Rehabilitacja Ruchowa Koni Anna Sierpińska

Rehabilitacja Ruchowa Koni Anna Sierpińska Anna Sierpińska, certyfikowana terapeutka metody Mastersona, rehabilitantka i trenerka koni.

Specjalizacja: terapia manualna i kinezyterapia (ćwiczenia usprawniające). Prowadzę również treningi poprawiające jakość ruchu i jezdność koni.

14/07/2026

[TRENINGI] Z mojego doświadczenia wynika, że 3 najczęstszymi powodami problemów jeździeckich są:
1. ból i dyskomfort u konia,
2. brak konsekwencji i precyzji jeźdźca,
3. kiepska przeszłość konia.

1. Niestety całkowite wykluczenie bólu i dyskomfortu jest właściwie niemożliwe. Koń nie może nam jasno powiedzieć, co się z nim dzieje, a metody pośrednie (np. etogramy bólowe) nie są w 100% niezawodne. Czasem bywa to frustrujące, bo wydaje nam się, że już wszystko u danego konia sprawdziliśmy, wyleczyliśmy, a i tak jest coś nie tak. Różna wrażliwość koni na ból też nam nie ułatwia zadania. Jedyną opcją jest tak naprawdę współpraca lekarza weterynarii z fizjoterapeutą i wykluczanie po kolei możliwych problemów zdrowotnych. Trzeba też oczywiście przyjrzeć się sprzętowi, jak również sposobowi treningu konia.

2. Ten problem jest szczególnie istotny w przypadku bardzo inteligentnych koni (większość kucy i ras prymitywnych) jak również tzw. temperamentnych. Każdy nasz błąd szybko obróci się tutaj przeciwko nam. Konie inteligentne szybko się uczą„złych” (z naszego punktu widzenia) odpowiedzi, a temperamentne mogą mieć problem z nawet minimalnie za dużą i/lub nieprecyzyjnie stosowaną presją. Jeśli mamy „combo” - duża inteligencja i duży temperament - to dopiero zaczyna być ciekawie.

3. Mało kto z nas ma konia od urodzenia, zna całą jego przeszłość itp. Wiele wypadków w ogóle może przejść nie zauważonych (np. wywrotka na pastwisku), a mieć jakiś wpływ na zdrowie czy zachowanie konia. Szczególnie trudna sytuacja dotyczy rzeczy, których konie nauczyły się w momentach bardzo dużego stresu, strachu lub bólu. Nawet jeśli zostało to przepracowane, to te zachowania bardzo łatwo wracają w momentach, gdy konie czują się zagrożone. Co więcej jakiś bodziec, skojarzony z tymi wyjątkowo nieprzyjemnymi momentami (zapach, miejsce) może wywołać nieadekwatną w naszych oczach/niezrozumiałą reakcję (np. stawanie dęba, ucieczkę).

O chorobie zwyrodnieniowej mięśni międzykostnych (DSLD)
10/07/2026

O chorobie zwyrodnieniowej mięśni międzykostnych (DSLD)

Choroba zwyrodnieniowa mięśnia międzykostnego

Najpierw uszkodził sobie mięsień międzykostny lewego przodu. Wyleczyliśmy. Wrócił do pracy. Kilka miesięcy później problem pojawił się w prawym tyle. Znowu leczenie, znowu powrót do pracy. Po roku uszkodzeniu uległ lewy tył i wtedy dostałam go „w spadku”. Później było jeszcze kilka kolejnych urazów: mięśnie międzykostne w różnych kończynach, głowa dodatkowa ścięgna zginacza głębokiego palców, zwichnięcie ścięgna Achillesa, uszkodzenie ścięgna zginacza bocznego palców, aż w końcu doszło do całkowitego (100%) zerwania ścięgna zginacza powierzchownego palców. Mimo to nadal z entuzjazmem kosi trawę i cieszy się życiem na padoku.

O kim mowa? O moim koniu.

Przez lata takie przypadki traktowano jako serię niezależnych urazów wynikających z pecha, wieku lub przeciążeń. Coraz więcej badań sugeruje jednak, że problem może leżeć znacznie głębiej.

Obecnie uważa się, że istotą choroby jest nadmierne gromadzenie proteoglikanów pomiędzy włóknami kolagenu oraz zaburzenia przebudowy macierzy zewnątrzkomórkowej. W niektórych przypadkach obserwuje się również metaplazję chrzęstną, czyli pojawianie się tkanki przypominającej chrząstkę w miejscach, gdzie normalnie nie powinna występować. Naukowcy zwracają uwagę, że przewlekłe zwyrodnienie mięśnia międzykostnego może być jedynie najbardziej widocznym objawem uogólnionej choroby tkanki łącznej. Dlatego autorzy najnowszych prac proponują odejście od określenia „zwyrodnienie mięśnia międzykostnego” na rzecz nazwy ESPA (Equine Systemic Proteoglycan Accumulation). Podkreśla ona, że zmiany nie ograniczają się do jednego więzadła czy ścięgna, ale mogą dotyczyć całego organizmu.

Zmiany obserwowano nie tylko w mięśniu międzykostnym, ale także w innych więzadłach (np. karkowym czy rzepki), ścięgnach, powięziach, skórze, ścianach naczyń krwionośnych, a nawet w rogówce oka.

To zmienia sposób myślenia o wielu przewlekłych kulawiznach. Zamiast skupiać się wyłącznie na miejscu uszkodzenia, być może powinniśmy częściej analizować jakość i metabolizm całej tkanki łącznej organizmu.

Dodatkowo coraz więcej przesłanek wskazuje, że u części koni może istnieć predyspozycja genetyczna do rozwoju tej choroby. Nadal nie znamy wszystkich mechanizmów jej powstawania, jednak rodzinne występowanie schorzenia w niektórych liniach hodowlanych sugeruje, że dziedziczenie może odgrywać istotną rolę.

Mam nadzieję, że kolejne badania pozwolą lepiej zrozumieć przyczyny tych zmian, opracować skuteczne metody wczesnego rozpoznawania choroby oraz stworzyć terapie, które będą leczyć przyczynę, a nie jedynie kolejne jej objawy.

Dr n. wet. Olga Kalisiak

[URZĄDZENIA] Terapia zmiennym polem elektromagnetycznym (PEMF) jest dość popularna jako wsparcie regeneracji czy rehabil...
09/07/2026

[URZĄDZENIA] Terapia zmiennym polem elektromagnetycznym (PEMF) jest dość popularna jako wsparcie regeneracji czy rehabilitacji koni. Urządzenia PEMF wytwarzają fale elektromagnetyczne. Biorąc pod uwagę parametry tych sprzętów są to fale długie (radiowe). Mają one możliwość wnikania dość głęboko w ciało. Ich wpływ na tkanki zależy od natężenia prądu przepływającego w elementach urządzenia PEMF (najczęściej jest to regulowane). Głównym efektem jest podgrzewanie, ale przy bardzo wysokich natężeniach prądu może także pojawić się efekt indukowania („wywoływania”) przepływu prądu w tkankach (elektrostymulacja). Widoczne jest wtedy np. drżenie mięśni, skurcze z powodu oddziaływania na nerwy ruchowe. Podobnie dzieje się w przypadku stosowania urządzeń NMES (Neuromuscular Electrical Stimulation).

Opisywane przez producentów efekty użycia urządzeń PEMF to m.in. rozluźnienie mięśni czy poprawa ukrwienia. To zasadniczo skutek podniesienia temperatury tkanek. Oddziaływanie ciepłem ma pewne zastosowania w terapii i opiece nad końmi. Solarium dla koni i ocieplacze stajenne to klasyczne przykłady w tym drugim przypadku. Terapeutycznie ciepła używa się np. przy bólach mięśni, zwyrodnieniach (np. szpat).

Producenci wymieniają także inne rzeczy np. zwiększenie produkcji ATP czy „zmiany przepuszczalności błon komórkowych”. Najczęściej są to jednak efekty obserwowane in vitro, czyli w warunkach laboratoryjnych, na wyizolowanych grupach komórek/tkankach. Wyniki eksperymentów in vitro nie przekładają się 1:1 na to, co jest możliwe w żywym organizmie (in vivo). Dzieje się tak dlatego, że żywy organizm ma silne mechanizmy zachowania homeostazy (równowagi wewnętrznej) oraz bariery chroniące przed wpływem środowiska zewnętrznego (np. skóra). Gdyby otoczenie mogło łatwo wpływać na żywe organizmy, to nie mogłyby one po prostu funkcjonować. To, co łatwo pokonuje bariery i mechanizmy fizjologiczne jest na ogół szkodliwe (np. promieniowanie jonizujące). Do tego nie wszystkie efekty obserwowane na poziomie komórkowym mają znaczenie terapeutyczne albo są wyjątkowe (przykładowo produkcja ATP wzrasta też podczas ruchu).

Testy urządzeń PEMF, opisane w czasopismach naukowych, pokazują że ich skuteczność w przypadku rehabilitacji różnych urazów jest bardzo mała lub żadna. Zaobserwowane ewentualne pozytywne efekty były słabe i niespecyficzne, co oznacza, że podobne można osiągnąć w inny (często łatwiejszy/tańszy) sposób.

Źródła:
Biermann N. M. i in, 2014, The Effect of Pulsed Electromagnetic Fields on Back Pain in Polo Ponies Evaluated by Pressure Algometry and Flexion Testing—A Randomized, Double-blind, Placebo-controlled Trial, Journal of Equine Veterinary Science
Caerwyn A. i in., 2017, Effect of wavelength and beam width on pe*******on in light-tissue interaction using computational methods, Laser in medical science
Flatscher J. i in, 2023, Pulsed Electromagnetic Fields (PEMF)—Physiological Response and Its Potential in Trauma Treatment, International Journal of Molecular Sciences
Gryz i in., 2015, Narażenie na pole elektromagnetyczne w otoczeniu
aplikatorów urządzeń magnetoterapeutycznych, Problemy Higieny i Epidemiologii
Huertas J. R. i in., 2019, Stay Fit, Stay Young: Mitochondria in Movement: The Role of Exercise in the New Mitochondrial Paradigm, Oxidative Medicine and Cellular Longevity
Hyytiäinen H. K i in., 2023, A Systematic Review of Complementary and Alternative Veterinary Medicine in Sport and Companion Animals: Electrotherapy, Animals
Lingyu L. i in., 2024, Interactions between electromagnetic radiation and biological systems, iScience
Romanenko S. i in., 2017, The interaction between electromagnetic fields at megahertz, gigahertz and terahertz frequencies with cells, tissues and organisms: risks and potential, Interface
www.gov.pl/web/5g/energia-elektromagnetyczna--nauka-kontra-leki

[FIZJOTERAPIA] Żeby wiedzieć czy coś faktycznie ma działanie terapeutyczne potrzebujemy badań. Powód jest prosty – tylko...
07/07/2026

[FIZJOTERAPIA] Żeby wiedzieć czy coś faktycznie ma działanie terapeutyczne potrzebujemy badań. Powód jest prosty – tylko tak możemy uzyskać obiektywne (na ile to możliwe) informacje.

Wyobraź sobie, że twój koń miał uraz ścięgna. W ramach jego leczenia stosowano różne rzeczy, począwszy od dawkowania ruchu skończywszy na urządzeniach do fizykoterapii. Koń wraca pod siodło. Masz wrażenie, że udana rehabilitacja to głównie zasługa użycia urządzenia X, które polecił fizjoterapeuta, wiec wszystkim je zachwalasz.

Tylko czy to faktycznie zasługa urządzenia X?

Odpowiednio zaplanowane badania naukowe pozwalają odpowiedzieć na pytanie, co faktycznie miało największy wpływ na gojenie urazu: odpoczynek, ćwiczenia, fizykoterapia itd. Przykładowo mając grupę koni z podobnym urazem, dzielimy je na 2 podgrupy i traktujemy je dokładnie tak samo z jednym wyjątkiem. Np. jedna podgrupa ma zabiegi urządzeniem X, a druga nie.

Wtedy możemy określić czy faktycznie urządzenie X pomaga w rehabilitacji danego urazu. Może się okazać, że w obu podgrupach mieliśmy podobne wyniki, wiec zastosowanie urządzenia X nie miało wpływu na zdrowienie koni.

Drugą zaletą tego typu badań jest określenie czy są grupy koni (np. z chorobami metabolicznymi) albo typami urazów, którym terapia urządzeniem X może zaszkodzić. To pozwala chronić zwierzęta przed możliwym pogorszeniem stanu zdrowia. Wszystko może mieć działania niepożądane, jeśli ktoś twierdzi, że dane urządzenie takich nie ma, to albo to urządzenie "nic nie robi" albo ten ktoś nie zna przeciwwskazań (a to niedobrze 😉). Nawet w przypadku różnych ćwiczeń istnieją przeciwwskazania.

Kolejną istotną kwestią poruszaną w dobrej jakości badaniach naukowych jest określenie jak faktycznie coś działa, czyli jakie zachodzą procesy fizyczne, biochemiczne w tkankach podczas danego zabiegu itp. Jest to ważne żeby określić przeciwwskazania, ale też żeby wiedzieć jak dokładnie stosować dane urządzenie. Koń nie jest jednolita kulą . Może być tak, że potrzebujemy innych parametrów/schematów postępowania w rejonie głowy, innych - brzucha, a jeszcze innych - kończyny. Precyzyjnie dobrane parametry mogą przesądzić o skuteczności terapii i ochronić przed ewentualnymi skutkami niepożądanymi.

Niestety badań dotyczących koni w temacie fizjoterapii, szczególnie fizykoterapii jest bardzo mało. Dobranie odpowiednich ustawień urządzeń czy sposobu postępowania wymaga więc sporej wiedzy. Pamiętajcie, że macie prawo dopytać fizjoterapeutę jak dokładnie działa dane urządzenie, dlaczego zostały wybrane takie a nie inne parametry i jakich konkretnie efektów się spodziewamy w jakim odcinku czasu. Dobry specjalista bez problemu wszystko wam jasno wytłumaczy.

[TERMOREGULACJA] Najbardziej skuteczną metodą pozbywania się ciepła u koni jest pocenie. Warstewka potu ogrzewa się od s...
02/07/2026

[TERMOREGULACJA] Najbardziej skuteczną metodą pozbywania się ciepła u koni jest pocenie. Warstewka potu ogrzewa się od skóry konia, po czym pot odparowuje. Znajdujące się w pocie koni białko lateryna spienia go i pozwala na rozprowadzanie po większej powierzchni, co dodatkowo poprawia skuteczność procesu chłodzenia.

Pot składa się w większości z wody. Jej właściwości powodują, że trzeba dużo energii żeby zwiększyć jej temperaturę i jeszcze więcej, żeby cząsteczki zaczęły się odrywać od siebie (parowanie). Dlatego dobrze się sprawdza jako substancja „zabierająca” ciepło z rozgrzanej powierzchni.

Wykorzystujemy to polewając wodą rozgrzanego konia. Im woda jest chłodniejsza, tym więcej energii z ciała konia (upraszczając - ciepła) jest potrzebne do jej ogrzania i odparowania.

Pocenie się dobrze się sprawdza w wysokich temperaturach, przy niskiej wilgotności powietrza. Przy wysokiej wilgotności ulega zaburzeniu (woda ma „trudności” z odparowaniem, ze względu na wysycenie powietrza wilgocią). W takich sytuacjach trzeba chłodzić konia ciągłym polewaniem, aby zastępować nagrzaną od skóry warstewkę wody chłodniejszą, która może „przejąć” więcej ciepła od ciała*.

Konie ogólnie szybciej się przegrzewają od ludzi, m.in. ze względu na mniej korzystny stosunek powierzchni ciała do jego masy. Dlatego warunki pogodowe, które są jeszcze tolerowane przez ludzi, mogą być już nieprzyjemne dla koni.

Użytecznym wskaźnikiem pozwalającym na ocenę, czy jest za gorąco dla konia na trening jest WBGT (ang. wet-bulb globe temperature)** – stosowany również w wytycznych FEI dla organizatorów zawodów. Wskaźnik ten uwzględnia oprócz temperatury m.in. wilgotności powietrza i nasłonecznienie. Prosty kalkulator pozwalający go (zgrubnie) wyliczyć znajdziecie w komentarzu.

Im wyższy WGBT tym słabiej działa chłodzenie przez pocenie. Przy WBGT >28 rośnie ryzyko przegrzania konia, a powyżej 33 – udaru cieplnego. FEI uznaje, że dla WGBT 33 „warunki klimatyczne mogą nie być zgodne z bezpieczną rywalizacją sportową”, natomiast w przypadku ludzi zaleca się odwołanie zawodów przy WGBT>30. WGBT 33 st. możemy osiągnąć w bezwietrzny dzień, w warunkach przeciętnego polskiego nasłonecznienia latem*** albo przy temperaturze powietrza ok. 32 st. C i 70% wilgotności albo przy 40 st. C i 20% wilgotności.

* nie trzeba używać ściągaczki – warstewka wody pozostawiona na koniu nie pogarsza efektów chłodzenia, energia z ciała będzie wykorzystywana na jej odparowanie
** można też dokonywać pomiarów WBGT w stajni, żeby zobaczyć czy konie się tam nie przegrzewają
*** do wyliczeń użyłam zaokrąglonych, uśrednionych danych dla lipca, dla okolicy Warszawy (200 W/m kw.) z „Atlasu warunków solarnych IMGW”

Źródła:
Kang H. I in., 2023, Heat stress in horses: a literature review, International Journal of Biometeorology
Marlin D. i in., 2018, Preparation for and management of horses and athletes during equestrian events held in thermally challenging environments, FEI
Takahashi Y. i in., 2020, A Comparison of Five Cooling Methods in Hot and Humid Environments in Thoroughbred Horses, Journal of Equine Veterinary Science

30/06/2026

[UPAŁY] Jak łatwo i skutecznie schłodzić konia w upały:

1. Dobierz temperaturę wody, jaką lubi Twój koń - nie wszystkie będą zadowolone jeśli polejesz je zimną - nawet w upał. Woda nie musi być lodowata żeby skutecznie chłodzić - wystarczy jeśli jest chłodniejsza niż temperatura powierzchni skóry (z grubsza poniżej 30 st.C).

2. Zacznij od obszaru, którego polewanie dany koń najlepiej toleruje - u większości są to nogi. Dużo koni woli rozproszony strumień wody (deszczowanie).

3. Polej dobrze umięśnione regiony ciała: szyję, łopatki, grzbiet, zad. Mięśnie wytwarzają dużo ciepła podczas pracy, w ten sposób ułatwiamy ich chłodzenie. Taki prysznic może trwać kilka-kilkanaście minut.

4. Zostaw wodę na koniu i postaw go w zacienionym, przewiewny miejscu. To mit, że woda pozostawiona na koniu powoduje brak chłodzenia - nie musisz używać ściągaczki.

To metoda na chłodzenie koni podczas gorących i upalnych dni (temperatura powietrza powyżej 25 st. C), przy niskiej wilgotności powietrza.

25/06/2026

[OPIEKA NAD KOŃMI] Jak często koń powinien mieć wizytę fizjoterapeuty? To zależy – głównie od jego stanu zdrowotnego oraz częstotliwości/rodzaju pracy. W podsumowaniach z wizyt, które przekazuję klientom, zawsze zapisuję sugerowany, dopasowany indywidualnie, czas następnego spotkania.

Mam jednak zgrubne „widełki”, które wyglądają tak:
1. Konie w regularnej pracy, ale bez dużych obciążeń (typu wiele wyjazdów na zawody, rajdy itd.): wizyta co 4, 5 lub 6 miesięcy w zależności od wieku.
2. Konie sportowe, wizyta co 1, 2 lub 3 miesiące w zależności od wieku i obciążenia (klasa, ilość wyjazdów, zawodów).
3. Konie starsze (20+, w lekkiej pracy lub bez pracy): wizyta co 6 miesięcy.
4. Konie młode, niepracujące, od 1,5 r. ż.: wizyta co 6 lub 12 miesięcy.

Sytuacje, które dodatkowo wpływają na częstotliwości wizyt to m.in.:
🐴kontuzje,
🐴zmiana zachowania pod siodłem/na lonży (pojawiają się np. problemy z zagalopowaniami, odskokiem itd.),
🐴zmiana zachowania w stosunku do ludzi/koni,
🐴zwiększenie obciążeń treningowych.

23/06/2026

[KOPYTA/OCHWAT] Czy kopyta z filmiku wyglądają na „ochwatowe”? Wiele osób stwierdzi zapewne, że wydają się dość normalne. Podczas przekuwania obejrzałyśmy je jednak dokładnie z kowalką i sporo wskazywało na to, że był epizod ochwatowy. Nie udało się niestety później zrobić sensownych RTG kopyt ze względu na część metalową w podkowach. Możliwe jednak, że nic ewidentnego i tak nie dałoby się zobaczyć na zdjęciach, gdyż mamy tu do czynienia z ochwatem subklinicznym.

Dużo z nas kojarzy ochwat ze stanem ostrym, gdzie mamy gorące kopyta, tętniące tętnice palcowe, koń odciąża kopyta. U części koni mamy jednak „lżejszą” postać – coś złego dzieje się z połączeniem listewkowym w kopycie, ale nie ma nagłej rotacji i/lub opuszczenia kości kopytowej w puszce. Taki stan może trwać miesiącami (i czasem przechodzi w fazę ostrą). Koń niekoniecznie będzie wtedy kulawy, ale są różne oznaki świadczące o tym, że być może mamy problem z kopytami. Łatwiej je wychwycić u koni, które nie są kute, bo podkowa zasadniczo chroni podeszwę.

Sygnałami, że coś złego może dziać się w kopycie (potencjalny ochwat subkliniczny) są m.in.:
🔸skrócenie wykroku (szczególnie kończyny piersiowe),
🔸niechęć do ruchu po twardszych podłożach, szczególnie kamienistych,
🔸zmiana kształtu kopyta (nawet niezbyt duża),
🔸„prążki” na kopycie,
🔸cienka podeszwa,
🔸zaczerwienienia widywane regularnie na białych kopytach, szczególnie „rozlane” na większej powierzchni.

Na ochwat subkliniczny bardziej narażone są konie, które mają problemy metaboliczne (np. EMS, zespół metaboliczny koni). Tutaj każdy nadmierny wzrost stężenia insuliny w krwi (np. wyjście na dłużej na „ładną” trawkę) czy leczenie sterydami jest czynnikiem ryzyka. Jeśli mamy konia „tyjącego z powietrza”, bardzo łatwego w utrzymaniu, kuca, konia rasy prymitywnej itd. to na pewno trzeba zwracać większą uwagę na to co i ile je.

W temacie ochwatu, w tym subklinicznego bardzo polecam bezpłatny e-book „Razem przeciwko ochwatowi” autorstwa Urszuli Krzanowskiej ( The Hoof Architect) i dr n. wet. Magdaleny Senderskiej-Płonowskiej.

O kuciu koni sportowych, warto
23/06/2026

O kuciu koni sportowych, warto

Czy konie sportowe muszą być kute?

To kolejne pytanie, na które odpowiadałam już dziesiątki razy i myślę, że warto poświęcić mu odrębny post.

Najbardziej ogólnie - odpowiedź brzmi: NIE, konie sportowe nie muszą być kute. Tak jak wszystkie inne konie, niektóre tego potrzebują, a niektóre zupełnie nie.

To, czy koń potrzebuje być podkuty, czy poradzi sobie boso, bynajmniej nie zależy od tego, czy jest "sportowy". Nie zależy też od tego, czy pracuje pod siodłem, jak wysokie skacze przeszkody ani ile ma lat, choć te czynniki oczywiście nie są bez znaczenia.

To, czy koń potrzebuje podków i jakie rozwiązanie będzie dla niego najlepsze, zależy przede wszystkim od jego komfortu, kondycji jego kopyt, tempa ich przyrostu i zużycia, sposobu zużywania się, budowy, historii urazów, podłoża, po którym się porusza, trybu życia a także sposobu zarządzania kopytami.

Koń, który właśnie rozpoczął pracę pod siodłem czy skoki, nie wymaga z automatu podkucia. Podobnie koń, który przechodzi na emeryturę i idzie na łąki, nie powinien być z automatu rozkuwany.

Podkucie nie sprawia, że koń staje się bardziej "sportowy", podobnie jak chodzenie boso tej sportowości nie ujmuje.

Tak naprawdę właściciele koni, które mają na tyle funkcjonalne kopyta i budowę, że dobrze radzą sobie na boso, są szczęściarzami. Doceni to każdy, komu koń w dzień konkursu zgubił podkowę, nabił sobie podkową nakostniaka czy złapał podkową w siatkę na siano. Oczywiście istnieją sposoby, by minimalizować ryzyko takich sytuacji, ale nie wszystko jesteśmy w stanie kontrolować. Zdrowe bose kopyta funkcjonują najbardziej optymalnie, a kieszeń właściciela również jest zadowolona.

Mimo tych wszystkich zalet wiele koni po prostu potrzebuje podków dla komfortu, ochrony wrażliwych struktur czy uzupełnienia podparcia tam, gdzie na przykład z powodu wadliwej budowy go brakuje. Rozkuwanie koni dla idei, za wszelką cenę, absolutnie nie powinno być praktykowane.

Pozostawienie bez podków konia, który ich potrzebuje, zwykle niesie większe ryzyko niż podkucie konia, który mógłby dobrze funkcjonować boso. Z drugiej strony podkuwanie koni, które podków nie potrzebują, może niepotrzebnie narażać je na ryzyko związane z kuciem, właściciela na dodatkowe koszty, a źle dobrany sposób podkuwania może w dłuższej perspektywie prowadzić do pogorszenia kondycji kopyt.

Błędem w mojej ocenie jest również założenie, że zdrowego konia należy kuć wyłącznie "standardowo", a modyfikacje sposobu podkuwania są zarezerwowane dla koni po kontuzjach czy z istniejącymi problemami. Tymczasem obserwując stan kopyt w połączeniu z budową konia, można w wielu przypadkach przewidzieć problemy, które mogą pojawić się w przyszłości, i odpowiednio wcześnie im przeciwdziałać poprzez dobór sposobu podkuwania. Chodzi o to, by zapobiegać problemom, zamiast czekać, aż się pojawią i dopiero wtedy modyfikować kucie.

Dotyczy to zarówno modyfikacji samych podków, jak i sięgania po różnego rodzaju wkładki czy masy. Tak, zdrowe konie z dobrymi kopytami też czasem potrzebują niestandardowego kucia - nie po to, by leczyć coś, co już się uszkodziło, ale po to, by utrzymać dobrą kondycję kopyt i całego ciała jak najdłużej.

No dobrze, ale co z tymi sportowcami? Czy naprawdę mogą być bose?

Tutaj odpowiedź będzie zależała również od dyscypliny. Trudno o bosego WKKW-istę startującego na trawiastym podłożu - bez możliwości wkręcenia haceli może to być po prostu niebezpieczne.

W ujeżdżeniu bosych koni jest stosunkowo niewiele, ale z zupełnie innego powodu. Ciężar podkowy może wpływać na ruch konia, zwiększając akcję przednich kończyn, co szczególnie wyraźnie widać u wielu koni w galopie. Konie bose startujące w konkursach razem z podkutymi mogą przez to odstawać pod względem spektakularności ruchu, choć znam konie o tak wybitnym ruchu, że obecność podkowy nie ma istotnego wpływu na jego jakość. Są konie z powodzeniem startujące na boso w ujeżdżeniu nawet w konkursach GP.

Sam wpływ dodatkowego ciężaru na biomechanikę ruchu konia ma również negatywne strony, mogąc zwiększać obciążenie w obrębie niektórych struktur.

Najwięcej bosych koni obserwuje się w ostatnich latach w skokach i tutaj rzeczywiście radzą sobie one doskonale. Jeźdźcy często zgłaszają, że na boso konie są szybsze i dokładniejsze w parkurach, co przekłada się na lepsze wyniki. Choć nie jest to jeszcze bardzo popularne, coraz częściej można spotkać bose konie nawet w najwyższych konkursach areny międzynarodowej.

Automatyczne podkuwanie konia "bo skacze" zdecydowanie powinno odejść do lamusa.

Warto również pamiętać, że WKKW, ujeżdżenie i skoki to jedynie kilka przykładów. Inne dyscypliny, takie jak rajdy, working equitation, powożenie, wyścigi czy western, również mogą wiązać się ze specyficznymi wymaganiami dotyczącymi kucia. Nie sposób omówić ich wszystkich w jednym poście, dlatego przedstawione przykłady mają charakter ogólny i nie wyczerpują tematu.

Konie użytkowane sportowo w szczególności potrzebują indywidualnego dobrania rozwiązań do swoich potrzeb, a nie schematycznych działań.

Oczywiście nie namawiam nikogo do rzucenia wszystkiego i zdjęcia podków intensywnie pracującemu koniowi. Zdjęcie podków to dopiero początek długotrwałego procesu, od którego przeprowadzenia zależy ostateczny rezultat i to, czy koń będzie radził sobie na bosaka. Taka decyzja powinna być dogłębnie przemyślana, dobrze zaplanowana, a samego konia należy uważnie obserwować i w razie potrzeby modyfikować plan działania.

To samo dotyczy również rozkuwania koni-emerytów idących na pastwisko czy koni roztrenowanych. Nie każdy taki koń poradzi sobie na boso i nie powinniśmy automatycznie ich rozkuwać, a następnie pozostawiać samym sobie. U większości się to udaje, ale nie jest to regułą. Takie konie również wymagają indywidualnego podejścia i uważnej obserwacji.

P. S. Choć nadal większość moich startujących w zawodach podopiecznych chodzi w podkowach, z roku na rok obserwuję coraz więcej koni, które przy odpowiednim prowadzeniu z powodzeniem funkcjonują sportowo i odnoszą sukcesy bez podków.

Poniżej kilka zdjęć moich bosych podopiecznych - od koni rozpoczynających karierę sportową w konkursach dla młodych koni po konie startujące na poziomie GP, od zawodów regionalnych, przez krajowe, po konkursy międzynarodowe.

Adres

Warsaw

Ostrzeżenia

Bądź na bieżąco i daj nam wysłać e-mail, gdy Rehabilitacja Ruchowa Koni Anna Sierpińska umieści wiadomości i promocje. Twój adres e-mail nie zostanie wykorzystany do żadnego innego celu i możesz zrezygnować z subskrypcji w dowolnym momencie.

Skróty

Udostępnij

Kategoria