10/09/2026
Dorota Minta, psycholog rozmawiała w audycji "Nowy Wspaniały Świat" Polskiego Radia Jedynka z Karoliną Piotrowską i jej gościniami o mocy mikrowakacji i kolonii dla dorosłych. To doskonała, dostępna forma dbania o swoją kondycje psychiczną też jesienią. Zapraszamy do posłuchania całej audycji. Link w komentarzu :)
Ach, wrócić do niewinnych lat dziecięcych i beztrosko wyjechać na kolonie, uciec od gonitwy codzienności, cyfrowego zgiełku i doświadczyć autentycznych relacji - to marzenie wielu z nas. Kolonie dla dorosłych pozwalają zanurzyć się w tym sentymencie, ale ze współczesnymi przygodami: warsztatami kreatywnymi, ogniskiem i zadaniami survivalowymi. Rozmawiałyśmy o tym w audycji Nowy Wspaniały Świat w Polskie Radio Jedynka z redaktor Karoliną Korwin Piotrowską, Julią Szydłowską i Anną Kuszcz.
Taki wyjazd może wyglądać jak błaha rozrywka. Ale nawet krótki wypad, jeśli jest dobrze zaplanowany, może wzmocnić naszą odporność psychiczną i obniżyć napięcie emocjonalne z pracy. Zresztą regeneracja psychiczna nie wymaga długiego urlopu, tylko odpowiedniej jakości doświadczenia: z "ile czasu odpoczywamy" uwagę przesuwamy na "jak odpoczywamy". To bardzo duża wartość, szczególnie w dzisiejszej kulturze pracy, gdzie dominuje przekonanie, że tylko długi urlop się liczy. Skuteczność takiego podejścia potwierdza nurt w psychologii pracy mówiący o mikroregeneracji i jakości przerwy, a nie jej długości. To może mieć duże znaczenie zwłaszcza dla osób pracujących w napięciu, czyli... prawie nas wszystkich. Skupienie na jednym zadaniu naraz, a nie multitasking, pozytywnie wpływa na nasze funkcje poznawcze. Lepiej wtedy wtedy myślimy, łatwiej dostrzegamy sens działań i rzadziej wpadamy w bezproduktywne zapętlenie myśli. Na kolonii, działając w trybie survivalu, zażywamy naturalnej odtrutki na permanentną wielozadaniowość codzienności miejskiej i cyfrowej. Bo multitasking wcale nie równa się efektywności, ale raczej przysporzy nam przeciążenia poznawczego. Warto też na to spojrzeć szerzej, bo ten temat wpisuje się w badania neuropsychologiczne nad kosztem przełączania uwagi i rosnącą krytykę kultury ciągłej dostępności, szczególnie istotną w epoce smartfonów i pracy zdalnej.
Życie w permanentnym połączeniu z technologią ma swoją cenę, nie tylko emocjonalną, ale i poznawczą. Warto przypomnieć sobie, jak działa zegar słoneczny i naturalny cykl dobowy, też po to, żeby ćwiczyć nasz mózg, bo nasz mózg w tym zanurzeniu w technologiach niestety się rozleniwia.
Jednym z trudniejszych chyba zadań podczas takich kolonii dla dorosłych może być dobrowolna rezygnacja z telefonu, czyli mówiąc wprost cyfrowy detoks w wersji mini. Ta metafora zegara słonecznego pokazuje nam, że technologia przejęła funkcje, które mózg mógłby wykonywać samodzielnie. To prowadzi do stopniowej atrofii pewnych zdolności poznawczych, takich jak orientacja, uwaga czy cierpliwość.
To wpisuje się w szerszą debatę o cyfrowym minimalizmie i wpływie ciągłej stymulacji ekranowej na plastyczność mózgu. Dla mnie, praktykującej psycholożki i psychoterapeutki to temat szczególnie ważny w kontekście dobrostanu ludzi, którzy coraz bardziej żyją w permanentnym połączeniu z urządzeniami. Ale przecież dziś w Polsce prawie każdy aktywny zawodowo żyje w takim prawie nierozerwalnym układzie. Warto poćwiczyć jednak to rozerwanie, dla naszego dobra, i przebudzić się na przekór destruktywnemu otoczeniu. Bo człowiek jest tak skonstruowany, że w obliczu niszczącego otoczenia w pewnym momencie ma szansę się obudzić i zważyć, czy to jest dobre.
Pamiętajmy też, że nie żyjemy w próżni: mamy wojnę za wschodnią granicą, gwałtowny rozwój technologii i narastające zjawisko samotności społecznej. Słyszę, że popularność kolonii dla dorosłych rośnie. I moim zdaniem to nie jest przypadkowa moda, lecz zbiorowa, instynktowna reakcja adaptacyjna na kumulację czynników stresowych epoki.
Z perspektywy psychologa widzę, że wpisuje się to w koncepcje psychologii ewolucyjnej i teorii stresu chronicznego. Kryzysy zewnętrzne, na przykład geopolityczne, technologiczne czy społeczne wywołują potrzebę resetu tożsamościowego, a powrót do natury i wspólnoty staje się formą samoleczenia cywilizacyjnego.
Dziś na bardzo trudnym rynku pracy i przy pędzącym trybie życia miejskiego nawiązywanie głębokich relacji jest coraz trudniejsze. Zgadzam się, że kolonie dla dorosłych mogą działać nie tylko jako forma relaksu, ale jako substytut naturalnych struktur wspólnotowych, których brakuje w nowoczesnym społeczeństwie, gdy rodzina jest rozproszona, sąsiedztwo anonimowe a praca zdalna izolująca. Być może takie skoki w naturę to lek na epidemię samotności, opisywaną w badaniach zdrowia publicznego, gdzie brak sieci wsparcia społecznego jest wskazywany jako czynnik ryzyka zarówno dla zdrowia psychicznego, jak i fizycznego. Ale piszą o tym także twórcy, jak choćby Agnieszka Łopatowska i Monika Szubrycht w wydanej w 2024 roku książce pod takim właśnie tytułem: “Epidemia samotności”. Miałam przyjemność dołożyć do niej swoją cegiełkę wraz z innymi specjalistami, m.in. Bogdanem de Barbaro, Katarzyna Kucewicz, Joanna Chmura, Andrzejem Silczukiem i innymi. Polecam Wam i naszą rozmowę w Radio i tę książkę - z samotnością warto zrobić coś sensownego, żeby jej ciemna moc nie pochłonęła nas na dobre. Linki podrzucam niżej.