22/07/2026
„Neurobiologia stawiania granic”, J.T.Shore - szybka recenzja 🙂
Co mi się podoba:
👍 Zdrowo i zdroworozsądkowo przedstawiona sama koncepcja granic. Po co te konkretne tobie, co osobie dają, że nie musisz decydować raz na zawsze, że są różne dla różnych ludzi i sytuacji.
👍 Bardzo mi się podoba ujęcie "szczelności" granic jako suwaka, który przypomina mi ustawianie przezroczystości w programach graficznych: od przepuszczalnych do super sztywnych. Dla mojego umysłu to jest wyjątkowo przyjazna metafora (a mój umysł nie lubi w metafory).
👍 Fajne, życiowe, realistyczne narzędzie, które pozwala się przygotować do rozmowy o granicach, do zakomunikowania granicy. Ze świadomością i wyrozumiałością dla tego, jak trudne są te rozmowy, jak czasami niebezpieczne.
👍 Zauważenie i uznanie swojego przywileju! (Da się! 🙂) Powiedzenie wprost, że są osoby, sytuacje, konteksty, gdzie najlepszą obroną jest milczenie i ucieczka i tyle.
Co mi się mniej podoba:
😖 Poradnikowy amerykański styl. Powtórzenia w-koło-macieju.
😡 Umieszczenie na okładce cytatu z innej autorki - Prentis Hemphill, bez podania źródła. Ten cytat z zaznaczonym autorstwem pojawia się później w środku książki, ale mleko już się po okładce rozlało.
I w końcu słoń na środku salonu czyli neurobiologia w tytule. Tak: odniesienia do budowy i działania mózgu pojawiają się w książce i służą do wyjaśnienia pewnych mechanizmów percepcji, myślenia, reagowania. Moim zdaniem sprawdzają się w tej roli całkiem nieźle. Ale nawet jeśli się te fragmenty przebieży pobieżnie wzrokiem, to i tak lektura nie pójdzie na marne.
Reasumując (piękne słowo) polecam, jeśli potrzebujecie wsparcia, żeby zacząć rozmawiać o granicach. Lektura nie boli i nie zaszkodzi.