04/06/2026
Wróciła do mnie po dłuższej przerwie pacjentka.
Pracowałyśmy nad przewlekłymi dolegliwościami bólowymi miednicy i kręgosłupa, w których istotną rolę odgrywały czynniki psychospołeczne.
To trudne sytuacje życiowe i związany z nimi stres wpływały na nasilenie dolegliwości bólowych.
Z kolei nasilający się ból pogarszał samopoczucie psychiczne i wywoływał katastroficzne myśli.
I w ten sposób powstało błędne koło długotrwałych dolegliwości.
Pacjentka wróciła do mnie po kilku tygodniach nieobecności i powiedziała, że jest dobrze! 🤗
I że jest z siebie dumna, bo jej dłuższa nieobecność była wywołana różnymi trudnymi wydarzeniami życiowymi. Aktualnie dolegliwości nie ma, pojawiają się sporadycznie, a ona wie, co robić, by sobie pomóc!
I to był świetny moment, by porozmawiać o rezyliencji.
Rezyliencja to umiejętność wracania do równowagi po trudnych doświadczeniach. Nie oznacza braku stresu czy emocji - chodzi raczej o budowanie zasobów, które pomagają nam przez te momenty przejść.
Jak możemy budować rezyliencję w ramach fizjoterapii czy fizjoprofilaktyki?
Po pierwsze: regularna aktywność ruchowa dobrana do możliwości. I nie musi to być ciężki trening!
Po drugie: nastawienie.
Nie chodzi o odcinanie się od trudnych emocji, tylko o ich uznanie i szukanie rozwiązań, gdy pojawi się na nie przestrzeń.
I to wyraźnie zobaczyłam u mojej pacjentki, bo wróciła, kiedy już miała możliwość i była przy tym podbudowana, dumna z siebie i zmotywowana, by działać dalej.
W ramach fizjoterapii nie prowadzimy psychoterapii oczywiście, ale i tak pracując z człowiekiem mamy do czynienia z emocjami. I od naszej reakcji, komunikacji też zależy to, z jakim nastawieniem wychodzi pacjent.
Po trzecie: edukacja dotycząca samodzielnego radzenia sobie z bólem i profilaktyki, a także lepszego rozumienia samego bólu i czynników psychospołecznych wpływających na funkcjonowanie organizmu.
Teraz będziemy działać dalej, radząc sobie doraźnie z pojawiającymi się dolegliwościami i budując zasoby na przyszłość!
A Ty co robisz dla swojej rezyliencji?
Ja też się podzielę w komentarzu tym, co robię sama dla siebie!
Żeby nie było, że szewc bez butów chodzi 😉