26/06/2026
Chyba rozumiem ograniczenia konwencjonalnej psychoterapii. Albo przynajmniej zaczynam.
Nie działa, albo działa słabo, bo mówi do człowieka językiem, którego on nie rozumie. Co najwyżej jego intelekt – czyli wierzchołek góry lodowej: ostatnie i najbardziej wtórne ogniwo jakiegokolwiek rozumienia.
Nauronauka już jakiś czas temu odkryła, że rozum – żeby to łagodnie powiedzieć – nie pełni wcale kierowniczej roli w życiu. Wydaje nam się, że coś pojmuje, ale tak naprawdę tylko nadaje znaczenia wydarzeniom, które już się dokonały. Sądzimy, że używamy go do podejmowania decyzji – podczas gdy tak naprawdę uzasadniamy nim sobie wybory dokonane już dawno przez zupełnie inne części nas samych.
Wszystko, co można zrobić „gadaną” psychoterapią to zmienić właśnie te uzasadnienia. Przekonać człowieka, że robi coś z innych powodów i w innych celach niż mu się wydawało. I co? I nic.
Tymczasem umysł działa w języku metafor. Podobnym do snu. Operuje symbolami, niosącymi swoje znaczenia. I umieszcza je w pejzażach własnych wzorców. Nie ma tam słów – są obrazy. Nic nie jest cyfrowe, wymierne, policzalne czy programowalne. Wszystko płynie, morfuje, przenika się wzajemnie i nie ma żadnego logicznego sensu. I dlatego działa.
Natomiast ciało pracuje w języku czucia: skłania się, inklinuje, przeczuwa, wyczuwa, reaguje, lgnie lub się odsuwa; sztywnieje albo się rozkurcza. Czasem boli, czasem się odpręża… żyje.
I dopiero gdy wszystko to się wydarzy, pojawia się rozum. Dwoi się i troi, żeby wszystko to jakoś połapać, poskładać i wepchnąć w ciasne foremki zrobione z minionych doświadczeń i myśli o nas samych, do których jesteśmy przyzwyczajeni i nazywamy osobowościami. Używa do tego słów i pojęć – i dzięki temu możemy czasem poczuć się inteligentni i świadomi.
I dlatego gadana psychoterapia słabo się sprawdza. Bo przemawia słowami i pojęciami, zapominając o wszystkim, co stało się wcześniej. Może i czasem trochę łagodzi poznawcze dysonanse, może daje ulgę, że człowiek nie zwariował, a inni też tak mają… ale niewiele może zmienić. Nie ten poziom, nie ten język…
I z tego właśnie powodu nie wierzę w psychologię – bo psyche i logos to oksymoron. A także uważam, że psychoterapia to sztuka, dziedzina artystyczna. Czasem bliższa ulicznemu kuglarstwu, ale niekiedy płodząca prawdziwe arcydzieła.
A nie myślimy o niej w ten sposób wyłącznie dlatego, że klienci zabierają te dzieła ze sobą, wychodząc z gabinetu i z reguły nikomu ich potem nie pokazują.
Dobrego dnia Wszystkim Państwu.