26/03/2026
W absolutnie każdym systemie: rodzinnym, partnerskim, społecznym, ludzie pełnią określone role. Nie są one przypadkowe, układają się w taki sposób, żeby całość mogła funkcjonować.
I tak jedna osoba łagodzi napięcia, żartuje, zmienia temat, kiedy robi się trudno.
Ktoś inny bierze odpowiedzialność, organizuje i pamięta za wszystkich.
Ktoś milczy, wycofuje się, nie mówi, co naprawdę czuje ( a psychosomatyka daje mu w kość i to jak !), ktoś wybucha i mówi wprost to, czego inni nie powiedzą.
Ktoś ratuje innych, przejmuje ich problemy. Taki ratownik-bohater, Batman wręcz !
Ktoś funkcjonuje jako osoba wiecznie pokrzywdzona, wokół której koncentruje się uwaga i troska, i która tym samym zyskuje dla siebie stałą taryfę ulgową - można o niej powiedzieć, że jest „patologicznie niewinna”.
Te role wzajemnie się uzupełniają i dzięki nim system utrzymuje równowagę – nawet jeśli nie jest ona zdrowa, ani w swoich założeniach, ani w tym, jak się realizuje, tylko po prostu ZNANA.
O co więc chodzi, skoro wszystko działa?
Ha, chodzi, do czasu, gdy ktoś się zatrzymuje i odkłada swoją kartkę z tekstem …
Problem zaczyna się bowiem wtedy, kiedy ten ktoś przestaje grać swoją rolę. Taki mały buncik. A może wcale nie taki mały? To zaczyna być problem całej grupy, gdy osoba, która dotąd milczała, zaczyna mówić. I nie chce po lekkim upomnieniu, że wyleci ze sceny, przestać!!!
Wariactwo!
Kiedy ta, która brała na siebie zbyt wiele, zaczyna odmawiać.
Oszalała !
Kiedy ktoś przestaje podtrzymywać scenariusz, w którym wszyscy nauczyli się funkcjonować.
No, coś takiego !
Z perspektywy tej osoby to jest próba zmiany własnego życia, z perspektywy systemu – naruszenie całego układu.
Rewolucja ! I nawet nie taka czesko - aksamitna!
Bo jeśli jedna rola się zmienia, inne też musiałyby się zmienić. Czasem przypomina to trochę sytuację, w której jedna osoba przestaje grać swoją rolę i nagle okazuje się, że wszyscy inni zapomnieli tekstu.
Właśnie dlatego wtedy następuje bojowa konsolidacja pozostałych członków grupy, pojawia się opór, czasem bardzo silny, bo system próbuje przywrócić poprzedni porządek-poprzez nacisk („przesadzasz”), podważanie („coś się z tobą dzieje”) i etykietowanie („robisz problemy”).
W języku psychoterapii systemowej mówi się wtedy o „zidentyfikowanym pacjencie” -osobie, która zaczyna być postrzegana jako źródło problemu, choć w rzeczywistości ujawnia problem całego systemu.
W psychologii grup i rodzin funkcjonuje też pojęcie „kozła ofiarnego”-kogoś, na kogo przenoszone jest napięcie, żeby reszta NIE MUSIAŁA się zmieniać.
W każdej z tych perspektyw jedno pozostaje wspólne: zmiana jednej osoby nie jest neutralna dla systemu i bardzo rzadko zostaje przyjęta bez oporu.
Dlatego pytanie nie brzmi, jak zmienić swoją rolę i jednocześnie zachować wszystko bez zmian – bo to jest niemożliwe:(.
Przykro mi, wiem, że nadzieja umiera ostatnia, ale naruszenie systemu, to jak wyjęcie klocka - tego z podstawy wieży.
Pytanie brzmi: czy jestem gotowa lub gotowy ponieść konsekwencje zmiany scenariusza, w którym do tej pory brałam lub brałem udział.
Bo można dalej grać swoją rolę i wtedy koszt ponosi się wewnętrznie. Można też z tej roli wyjść - i wtedy koszt pojawia się w relacjach.
I to, do czego zawsze namawiam z całego serca, to żeby w tym miejscu nie zostawać samemu.
Jeśli czujesz, że jesteś gotowa czy gotowy na tę zmianę, spróbuj stworzyć wokół siebie choć niewielką przestrzeń oparcia, ludzi życzliwych, przyjaciół, znajomych, którzy będą obok, którzy będą przypominać, dlaczego zaczęłaś czy zacząłeś, i którzy pomogą wytrwać wtedy, kiedy zrobi się trudno.
Samotność wtedy to nie jest dobre rozwiązanie. Za dużo możesz wtedy czuć bólu , nawet rozpaczy utraty złudzeń, dotychczasowego życia i musisz mieć wtedy kogoś, kto zrozumie Twoje łzy, poda chusteczkę, przytuli lub AŻ !, spokojnie wysłucha. Lub współpomilczy.
To czasem właśnie obecność drugiego człowieka pozwala nie wracać do starego scenariusza tylko dlatego, że jest znany.
Jest takie japońskie zdanie: jeśli upadasz siedem razy, wstań osiem.
I dobrze jest mieć przy sobie kogoś, kto Ci pomoże wstać.
Psychoterapia- czy wtedy pomaga ?
Tak, ale terapia nie polega na obietnicy, że da się to zrobić bezboleśnie.
Polega na tym, żeby ten wybór był świadomy i żeby człowiek miał w sobie wystarczająco dużo oparcia, by nie wracać do starego scenariusza tylko dlatego, że był łatwiejszy do utrzymania dla innych.
Trzymam za Was kciuki 🙂
Uśmiechy 🙂
Małgosia
Ps. Moja Luśka zna tylko jedną rolę - siebie 🙂. Zazdroszczę i się pilnie od niej uczę 🙂