11/02/2026
O doświadczaniu utraty, pamięci, rodzica, z perspektywy psychoterapeuty
https://www.facebook.com/share/p/1CaL2aBPQ9/
Demencja zmienia życie nie tylko osoby chorej, ale też jej bliskich, często pozostawiając ich z niewidocznym ciężarem emocji i pytań. Udostępniamy osobistą historię, aby zwiększać zrozumienie i pokazać, jak praktyczne podejście Somatic Experiencing® może wspierać w odnajdywaniu bezpieczeństwa i odporności w obliczu kryzysu.
"Moja mama ma 77 lat i demencję, tak, jak jej babcia. Doświadczanie tej sytuacji jest trudne i bolesne.
Patrzę na moją mamę i widzę, jak nitki jej pamięci bezlitośnie rwą się i splątują. Jej umysł zanika. Polonistka - absolwentka Uniwersytetu Wrocławskiego, miłośniczka teatru i Prousta, córka wykładowcy Politechniki Wrocławskiej. Ze swojego dzieciństwa pamiętam ją zawsze z książką przy pomarańczowej lampce. Teraz jest jej coraz mniej w niej, ale jeszcze nas pamięta - swoje dzieci i wnuki. Ile zostało nam czasu? Ile zostało mi czasu, zanim zacznę i ja tracić pamięć? Czy znajdą lek? Czy mogę na to wpłynąć? Dieta, ćwiczenia, relacje…
Demencja to choroba neurodegeneracyjna - postępujący proces rozpadu komórek mózgowych, które ulegają uszkodzeniu, co prowadzi do utraty pamięci, pogorszenia myślenia i orientacji oraz zmian w zachowaniu. Winny jest beta-amyloid i białko tau powodujące nieodwracalne zmiany w mózgu. Pomimo że wzrasta liczba metod i narzędzi diagnostycznych, nawet wczesnych objawów choroby, nadal oferowane leczenie nakierowane jest jedynie na spowalnianie procesu otępiennego. Kiedy mózg obumiera, tracisz wówczas siebie i relacje z innymi, rozpada się tożsamość, nie ma ciągłości istnienia.
Mama wymaga teraz kompleksowego leczenia, ma zaplanowanych bardzo dużo wizyt lekarskich. Na szczęście mam rodzeństwo - solidarnie dzielimy się obowiązkami, informacjami, podejmujemy wspólne decyzje, wspieramy się, też emocjonalnie, bo ta sytuacja potrafi człowieka przeczołgać. Nieustająco szukam sposobów, aby lepiej radzić sobie z tym przeciążeniem. Staram się czerpać z doświadczenia i wiedzy, które nabyłam podczas szkoleń psychosomatycznych i pracy własnej. Aktualnie dużo szybciej potrafię wyjść z sytuacji odczuwanej jako zagrożenie i wyregulować swój układ nerwowy oraz pomóc mamie.
Przykładem jest poniżej opisana sytuacja z poprzedniego roku:
Jest jesień, przyjeżdżam do mamy, żeby zabrać ją do przychodni przyszpitalnej na badanie i aplikację leku do oka, bo wzrok też bardzo się pogorszył. Już w domu widzę, jak mama bardzo się boi tej wizyty. Nieustająco pyta czy zabrała dowód, a ja cały czas jej powtarzam, że o nic nie musi się martwić, ja wszystko mam i wszystkim się zajmę. Żartuję, że jestem jej zapasową pamięcią. Mówię, że cały czas z nią będę. Powtórzę to jeszcze sto razy, zanim dojedziemy na miejsce. Chce mi się płakać od tego.
Wchodzimy do dużego szpitala. Kiedy przekraczam jego próg, niemal natychmiast czuję, jak moje mięśnie się napinają i zauważam chęć wycofania się i pośpiechu jednocześnie. Skąd aż taki niepokój? Rozglądam się - jest bardzo dużo bodźców - dźwięków, świateł, korytarzy, dziesiątki drzwi, windy tu i tam, a ja nie wiem, gdzie mamy iść. Skoro ja się tak czuję, to co może przeżywać mama? Jak bardzo jest zagubiona i zdezorientowana?
W głowie pojawia się mi się dobrze już znane i osadzone we mnie zdanie powtarzane podczas szkolenia Somatic Experiencing® - na początku najważniejsza jest ORIENTACJA, żeby poczuć się spokojniej i bezpieczniej.
Wiem, że łatwiej się zorientować, kiedy człowiek zwolni, więc zatrzymuję się. Sprawdzam, co dzieje się z moim oddechem, mam ochotę biec, przyspieszyć, mieć to za sobą. Staram się poczuć podłogę pod stopami, aby mój mózg odebrał sygnał, że nie „usuwa mi się grunt pod nogami”, nie potrzebuję ani uciekać, ani walczyć, tu i teraz jestem bezpieczna. Jeśli te bodźce dookoła zabierają mój układ nerwowy do jakichś trudnych wydarzeń szpitalnych z przeszłości, dobrze dać mu znać, że obecnie nie ma zagrożenia. Rozglądam się jeszcze raz, teraz widzę jakby wyraźniej i czuję, że chodzi też o dynamikę życia szpitalnego, pośpiechu, hałasu, niepokoju (nie tylko pacjentów, ale też studentów medycyny).
Zwalniam wbrew temu szpitalnemu rytmowi, łapię równowagę i kieruję się do szatni. Dzwonię do brata, który był już tu wcześniej, żeby mnie pokierował - włączam system zaangażowania społecznego. Kiedy sama sięgam po wsparcie i znajduję w sobie spokój, mogę już skupić się na mamie i poprowadzić ją we właściwe miejsce. Teraz tylko trzeba uzbroić się w cierpliwość podczas czekania.
Wykorzystuję czas na opowiadanie mamie co u mnie i u moich dzieci (chociaż wiem, że za chwilę zapomni). Piszę wiadomości do rodzeństwa, które jest cały czas w kontakcie, odpisują, wspierają. Z zaciekawieniem obserwuję, co się dzieje na korytarzu i rozmawiam z innymi, którzy też czekają - seniorami i dorosłymi dziećmi swoich rodziców.
Zaczepia mnie w kolejce elegancki starszy Pan, mówi, że ma 92 lata i bardzo pogarsza mu się wzrok, nie może już prowadzić samochodu, ani czytać, ma ogromne poczucie straty i boi się. Myślę, że jednak przyjechał na badanie sam, nadal ma piękny umysł i dobrą pamięć. Chciałabym dożyć 90 lat w takiej kondycji. Rozmawiamy i trochę żartujemy, czuję wdzięczność za to krótkie spotkanie.
System zaangażowania społecznego aktywny. To wybór – możesz wściekać się na tracony czas, odizolować się, zapaść w milczącym cierpieniu, albo nawiązać kontakt i z niego czerpać.
Wreszcie moja mama wchodzi na badanie, widzę, jak bardzo się stresuje (napięte mięśnie, szybki oddech, pośpieszne ruchy). Idę razem z nią do gabinetu. Pytają, czy w jej odczuciu wzrok się polepszył. Jak osoba z demencją ma na to odpowiedzieć? Do jakich wspomnień porównać, skoro nie pamięta, jak widziała wcześniej? Odpowiadam za nią, że nadal nie może czytać i trudno jej nawet odszyfrować napisy na pudełku z lekami. Mama podczas badania ma się nie ruszać, bo inaczej nie wyjdzie. Powtarzają pomiar już piąty raz, bo mama drży. Mimo że lekarki starają się być cierpliwe, zaczynają się frustrować i irytować, co tylko pogłębia lęk mamy i drżenie.
Proszę o chwilę przerwy. Kładę swoją dłoń na jej klatce piersiowej, aby bardziej poczuła moją obecność i wparcie, jak również mogła skoncentrować się na odczuciach z ciała. Proszę, żeby zauważyła swoje stopy na podłodze i skupiła się na obserwowaniu, jak jej klatka piersiowa unosi się i opada, oddychamy razem - mój wyregulowany układ nerwowy wspiera mamy.
W rezultacie przestaje drżeć, jej oddech i bicie serce spowalnia. Lekarki próbują jeszcze raz, a ja kładę rękę na mamy plecach, mówię, że jestem obok niej, aby cały czas cieleśnie czuła moją bliskość. Znów nieudana próba. W końcu przytrzymuję lekko głowę mamy, czuję jej miękkie, delikatne włosy, wydaje się taka krucha i mała, jak dziecko. Zaglądam w głąb siebie i odkrywam w sobie pokłady czułości wobec niej. Pytam, czy dotyk, trzymanie głowy jej pomaga, potwierdza, jest spokojniejsza.
Badanie zakończone sukcesem. Jeszcze iniekcja leku i możemy wracać. Ulga i spokój na jakiś czas.
Smutek towarzyszy mi w dwugodzinnej drodze powrotnej do mojego domu, dobrze, że mam czas dojść do siebie. Relacja z moją mamą odkąd pamiętam, była trudna. Dała z siebie tyle, ile była w stanie. Po moich policzkach zaczynają spływać łzy. Mam poczcie straty. Płaczę nad jej losem, który wpływa też boleśnie na moje życie. Zaczęłam tracić moją mamę, kiedy mnie nawet jeszcze nie było na świecie. Kawałek po kawałku. Teraz ten brak czy strata są na nowo żywe i namacalne, kiedy jej umysł też się rozpada. Płaczę nad nią i nad sobą. Nie znajdziemy utraconego czasu w smaku magdalenek.
Jednocześnie jak napisał Marcel Proust „W pragnieniu jest siła, która rodzi wiarę”. Wierzę, że wykorzystując wiedzę na temat funkcjonowania naszego układu nerwowego, poprzez pracę z ciałem możemy zrobić wiele na rzecz poprawy sytuacji osób z demencją i ich opiekunów.
Dedykuję ten tekst wszystkim dorosłym dzieciom rodziców z demencją, a w szczególności tym, którzy samodzielnie stawiają temu czoła. "
Chapeau bas!
Autorka: Barbara Patelska - psychoterapeutka DMP, praktyczka Somatic Experiencing w trakcie szkolenia.
Teraz Twój Ruch
Zdjęcie: Pixabay