31/07/2026
LEX SZARLATAN
Przychodzi P.
Umie już w gniew, smutek i lęk.
Wyraża swobodnie, nie tylko z teraz, ale i z impulsów, które zablokowała w przeszłości.
Chce pracować z tarczycą.
Ma zdiagnozowaną niedoczynność i już ponad rok temu mówiłam jej, że może dotknąć momentu, kiedy poczuje gotowość, by objąć swój problem z poziomu ciała emocjonalnego.
Nie proponuję tego rodzaju pracy zanim nie będzie mieć odpowiedniej pojemności na mieszczenie dużego ładunku emocjonalnego, zaufania do siebie i do mnie, jako nawigującej.
Wchodzimy w pracę.
P. dotyka wzorca grzecznej dziewczynki - tej która wielokrotnie tłumiła sprzeciw, wchodziła w nadodpwiedzialność, stała się zbawicielką uciśnionych, mediatorką zwaśnionych, tłumiła swój prawdziwy głos.
W tej sesji, P. wypowiada z tarczycy NIE - potężny sprzeciw odmowy mamie i tacie.
Przepływa przez nią również dotkliwa fala żałoby.
P. wychodzi "przeklikana" w inną rzeczywistość. Zmęczona wyrażaniem ale i z poczuciem ulgi.
Jej "uzdrawianie" gruntuje się i domyka w codzienności - w dobitniejszym dbaniu o potrzeby, w autentycznym wyrażaniu, w odmawianiu.
Po pół roku dostaję wiadomość: " (...) Parametr zapalenia tarczycy spadł z 350 do 18 jednostek. To pokazuje, że idę w dobrym kierunku - w kierunku schodzenia z leków. Chcę Ci napisać - dziękuję!"
----
A. przychodzi ze wzdętym brzuchem.
Od wejścia przeczuwam trud w jakim jest.
Opowiada o swoim siedmioletnim raku piersi.
Siedem lat, kiedy leczyła się u tybetańskiego lekarza. Chodziła na biorezonans. Unikała badań konwencjonalnych.
Pytam jak pomogły jej te praktyki.
Odpowiada, że bardzo - wyregulowały wątrobę, nerki i układ trawienny.
Dopytuję: "jak pomogły w raku piersi?"
Nie pomogły.
A nawet, w czasie tych siedmiu lat, z jednego guzka
A. ma teraz kilka.
Ja widzę już wodobrzusze.
Życzeniem A. było, bym to teraz ja pomogła jej z zaawansowanym rakiem.
Odmawiam - mogę być wsparciem dietetycznym i psychicznym, ale tylko jeśli pójdzie do onkologa.
Daję namiar na szpital.
Taki jest warunek ewentualnej współpracy.
Spotykam się z wrogością.
A. długo jeszcze pisze z pretensjami, że wierzę w konwencjonalną medycynę, podczas gdy ta zabija ludzi. Jak mogę jako konsultantka Ajurwedy?
Czuję ogromną złość sprzeciwu oraz smutek wobec tego jak trauma szpitalna A. prowadzi ją ścieżką ku śmierci, a tybetański lekarz i inni alternatywni specjaliście utrzymywali ją latami w tejże traumie, łudząc, że pomogą.
---
L. jest lekarzem.
Przychodzi do mnie pracować z gniewem.
Po mw. ośmiu spotkaniach, w których tematem przewodnim staje się jej wewnętrzna zmiana z osoby podporządkowanej, na panią swojego przeznaczenia, mówi nieśmiało, że pragnie się podzielić dziwną wiadomością.
"Jako lekarz medycyny nie mogę w to uwierzyć, a jednocześnie całą sobą czuję, że to jest wynik naszej pracy.
Po ostatniej konsultacji czułam, że mój guzek na wątrobie daje o sobie znać. Czułam delikatnie kłucie, dyskomfort.
Zapisałam się na USG.
Lekarz, który prowadzi mnie w tym od kilkunastu lat oświadczył, że nie może znaleźć guza. Nie może uwierzyć, szuka, ale guzek zniknął. Czy to jest możliwe?"
Czuję radość, bo takie "zbiegi okoliczności" wydarzają się w mojej przestrzeni.
Ciało fizyczne reaguje na to, co objęte i zmienione w emocjach.
---
To tylko trzy przypadki z mojej zawodowej codzienności.
Konsultantki Ajurwedy.
Trenerki uczuć trudnych.
Psychotraumatolożki.
Jestem przeciwna Lex Szarlatan, bo prawo do wyboru to podstawa autonomii, ale i wiem, że potrzeba więcej odpowiedzialności w pomocowym środowisku pracy.
Widzę jak wśród moich kolegów, lęk przed utratą dochodu, wysokim ZUSem i podatkami, a także potrzeba sukcesu, wyjmuje na wierzch brak zawodowej etyki i dorosłej odpowiedzialności wobec drugiego człowieka.
Obserwuję jak z powodu braku "odpowiedniego" dyplomu linczuje się osoby, które pomogły tysiącom.
Z drugiej strony, jak osoby po kilku kursach czy ceremoniach spełniają wizję bycia "uzdrowicielami".
Jak psychologowie złapali się w ringu z psychoterapeutami, lekarze konwencjonalni z alternatywnymi i przepychają swoje racje.
A najbardziej, na transparencie troski, z korzyściami ukrytymi w cieniu, w oczy kłuje napis: "dobro pacjenta / klienta".
"Pomoc / wsparcie" są dzisiaj pełne paradoksów!
I żadne przepisy odgórne, wprowadzone przez ludzi, którzy nie mieli osobiście do czynienia z przypadkami choćby jakie opisałam powyżej, nie są rozwiązaniem.
Rozwiązaniem jest współpraca, wzajemne docenianie, integracja i szacunek wobec odmiennej edukacji i doświadczeń.
Rozwiązaniem jest dorośnięcie i ewolucja walki i kontroli we wspólną kolaborację.
Rozwiązaniem jest sztuka przyznania się do błędu i wycofania lub przekierowania, kiedy nie ma kompetencji.
A ziarnem tego rozwiązania, jest rozmowa -
oparta nie tylko na mówieniu, a na słuchaniu, widzeniu i zadawaniu pytań.
▶️ A Ty, co sądzisz o Lex Szarlatan?
▶️ Jakie są Twoje doświadczenia z chorowaniem, uzdrawianiem, leczeniem i pomaganiem?
Dorota Jagna Zawadzka: Ajurweda i Możliwości
Fot. Kilkusetletni Buk