Aleksandra Rydel Psycholog

Zadzwoń Wskazówki dojazdu Strona internetowa Kontakt: praktyka

Aleksandra Rydel Psycholog Psycholog i psychotraumatolog. O psychologii, relacjach i psychoterapii – bez prostych odpowiedzi.

🌿 Założycielka Pracowni Wglądu

wglad.com

Praca w NFZ to dla mnie trochę chrzest ogniowy.Nie dlatego, że w prywatnych gabinetach spotykamy się z mniejszym cierpie...
14/10/2026

Praca w NFZ to dla mnie trochę chrzest ogniowy.

Nie dlatego, że w prywatnych gabinetach spotykamy się z mniejszym cierpieniem. Ale mam poczucie, że praca w publicznej ochronie zdrowia konfrontuje mnie z nieco inną rzeczywistością.

Z osobą, która doświadcza przemocy ze strony własnego dorosłego dziecka, ale nie potrafi się przed nią ochronić.

Z kimś, kto dorastał w skrajnej przemocy, a dziś zmaga się z poważnymi trudnościami w relacjach, poczuciem pustki i myślami o śmierci.

W książkach o traumie, mechanizmach obronnych czy zaburzeniach osobowości wiele rzeczy wydaje się logicznych.

W gabinecie już niekoniecznie.

Bo można rozumieć, dlaczego ktoś pozostaje w krzywdzącej relacji, i nadal nie potrafić z niej wyjść.

Można wiedzieć, skąd biorą się własne trudności, i wciąż nie umieć żyć inaczej.

A terapeuta, nawet jeśli rozumie te mechanizmy, nie ma możliwości zmienić ich za pacjenta.

Przyznam, że ta praca sporo mnie uczy. Także tolerowania własnej bezradności i tego, że nie na wszystko znajdę odpowiedź.

Rozwijam własną praktykę, ale nie chcę rezygnować z pracy w NFZ.

Lubię to, że zmusza mnie do myślenia, szukania i weryfikowania tego, co wydawało mi się oczywiste.

I przypomina, że między rozumieniem człowieka a możliwością zmiany jest czasem naprawdę długa droga.

Praca w NFZ to dla mnie trochę chrzest ogniowy.Nie chcę przeciwstawiać jej prywatnej praktyce, bo w obu miejscach spotyk...
14/10/2026

Praca w NFZ to dla mnie trochę chrzest ogniowy.

Nie chcę przeciwstawiać jej prywatnej praktyce, bo w obu miejscach spotykam ludzi z bardzo trudnymi historiami. Ale doświadczenie pracy w publicznym systemie jest jednak inne.

Czasem w ciągu jednego dnia rozmawiam z osobą, która doświadcza przemocy ze strony własnego dorosłego dziecka i nie potrafi się przed nią ochronić, a później z kimś, kto przeżył skrajną przemoc w dzieciństwie i dziś mierzy się z poważnymi zaburzeniami osobowości, trudnościami w budowaniu bliskości i myślami o śmierci.

I nagle okazuje się, że znajomość teorii, metod i technik terapeutycznych to dopiero początek.

Najtrudniejsze bywa nie samo rozumienie problemu, ale zaakceptowanie, że rozumienie nie oznacza jeszcze zmiany.

Że pacjent może wiedzieć, co mu szkodzi, i nadal to robić. Że może wracać do relacji, w których doświadcza przemocy. Że coś, co z zewnątrz wydaje się oczywistym rozwiązaniem, dla niego może być na ten moment niemożliwe.

Przez wiele lat pracowałam w rozwoju ludzi. Jestem przyzwyczajona do szukania rozwiązań, wyznaczania celów i obserwowania postępów.

Psychoterapia uczy mnie także tolerowania sytuacji, w których postęp trudno dostrzec, a na efekty trzeba poczekać znacznie dłużej, niż byśmy chcieli.

I pilnowania, żeby moja potrzeba zobaczenia zmiany nie stała się ważniejsza od tempa i możliwości pacjenta.

Lubię pracę w prywatnym gabinecie. Ale bardzo cenię też doświadczenie NFZ, nawet jeśli czasami wychodzę z niego z większą liczbą pytań niż odpowiedzi.

Mała rzecz, a cieszy.Pojawiłam się właśnie w bazie terapeutów Polskiego Towarzystwa Terapii EMDR.Jeszcze jakiś czas temu...
15/09/2026

Mała rzecz, a cieszy.

Pojawiłam się właśnie w bazie terapeutów Polskiego Towarzystwa Terapii EMDR.

Jeszcze jakiś czas temu EMDR było dla mnie czymś, czego chciałam się nauczyć. Teraz zaczyna być realną częścią mojego warsztatu.

Lubię takie momenty, bo przypominają mi, że rozwój zawodowy rzadko dzieje się nagle. Zwykle składa się z kolejnych szkoleń, czytania, pytań, ćwiczeń, wątpliwości i małych kroków, które z czasem zaczynają układać się w całość.

W pracy z traumą szczególnie ważne jest dla mnie to, że nie wszystko da się po prostu „wiedzieć” albo sobie wytłumaczyć. Czasem jakieś doświadczenie minęło wiele lat temu, a mimo to nadal jest obecne w emocjach, reakcjach i sposobie myślenia o sobie.

Dlatego ten kierunek jest mi bardzo bliski.
Przede mną jeszcze dużo nauki, ale dziś po prostu cieszę się z tego jednego małego wpisu na stronie. 🙂

Na tej grafice jest wypowiedź lekarza psychiatry. Zwróciła moją uwagę przede wszystkim dlatego, że przypomina o czymś, c...
10/09/2026

Na tej grafice jest wypowiedź lekarza psychiatry. Zwróciła moją uwagę przede wszystkim dlatego, że przypomina o czymś, co czasem gubi się, kiedy objawy zaczynają ustępować.

Farmakoterapia potrafi być bardzo skuteczna. W wielu zaburzeniach jest wręcz podstawą leczenia; choćby w schizofrenii i innych zaburzeniach psychotycznych czy w chorobie afektywnej dwubiegunowej, szczególnie w epizodach manii. W ciężkich epizodach depresji również może być bardzo ważnym elementem leczenia.

Dobrze, że mamy leki, które potrafią zmniejszyć cierpienie, ustabilizować nastrój, wyciszyć objawy psychotyczne, a w efekcie pozwolić człowiekowi wrócić do codziennego funkcjonowania.

Warto jednak pamiętać, że sama farmakoterapia nie zawsze jest prostą drogą. Dobór odpowiedniego leku i dawki bywa procesem. Czasem potrzeba kilku prób, czasu i uważnej obserwacji zarówno poprawy, jak i działań niepożądanych. Niezmiernie ważna jest regularna współpraca z psychiatrą.

Jednak czasem wraz z poprawą pojawia się bardzo zrozumiała myśl:

„Skoro jest mi lepiej, to chyba nie potrzebuję już psychoterapii.”

I właśnie tutaj warto się na chwilę zatrzymać, bo lepiej nie zawsze znaczy: wszystko, co było pod spodem, zniknęło.

Jeśli przez lata reaguję lękiem na bliskość, nie ufam ludziom, przeżywam siebie jako niewystarczającego, wciąż wybieram podobne relacje, nie potrafię stawiać granic albo noszę w sobie doświadczenia, których do dziś nie umiem przeżyć inaczej — samo zmniejszenie napięcia za pomocą leków nie musi tego zmienić.

Leki nie przeprowadzą za nas rozmowy, której od lat unikamy. Nie pomogą zrozumieć, dlaczego pewne sytuacje tak mocno nas uruchamiają. Nie zmienią automatycznie sposobu, w jaki budujemy relacje albo tego, co myślimy o sobie.

To nie jest argument przeciwko farmakoterapii. Czasem właśnie dzięki niej człowiek po raz pierwszy ma wystarczająco dużo stabilności, żeby móc zacząć pracować nad tym, co wcześniej było zbyt trudne.

Tylko dobrze pamiętać, że zmniejszenie objawu i przepracowanie problemu to nie zawsze to samo.

Czasem ulga jest końcem kryzysu, a czasem dopiero początkiem pracy nad tym, co przez długi czas bolało.

08/09/2026
Od dawna interesuje mnie to, co dzieje się z doświadczeniami, które teoretycznie należą już do przeszłości, a jednak wca...
05/09/2026

Od dawna interesuje mnie to, co dzieje się z doświadczeniami, które teoretycznie należą już do przeszłości, a jednak wcale nie czujemy, jakby naprawdę się skończyły.

Czasem wystarczy podobna sytuacja, czyjś ton głosu, gest albo jedno zdanie i nagle wraca napięcie, lęk, wstyd czy poczucie zagrożenia. Rozum podpowiada, że „to przecież nie jest tamta sytuacja”, ale emocje reagują inaczej.

Razem z nimi potrafią wrócić też stare przekonania o sobie: że to moja wina, że nie mam wpływu, że nie jestem wystarczająco dobra, że nie mogę ufać.

I właśnie dlatego zaczęłam szkolenie w terapii EMDR.

EMDR najczęściej kojarzone jest z leczeniem PTSD i pracą z doświadczeniami traumatycznymi. Jest też jedną z metod rekomendowanych przez WHO w terapii PTSD.

To, co szczególnie mnie w nim interesuje, to możliwość pracy z tym, co mimo upływu czasu nadal jest emocjonalnie bardzo żywe.

Nie chodzi o wymazanie wspomnień ani o zapomnienie tego, co się wydarzyło. Bardziej o to, żeby przeszłe doświadczenie mogło rzeczywiście znaleźć swoje miejsce w przeszłości i nie wracało za każdym razem z taką samą siłą.

Zaczynam więc kolejny etap szkolenia i jestem bardzo ciekawa tego, co wniesie do mojej pracy z osobami po trudnych i traumatycznych doświadczeniach.

„Nasza przeszłość jest obecna w naszej teraźniejszości”.To zdanie Francine Shapiro z książki "Zostawić przeszłość w prze...
03/09/2026

„Nasza przeszłość jest obecna w naszej teraźniejszości”.

To zdanie Francine Shapiro z książki "Zostawić przeszłość w przeszłości" przemówiło do mnie mocno chyba dlatego, że bardzo dobrze opisuje coś, co widzę również w psychoterapii psychodynamicznej.

Od czasu do czasu słyszę w gabinecie pytanie mniej więcej takie:
„Ale przecież ja już wiem, dlaczego tak robię. Wiem, że to mój schemat. Wiem, skąd się wziął. Więc dlaczego znowu zachowałam się dokładnie tak samo?”

Bardzo dobrze rozumiem frustrację, która za tym stoi.

Często wydaje nam się, że skoro coś zrozumieliśmy, powinniśmy już umieć zrobić inaczej.

Wiemy, że czyjeś milczenie nie oznacza od razu odrzucenia. Wiemy, że jedna krytyczna uwaga nie oznacza, że jesteśmy beznadziejni. Wiemy, że nie musimy wszystkiego robić sami. Wiemy nawet, że kiedy ktoś staje się dla nas ważny, możemy zacząć się wycofywać właśnie dlatego, że ta bliskość zaczyna coś w nas uruchamiać.

A potem przychodzi konkretna sytuacja i cała ta wiedza gdzieś znika.
Znowu interpretujemy ciszę jako odrzucenie. Znowu się wycofujemy, zanim ktoś zdąży nas zranić. Znowu próbujemy zasłużyć na czyjąś uwagę. Znowu reagujemy dużo mocniej, niż sami uważamy za uzasadnione. I dopiero po wszystkim myślimy: przecież ja to znam.

Właśnie dlatego wgląd jest dla mnie początkiem, a nie końcem pracy.
Można świetnie rozumieć własną historię, a jednocześnie nadal przeżywać teraźniejszość trochę tak, jakby dawne doświadczenia wciąż trwały. Bo nie wszystko, czego nauczyliśmy się o sobie i innych, istnieje w postaci świadomych przekonań, które możemy po prostu zmienić decyzją.

Duża część tej historii żyje w naszych automatycznych reakcjach. W tym, czego się spodziewamy po innych. W tym, jak szybko czujemy zagrożenie. W tym, jak blisko pozwalamy komuś podejść i co robimy, kiedy zaczyna nam naprawdę zależeć.

Waśnie dlatego tak bardzo podoba mi się zdanie Shapiro.
Przeszłość nie musi być czymś, o czym codziennie pamiętamy, żeby nadal wpływała na nasze życie.

W psychoterapii próbujemy ją zobaczyć nie po to, żeby bez końca do niej wracać, ale żeby coraz częściej rozpoznawać moment, w którym to, co było, zaczyna organizować to, co jest.

Najpierw zazwyczaj zauważamy to po fakcie.
Potem może już wtedy, gdy dochodzi do głosu.
A czasem w końcu pojawia się ta krótka chwila przed, kiedy można jeszcze wybrać coś innego.

Wydaje mi się, że właśnie na tym między innymi polega zostawianie przeszłości w przeszłości. Nie na zapomnieniu jej, tylko na tym, że nie musi już za każdym razem decydować za nas. Wyświetl mniej

Początek początku.Dzisiaj odebrałam klucze do własnego gabinetu.Na razie są tu puste ściany, surowa podłoga i dużo wyobr...
31/08/2026

Początek początku.
Dzisiaj odebrałam klucze do własnego gabinetu.
Na razie są tu puste ściany, surowa podłoga i dużo wyobraźni potrzebnej, żeby zobaczyć to, co będzie za jakiś czas.
Ale chyba właśnie takie momenty lubię najbardziej. Kiedy jeszcze prawie nic nie jest gotowe, a jednocześnie coś już naprawdę się zaczęło.
Przez długi czas to było „kiedyś”. Pomysł, plan, kolejne decyzje, liczenie, zmienianie koncepcji i układanie wszystkiego po kawałku.
Dzisiaj po raz pierwszy mogłam po prostu otworzyć drzwi własnym kluczem.
I wtedy dotarło do mnie, że to „kiedyś” właśnie się skończyło.
Jeszcze sporo przede mną.
Ale klucze już są.
I to naprawdę jest początek początku. ❤️

Początek początku.Dzisiaj odebrałam klucze do własnego gabinetu.Na razie są tu białe ściany, pusta podłoga i sporo wyobr...
31/08/2026

Początek początku.

Dzisiaj odebrałam klucze do własnego gabinetu.
Na razie są tu białe ściany, pusta podłoga i sporo wyobraźni potrzebnej, żeby zobaczyć to, co będzie za jakiś czas.

A ja chyba właśnie takie momenty lubię najbardziej. Kiedy jeszcze nic nie jest gotowe, ale coś już naprawdę się zaczęło.

Pracownia Wglądu przez długi czas była najpierw pomysłem. Potem planem. Kolejnymi decyzjami, liczeniem, zastanawianiem się, czy to dobry moment, zmienianiem koncepcji i powolnym układaniem wszystkiego w całość.

Dzisiaj po raz pierwszy mogłam po prostu otworzyć drzwi własnym kluczem.

I chyba dopiero wtedy dotarło do mnie, że to już nie jest „kiedyś”.

Jeszcze trochę pracy przede mną, zanim to puste pomieszczenie stanie się miejscem, w którym będzie można usiąść, zamknąć drzwi i spokojnie porozmawiać.

Ale klucze już są.

I to jest początek początku.

Mam wrażenie, że czasem przeceniamy sam moment wglądu.To ważne, kiedy nagle zaczynamy widzieć coś wyraźniej. Łączymy fak...
24/08/2026

Mam wrażenie, że czasem przeceniamy sam moment wglądu.

To ważne, kiedy nagle zaczynamy widzieć coś wyraźniej. Łączymy fakty, rozpoznajemy powtarzający się schemat, zaczynamy rozumieć, dlaczego w pewnych sytuacjach wycofujemy się, złościmy, pilnujemy kontroli albo tak trudno nam komuś zaufać.

Tyle że samo rozumienie siebie nie zawsze oznacza, że jesteśmy już blisko tego, co naprawdę boli.

Można bardzo dużo o sobie wiedzieć i jednocześnie bardzo skutecznie chronić to, czego nie chcemy pokazywać nikomu.

Można powiedzieć: „wiem, że boję się odrzucenia”, a jednak nigdy nie powiedzieć bliskiej osobie, jak bardzo jej potrzebujemy. Można rozumieć własną złość, ale nie dopuścić do siebie tego, co się pod nią kryje. Można znać swoje mechanizmy obronne niemal podręcznikowo, a mimo to trzymać innych dokładnie tam, gdzie czujemy się bezpiecznie — wystarczająco blisko, żeby nie być samotnym, ale nie na tyle blisko, żeby naprawdę zostać zobaczonym.

I chyba właśnie tu zaczyna się coś, co nazywam głębią.

Nie chodzi już tylko o to, co o sobie wiem. Bardziej o to, czy jestem w stanie zostać przy tej wiedzy wtedy, kiedy pojawia się ktoś drugi.

Bo niektóre prawdy o nas samych są trudne nie dlatego, że ich nie znamy.

Są trudne dlatego, że wstydzimy się, że ktoś mógłby je zobaczyć.

Potrzebę bycia ważnym. Zazdrość. Lęk przed porzuceniem. Poczucie małości. Zależność. Złość na kogoś, kogo kochamy. Pragnienie, żeby ktoś się nami zajął.

To wszystko może być dużo bardziej zagrażające niż samo powiedzenie: „mam problem z bliskością”.

Przy obronach narcystycznych widać to czasem szczególnie wyraźnie. Człowiek może być bardzo refleksyjny, dużo rozumieć, świetnie opowiadać o sobie — a jednocześnie bardzo uważnie pilnować, czego naprawdę nie pokaże.

Bo bliskość wymaga czegoś trudnego: zgody na to, że nie będziemy mieć pełnej kontroli nad tym, jak zostaniemy zobaczeni.

I dokładnie to samo może wydarzyć się w terapii.

Można mówić dużo. Można być inteligentnym, świadomym, rozumieć interpretacje i trafnie nazywać własne schematy. A jednak przez długi czas nie dopuścić terapeuty do miejsca, które jest najbardziej kruche.

Nie zawsze dlatego, że ktoś „nie chce współpracować”.

Czasem dlatego, że właśnie to miejsce przez wiele lat trzeba było bardzo dobrze chronić.

Dlatego coraz bardziej myślę o wglądzie jako o pierwszym kroku, a nie celu samym w sobie.

Wgląd pozwala zobaczyć.

Głębia zaczyna się wtedy, kiedy nie uciekamy od tego, co zobaczyliśmy — i powoli pozwalamy, żeby ktoś drugi też mógł tam z nami być.

Czasem najważniejszy moment w terapii nie polega więc na odkryciu czegoś zupełnie nowego.

Czasem polega na wypowiedzeniu czegoś, co wiedzieliśmy o sobie od dawna, ale nigdy wcześniej nie powiedzieliśmy tego komuś, kto został.

Źródło zdjęcia: baltyckaglebia.pl

Adres

Warsaw

Telefon

+48578799766

Strona internetowa

Powiadomienia

Bądź na bieżąco: wyślemy Ci e-mail, gdy Aleksandra Rydel Psycholog opublikuje nowości i promocje. Twój adres e-mail nie zostanie wykorzystany do żadnego innego celu, a subskrypcję możesz anulować w dowolnym momencie.

Kontakt: Praktyka

Wyślij wiadomość do Aleksandra Rydel Psycholog:

Skróty

Udostępnij