27/07/2026
Trzeba przyznać, że w Hali Mirowskiej, czas się zatrzymał. Nie wiem czy miałaś/łeś okazję kiedykolwiek odwiedzić tę wiekową halę targową w jednym z Warszawskich serc? Jeśli nie to zdecydowanie warto. Choć krążą po niej głównie osoby starsze, to właśnie tam, dziś miałam okazję zobaczyć na własne oczy, jak jeszcze, w pozornie zakurzonych upływem czasu zakątkach, żyje świat.
Udałam się na pocztę (tak, jest tam poczta!) nadać list polecony priorytetowy. Przede mną stał jeden elegancki starszy Pan, o włosach białych jak papier. Uśmiechnął się i jak to w zwyczaju mają stali bywalcy Hali, zagaił:
- Pada?
Odpowiedzi udzielił automatycznie klikający coś na klawiaturze, pracownik Poczty. Mężczyzna, młodszy, ewidentnie obyty w zwyczaju rozmowy z osobami zupełnie obcymi.
- A no pada pada! Dobrze, że pada! Kiedyś musi. Od czwartku skwar.
Starszy Pan, nadal wpatrzony w moją twarz do której skierował pytanie wciąż oczekiwał odpowiedzi. Nie mogłam go zawieść.
- Ach, tak, trochę pada, choć już trochę mniej. Złożyłam parasol jak zostały pojedyncze krople. Ja to lubię jak pada, człowiek wie, że nie jest z cukru, a i woda zmywa z twarzy resztki trosk.
Panowie spojrzeli po sobie i zgodnie uznali moją wypowiedź jako głęboką, a następnie poetycką.
Zaczęliśmy rozmawiać.
Starszy Pan dopełnił sprawunki, w pewnym sensie zaczynając wstępny small talk, który przerodził się w dłuższą rozmowę. Zapłacił i poszedł, a my kontynuowaliśmy rozmowę.
Dowiedziałam się skąd pochodzi Pan pracujący na poczcie oraz kiedy i gdzie jedzie na wypoczynek. Opowiedział mi historię o ciekawej amerykańskiej kobiecie, która kiedyś odwiedziła jego punkt pocztowy, zwracając swoim sposobem bycia jego szczególną uwagę. Opowiedział również o dość gburowatym mężczyźnie, którego zachowanie przekraczało społeczne normy oraz o tym, że wykazał się odwagą aby zwrócić mu na to uwagę. W dwóch trzech zdaniach, streścił losy i dzieje swojego życia. Skąd się tu wziął, jak długo jest i co istotnego się w tym czasie wydarzyło. Zagaił o to czym się zajmuję. Sam również opowiedział o tym co robi poza pracą. Rozmawialiśmy o sztucznej inteligencji dzieląc się różnymi, sprzecznymi pod pewnymi względami punktami widzenia.
Zapłaciłam za usługę, życzyliśmy sobie wspaniałego dnia i tygodnia, po czym wyszłam z punktu pocztowego.
Przechadzając się z wolna po Hali, z kojącym uśmiechem na twarzy mijałam ludzi, dla których zatrzymał się tu czas. Nikt się nie spieszył. Produkty oglądali uważnie niemalże majestatycznie. Twarze mieli pogodne. Witali się, kiwając głowami, pozdrawiając się wzajemnie. Rozmawiali. Z takim samym zaangażowaniem Ci, którzy się znali jak i Ci, którzy jak było widać - widzieli się w danym momencie życia po raz pierwszy.
Wychodząc na świeże, napełnione wilgocią po deszczu powietrze, uderzyła mnie jedna myśl. Jak to możliwe, że miejsce wręcz historyczne było tak bardzo świeże, pogodne i żywe? I jak to możliwe, że często miejsca nowoczesne, w których potencjalnie powinno kwitnąć i rozwijać się życie - są tak bardzo puste i martwe?
Wokół pytania wciąż krążyły mi myśli o jednym z moich Klientów, którego każdy dzień wyglądał bardzo podobnie. Tuż po otwarciu oczu pytał AI: Czy skoro zaraz ma wstać, to czy ma zrobić śniadanie czy umyć zęby? Co ciekawe, cała reszta jego dnia była podyktowana decyzjami, których sam nie podejmował. Nie kalał swojego umysłu myślą, przekutą w czyn, za który wziąłby odpowiedzialność, podejmując autonomiczna decyzję. Nie musiał. Miał AI.
Byłam już dobre sto metrów od Hali, kiedy coś sprawiło, że musiałam się odwrócić. Chciałam uchwycić pamięcią ten widok. Kształt budynku, który tego dnia stał się dla mnie symbolem czegoś więcej niż przestrzeni służącej wymianie handlowej. Stał się dla mnie miejscem, które już zawsze będzie mi przypominać, że dopóki żyją życzliwość, troska i ciekawość drugiego człowieka, to… jesteśmy ludzcy.
I całe szczęście, że są jeszcze tak energiczne i piękne miejsca, jak Hala Mirowska.