Małgorzata Liszyk-Kozłowska

Wskazówki dojazdu Strona internetowa Kontakt: praktyka

Małgorzata Liszyk-Kozłowska Strona zawodowa i publiczna psychoterapeutki Małgorzaty Liszyk-Kozłowskiej

To będzie taki mój protest song. Słowny, bez śpiewu, bo mam słuch:). Miałam trochę czasu i zaczęłam skakać po kanałach t...
31/07/2026

To będzie taki mój protest song. Słowny, bez śpiewu, bo mam słuch:).

Miałam trochę czasu i zaczęłam skakać po kanałach telewizyjnych. Potem, czekając w kolejce do lekarza, przejrzałam różne artykuły i profile na Facebooku. Taki zwykły skan rzeczywistości. I mnie szlag trafił.

Mam wrażenie, że otacza nas wszechobecna telewizja śniadaniowa - miło, gładko, okrągło, wieczny uśmiech, śnieżnobiałe szóstki , obowiązkowy zachwyt, nieustanne poklepywanie się po plecach, to ciągłe „kochanie”, „kochana”, które osobiście wywołuje u mnie odruch wymiotny. Jakby życie składało się już wyłącznie z dobrze dobranych filtrów.
Do diabła (to określenie po wstępnej autocenzurze), przecież to jest nieprawda!
Ilu ludzi patrząc na to czuje, ze z nimi coś nie tak, bo ich życie tak słodko nie wygląda?
Wasze tak wygląda? Bo moje nie.
Nie osiągamy sukcesów tak, jak ci, którzy chrzanią ( tak, jestem dzisiaj zła), że: „chcieć to móc” i że „wszystko to kwestia myślenia”.
Cóż, będę podła: myślę, że czasami też i sumienia i jego nieużywania.
Taka oszczędność ….

I zaczęłam się zastanawiać, kiedy właściwie uznaliśmy, że to jest normalne. A może wcale tego nie uznaliśmy? Może jest wielu ludzi, którzy - tak jak ja - widzą, że to nie jest normalne. Bo może ma znaczenie, ilu jest nas, którzy dostrzegamy, że świat, który nie tylko tworzymy, ale który jednocześnie tworzy nas, zaczyna ograniczać nas jako ludzi - w naszym rozwoju, człowieczeństwie, wrażliwości, a może nawet uczciwości.

Nie ma w naszym życiu obrazu całości. O czym to zdanie? O szklance 🙂 I wyborze, czy jest do połowy pełna, czy do połowy pusta. Stoimy przed nią i dokonujemy wyboru, bo ktoś nam kiedyś podpowiedział, że musimy go dokonać, że albo to, albo to!!!
A ona stoi przed nami jak b*k i, na miłość Boską, jest jednocześnie do połowy pełna i do połowy pusta. To jest całość! To jest normalne, ludzkie życie ! Nie fb, Ig i tik/ tok czy coś innego.

A my dostajemy głównie przesłodzoną telewizję śniadaniową. I nie chodzi mi tylko o telewizję. To samo widzę w postach, często długich, napisanych przez czata, z mnóstwem przymiotników, które same z siebie nie tworzą opisu. W literaturze wygląda to zupełnie inaczej. Można napisać wielostronicowy opis, jak w „Nad Niemnem”. Dla jednych będzie fascynujący, dla innych nużący, ale to nadal jest sztuka literacka. Tam każde słowo jest świadomym wyborem autora i czemuś służy. Tutaj coraz częściej słowa służą jedynie wywołaniu efektu. Tylko jakiego? Znudzenia? Pokazania, że umiemy pisać? Raczej: klikać polecenia AI, bo nagle posty zrobiły się długie jak papier toaletowy.
Tylko ten ostatni przynajmniej ma „intencję”!
A te teksty? Czemu służą????

Prawda jest taka, że życie jest różnorodne. Jest i ból, i śmiech, i radość, i złość. Nie trzeba dokonywać wyboru. Trzeba umieć to rozróżniać i przede wszystkim nie zasłaniać prawdy. Przeżywać wszystkie uczucia, bo chowane nas niszczą.
I używając mediów, szczególnie gdy jest się kimś, kto w nich i z nich żyje, dobrze jest jednak mieć wrażliwość i odpowiedzialność. I sumienie. Używane.

Ps.jeśli jest cień wątpliwości o czym ten song 🙂, to o byciu zwyczajnie prawdziwym Człowiekiem.

Uśmiechy:)
Małgosia

Być może i Wy pamiętacie taki czas, kiedy czuliście się jak popękane naczynie, przez które powoli uchodziło to, co najce...
19/07/2026

Być może i Wy pamiętacie taki czas, kiedy czuliście się jak popękane naczynie, przez które powoli uchodziło to, co najcenniejsze: nadzieja, poczucie bezpieczeństwa i wiara, że jeszcze będzie dobrze. Ja znam to uczucie 😞. A potem dzieją cuda, których wielu z nas zupełnie się nie spodziewa !:)
Nagle okazuje się, że wokół jest więcej ludzi, niż przypuszczaliśmy. Jedni zadzwonią, inni przyjadą, ktoś wysłucha, ktoś pomoże w codziennych sprawach, ktoś przypomni nam, kim jesteśmy, kiedy sami zaczynamy o tym zapominać.
Dopiero wtedy odkrywamy, że nasze życie ma znaczenie nie tylko dla nas, że są ludzie, którym naprawdę zależy, abyśmy się podnieśli ! I nie jedynie dlatego, że nam współczują, ale TAKŻE dlatego, że jesteśmy ważną częścią ich świata, a nasze istnienie ma też wartość dla jakości ich życia! 🙂

Właśnie wtedy przypomina mi się japońska sztuka kintsugi, czyli naprawiania potłuczonej ceramiki. Nie ukrywa się w niej pęknięć ani ich nie zamalowuje.
Przeciwnie, skleja się je laką z dodatkiem złota, dzięki czemu pozostają widoczne i stają się częścią historii przedmiotu.
Wyobraźcie sobie zwykłą filiżankę, z której przez lata piliście poranną kawę.
Pewnego dnia spada i rozbija się na kilka kawałków. Najłatwiej byłoby ją wyrzucić.
Mistrz kintsugi zrobi jednak coś zupełnie innego; pozbiera wszystkie odłamki, cierpliwie połączy je na nowo i podkreśli miejsca pęknięć złotem. Filiżanka nie będzie już taka jak wcześniej, ale nie stanie się przez to mniej wartościowa. Będzie po prostu nosiła swoją historię.

Myślę, że z ludźmi jest podobnie. Nie wracamy do tego, kim byliśmy przed stratą, chorobą, rozstaniem czy innym trudnym doświadczeniem, bo nie da się cofnąć czasu. Strata pozostaje stratą i czasami blizna po tej ranie jest ogromna i często potrzeba baaardzo dużo czasu, by rana w bliznę się zamieniała.
Jednak możemy odkryć coś, czego wcześniej nie dostrzegaliśmy: jak wielu ludzi było obok, jak wielu uwierzyło w nas wtedy, kiedy nam samym tej wiary zabrakło, i jak wielu pomogło nam pozbierać rozsypane kawałki naszego świata.
Być może właśnie dzięki temu stajemy się ludźmi, którzy lepiej rozumieją, jak wiele znaczy obecność drugiego człowieka.

Z wiekiem coraz częściej myślę, że życie składa się przede wszystkim z ludzi. Rzeczy są potrzebne, ułatwiają codzienność, dają wygodę i poczucie bezpieczeństwa, ale przychodzi taki moment, kiedy najważniejsze przestaje być to, co posiadamy, lecz to, czy jest ktoś, kto pomoże nam oprzeć się o samych siebie, kiedy przestajemy wierzyć we własną siłę, i czy jest ktoś, o kogo można się oprzeć wtedy, kiedy własnych sił na jakiś czas zabraknie.

Jeżeli macie takich ludzi w swoim życiu, a wierzę, że tak jest, nie zapomnijcie im podziękować. To jeden z największych darów, jakie możemy otrzymać, bo czasami właśnie wtedy, kiedy wydaje nam się, że najwięcej straciliśmy, odkrywamy, jak wiele dostaliśmy od ludzi.

Bardzo serdecznie Was wszystkich przytulam.
Z całego serca i z głęboką wiarą, że dobro naprawdę wraca.

Uśmiechy 🙂
Małgosia

Ps.zdjęcie lekko archiwalne, z wakacji, przerobione, aktualne w nastrój, nieaktualne w związku z włosami, gdyż fryzjer dopiero jutro, a odrosty nie nadają się do ujawniania publicznie. Wstydliwe są 😂

Żałuję, że nie zobaczyłam tego, co jest na zdjęciu, osobiście 😞. Chciałabym sama to zdanie wymyślić, ale "ktoś tu był pr...
21/06/2026

Żałuję, że nie zobaczyłam tego, co jest na zdjęciu, osobiście 😞. Chciałabym sama to zdanie wymyślić, ale "ktoś tu był przede mną" 🙂
Tak-inteligencja i mądrość nie są tym samym! Niestety, na to drugie, trzeba lat pracy:).
Kiedy słyszę: „moje dziecko jest takie mądre” albo że ktoś jest mądry, bo ma bardzo dużo pieniędzy, czuję pewien opór.
Dziecko może być bardzo inteligentne, a rodzic może je mądrze wychować, żeby nauczyło się dobrze żyć. I być może stanie się KIEDYŚ mądrym człowiekiem.
Podobnie z pieniędzmi - ich posiadanie często świadczy o wysokiej inteligencji i przedsiębiorczości, ale nie jest tożsame z mądrością.

Inteligencja to taki prezent od natury. Możemy dostać go więcej albo mniej, ale sam fakt jego posiadania jeszcze o niczym nie przesądza.
Można mieć wysoki iloraz inteligencji i podejmować decyzje, które prowadzą nawet do wielkich pieniędzy na koncie i jednocześnie do pustki w relacjach.
Można też błyskotliwie analizować rzeczywistość i jednocześnie nie rozumieć samego siebie. O innych ludziach nie wspomnę i traktować ich jak pionki na szachownicy.

Mądrość jest czymś zupełnie innym. Nie dostajemy jej w pakiecie startowym. Powstaje z tego, co przeżyliśmy, co zrozumieliśmy. Jest refleksją, a nie odruchowym myśleniem, jest zatrzymaniem się, czasami wyobrażeniem tego, co może czuć drugi człowiek. Wymaga gotowości do przyjmowania nowych danych, porzucania starych przekonań, kiedy przestają mieć sens, i przyglądania się światu nie tylko z własnej perspektywy.
Z wiekiem coraz mniej kojarzę mądrość z wiedzą, a coraz bardziej z otwartością.
I z jakąś formą czułości i zrozumienia dla innych ludzi❤️.
Z gotowością, by spojrzeć na tę samą sprawę z innej strony i przyznać, że czasem rzeczywistość jest bardziej złożona, niż nam się wcześniej wydawało.

Dla mnie mądrość ma w sobie również coś z odwagi - by spojrzeć szerzej, niż pozwalają na to nasze przyzwyczajenia czy przekonania. Odwagi, by czasem powiedzieć: „nie wiedziałam”, „myliłam się”, „teraz widzę to inaczej”, „przepraszam”.

Inteligencja jest darem, ale mądrość jest już naszym własnym dziełem 😉.

Hmm… trochę patetycznie wyszło na końcu, ale trudno 🙂

Uśmiechy 😉

Małgosia

W niedzielę lało i  zmokłam jak… Tylko buty mi nie przemokły, bo od maja do pierwszych śniegów po prostu chodzę w klapka...
17/06/2026

W niedzielę lało i zmokłam jak… Tylko buty mi nie przemokły, bo od maja do pierwszych śniegów po prostu chodzę w klapkach ;).
I to był niezwykły dzień, którym bardzo chcę się z Wami podzielić.
Podarujcie mi proszę tę chwilę :-)
Otóż istnieje świat, który często w 100 procentach pozostaje ukryty przed naszym spojrzeniem. Świat komunikacji innej niż słowa, patrzenia sobie w oczy czy rozmowie w formie, do której większość z nas jest przyzwyczajona.

To wszystko przeżyłam na wystawie „Jak zrobić stół” w Pracowni Wschodniej w Warszawie. Spośród wielu prac dwie szczególnie mnie zatrzymały.

Pierwsza była pracą Mateusza Możejko i dotyczyła komunikacji ojca z synem. Takiej, jaką sobie wybrali, i takiej jaka być może jako jedyna była dla nich dostępna. Ale odnaleźli ją.
Na stole leżały kartki i to one stały się ich sposobem porozumiewania. Zobaczcie proszę je na zdjęciach.
Patrzyłam na te prace i pomyślałam, że czasem nie chodzi o to, czy komunikacja wygląda tak, jak sobie wyobrażamy, ale o to, czy człowiek znajduje drogę do drugiego człowieka, a przynajmniej stara się to zrobić. I te starania było widać. Stara się tak, jak potrafi, odsłonić swoje serce.

Druga praca zatrzymała mnie szczególnie. Pewnie dlatego, że jestem mamą? I włącza mi się odruch opieki, gdy widzę kogoś bezbronnego, kto bez pomocy sobie nie poradzi?

Jej autorem jest Franek Kamrowski, niemówiący chłopiec w spektrum autyzmu. Dzięki pracy pana Jędrzeja Owsińskiego mógł wyrazić słowami to, co zobaczył i przeżył.

O „Rozecie”, widocznej na zdjęciu kompozycji z kolorowych kwadratowych kostek, napisał:

„rozeta jest małą promienną siatką

te pojedyncze żółte kwadraty są satelitami dobroci

moim słońcem jest potrzeba wolności

te satelity to pojedyncze kroki do wolności”.

Przepiękne i przemądre - prawda?

Patrzyłam na te kostki, potem przeczytałam te kilka zdań i miałam łzy w oczach i nagle zobaczyłam jeszcze coś zupełnie innego niż wcześniej.

Pomyślałam o tym, jak wiele może dziać się wewnątrz człowieka i jak łatwo o tym zapominamy, szczególnie wtedy, kiedy ktoś nie ma możliwości opowiedzieć nam o swoim świecie w sposób, do którego jesteśmy przyzwyczajeni.

I chyba jeszcze bardziej poruszyła mnie i wzruszyła świadomość, że znalazł się człowiek, który pomógł te słowa wydobyć. Dzięki temu możemy je przeczytać, możemy się na chwilę zatrzymać i zobaczyć coś, czego prawdopodobnie sami nigdy byśmy nie zobaczyli.

Jednocześnie poczułam smutek. Taki zwyczajny, ludzki smutek wynikający z myśli, ile jest wokół nas światów, których nie znamy. Światów niewidzianych, niesłyszanych, schowanych głęboko w ludziach, których mijamy codziennie, a czasem także w tych, których wydaje nam się, że dobrze znamy. Albo w tych, którym nawet nie przypisujmy tak bogatego świata schowanego często w często umęczonym ciele.

I równocześnie poczułam wdzięczność za coś, co do tej pory wydawało mi się tak oczywiste, że właściwie nigdy się nad tym nie zastanawiałam. Mogę powiedzieć, co czuję, czego się boję, za czym tęsknię, co mnie zachwyca, a co boli. Mogę to zrobić sama. Nie potrzebuję tłumacza, pośrednika ani nikogo, kto pomoże mi znaleźć drogę do własnych słów. Mogę być jedynie sama dla siebie ograniczeniem.

Dopiero przy tych kolorowych kostkach pomyślałam o tym jak o darze- że ja mogę się wyrażać bez pomocy.

Może właśnie to zostanie ze mną po tej wystawie. Nie tyle sama refleksja o komunikacji, ile świadomość, że możliwość pokazania innym swojego wewnętrznego świata nie dla wszystkich jest czymś oczywistym, a także przypomnienie, że ludzie są znacznie bardziej złożeni, niż zwykle jesteśmy w stanie zobaczyć na pierwszy rzut oka.

Do zdjęć dołączam również fragment wypowiedzi pana Jędrzeja Owsińskiego o jego sztuce. Dla mnie był ważną częścią tej historii i dlatego chcę się nim z Wami podzielić. Przeczytajcie, proszę. Naprawdę nic mądrzejszego z tą minutą nie zrobicie ;)

Uśmiechy :)
Małgosia


To nie „chwalipost” ani autoreklama. Do dobrego samopoczucia nie jest mi to potrzebne. Już je mam :). Do tego, by mieć z...
09/06/2026

To nie „chwalipost” ani autoreklama. Do dobrego samopoczucia nie jest mi to potrzebne. Już je mam :).
Do tego, by mieć za co żyć - również.
Kto mnie zna, wie, że staram się mieć jeden życiorys i staram się mówić i pisać prawdę. Nawet jeśli ponoszę tego duże koszty.
Ot, życie:)
Ok, wstęp jest, a teraz konkret :)

Czasami zdarzają się takie cudne chwile jak ta, kiedy dostaję mail od kogoś, z kim pracowałam zawodowo wiele lat temu. Ktoś napisał mi, że dałam mu nowe życie. To bardzo miłe przeczytać takie słowa. Ale to, co teraz piszę, nie jest „autodocenianiem”.
W sumie... wręcz przeciwnie:).

Bardziej chcę powiedzieć, że żaden psychoterapeuta na świecie nikomu nie daje nowego życia.
Terapeuta jedynie pomaga człowiekowi wydobyć z siebie to, co już w nim jest.
To może być zablokowane, zatrzymane, przykryte bólem, lękiem albo doświadczeniami, które przez lata nie pozwalały z tego korzystać, ale to nie pojawia się za sprawą terapeuty.

Nie bez powodu mówi się, że „z pustego i Salomon nie naleje”.
My możemy znać drogę do miejsc, które zostały zamknięte. Możemy pomóc je odnaleźć i otworzyć. Możemy towarzyszyć, wspierać, czasem podtrzymać nadzieję wtedy, kiedy człowiek sam już jej nie widzi. Być może jesteśmy pierwszymi ludźmi, przy których ktoś zauważa, że ma sobie „czarną skrzynkę”, która go blokuje.
Być może pierwszy raz to przy nas człowiek w końcu może się spotkać ze swoimi uczuciami i potrzebami zamiast jak latarnia morska oświetlać komuś drogę i wspierać cudze życie.
Ale nie dajemy mu czegoś nowego. Pomagamy wydobyć coś, co było w nim od początku, tylko z różnych powodów pozostawało nieużywane.
Jednym zdaniem: Terapia nie pomaga człowiekowi siebie stworzyć.
Terapia pomaga człowiekowi sięgnąć do siebie po siebie całego.

I tyle :). Może komuś pomogły te słowa ?

Uśmiechy ;)
Małgosia

Ostatnio, trochę pod przymusem okoliczności, zgubiłam się w jakiejś warstwie życia pełnej obcych mi motywacji i systemów...
07/06/2026

Ostatnio, trochę pod przymusem okoliczności, zgubiłam się w jakiejś warstwie życia pełnej obcych mi motywacji i systemów wartości.
I zatęskniłam za odnalezieniem się w tej, która jest bliżej serca.

Za długo i za dużo mnie było w świecie, w którym logo bywa ważniejsze od produktu, a czasami samo logo staje się produktem.
I w którym stan posiadania opisuje stan konta, a nie sumienia.

Jest w tym coś lekko absurdalnego. Dla mnie 🙂

I chyba właśnie dlatego zaczęłam z większą uwagą przyglądać się temu, gdzie naprawdę jestem obecna, a gdzie tylko wydaje mi się, że jestem.

I złapałam się na pewnej obserwacji. Uczciwie Wam powiem -nie jestem jeszcze pewna, co z nią zrobić.

Będzie długo. I być może dla niektórych nudno. Mnie akurat to ciekawi:-). Kto z Was dotrze do końca, proszę o podniesienie ręki. 🙂

Od lat czytam i słucham różnych ludzi mówiących o byciu „tu i teraz”. Między innymi Eckharta Tolle. Lubię jego spokój:).
Zawsze wydawało mi się, że obecność jest czymś, co powinno przychodzić łatwiej wtedy, gdy dzieje się coś przyjemnego.

A jednak mam czasem dokładnie odwrotne doświadczenie🤔.

Nawet ostatnio, chcąc zrobić coś cennego dla siebie, zatrzymać się, słuchając jednego z wykładów Eckharta Tolle o obecności i uważności, dotarło do mnie, że w międzyczasie dwa razy sprawdziłam telefon. Szkoda, że nie robię jeszcze na drutach i nie ugniatam nogami kapusty albo nie maszeruję na bieżni.
W moim przypadku prędzej kapusta niż sport 😂.
(Nawiasem - proszę wszystkich, z którymi pracuję, by chociaż w zegarkach nie włączali powiadomień o SMS ach i mailach, bo to uruchamia w nas automatycznie stan „czuwania” i mimowolnego trzymania uwagi „na zewnątrz”. ).

Trochę się z tego śmieję, ale jednocześnie uświadomiło mi to, jak trudno jest mi czasem robić tylko jedną rzecz. Po prostu słuchać i być uważną.

Coraz bardziej widzę też, że obecność nie jest dla mnie czymś, co wydarza się samo. Jest raczej czymś, do czego trzeba nieustannie wracać.

Wyobraźmy sobie dwa momenty.

Pierwszy. Ktoś mnie zdenerwował. Ostatnio zdarzało mi się to dość często. A kiedy ja się złoszczę, lecą drzazgi. Nie jestem z tego szczególnie dumna, ale uczciwość nakazuje mi to przyznać.
Drugi. Siedzę rano z kawą. Luśka właśnie kończy swój codzienny rytuał kręcenia się i ugniatania mnie łapami, zanim położy się na brzuchu. Moim 🙂. Wcześniej byłam już w toalecie, bo wiem, że kiedy już się urządzi, nie będę chciała jej przeszkadzać, a pęcherz …

Nic szczególnego się nie dzieje. Jest po prostu dobrze.

I właśnie wtedy często okazuje się, że po kilku sekundach już mnie tam nie ma; myślę o tym, co mam zrobić później. O czymś, co wydarzyło się wczoraj i co może wydarzyć się jutro.

Zaczęłam się zastanawiać, czy problem nie polega na tym, że złość, lęk czy ból są po prostu głośniejsze. Narzucają się naszej uwadze. Natomiast przyjemność bywa cicha. Nie domaga się uwagi. Trzeba ją zauważyć.

Przyszło mi też do głowy pytanie.

Dlaczego tak trudno zostać w chwili, w której niczego nie trzeba naprawiać, przewidywać ani planować?

Dlaczego tak łatwo odpływamy myślami właśnie wtedy, gdy jest nam po prostu dobrze?

Eckhart Tolle od lat mówi o wartości chwili obecnej. Ja zaczynam się zastanawiać, czy trudność nie polega czasem na czymś znacznie prostszym. Na tym, że kiedy nic nas nie boli, nie złości i nie przeraża, bardzo łatwo przestajemy zwracać uwagę na to, co właśnie jest.

Nie wiem do końca.

Wiem natomiast, że każda zmiana zaczyna się od zauważenia. A zauważenie wymaga obecności.

Paradoks polega chyba na tym, że częścią obecności jest również dostrzeżenie własnej nieobecności.

Tego momentu, kiedy znowu odpłynęłam gdzieś w myśli o wczoraj albo o jutrze.

Coraz bardziej myślę (i mam świadomość pewnej ironii, bo właśnie w poście o byciu obecną napisałam słowo „myślę” tyle razy, że zaczynam budzić własne podejrzenia:), że obecność nie jest stanem, który po prostu się posiada.
Nie przychodzi sama i nie zostaje z nami na zawsze. Jest raczej decyzją o powrocie do tego, co właśnie jest. Czasami trzeba podjąć tę decyzję raz dziennie, a czasami kilkanaście razy w ciągu jednej godziny.
Uwazność jest jak kulka, która stacza się ze stołu, my to zauważamy i kładziemy ją na nim znowu.
Może więc nie chodzi o to, żeby być obecnym cały czas. Może chodzi o to, żeby coraz szybciej zauważać, kiedy przestajemy być.

Mam wrażenie, że właśnie zaczyna się kręcić kolejny odcinek mojego serialu pt. „Małgosia”.

A ten trochę dziwny post piszę z nadzieją, że uruchomi także tworzenie Waszego, a może Twojego, kolejnego odcinka serialu.

Uśmiechy 😉
Małgosia

Ps. Może spokój czai się za rogiem ? 🙂. Tylko musimy tam świadomie zajrzeć ? 🙂 . A raczej - zaglądać. A jeszcze dokładniej - starać się tam zaglądać 🙂.
Przypominam o kulce - spadnie, zauważ, podnieś 🙂. I powtarzaj to do końca życia 🙂

Na jednej z platform obejrzałam po raz drugi film „Wątpliwość”. Meryl Streep i Philip Seymour Hoffman, ale także dwie po...
30/05/2026

Na jednej z platform obejrzałam po raz drugi film „Wątpliwość”. Meryl Streep i Philip Seymour Hoffman, ale także dwie pozostałe role - młodej zakonnicy i matki - wszyscy znakomici.

Film o czymś mi bliskim i ludzkim. Zwariowałabym w życiu i pracy, gdybym nie dała sobie prawa do przeżywania WĄTPLIWOŚCI.

Bo czy można przeżyć życie, nie mając wątpliwości? Teoretycznie tak. Tylko że według mnie jest to bardziej odtwarzanie życia niż jego tworzenie.

Kiedy naprawdę tworzymy własne życie, wcześniej czy później stajemy przed wyborami: w prawo czy w lewo, tak czy inaczej. I niemal zawsze towarzyszy temu jakaś wątpliwość, z którą trzeba zostać, podejmując decyzję.

Ten film jest jednak przede wszystkim o takich wątpliwościach, które przeżywa się najtrudniej - dotyczących wyborów moralnych i etycznych. Takich, w których podjęcie decyzji bez stuprocentowej pewności może wywołać poważne konsekwencje.

Jednocześnie brak decyzji również wywołuje skutek.

I co wtedy zrobić?

Istnieją sprawy, w których tej pewności nigdy nie będziemy mieć, a mimo to jakąś decyzję trzeba/chce się podjąć.

Bo niepodjęcie decyzji także jest decyzją.

I chyba jedynym sposobem, by móc działać pomimo wątpliwości, jest zgoda na to, że możemy się pomylić. Że możemy popełnić błąd. Tak - czasami poważny.

Szukając najlepszego rozwiązania, działamy na podstawie danych, które mamy w danym momencie. Nigdy nie wiemy, co pojawi się później, kiedy już zaczniemy działać.

Rzeczywistość bywa tak złożona, że możliwość pomyłki jest po prostu wpisana w ludzkie doświadczenie.

Czy to możliwe, że największą odwagą nie jest mieć zawsze rację, ale umieć przyznać, że czegoś jeszcze się nie rozumie?

Albo że się pomyliło?

Uśmiechy :)
Małgosia

PS. To zdjęcie nie ma związku z tekstem, po prostu je lubię :). Luśka bez cienia wątpliwości wie, że wstanę i dam jej poranne smaczki :)

Ostatnio włóczę się po mieście trochę jak po czytelni. To zdjęcie też zrobiłam trochę dla siebie, trochę dla Was. Lubię ...
24/05/2026

Ostatnio włóczę się po mieście trochę jak po czytelni.
To zdjęcie też zrobiłam trochę dla siebie, trochę dla Was. Lubię myśleć, że moje oczy pomagają komuś też coś zobaczyć :-). Może Tobie ? :-)

Słowa z tej ściany trafiły mnie mocno. Bardzo, bardzo mocno.
Pomyślałam sobie, że przychodzi taki moment, kiedy naprawdę nie ma już czasu na niemiłość do siebie i do własnego życia . Do byle jakich relacji, w których nie ma równowagi między braniem a dawaniem: troski, uwagi, szacunku. Do jedzenia na byle jakich naczyniach, bo odświętne są na specjalne okazje. Do używania perfum z okazji, jakby nasze życie codzienne nie było wystarczającą okazją do świętowania. Itd, itp.
Zwłaszcza że z wiekiem coraz lepiej czujemy, kiedy żyjemy nie po swojemu i, co gorsza, coraz trudniej to w sobie zagłuszyć.

Czas nam tyka i w pewnym momencie to całe „później” robi się po prostu „teraz”. I chyba właśnie wtedy zaczyna się moment na posłuchanie tego świata, który nosimy w sobie, który jest trochę chaotyczny ( ale czyż na początku nie był chaos ? ), czasem obijającego się w nas boleśnie po kątach, jakby domagał się w końcu zobaczenia światła dziennego.
Bo on się wcześniej czy później i tak zaczyna dobijać o uwagę, a jeśli z uporem wciskamy go pod skórę - cóż, choruje nam dusza, ciało, życie się nam nie podoba. Nasze. Bo czujemy właśnie, że nie nasze…

I wtedy pojawiają się te wszystkie „duże słowa”: prawda, akceptacja, autentyczność. To ostatnie jest moim ulubionym ;).
Mam czasem wrażenie, że były używane tyle razy, przez tyle osób i w tylu internetowych złotych myślach, że trochę się pościerały.

Może jednak problem nie jest w samych słowach, tylko w tym, że przez lata mówiło o nich mnóstwo ludzi, którzy bardziej znali pojęcia niż ich sens, a ich celem była monetyzacja tych słów ?
Znam trochę ten świat kamer, blichtru, ust rozciąganych w uśmiech, i nie lubię go, świadomie go unikam.

To konkretne zdanie ze zdjęcia, szczerze mówiąc, uważam za całkiem dobre motto na życie, ale jeśli macie jakieś inne zdjęcia - motta, podzielcie się baardzo proszę :).

Uśmiechy :)
Małgosia


Ostatnio usłyszałam, że „bogaci ludzie nie wyciskają do końca kremów ani tubek”, ponieważ podobno świadczy to o mentalno...
17/05/2026

Ostatnio usłyszałam, że „bogaci ludzie nie wyciskają do końca kremów ani tubek”, ponieważ podobno świadczy to o mentalności ubóstwa. Ciekawe…
Pomyślałam sobie wtedy, jak bardzo pomieszaliśmy dziś różne pojęcia i jak łatwo zaczynamy powtarzać cudze przekonania tylko dlatego, że wypowiada je ktoś, kto ma pieniądze.
Czy naprawdę bogactwo mierzy się tym, że coś wyrzucamy, zanim zostanie wykorzystane do końca?
Czy może jednak większym luksusem jest brak potrzeby udowadniania komukolwiek swojego statusu poprzez gesty, które mają wyglądać na „mentalność sukcesu”?
Mam też wrażenie, że pojęcie sukcesu zostało dziś bardzo odruchowo połączone wyłącznie z sukcesem zawodowym. Z pozycją, pieniędzmi, osiągnięciami, możliwościami. A jednak wraz z wiekiem często zaczynamy rozumieć, że istnieje również coś takiego jak sukces życiowy. A on składa się już z większej liczby elementów.
Oczywiście może zawierać sukces zawodowy, bo dla wielu ludzi praca jest ważną częścią tożsamości, poczucia sprawczości i satysfakcji. Ale obok tego pojawia się jeszcze życie osobiste, relacje, bliskość, poczucie bezpieczeństwa, umiejętność bycia ze sobą w zgodzie, zdolność do odpoczynku, do odczuwania SENSU (!!!), do tworzenia więzi, które nie opierają się wyłącznie na wymianie dóbr materialnych.
W swojej pracy spotykam ludzi, którzy często osiągnęli dokładnie to, co z zewnątrz wygląda jak sukces. Mają pieniądze, pozycję, osiągnięcia, możliwości, czasem ogromny zawodowy dorobek. A jednocześnie wielu z nich nie czuje się szczęśliwymi, spełnionymi czy spokojnymi. Mają bardzo dużo, ale najwyraźniej nadal nie mają wszystkiego, co jest człowiekowi potrzebne do poczucia wewnętrznej pełni.
Parę dni temu, podczas jednej z moich wędrówek, zobaczyłam na ulicy ścianę z pytaniami.
Zrobiłam jej zdjęcia z myślą o Was. Rzadko ostatnio piszę, bo nie chcę pisać „o niczym”, a tutaj poczułam, że mam czym się z Wami podzielić.
Niektóre zdania są bardzo proste, przynajmniej pozornie. I przypomniało mi się pytanie, które kiedyś ktoś mi zadał całkiem serio:„Kim jesteś?”
Pamiętam, że wtedy na chwilę kompletnie mnie zatrzymało, ponieważ odruchowo chciałam odpowiedzieć imieniem, nazwiskiem, zawodem albo rolami, które pełnię w życiu. A przecież nie o to chodziło.
I pojawiło mi się wtedy jeszcze jedno pytanie, trochę jak kolejne chusteczki wyciągane z pudełka: „Czy jestem sobą?”
To wcale nie są łatwe pytania.
Nie podzielę się swoją odpowiedzią, bo jest zbyt osobista i zbyt intymna. Ale może warto czasem zadać je samemu sobie naprawdę uczciwie.
I jestem ciekawa, czy któreś z pytań z tej ściany zatrzymałoby także Was.

Uśmiechy 🙂
Małgosia

Historia trzech par oczu…Stałam wczoraj wzruszona przed obrazem, który niemal zasłonięty innymi, taki schowany, wręcz: u...
19/04/2026

Historia trzech par oczu…
Stałam wczoraj wzruszona przed obrazem, który niemal zasłonięty innymi, taki schowany, wręcz: ukryty, wyłowił mnie spojrzeniem trzech oczu.
Obok było wiele innych dzieł tego Artysty- Jarosława Grulkowskiego, być może lepszych, dojrzalszych, ciekawych bardzo, stworzonych niezwykłą techniką, ale one mnie nie wyłowiły.
Poprosiłam Artystę o odsłonięcie całości obrazu.
I mnie zamurowało jak dawno nie:).
Lubię w sobie te chwile poruszenia, kiedy coś mnie niemal ściska w gardle.
Lubię tak się czuć, jakbym dzięki sztuce, czymkolwiek ona się wyraża - obrazem, muzyką , naturą, dotykała tego we mnie wymiaru, który śpi w codzienności, ale budzenie go, daje potem tej codzienności sens i refleksje.
Nie odpuściłam, dopóty nie poczułam, dlaczego tak mnie ten właśnie obraz dotknął.
Dzielę się teraz kawałkiem tej mojej przestrzeni, która w każdym z nas: tej między sercem, które czuje, a mózgiem, który nazywa.
Co mi się „zdarzyło”?
Zobaczyłam ukryte spojrzenie trzech par oczu ( tak, są trzy pary oczu- zdjęcie nie jest specjalnej jakości, ale …:).
Zobaczyłam, jak często to my chowamy przed światem wzrok, ale też jak to my za szybko rezygnujemy z szukania wzroku drugiego człowieka.
Spotkania.
Unikamy prawdziwego SPOTKANIA.

Uśmiechy:)
Małgosia

Polecam zajrzeć na profil:
https://www.instagram.com/jarek_grulkowski

Adres

Warsaw

Strona internetowa

Powiadomienia

Bądź na bieżąco: wyślemy Ci e-mail, gdy Małgorzata Liszyk-Kozłowska opublikuje nowości i promocje. Twój adres e-mail nie zostanie wykorzystany do żadnego innego celu, a subskrypcję możesz anulować w dowolnym momencie.

Kontakt: Praktyka

Wyślij wiadomość do Małgorzata Liszyk-Kozłowska:

Skróty

Udostępnij

Kategoria