Moc Miłości do Siebie

Moc Miłości do Siebie Witaj na mojej stronie “Moc Miłości do Siebie “. Jestem psychologiem holistycznym, mentorką.

31/07/2026

Minął już ponad tydzień, odkąd pożegnałam mojego tatę…

Miałam trochę czasu, by pobyć z tym wszystkim. By zatrzymać się, odetchnąć, spojrzeć na to, co się wydarzyło, i zadać sobie pytanie: co dalej?

Kiedy wyruszałam na Camino, wydawało mi się, że wiem, dokąd zmierzam. Życie miało jednak wobec mnie inne plany. Ścieżka, którą tak starannie sobie wyobrażałam, została przerwana. Nie dlatego, że sama tak wybrałam, ale dlatego, że czasem życie prosi nas o coś zupełnie innego.

Mogłabym wrócić.

Mogłabym stanąć dokładnie w miejscu, w którym przerwałam wędrówkę, i przejść pozostałe kilometry do Santiago.

Ale zrozumiałam coś ważnego… Nie chcę tego robić. Nie dlatego, że nie kocham Camino. Nie dlatego, że nie wierzę w kończenie tego, co zaczynamy. Ale dlatego, że powrót teraz byłby próbą odtworzenia podróży, która już nie istnieje.

Ta podróż należy do wersji mnie, która opuszczała dom, zanim wszystko się zmieniło.
Ten rozdział jest kompletny właśnie taki, jaki jest.

I być może to najważniejsza lekcja, jaką dała mi ta wyprawa.

Uczy się nas, że każda historia powinna mieć zakończenie. Że każdy krąg należy domknąć. Że uzdrowienie oznacza dotarcie do celu, który kiedyś sobie wyobrażaliśmy.
Ale życie nie zawsze tak wygląda.

Niektóre podróże przerywa miłość. Strata. Odpowiedzialność. Albo stawanie się kimś innym niż byliśmy wtedy, gdy zrobiliśmy pierwszy krok.

Jako psycholożka przez lata pomagałam ludziom odnajdywać sens w zmianach. A jednak ta podróż przypomniała mi coś, czego sama do końca jeszcze nie rozumiałam.

Czasem niedokończone rozdziały naszego życia nie proszą o to, by je dokończyć.
Proszą o to, by je nieść.

Może niedokończona droga nie jest czymś, co trzeba naprawić. Może jest czymś, co warto uhonorować.

Kiedy ponownie oglądałam nagrania z Camino, montując ten film, jedno pytanie nie dawało mi spokoju:

A co, jeśli Camino nigdy nie miało zostać ukończone?

Czy to oznacza, że moja pielgrzymka pozostała niedokończona?
Czy może oznacza, że prawdziwa pielgrzymka dopiero się zaczęła?

Ten film jest tylko krótkim spojrzeniem na tę drogę.

To nie jest zakończenie. To jedynie chwila, w której jedna ścieżka cicho stała się inną.

Bardzo chciałabym poznać Wasze refleksje.

Czy życie kiedykolwiek przerwało realizację Waszego marzenia tylko po to, by zaprowadzić Was w miejsce, którego nigdy byście się nie spodziewali?

morethatunitesus Beyond BordersAnna Karteczka-Hughes

31/07/2026
Myślałam, że idę do Santiago. Życie poprowadziło mnie do pożegnania mojego taty…Kiedy dotarłam do Baiony, otrzymałam wia...
26/07/2026

Myślałam, że idę do Santiago. Życie poprowadziło mnie do pożegnania mojego taty…

Kiedy dotarłam do Baiony, otrzymałam wiadomość o ciężkiej chorobie mojego taty. Nie zastanawiałam się ani chwili. Przerwałam Camino i ruszyłam w drogę do domu.
Niestety nie zdążyłam….

Będąc na lotnisku w Porto, połączyłam się z tatą na wideorozmowie. To były ostatnie chwile, kiedy widziałam go żywego. Byłam z nim do samego końca.

To doświadczenie zostanie ze mną na zawsze.
Dlatego przez ostatnie tygodnie zamilkłam. Potrzebowałam pobyć z rodziną, przeżyć żałobę i po prostu być córką.

Dziś chcę Wam powiedzieć jedno.
Love Beyond Borders nie kończy się w Baionie.

Ta droga została tylko na chwilę zatrzymana.
Bo ten projekt od początku nie był tylko o dojściu do Santiago.

To projekt o ludziach.
O odwadze.
O zdrowiu psychicznym.
O budowaniu wspólnoty ponad granicami.
O rozmowach, które potrafią leczyć.
O psychoedukacji.
O przypominaniu, że więcej nas łączy, niż dzieli i że czasami drugi człowiek staje się światłem wtedy, gdy sami nie potrafimy go już dostrzec.

Z tej drogi narodził się również pomysł warsztatów psychoedukacyjnych. Miejsc, w których będziemy mogli rozmawiać o emocjach, samotności, odporności psychicznej, relacjach i o tym, jak budować społeczności oparte na empatii i wzajemnym wsparciu.

Ostatnie tygodnie tylko utwierdziły mnie w przekonaniu, że ta misja ma głęboki sens.

Chcę z całego serca podziękować dwóm niezwykłym kobietom, które szły ze mną na Camino.

Za Waszą codzienną obecność.

Za wiadomości.

Za modlitwę.

Za troskę.

Za to, że każdego dnia sprawdzałyście, czy daję radę.

Nigdy nie czułam się z tym wszystkim sama.

Dziękuję również pewnemu młodemu mężczyźnie, którego wcześniej w ogóle nie znałam.

To u niego zostawiłam moje buty w Porto.

Los sprawił, że przyjechał mi je oddać dokładnie wtedy, gdy byłam na wideorozmowie z moim tatą.

Był obok mnie, kiedy po raz ostatni widziałam tatę żywego.

Był świadkiem jednego z najbardziej bolesnych momentów mojego życia.

Nie uciekł.

Nie wiedział, kim jestem.

Po prostu został.

Jego spokój, obecność i zwykła ludzka dobroć były dokładnie tym, czego wtedy najbardziej potrzebowałam.

Nie oznaczam Was.

Ale wiem, że wiecie, kim jestescie.

Dziękuję.

To właśnie dzięki Wam jeszcze mocniej uwierzyłam, że Love Beyond Borders nie jest tylko nazwą projektu.
To coś, co naprawdę istnieje.
W ludziach.
W obecności.
W dobroci.
W wyciągniętej dłoni.

Dlatego wrócę.

Wrócę na Camino.

Wrócę również do misji Love Beyond Borders – do spotkań z ludźmi, do rozmów o zdrowiu psychicznym i do warsztatów psychoedukacyjnych, które od dawna noszę w sercu.

Po prostu...
jeszcze nie teraz.

A do tego czasu chciałabym wrócić z Wami na Camino. Dzielić się historiami, ludźmi, miejscami i refleksjami z tej drogi. Mam nadzieję, że znajdziecie w nich coś, co poruszy również Was.

Dziękuję, że zostaliście.

Bo choć ta droga została przerwana...
nie każda przerwana droga jest drogą zakończoną. ❤️

17/07/2026

Cały czas zadawałam sobie jedno pytanie:

„Daleko jeszcze?”

To zabawne…Przecież dokładnie o to samo pytamy czasem życie.
A potem docieramy na szczyt……i uświadamiamy sobie, że góra nigdy nie miała nas zatrzymać.

Miała nas zmienić.

Moc Miłości do Siebie Anna Karteczka - Hughes

Dzień 9 Camino- Oia. Tam, gdzie morze uczy, jak się zatrzymaćSą miejsca, które zachwycają.I są takie, które po cichu zmi...
17/07/2026

Dzień 9 Camino- Oia. Tam, gdzie morze uczy, jak się zatrzymać

Są miejsca, które zachwycają.
I są takie, które po cichu zmieniają coś w naszym wnętrzu.
Oia należy do tych drugich.

Położona pomiędzy bezkresnym Atlantykiem a szmaragdowymi wzgórzami Galicji nie próbuje nikomu niczego udowadniać. Po prostu jest. Spokojna. Cierpliwa. Jakby dawno temu zrozumiała coś, czego większość z nas wciąż jeszcze szuka.

Pierwsze, co przyciąga uwagę, to majestatyczny klasztor Santa María de Oia.

Wyrastający niemal z samego wybrzeża bardziej przypomina strażnika niż budowlę. Od wieków stoi twarzą do oceanu. Przetrwał niezliczone sztormy i obserwował tysiące pielgrzymów – zmęczonych, pełnych nadziei, zagubionych, wdzięcznych.

Patrząc na niego, trudno nie pomyśleć, że prawdziwa siła nie polega na walce z każdą falą, lecz na umiejętności pozostania sobą, kiedy fale nadchodzą.

Nie zauważyłam nawet, kiedy sama zwolniłam.
Morze nie było hałaśliwe.
Cisza nie była pusta.
Góry nie próbowały zwracać na siebie uwagi.
Wszystko wokół zdawało się szeptać jedno zdanie:

„Nie zawsze trzeba iść dalej, żeby zrobić krok naprzód.”

Może właśnie dlatego Oia poruszyła mnie tak głęboko.

Na co dzień mierzymy życie osiągnięciami. Kolejnymi celami. Odhaczonymi zadaniami. Ciągłym ruchem do przodu.
A przecież czasem największy rozwój dokonuje się wtedy, gdy na chwilę się zatrzymujemy.

Czasem najważniejsze rozmowy to te, które prowadzimy sami ze sobą.
Przy dźwięku fal.
Bez pośpiechu.
Bez konieczności udowadniania czegokolwiek.

Wieczorem, po kolejnym pięknym dniu na Camino, zrobiliśmy coś zupełnie zwyczajnego.
Usiedliśmy razem, żeby obejrzeć mecz Anglia – Argentyna.

Spędziłam w Anglii niemal połowę swojego życia, więc kibicowanie Synom Albionu przyszło zupełnie naturalnie. Niektórych przyzwyczajeń po prostu się nie traci. Zresztą… jeśli ktoś przetrwał brytyjską pogodę, emocjonalne huśtawki reprezentacji Anglii nie są już aż takim wyzwaniem.

Pierwsza połowa dawała nadzieję.
Bramkarz był fenomenalny, broniąc kolejne strzały i utrzymując drużynę w grze wtedy, gdy wszyscy wstrzymywali oddech. Przez chwilę wydawało się, że sama wiara może odmienić los meczu.

Ale piłka nożna, podobnie jak życie, lubi pisać własne scenariusze.

Druga połowa powoli wymykała się z rąk.
Nadzieja cichła z każdą minutą, a po końcowym gwizdku pozostało to dobrze znane każdemu kibicowi Anglii uczucie – osobliwa mieszanka rozczarowania i lojalności, która nie znika mimo porażek.

I właśnie wtedy, siedząc w Oii, wszystko nagle zaczęło układać się w całość.

Camino każdego dnia uczy mnie, że nie wszystko kończy się tak, jak sobie wyobrażaliśmy.

Nie każdy wysiłek zostaje od razu nagrodzony.

Nie każda historia kończy się owacją.

Ale to wcale nie odbiera piękna samej drodze.

Bo wartość dnia bardzo rzadko kryje się w jego wyniku.

Znacznie częściej ukryta jest w tym, z kim mieliśmy szczęście go przeżyć.

Jutro ruszamy do Baiony.
Nowy dzień.
Kolejny odcinek wybrzeża.
Kolejna lekcja.
I kolejne przypomnienie, że być może Camino nigdy nie polegało na dotarciu do Santiago.

Może od samego początku chodziło o coś znacznie prostszego.

O nauczenie się, jak naprawdę być obecnym.

Tu, gdzie właśnie stoją nasze stopy.

Buen Camino. ❤️

Rzeka nie znała granicy. Dlaczego więc my je tworzymy?Tamtego ranka opuściłam Caminhę i przeprawiłam się z Portugalii do...
17/07/2026

Rzeka nie znała granicy. Dlaczego więc my je tworzymy?

Tamtego ranka opuściłam Caminhę i przeprawiłam się z Portugalii do Hiszpanii.

Na mapie wszystko wydaje się proste. Jedno państwo się kończy, drugie zaczyna. Pomiędzy nimi płynie rzeka. Kilka minut przeprawy. Inna flaga. Inny język. Inna kultura.

A jednak stojąc na brzegu, miałam poczucie, że przekraczam coś znacznie większego niż granicę między dwoma krajami.

Bo granice są czymś więcej niż liniami na mapie.
Są symbolem naszego sposobu myślenia.
Pomagają uporządkować świat, ale równie często uczą nas go dzielić. Na swoich i obcych. Na tych podobnych do nas i tych, których nie rozumiemy.

Po drugiej stronie rzeczywiście wszystko było trochę inne.
Brzmienie języka.
Gesty.
Tempo życia.
Atmosfera.
Ale ludzie…
Ludzie pozostali tacy sami.
To samo pragnienie, by być zauważonym.
Ta sama potrzeba bliskości.
Ten sam lęk przed odrzuceniem.
I ta sama cicha nadzieja, że życie okaże się dla nich dobre.

Pomyślałam wtedy, jak łatwo pozwalamy, by różnice zamieniały się w dystans.
Budujemy granice nie tylko między państwami.
Budujemy je między pokoleniami.
Między religiami.
Między poglądami.
Między kulturami.
Czasem nawet we własnym domu.

A bywa, że najtrudniejszą granicę stawiamy pomiędzy sobą a samym sobą.

Psychologia mówi, że granice są potrzebne.
I to prawda.
Chronią nas.
Pozwalają zachować własną tożsamość.

Ale jest ogromna różnica między granicą a murem.

Granica mówi:
„Szanuję siebie, nie przestając szanować Ciebie.”

Mur mówi:
„Jesteś inny, więc lepiej trzymaj się z daleka.”

Coraz częściej myślę, że jedną z największych lekcji życia jest nauczyć się chronić swoje serce, nie zamykając go.
Mieć własne wartości, nie odbierając prawa do innych.
Nie zgadzać się, ale nadal widzieć w drugim człowieku człowieka.

Podczas przeprawy przez rzekę nie było żadnej linii oddzielającej Portugalię od Hiszpanii.
Nie było kreski na wodzie.
Nie było znaku mówiącego:
"Tutaj kończy się jedno, a zaczyna drugie."
Ptaki przelatywały swobodnie.
Wiatr nie zatrzymywał się do kontroli.
Rzeka płynęła tak samo po jednej i po drugiej stronie.
Natura nie uznała granicy, którą stworzył człowiek.
I pomyślałam…
Może miłość jest właśnie taka.
Nie potrzebuje paszportu.
Nie zatrzymuje się na granicy.
Nie pyta o narodowość, język ani poglądy.
Camino codziennie przypominało mi o czymś bardzo prostym.
Najpierw spotykamy człowieka.
Dopiero później poznajemy jego historię.
Na szlaku nie ma znaczenia, kim jesteś zawodowo.
Ile masz pieniędzy.
Skąd pochodzisz.
Jakiego jesteś wyznania.
Wszyscy niesiemy swoje plecaki.
Swoje zmęczenie.
Swoje tęsknoty.
Swoje niewypowiedziane historie.
I może właśnie dlatego pielgrzymowanie tak bardzo zbliża ludzi.
Bo odbiera nam złudzenie, że jesteśmy od siebie oddzieleni.
Przypomina, że pod wszystkimi etykietami biją bardzo podobne serca.
Najważniejsze granice nie przebiegają między Portugalią a Hiszpanią.
One przebiegają w nas.
Między lękiem a zaufaniem.
Między oceną a ciekawością.
Między zamknięciem a otwartością.
Między miłością, którą tak łatwo dajemy innym, a tą, której wciąż odmawiamy sobie.

Bo pokochać siebie to również przekroczyć granicę.

Przestać prowadzić ze sobą nieustanną wojnę.
Zacząć traktować siebie z taką samą czułością, z jaką traktujemy tych, których kochamy.
I może właśnie wtedy przestajemy bać się inności.

Bo człowiek, który żyje w zgodzie ze sobą, nie musi nikogo umniejszać.
Nie musi budować murów.
Nie potrzebuje udowadniać, że jego prawda jest jedyną prawdą.

Tamtego dnia przekroczyłam granicę z Portugalii do Hiszpanii.

Ale tak naprawdę miałam wrażenie, że Camino zaprosiło mnie do przekroczenia jeszcze jednej.
Granicy pomiędzy podziałem a jednością.
Pomiędzy lękiem a miłością.
Bo zanim jesteśmy Polakami, Portugalczykami, Hiszpanami, wierzącymi, niewierzącymi, młodymi czy starszymi...
Najpierw jesteśmy ludźmi.

A to powinno być najważniejszą wspólną ojczyzną.

Budujmy granice, które chronią godność. Nigdy mury, które oddzielają serca.

Bo granice mogą wyznaczać państwa.
Nigdy nie powinny wyznaczać granic naszego człowieczeństwa.

Love Beyond Borders. Zawsze. ❤️🌍

Wczoraj życie przypomniało mi, że nie obchodzi go mój plan.Jeszcze chwilę wcześniej szłam Camino, myśląc o kolejnej miej...
16/07/2026

Wczoraj życie przypomniało mi, że nie obchodzi go mój plan.

Jeszcze chwilę wcześniej szłam Camino, myśląc o kolejnej miejscowości, kolejnym wschodzie słońca, kolejnej przygodzie.

Kilka godzin później leżałam na oddziale ratunkowym w Portugalii, nie mogąc ustać z powodu jednego z najsilniejszych bólów, jakich doświadczyłam od bardzo dawna.

Bo życie ma swój własny scenariusz.

W ciągu zaledwie trzech godzin wykonano mi badania krwi, USG, podłączono kroplówkę i podano leki. Diagnoza? Silny atak pęcherzyka żółciowego.
Nie do końca tak wyobrażałam sobie swoją portugalską przygodę.

Jednak najbardziej zapamiętam nie sam ból.

Zapamiętam ludzi.

Mimo bariery językowej każdy członek personelu zrobił wszystko, abym czuła się bezpiecznie, zaopiekowana i ani przez chwilę nie czuła się sama. Oni nie mówili zbyt dobrze po angielsku, ja nie mówię po portugalsku, ale dobroć i życzliwość nie potrzebują tłumaczenia.

Szczególne podziękowania należą się dr Cláudii, której spokój, profesjonalizm i ogromna empatia sprawiły, że to, co mogło być przerażającym doświadczeniem, stało się czymś, za co dziś czuję ogromną wdzięczność.

A potem była moja cudowna przyjaciółka, która ani na moment mnie nie opuściła. Czekała ze mną podczas każdego badania, każdej rozmowy i każdej chwili niepewności. Ja nie byłam nawet w stanie pomyśleć o jedzeniu, ale przynajmniej ona mogła spróbować portugalskiego śniadania w szpitalu — więc ktoś z nas może oficjalnie wystawić recenzję lokalnej kuchni. 😄

Jako psycholog często mówię o niepewności.
Zachęcam ludzi, by byli obecni tu i teraz. By zaakceptowali, że życie jest nieprzewidywalne, a poczucie kontroli bardzo często jest tylko iluzją.

Wczoraj życie delikatnie przypomniało mi, że sama również powinnam częściej słuchać własnych słów.
Tak wiele czasu spędzamy na planowaniu kolejnego kroku. Kolejnego celu. Kolejnego sukcesu. Kolejnej wersji samych siebie.
Zakładamy, że jutro cierpliwie na nas czeka.

Ale jutro nie jest obietnicą.

Czasem życie po cichu wyjmuje Ci z ręki długopis i samo dopisuje dalszy ciąg historii.

Wczoraj moje Camino nie zaprowadziło mnie do kolejnej miejscowości.

Zaprowadziło mnie do szpitala.

I właśnie tam dostałam jedną z najpiękniejszych lekcji o tym, co naprawdę ma znaczenie.

Nie kilometry.
Nie plan.
Nie dotarcie do celu.

Ale ludzka życzliwość.

Nieznajomy, który Cię uspokaja.
Lekarka, która poświęca Ci swój czas.
Przyjaciółka, która po prostu nie odchodzi i trwa przy Tobie.

Często myślimy, że odporność psychiczna oznacza radzenie sobie samemu.
Wczoraj przypomniałam sobie, że czasami prawdziwa siła polega na tym, by pozwolić innym nieść nas przez chwilę.

Dziś znów jestem na Camino.
Idę trochę wolniej.
Oddycham trochę głębiej.
I jestem wdzięczna nie dlatego, że wszystko poszło zgodnie z planem...
Ale właśnie dlatego, że nie poszło.
Bo życie przypomniało mi, że każda
chwila jest niezwykła, kiedy naprawdę ją przeżywamy.

Dziękuję całemu personelowi Hospital de Santa Luzia w Viana do Castelo za niezwykłą opiekę, empatię i człowieczeństwo. Sprawiliście, że to, co mogło być bardzo trudnym doświadczeniem, stało się historią, którą będę wspominać z ogromną wdzięcznością przez wiele kolejnych kilometrów. ❤️

16/07/2026

Jeśli zastanawialiście się, dlaczego wczoraj zniknęłam... oto powód, którego kompletnie się nie spodziewałam….

A co, jeśli świat nigdy nie był problemem... tylko sposób, w jaki na niego patrzymy?Dzisiaj, spacerując uliczkami Portug...
13/07/2026

A co, jeśli świat nigdy nie był problemem... tylko sposób, w jaki na niego patrzymy?

Dzisiaj, spacerując uliczkami Portugalii, złapałam się na czymś fascynującym.

Jedni zatrzymują się, zachwyceni pięknem miejsca.
Inni przechodzą obok niego obojętnie.
Jedni słyszą muzykę.
Inni tylko hałas.
Jedni dostrzegają życzliwość.
Inni – niedogodność.
I pomyślałam o czymś, o czym często rozmawiam z moimi pacjentami.
Nie doświadczamy świata takim, jaki jest.

Doświadczamy go przez pryzmat własnych przekonań.
Własnej historii.
Lęków.
Nadziei.
I wspomnień.
To dlatego dwoje ludzi może przeżyć dokładnie tę samą chwilę...
a wrócić z niej z zupełnie inną opowieścią.
Jako psycholog wiem, że nasz mózg nie jest kamerą.
Nie rejestruje rzeczywistości.
On ją interpretuje.
Nadaje jej znaczenie.
Uzupełnia to, czego nie wie.
I może właśnie dlatego tak kocham podróże.
Bo zmieniając otoczenie, łatwiej zauważam własne filtry.
Zaczynam odkrywać nie tylko świat...
ale również sposób, w jaki na niego patrzę.
Coraz częściej myślę, że największą wolnością nie jest możliwość podróżowania.

Największą wolnością jest umiejętność spojrzenia na tę samą rzeczywistość z innej perspektywy.
Bo czasami nie musimy zmieniać świata.
Wystarczy zmienić sposób, w jaki go widzimy.

A Ty?

Kiedy ostatnio odkryłeś, że dwie osoby mogą patrzeć na tę samą sytuację... i widzieć dwa zupełnie różne światy?
❤️
Ania
Moc Miłości do Siebie

13/07/2026

Wyruszamy w kolejny maraton… Anna Karteczka - Hughes Moc Miłości do Siebie

Adres

Warsaw

Ostrzeżenia

Bądź na bieżąco i daj nam wysłać e-mail, gdy Moc Miłości do Siebie umieści wiadomości i promocje. Twój adres e-mail nie zostanie wykorzystany do żadnego innego celu i możesz zrezygnować z subskrypcji w dowolnym momencie.

Skontaktuj Się Z Praktyka

Wyślij wiadomość do Moc Miłości do Siebie:

Skróty

Udostępnij