22/06/2026
Tak, to zdjęcie moich nóg, siedziałem na podłodze i medytowałem, ale po koleji…
Dziś miałem większe okienko podczas pracy, myślę sobie, poćwiczę, podjadę też dokupić kilka pierdoł. Wypiłem na szybko kawę, zaczynam liczyć czas dojazdu, czas powrotu itp.
Jednak doszła jedna sprawa do załatwienia, myślę sobie kur..a już do sklepu na powrocie nie zdążę, ale jeszcze trening bez rozgrzewki uda się odbyć. Wychodzę, nagle bing bing powiadomienie z aplikacji, ktoś się dopisał na zabieg. Umysł zaczął wariować, myślę sobie spokojnie dokąd tak lecisz. Zatrzymaj się na chwilę. Wróciłem do gabinetu i zacząłem medytować. Myśli nie dawały za wygraną, zacząłem głębiej oddychać i przestałem z nimi walczyć, przelatywały jak pokaz slajdów, w pewnej chwili same odpuściły, raczej się rozpuściły. Nie wiedziałem ile upłynęło czasu. 15 minut? 20 minut? Było mi tak dobrze że nie chciałem otwierać jeszcze oczu. Przecież nie dawno byłem w piekle swojego głośnego umysłu. Nagle jak bym wszedł w cichą przestraszeń. Dawno nie byłem dla siebie tak dobry żeby poświęcić kilka minut na wyciszenie. Często tak biegamy nie wiadomo dokąd, a i tak nadzy przychodzimy, nadzy odchodzimy. Zapominamy że jesteśmy w tych skafandrach na chwilę i wracamy znowu do źródła bo tak na prawdę wszyscy jedno jesteśmy, a schodzimy doświadczać w zapomnieniu swojej mocy. Nabrać siły w niemocy. Dobra koniec tego pierniczenia. Jak śpiewał Bilon z H**p Gru w utworze z 2004 roku: ,,..zabieram plecak marzeń z powrotem do podziemia, umacniam się w mocy która emituję..’’