06/10/2026
Przyglądam się ludzkim poszukiwaniom.
Stęskniony wzrok za niespełnionym decenieniem.
Ucieczka w uznanie. W przynależność byle gdzie byle z kim, byleby nie poczuć tego co pod spodem.
Osiągnięcia więcej i więcej, jeszcze to umiem, jeszcze to robię.
Dziecięce części w nas, wołają: "zobacz mnie w końcu mamo", "zobacz mnie w końcu tato".
I wciąż nikt nie odpowiada.
Czym jest Twój pokarm?
Można być głodną uznania, podziwu, ciepłych słów - uzależniać swoje samo(poczucie) od tego pokarmu, którego szuka się na zewnątrz.
Tylko to wszystko starcza na chwilę.
Chwila nadziei.
Teraz już będzie dobrze.
Teraz w końcu gdzieś przynależe.
I co gubisz?
Cały czas siebie.
Cały czas nie ma Cię w sobie, przy ziemi.
Twardo stojąc na twardej ziemi albo leżąc, ale w końcu czując jak jesteś strasznie zmęczona kręceniem się w kółko.
Pytanie: ile i czego zabrakło. Bądź w żywym kontakcie z tym. Oddychaj do tej prawdy - to uziemia.
Tak, trzeba zejść na ziemię żeby ruszyć do zmiany czegokolwiek.
Z takiego kontaktu wychodzimy uwaleni po pachy.
W końcu zaczynasz czuć lata zaniedbań przez innych i siebie.
Z tego zastoju niekiedy się wyczołgujemy.
I przychodzi: " w końcu przejrzałam na oczy".
I widzisz co naprawdę się działo przez te lata, nie co chciałaś widzieć, a jakie coś było.
I to może skontaktować z tym, że nie wiesz kim jesteś.
To dobrze bo w końcu można odkrywać czego chcesz i potrzebujesz, gdy przestajesz zaspokajać potrzeby innych.
To jest prawda.
Widzisz rzeczywistość w innym stanie świadomości i zaczynasz stawać w spójności z tym nowym stanem.
Można poczuć w ciele jak Twoja prawda przepływa ile w niej zapisów, programów, starych od pokoleń ran.
I tak uznać to miejsce z którego przyszło Twoje życie.
Prawda jaka płynie od korzeni karmi owoce. Nie sposób się urwać z tej gałęzi i stwierdzić na głowę: "to nie moje".
Bo to, co głęboko czujesz, przynależy też do Ciebie. Ta sama woda w nas płynie.
Kiedy mówię o uznaniu mam na myśli te zapisy, które są w Twojej historii - kropka.
Nawet ta najbrzydsza, najgorsza, zakopana głęboko pod ziemią (bo każdy chciał zapomnieć) - jest prawdą.
Niesiemy te wiadra.
Żeby odstawić je na miejsce, trzeba żywego kontaktu z życiem, które przyszło do nas - stamtąd.
Z tych odległych dawnych zapisów.
Wtedy powoli puszczamy bo już nie trzeba zaprzeczać, naprawiać, błagać los by był inny.
Och jak wiele to kosztuje, ile energii z nas uchodzi, gdy szarpiemy się z przeszłością.
Widzisz i czujesz, że los był taki. Inny nie będzie.
Większy od Ciebie, ode mnie, od każdego.
Przyjąć to, to wypuścić się wolno do życia.
A to, co często dla nas najtrudniejsze to niezgoda, żal, rany którymi nie chcemy się zająć, za które nie chcemy wziąć odpowiedzialności bo przecież inni nam je zadali.
Tak, tylko co nam po walce z tym co zaszło? Karmimy tego ducha niezgody. On żyje, a nas nie ma.
Dlatego odkrywaj co Ciebie pożywi żeby odżyło co Twoje.
Jak Ty lubisz spędzać czas?
Czy rzeczywiście z tymi ludźmi?
Czy smakuje Ci to co jesz, czy jesz bo inni jedzą.
Czy spędzisz czas sama czy głupio bo inni razem - ciągle z kimś. I słyszysz może: "no weź nie bądź taka"... tylko, że "taka" możesz właśnie się najeść.
Albo tracimy siebie albo tych, którzy już nie pasują do nas.
Co wybierzesz? Siebie do syta? Czy niedosyt siebie?
Zapraszam na sesje 1:1 [email protected]