko

Czego ludzie żałują przed śmiercią?(to nie są przypuszczenia. To wnioski z badań i rozmów z osobami u kresu życia)Nie mó...
27/01/2026

Czego ludzie żałują przed śmiercią?
(to nie są przypuszczenia. To wnioski z badań i rozmów z osobami u kresu życia)

Nie mówią:
„żałuję, że za mało pracowałem”
„żałuję, że nie byłem bardziej produktywny”

Najczęściej mówią coś zupełnie innego.

🔹 Żałują, że nie żyli w zgodzie ze sobą
że wybierali „bezpiecznie”, a nie prawdziwie
że spełniali cudze oczekiwania zamiast swoich marzeń

🔹 Żałują, że poświęcili zbyt dużo życia pracy
kosztem relacji, obecności, bycia z bliskimi tu i teraz

🔹 Żałują niewyrażonych emocji
niewypowiedzianego „kocham”
przemilczonych konfliktów
lat spędzonych na tłumieniu siebie

🔹 Żałują zaniedbanych relacji
bo na końcu to nie osiągnięcia są najważniejsze,
tylko ludzie

🔹 Żałują, że odkładali życie „na później”
dbanie o siebie
radość
odpoczynek
bycie szczęśliwym bez warunków

📌 Psychologia pokazuje coś bardzo ważnego:
najsilniejszy żal dotyczy nie tego, co zrobiliśmy, ale tego, czego NIE zrobiliśmy.

Tego, kim nie odważyliśmy się być.

Może więc pytanie nie brzmi:
„czy robię wystarczająco dużo?”

Ale:
„czy żyję w zgodzie ze sobą – już teraz?”

Obraz: Paul Signac, 1895-96.o

„Czy podać leki na ADHD 5-latkowi, który ma zachowania agresywne”- pyta pewna mama. Wiemy, że formalnie można, wiemy, że...
24/01/2026

„Czy podać leki na ADHD 5-latkowi, który ma zachowania agresywne”- pyta pewna mama. Wiemy, że formalnie można, wiemy, że dr Jóźwiak podaje swoim. Wiemy, że leki działają. Oczywistość. Tylko pomyślałam o tym jeszcze w inny sposób…

Znam podobną historię dziewczynki bez papierów. Nagle, niewiadomo skąd (dokładnie jak u tej mamy powyżej, co zastanawiała się nad lekami) 5-letnia Emilka zaczyna popychać, gryźć i klepać dzieci. Trwało to conajmniej miesiąc, a może i dłużej z taką intensywnością, że jedna nauczycielka z przedszkola zaczęła nalegać na diagnozie, sugerując, że dziecko zapewne jest w spektrum.

Jakoś rodzice to przetrwali, przedszkole jakoś też, no i zachowania dziewczynki zupełnie się wygasiły. Jak przyszło, tak poszło. Może to przez młodszą siostrę Emilki, która ciągle wisiała na piersi, może przez okresowe uciążliwe wysypki, maże skok rozwojowy, a może tak po prostu taki to był etap - zastanawiała się mama dziewczynki. Nie myślała wówczas ani o lekach, ani o tym, aby leczyć córeczkę u psychiatry, ani nie miała zamiaru cokolwiek z nią robić. Poszło samo, jak to u dzieci czasem bywa…

Nie wiem, co myślicie. I może ktoś będzie święcie oburzony, ale trudno, biorę to na klatę. Coś tak mi się wydaje, że gdyby Emilka miała papiery lub diagnozę ADHD lub gdyby jej mama powiedziała, że uważa, że ma ADHD, to całkiem możliwe, że nauczycielki mogłyby zasugerować leczenie się u psychiatry i podanie leków. Ciężko coś takiego natomiast zaproponować dziecku, które nie ma papierów. Z jakiegoś powodu ta mama nie rozważała tego, aby u dziecka jakoś wyeliminować zachowania agresywne lekami, tylko przyjęła to jako część normalnego dziecięcego życia (tak u dzieci już jest). Tłumaczyła agresywne zachowania nie w taki sposób, że Emilka ma coś nie tak w środku (jakąś wadę lub deficyt), więc bije dzieci, tylko uznała, że to coś w środowisku się zmieniło - niedawne urodzenie się siostry, wysypki , cokolwiek co tam wydarzyło się po drodze.

Pomyślałam, że całkiem możliwe, że mama Emilki z różnych przyczyn (można się zastanawiać dlaczego) odczuwała mniej lęku i była w stanie wytrzymać zachowania Emilki, sugestie jednej pani z przedszkola, i ani nie diagnozować swojego dziecka, ani nie robić nic, co miałoby to dziecko naprawić lub cokolwiek wyeliminować.

Wydaje mi się, że jak dziecko „ma papiery” jesteśmy skłonni jego trudne zachowania tłumaczyć tym, że to przez jego deficyty, niedociągnięcia, inny (czytaj mniej sprawny mózg), nienaprawialne wady (czyli to jest w nim i tego nie da się zmienić). Na a jak dziecko jest zwyczajne, bez diagnozy, to raczej patrzymy na środowisko i tłumaczymy trudne zachowania czynnikami zewnętrznymi, więc dziecko takie nie jest patologizowane.

Obraz: Rembrandt, Fille à la fenêtre

Nazwijmy ADHD podtypem osobowości - kilkakrotnie słyszałam o takim pomyśle, tak jak osobowość narcystyczna, histeryczna,...
23/01/2026

Nazwijmy ADHD podtypem osobowości - kilkakrotnie słyszałam o takim pomyśle, tak jak osobowość narcystyczna, histeryczna, paranoiczna, depresyjna, obsesyjno-kompulsywna lub każda inna. Bardzo mi się podoba taka propozycja!

Wtedy nie patrzymy na ADHD jako na zaburzenie, tylko na coś w rodzaju „typu charakteru”, którego się nie zmienia. Przecież każdy osobowość jakąś tam ma - ktoś z natury jest melancholijny i może skłonny do depresji, ktoś jest chodzącym człowiekiem komputerem, a ktoś jest mistrzowskim aktorem swojego życia… no a tu mamy kogoś żywego, aktywnego, błyskawicznie myślącego, może nieco impulsywnego i ogólnie w gorącej wodzie kąpanego. Każdy już jakiś jest, z minusami i plusami.

Osobowość ADHD, jak to brzmi?

Obraz: Maria Prymaczenko

Czy psychoterapeuta może być po rozwodzie? Padło pytanie na konferencji, w której kiedyś uczestniczyłam. „To nawet dobrz...
22/01/2026

Czy psychoterapeuta może być po rozwodzie? Padło pytanie na konferencji, w której kiedyś uczestniczyłam. „To nawet dobrze, aby był, przynajmniej raz”- powiedziała bardzo doświadczona psychoterapeutka, która była prelegentką. „Dobrze, aby terapeuta rozumiał, jak to jest i jak można się czuć w takiej sytuacji” - tłumaczyła, zaznaczając, że kolejne rozwody jednak już nie są mile widziane, bo jeden raz każdemu noga może się powinąć, ale kilkukrotnie … to już mogłoby według prowadzącej świadczyć o tym, że terapeuta nie potrafi budować trwałych związków, więc też jak miałby pomóc komuś w tym temacie?
Wówczas albo ma wrócić na własną terapię albo zaniechać prowadzenia par lub też ludzi, zmagających się z trudnościami tego typu.

Czy rodzic, mówiący o dzieciach i trudach rodzicielstwa powinien iść do terapeuty, który jest ojcem/matką? Ja bym tak zrobiła. Z doświadczenia wiem, że najlepiej mnie rozumieją inne matki, a matka terapeutka to dopiero świetne połączenie!

A co z uzależnieniami? Tym kluczem musimy poszukać kogoś, kto coś brał, a może grał nałogowo? Może warto szukać terapeuty, który wyszedł z depresji, skoro zmagam się właśnie z tym? A może kogoś, kto wie, jak to jest stracić bliską osobę, jak to jest mieć niepełnosprawne dziecko? A może po prostu terapeuta bogaty w doświadczenia życiowe to dobry terapeuta, bo więcej przeszedł? Ciekawa jestem, ja to widzicie:)

Obraz: Jacques-Louis David’s Portrait of Juliette Récamier

Adres

Warsaw

Strona Internetowa

Ostrzeżenia

Bądź na bieżąco i daj nam wysłać e-mail, gdy Stając się sobą umieści wiadomości i promocje. Twój adres e-mail nie zostanie wykorzystany do żadnego innego celu i możesz zrezygnować z subskrypcji w dowolnym momencie.

Skontaktuj Się Z Praktyka

Wyślij wiadomość do Stając się sobą:

Udostępnij

Kategoria