27/08/2026
Szept o Oceanie, który nie przeprasza
Usiadłam kiedyś nad oceanem.
Był spokojny.
Tak spokojny,
że miałam ochotę przeprosić go za wszystkie moje burze.
Siedziałam długo.
Przypływ przyszedł.
Potem odszedł.
Za kilka godzin wrócił.
Nikt nie klaskał.
Nikt nie miał pretensji.
Nikt nie powiedział:
“Zdecyduj się wreszcie.”
Ocean niczego nie tłumaczył.
Nie przepraszał,
że dzisiaj zabrał wodę dalej od brzegu.
Nie obiecywał,
że jutro będzie bardziej przewidywalny.
Był wierny tylko jednemu.
Swojej naturze.
Patrzyłam na niego
i nagle zrobiło mi się trochę smutno.
Bo przypomniałam sobie,
ile razy przepraszałam za swoje przypływy.
Za wzruszenie.
Za zmęczenie.
Za łzy.
Za ciszę.
Za potrzebę odpoczynku.
Za to,
że któregoś dnia nie miałam ochoty być silna.
Przepraszałam nawet za to,
że byłam szczęśliwa bardziej,
niż komuś było wygodnie.
Ocean nic z tego nie robił.
Nie pytał brzegu,
czy może przypłynąć.
Nie pytał księżyca,
czy wypada się wycofać.
Po prostu…
oddychał.
Może właśnie dlatego
ludzie tak lubią patrzeć na morze.
Bo ono przypomina nam coś,
o czym dawno zapomnieliśmy.
Że rytm nie jest błędem.
Jest życiem.
™️ again
©️