10/02/2026
„Mówili na niego Diabeł”
10 lutego mija 19. rocznica przedwczesnej śmierci pułkownika Leszka Drewniaka — polskiego mistrza karate, współtwórcy jednostki GROM, byłego oficera BOR.
Mówili na niego „Diabeł”. I nie był to przydomek przypadkowy.
Na co dzień — człowiek o wielkim sercu, serdeczny i pomocny. Na treningu — bezlitosny dla słabości, wymagający, perfekcyjny.
„Był niesamowicie silny, a ciosy kierował tak precyzyjnie, że na macie nie miał sobie równych” — wspominał płk Gąstał.
Odszedł po zarzutach o złamanie prawa, które później okazały się niewarte funta kłaków. Do służby jednak już nie wrócił.
Jest listopad 2010 roku, około godziny 22.00. Przed bramą cmentarza na warszawskich Powązkach pojawia się kilku rosłych mężczyzn. Sprężysty krok, pewność siebie i trekkingowe buty zdradzają żołnierzy.
— Tu spoczywa nasz dowódca i kolega — mówią do stróża, prosząc o otwarcie bramy.
Przepisy są jednoznaczne, ale w końcu… argument finansowy okazuje się decydujący.
Komandosi GROM-u wchodzą w ciemność i bez wahania kierują się ku mogile swojego byłego zastępcy dowódcy i szefa szkolenia.
— Ta wizyta była impulsem. Rozmawialiśmy, jak rozwiązać pewien problem. W pewnym momencie ktoś zapytał: A jak zrobiłby to „Diabeł”? — wspomina jeden z GROM-owców. — Niewiele myśląc, ruszyliśmy na Powązki.
Pułkownik Leszek Drewniak zmarł nagle w lutym 2007 roku. Miał zaledwie 56 lat.
Wychował i wyszkolił wielu znakomitych żołnierzy GROM-u. Nauczył ich walczyć — ale był dla nich kimś znacznie więcej. Wymagał, lecz dawał z siebie wszystko. Pomagał, wspierał, prowadził.
Dla wielu był ojcem. Przyjacielem. Druhem. Bratem.
Cześć Jego Pamięci.