Ewa Senderowicz - Psychoterapia Gestalt

Ewa Senderowicz - Psychoterapia Gestalt Psychoterapia

Warszawa | Online

Zapraszam do kontaktu +48503433362

W każdej nowej pracy – czy to w korporacji, małej firmie, kawiarni, czy nawet na studiach – na początku przechodzimy obo...
17/07/2026

W każdej nowej pracy – czy to w korporacji, małej firmie, kawiarni, czy nawet na studiach – na początku przechodzimy obowiązkowe szkolenie BHP.

Słyszymy: „safety first” – bezpieczeństwo przede wszystkim.

A co, jeśli w życiu wewnętrznym też obowiązuje ta sama zasada?

Tak jak BHP pomaga nam zadbać o bezpieczeństwo w świecie zewnętrznym, tak nasz organizm przez całe życie próbuje zadbać o nasze bezpieczeństwo wewnętrzne.

Czasem robi to w sposób, który z zewnątrz wygląda jak brak motywacji, prokrastynacja albo działanie pod ogromną presją i stresem.

Działanie kojarzymy z ruchem – wyjściem do świata, do ludzi, do życia.

Ale co, jeśli przez lata nasza ekspresja była krytykowana? Co, jeśli nasze emocje, pomysły albo sposób bycia spotykały się z oceną, zawstydzaniem albo poczuciem, że ciągle robimy coś nie tak?

Co, jeśli jako dziecko lub nastolatek nauczyłeś się, że działanie oznacza napięcie, a zatrzymanie się może oznaczać krytykę?

Może pamiętasz sytuację, kiedy byłeś przemęczony i każdą chwilę prywatności wykorzystywałeś na odpoczynek, ale dźwięk domofonu sprawiał, że w kilka minut próbowałeś doprowadzić mieszkanie do perfekcji, żeby tylko uniknąć kolejnej uwagi, narzekania albo słów: „Znowu nic nie zrobiłeś”.

Czasem ciężko jest się ruszyć i zmotywować do działania, kiedy już nikt nam niczego nie narzuca, kiedy jesteśmy „dorośli”.

Myślisz sobie: „To pewnie prokrastynacja”.
„Jestem leniwy”.

Ale czasem to nie lenistwo.

Jeśli podstawowe obowiązki od dziecka kojarzyły się ze stresem, napięciem albo oczekiwaniem na ocenę, w dorosłym życiu nawet proste rzeczy mogą stać się dużym wysiłkiem.

Nie dlatego, że nie potrafisz.

Dlatego, że Twój układ nerwowy mógł nauczyć się, że działanie wiąże się z lękiem, napięciem albo ryzykiem krytyki.

Nie zawsze musi to być rodzic. Czasem wpływ miał nauczyciel, szkoła albo inny ważny autorytet. Miejsca, w których zamiast ciekawości i bezpieczeństwa pojawiała się presja, ocena i potrzeba bycia „wystarczająco dobrym”.

Zastanawiałeś się kiedyś, dlaczego wielu z nas łatwiej posprzątać mieszkanie, kiedy mają przyjść goście? Nagle pojawia się motywacja.

Oczywiście nie zawsze musi oznaczać to coś głębszego. Czasem po prostu pomaga nam konkretny cel, termin albo chęć przygotowania dla kogoś przyjemnej przestrzeni.

Ale czasem warto zatrzymać się i zapytać siebie:

Z jakiego miejsca to robię?

Czy z potrzeby pokazania swojej wartości, bycia docenionym, zauważonym albo uniknięcia oceny?

Czy może dlatego, że naprawdę lubię porządek, estetykę i dbanie o przestrzeń, a samo działanie daje mi przyjemność?

Bo ta sama czynność może wyglądać podobnie z zewnątrz, ale wewnętrznie może wynikać z zupełnie różnych miejsc.

Możemy robić coś z napięcia i lęku.

Albo z troski o siebie i przyjemności.

Z pracą nad sobą jest podobnie.

Poczucie bezpieczeństwa to fundament. Bez niego trudno się otworzyć, zaufać sobie i drugiej osobie.

Jego odbudowa może wymagać czasu. Czasem trwa długo, szczególnie jeśli przez lata nasze emocje, potrzeby albo granice nie były wystarczająco zauważane.

Dopiero kiedy zaczynamy czuć się bezpiecznie, możemy naprawdę ruszyć dalej.

Z planami.
Z marzeniami.
Z dbaniem o siebie.

Czasem nawet z tak prostą rzeczą jak sprzątanie czy przygotowanie sobie posiłku.

I wtedy robimy to z innego miejsca – nie z lęku, przymusu, poczucia obowiązku, z potrzeby przetrwania i spełnienia czyichś oczekiwań, ale z troski o siebie.

Jeśli czujesz, że chcesz iść do przodu, ale coś niewidzialnego ciągle Cię zatrzymuje, może warto zadać sobie pytanie nie:

„Co jest ze mną nie tak?”

ale:

„Przed czym próbuje ochronić mnie moje ciało?”

Bo czasem za brakiem działania nie stoi brak motywacji.

Czasem stoi za nim trudne doświadczenie, niewypowiedziany ból albo układ nerwowy, który wciąż próbuje nas chronić.

Może właśnie od poczucia bezpieczeństwa zaczyna się prawdziwa zmiana. Nie od zmuszania siebie do większej dyscypliny, ale od zrozumienia, czego potrzebujemy, żeby móc ruszyć dalej.

Odpoczynek nie zawsze oznacza brak działania. Czasem jest pierwszym krokiem do odzyskania siły.

Zanim nazwiesz siebie leniwym, zatrzymaj się i popatrz na siebie z czułością.

Safety first - bezpieczeństwo przede wszystkim.

Pięknego dnia,
Ewa.

„Tam dom, gdzie serce Twoje”Dobrego, spokojnego weekendu - tam, gdzie wybierzesz być.Pozdrawiam ciepło,Ewa 😌
11/07/2026

„Tam dom, gdzie serce Twoje”

Dobrego, spokojnego weekendu - tam, gdzie wybierzesz być.

Pozdrawiam ciepło,
Ewa 😌

Rodzina nie zawsze oznacza dom.

Czasem dom to miejsce, w którym naprawdę cię słyszą.

A czasem rodzina to miejsce, w którym przez lata uczysz się milczeć.

Od dzieciństwa słyszymy:

„To przecież mama”.
„To przecież ojciec”.
„To przecież brat”.
„To przecież siostra”.
„To przecież twoja krew”.

I jakby po tych słowach każdy ból miał nagle zniknąć.

Krzywdy — zostać zapomniane.
Upokorzenia — usprawiedliwione.
Chłód — nazwany trudnym charakterem.
Kontrola — troską.
A ciągłe umniejszanie — po prostu „rodzinnymi sprawami”.

Ale prawda jest taka, że więzy krwi nie zawsze oznaczają miłość.

A wspólne nazwisko nie daje nikomu prawa do łamania twojej duszy.

Stoicy mówili, że nie wszystko na świecie zależy od nas.

Nie możemy zmusić kogoś, by kochał nas dojrzale.
Nie możemy zmusić rodziców, by byli emocjonalnie gotowi.
Nie możemy zmusić bliskich, by zrozumieli nasz ból.
Nie możemy uleczyć cudzych ran własnym cierpieniem.

Ale możemy wybrać, co zrobimy ze swoim życiem dalej.

Możemy postawić granice.

Nie z nienawiści.

Z szacunku do siebie.

Bo czasem największą pułapką jest przekonanie, że musisz zostać tam, gdzie cię ranią, tylko dlatego, że ci ludzie nazywają się rodziną.

Można kochać matkę — i nie pozwalać jej cię poniżać.
Można szanować ojca — i nie uznawać jego surowości za normę.
Można mieć brata lub siostrę — i nie być dla nich wiecznym pojemnikiem na złość.
Można pamiętać dobro — i jednocześnie przyznać, że przy tych ludziach boli cię serce.

To nie zdrada.

To dorosłość.

Bo prawdziwa miłość nie wymaga, żebyś znikał dla cudzego spokoju.

Nie zmusza cię do ciągłego tłumaczenia się.
Nie żywi się twoim poczuciem winy.
Nie karze cię milczeniem.
Nie robi z ciebie „złego człowieka”, kiedy prosisz tylko o szacunek.

Psychologia od dawna mówi, że toksyczne relacje rodzinne potrafią ranić głębiej niż konflikty z obcymi ludźmi.

Bo od obcych nie oczekujemy bezwarunkowego przyjęcia.

Od swoich — tak.

I właśnie dlatego tak bardzo boli, gdy przy rodzinnym stole nie siedzi wsparcie, lecz źródło lęku.

Gdy po rozmowie z bliskimi nie czujesz ciepła, tylko godzinami próbujesz poskładać siebie na nowo.

Gdy każde święta nie są radością, lecz napięciem.

Gdy telefon od „swoich” nie wywołuje uśmiechu, ale ucisk w klatce piersiowej.

I wtedy przychodzi moment, w którym trzeba szczerze zapytać siebie:

co jest ważniejsze — utrzymać pozory rodziny czy ocalić siebie?

Nie każde odejście jest okrucieństwem.

Czasem jest ratunkiem.

Nie każdy dystans jest chłodem.

Czasem to jedyny sposób, by nie stracić własnego spokoju.

Nie każde „nie” jest brakiem szacunku.

Czasem to pierwsze uczciwe „tak” powiedziane samemu sobie.

Mądry człowiek nie nienawidzi.

On widzi.

Widzi, gdzie jest miłość, a gdzie zależność.
Gdzie troska, a gdzie kontrola.
Gdzie rodzina, a gdzie tylko nawyk cierpienia.
Gdzie obowiązek, a gdzie powolne niszczenie siebie.

I wtedy nie wybiera wojny.

Wybiera granicę.

Cichą.
Jasną.
Dorosłą.

Bo wewnętrzny spokój nie potrzebuje pozwolenia od krewnych.

Nie zależy od nazwiska.
Nie wymaga zgody przy świątecznym stole.
Nie musi tłumaczyć się przed tymi, którzy przez lata nie chcieli słuchać.

Czasem największym aktem miłości jest zostać.

A czasem największym aktem miłości jest odejść.

Nie po to, by się zemścić.

Ale po to, by ocaleć.

By przestać prosić o ciepło tam, gdzie dostajesz tylko chłód.

By nauczyć się budować dom nie z tych, którzy „powinni być bliscy”, ale z tych, przy których twoje serce nie boi się oddychać.

Bo prawdziwa rodzina to nie zawsze ci, z którymi łączy cię krew.

Prawdziwa rodzina to ci, przy których możesz być sobą i nie bać się, że zostaniesz za to ukarany. 🖤

Odzyskiwanie sprawczości, to proces zdrowienia.Dobrego dnia 😌
06/07/2026

Odzyskiwanie sprawczości, to proces zdrowienia.

Dobrego dnia 😌

Przywiązanie do obrazu siebie sprzed traumy utrwala traumę i retraumatyzuje. Jest więzieniem dla siebie z przeszłości i więzieniem dla naszego potencjału z teraźniejszości. Próba bycia osobą, którą byliśmy przed traumą, blokuje zdrowienie i nasz dobrostan.

Przykładem może być sytuacja, kiedy ktoś nie dostał adekwatnej opieki w dzieciństwie i w dorosłości szuka - najczęściej nieświadomie - osób, która zapełnią ten brak, odpowiedzą na deficyt i zrekompensują szkody, obsadzając innych w roli "zastępczych rodziców".

Jaką to pełni funkcję?

Ochrania przed bólem i przeżyciem żałoby po stracie wystarczająco dobrego obiektu. Oraz przeżyciem żałoby po stratach związanych z innymi trudnymi doświadczeniami. Ochrania przed zmianą, stwarzając złudzenie ochrony przed ponownym doświadczaniem odrzucenia i zranienia.

Gdy cierpimy w poczuciu, że w przeszłości straciliśmy możliwość rozwoju, gdy powracamy wciąż do tego, jacy mogliśmy być, kim się stać, co by było gdyby, rozpamiętując oraz obwiniając siebie lub innych za przeszłe wydarzenia, powtarzamy traumatyczną sytuację.

Dzieje się tak, ponieważ przywiązanie do siebie z kiedyś i próba powrotu do siebie z tamtego czasu, uniemożliwia spotkanie z tą osobą, którą naprawdę jesteśmy dziś. Nasza uwaga i energia tkwi w przeszłości. W ten sposób odtwarzamy to, czego doświadczyliśmy kiedyś, gdy zabrakło adekwatnego wsparcia - nie będąc w kontakcie ze sobą z tu i teraz, robimy sobie dokładnie to samo - porzucamy i odrzucamy siebie. Oraz odrzucamy relacje w rozczarowaniu i frustracji, nie chcąc przyjąć do wiadomości, że nikt inny nie może odpowiedzieć i wypełnić wewnętrznego uczucia pustki.

Zrozumienie i dostrzeżenie, że utknięcie w traumatycznym przeżyciu i doświadczeniu spowodowało, że jakaś część psychiki staje się sama dla siebie prześladowcą, jest ważnym krokiem (choć nie jedynym) w odzyskaniu odpowiedzialności za swój proces zdrowienia. I tym samym w wyjściu z pozycji i narracji ofiary w przestrzeń życiodajnej świadomości i samoregulacji, która umożliwia przyjęciu siebie takimi, jakimi jesteśmy w rzeczywistości.

Agnieszka Siołek-Cichocka

Możesz uczestniczyć w psychoterapii online z miejsca, w którym czujesz się najlepiej — w parku, w domu, na plaży, w kamp...
04/06/2026

Możesz uczestniczyć w psychoterapii online z miejsca, w którym czujesz się najlepiej — w parku, w domu, na plaży, w kamperze, namiocie, na łódce, w hotelu, na łące czy w lesie. Najważniejsze jest, abyś miał_a stabilne połączenie z internetem oraz przestrzeń zapewniającą prywatność, komfort i możliwość swobodnego skupienia się na sobie, bez obawy o zakłócenia ze strony otoczenia. 🌿

Terapia może towarzyszyć Ci tam, gdzie jesteś — nie musisz dopasowywać swojego życia do gabinetu. Wystarczy bezpieczne miejsce, w którym możesz być sobą. 💛

Na zdjęciu ja, podczas przepięknego spaceru maderskim szlakiem 🌱



Zapraszam ☺️

Dobrej niedzieli :)
31/05/2026

Dobrej niedzieli :)

💚 Ta książka nie jest tak nudna, jak by wskazywał stan Mleczka na fotografii 😉 Ona w ogóle nie jest nudna, przeciwnie!
Serdecznie ją polecam.

Dobrego weekendu, Przyjaciele 💚

"Jestem wciąż w każdym wieku, w którym już byłam. Ponieważ kiedyś byłam dzieckiem, zawsze jestem dzieckiem. Ponieważ kiedyś byłam podlotkiem, wrażliwym na nastroje i uniesienia, one wciąż stanowią część mnie i zawsze już będą.(...) Nie oznacza to, że zostałam uwięziona lub zamknięta w którymkolwiek z tych okresów w moim życiu (...), lecz że one trwają we mnie, a ja mogę do nich sięgać (...), moja przeszłość jest częścią składową teraźniejszości (...) i nie mogę jej zaprzeczać ani odrzucać".

(L'Engle, 1972, ss.199-200)
fragm. z książki poniżej

SAYA Agata Jankowska

24/04/2026

Są takie momenty, kiedy trudno coś zrozumieć.

Bo nie wszystko da się poukładać w logiczną całość.

Śmierć.
Wypadek.
Ktoś, kto miał jeszcze tyle zrobić.

I pojawia się myśl:
to niesprawiedliwe.

I ona jest prawdziwa.

Jedną z trudniejszych rzeczy w życiu
jest zaakceptowanie tego,
że świat nie jest sprawiedliwy.

Że dobre rzeczy spotykają złych ludzi.
A złe rzeczy spotykają dobrych.

I że nie zawsze jest sens, który da się zobaczyć.

Nie wszystko da się wyjaśnić.
Nie wszystko da się „domknąć”.

Czasem zostaje tylko
bycie z tym, co jest.

Z bezsilnością.
Ze złością.
Ze smutkiem.

I powolne uczenie się,
że brak odpowiedzi
też jest częścią rzeczywistości.

Trauma bond to nie jest miłość. To jest uzależnienie układu nerwowego od bólu i ulgi.Dlatego nie wychodzi się z tego „si...
11/04/2026

Trauma bond to nie jest miłość. To jest uzależnienie układu nerwowego od bólu i ulgi.

Dlatego nie wychodzi się z tego „silną wolą” ani samym zrozumieniem. Trzeba zejść głębiej - do ciała, emocji i relacji.

To, co czujesz jako „chemię”, często jest napięciem. To, co nazywasz „tęsknotą”, bywa reakcją odstawienia. A to, co wydaje się wyjątkową więzią - może być powtarzanym wzorcem.

Wyjście z trauma Bond przypomina odstawienie uzależnienia, pojawia się tęsknota, pustka, obsesyjne myśli. To jest moment, gdzie większość wraca.

Nie dlatego, że „to była miłość” tylko dlatego, że układ nerwowy chce znajomego bodźca.

Wychodzenie z tego procesu polega na nauce przez ciało że spokój to bezpieczeństwo - doświadczasz relacji bez chaosu i huśtawki – wracasz do siebie, zamiast gonić za kimś.

Zadaj sobie jedno pytanie: Jak czuję się w swoim ciele po kontakcie z tą osobą?

To jest prawda. Nie słowa. Nie obietnice. Ciało.

I ono zawsze wie.

Zapraszam 🕊️

Jednym z najbardziej dezorientujących doświadczeń po relacji przemocowej jest to, że mimo świadomości krzywdy, mimo bólu i często bardzo racjonalnego zrozumienia sytuacji, wciąż pojawia się tęsknota. Nie za przemocą, ale za tą osobą. Za momentami bliskości, za poczuciem połączenia, za tym, co było na początku. I to właśnie ten rozdźwięk – między wiedzą a odczuwaniem – sprawia, że wiele osób zaczyna wątpić w siebie.

Z poziomu biologii to doświadczenie ma bardzo konkretne wyjaśnienie. Trauma bond nie jest wyłącznie emocjonalnym przywiązaniem. Jest wzorcem zapisanym w układzie nerwowym, który powstaje w warunkach zmiennego, nieprzewidywalnego środowiska.

Na początku relacji mózg doświadcza intensywnej aktywacji systemu nagrody. Wydziela się dopamina, która odpowiada za motywację i poczucie ekscytacji, oraz oksytocyna, która buduje więź i poczucie bliskości. W tym samym czasie obniża się aktywność osi HPA (podwzgórze–przysadka–nadnercza), co daje subiektywne poczucie bezpieczeństwa i regulacji. Organizm zapisuje to doświadczenie jako coś ważnego i wartościowego – coś, do czego warto wracać.

Problem zaczyna się w momencie, gdy to doświadczenie przestaje być stabilne.

W relacji pojawia się nieprzewidywalność. Okresy bliskości przeplatają się z chłodem, krytyką, napięciem i odrzuceniem. W tym momencie aktywuje się ciało migdałowate, które odpowiada za wykrywanie zagrożenia. Wzrasta poziom kortyzolu i adrenaliny, układ nerwowy przechodzi w stan mobilizacji lub zamrożenia. Pojawia się lęk, napięcie i dezorientacja.

To, co jest kluczowe, to fakt, że ten stan nie utrzymuje się stale.

Po okresie napięcia pojawia się ponownie bliskość. Czułość, przeprosiny, obietnice, chwilowa regulacja. I wtedy następuje gwałtowny spadek aktywacji osi HPA oraz wyrzut dopaminy i oksytocyny. Organizm doświadcza intensywnej ulgi.

Ta ulga działa jak wzmocnienie.

Mózg zaczyna łączyć tę osobę nie tylko z bólem, ale przede wszystkim z redukcją bólu. Nie chodzi więc o to, że organizm „przyzwyczaja się do cierpienia”. On uczy się, że ta konkretna osoba przynosi zakończenie napięcia.

Z perspektywy neurobiologii jest to klasyczny mechanizm nieregularnego wzmocnienia, który aktywuje system dopaminowy znacznie silniej niż nagroda przewidywalna. Ten sam mechanizm obserwuje się w uzależnieniach.

Z czasem ten wzorzec zapisuje się coraz głębiej. Kora przedczołowa, odpowiedzialna za logiczną ocenę sytuacji, zaczyna ustępować silniejszym sygnałom z układu limbicznego. Możesz więc wiedzieć, że ta relacja jest szkodliwa, a jednocześnie czuć coś zupełnie przeciwnego.

Dodatkowo oksytocyna wzmacnia więź nawet wtedy, gdy pojawia się zagrożenie. To właśnie dlatego przywiązanie w takich relacjach bywa tak silne i tak trudne do przerwania.

Kiedy relacja się kończy, organizm nie traci tylko osoby. Traci cały system regulacji, do którego się przyzwyczaił. Spada poziom dopaminy, co daje uczucie pustki. Znika powtarzalny cykl napięcia i ulgi, który – choć bolesny – był znany.

I wtedy pojawia się coś, co wiele osób zaskakuje najbardziej:

spokój nie zawsze przynosi ulgę.
czasem przynosi niepokój.

Bo układ nerwowy nie zna jeszcze innego sposobu funkcjonowania.



To wszystko nie jest oznaką słabości.

To jest zapis biologiczny doświadczenia, w którym organizm próbował przetrwać w nieprzewidywalnym środowisku.

I właśnie dlatego wyjście z takiego schematu nie polega tylko na „zrozumieniu”.
To proces uczenia ciała czegoś zupełnie nowego — że bezpieczeństwo może być stałe, a bliskość nie musi być poprzedzona bólem.

Jeśli czujesz, że to jest dokładnie to, co dzieje się u Ciebie, to ten proces możesz zacząć bardzo małymi krokami. W moim ebooku „Od przetrwania do życia. Teoria i ćwiczenia wspierające proces odzyskiwania siebie po przemocy” pokazuję, jak wygląda to przechodzenie z trybu napięcia i przetrwania do stopniowego odzyskiwania regulacji i poczucia bezpieczeństwa w ciele — nie tylko na poziomie zrozumienia, ale doświadczenia.
Link do ebooka znajdziesz w komentarzu.



I najważniejsze pytanie w tym wszystkim brzmi:

czy to, za czym tęskni Twoje ciało, to naprawdę ta osoba…
czy stan ulgi, który pojawia się po napięciu?

Joanna | I hear YOU

Adres

Grochowska 357
Warsaw
03-822

Ostrzeżenia

Bądź na bieżąco i daj nam wysłać e-mail, gdy Ewa Senderowicz - Psychoterapia Gestalt umieści wiadomości i promocje. Twój adres e-mail nie zostanie wykorzystany do żadnego innego celu i możesz zrezygnować z subskrypcji w dowolnym momencie.

Skontaktuj Się Z Praktyka

Wyślij wiadomość do Ewa Senderowicz - Psychoterapia Gestalt:

Skróty

Udostępnij