19/09/2024
ANBAGROL – o żeglarstwie (i nie tylko) część I.
Jednego nie można o moim Tacie powiedzieć – że był nijaki. Są ludzie, których braku nie odczulibyśmy, skupieni na sobie, nieprzeszkadzający, ale też i w żaden sposób nie intrygujący. On był ich przeciwieństwem. Można go było lubić, lub nie, ale nie można było przejść obok obojętnie. Bo kochał życie, bo potrafił się nim zachwycać, bo zapalał się, bo eksperymentował, bo pokonywał przeszkody, bo żył z pasją.
⛵️„To było chyba w połowie lat sześćdziesiątych. Przyjechałam z narzeczonym do Warszawy na jakąś wystawę i odwiedziliśmy Andrzeja. Imponowało mi, że mieszkał sam. Wiesz, w tym budynku przy Świerczewskiego, obok przesuwanego kościoła. Pamiętam, że byłam zazdrosna o to, że narzeczony tyle czasu z nim spędzał. Umiał ciekawie opowiadać i miał tam sterty tych magazynów. Oglądali i długo dyskutowali, a ja się nudziłam. Już wiem. To był magazyn „Żagle”. To słowa dalekiej kuzynki Taty, którą poznałam podczas moich poszukiwań genealogicznych
⛵️ Tak, żeglarstwo było jego „kochaniem”, które pielęgnował, pływając na czym się tylko dało w siermiężnych mazurskich ośrodkach FWP, dokąd jeździliśmy na wakacje. Okazało się także pasją, bo w trudnych latach osiemdziesiątych dopiął swego i wybudował jacht. Najpierw zdobył projekt i surowy kadłub. Potem nastąpił długi czas „załatwiania” sklejki, żywic, okuć… i mozolna praca. Przez dwa lata każdą wolną chwilę spędzał w Porcie Praskim, gdzie wycinał, szlifował, lakierował, montował… Aż powstał ANBAGROL. Akronim od ANdrzej, BArbara, GRażyna, OLga. Rodzina, jego największa miłość.
⛵️Jesienią zeszłego roku, poznawszy inną daleką kuzynkę Taty, pojechałam z wizytą do Krakowa, gdzie poznałam jej 94 letnią mamę, ostatnią żyjącą córkę siostry mojej prababci Matyldy. Opowiedziała mi, jak jej mąż wybudował tratwę, którą popłynął Wisłą z Warszawy do Kazimierza… Dlaczego o tym wspominam? Bo jak przez mgłę przypominam sobie opowieść Taty o tym, że jako dzieciak budował z kimś tratwę i że popłynęli nią do Kazimierza! Kto wie, może to właśnie Bogusław zaszczepił w moim Tacie miłość do wody…
⛵️I jak pamiętam, wakacje spędzaliśmy nad wodą, potem już na ANBAGROLu, do którego Tata zbudował przyczepkę, żeby wozić go na Bełdany. Nieważna pogoda, przedburzowy wiatr, flauta, słońce, czy deszcz. Każda noc w innym miejscu, nurkujące w blasku zachodzącego słońca perkozy, szum tataraków. I treningi manewrów. Potrafiliśmy w pełnym biegu zrzucić maszt i przepłynąć pod mostem w Mikołajkach, stawiając go w moment po drugiej stronie. (Kto żeglował, zrozumie.) Nauki jednego z manewrów chyba Tata żałował, bo spodobał się on bardzo mojej siostrze. Z upodobaniem wskakiwała nagle do wody, krzycząc „człowiek za burtą!”, co – naturalnie- wzbudzało zainteresowanie i zaniepokojenie przepływających jachtów.
⛵️Wydoroślałam, zaczęłam inaczej spędzać wakacje. On pływał dalej, z Mamą, z przyjaciółmi, z naszym psem. Co roku. Aż nagle spadła na nas diagnoza. Operacja, chemia… Nie potrafię sobie wyobrazić, co czuł, gdy sprzedawał ANBAGROLa, wówczas tym bardziej, symbol wolności i wielkiej pasji. Walczył przez rok z całych sił, jak z dziesiątką w skali Beauforta. Ostatni rejs odbył nie pod żaglami, ale na statku turystycznym na Zegrzu, z moim synkiem na kolanach. Potem ze szpitala słał smsy z krótkimi fraszkami o przygodach, jakie czekają ich obu na wodzie. Zmarł w 2004 roku, gdy Krzyś miał trzy latka.
Część II już niebawem.