05/09/2026
Jak wyglądała codzienność okularników w latach 60. 70. czy 80.?
Z pewnością zupełnie inaczej niż dziś.
Klienci naszego salonu raczej nie mieli problemów ze zdobyciem recepty. Polscy specjaliści słynęli z dokładności i można było się do nich dostać, jak wspomina Magadalena Kumoń, wieloletnia właścicielka salonu na Świętojańskiej, córka Krystyny i Stanisława Kumoniów.
Schody pojawiały się, kiedy owa recepta okazywała się nieco bardziej skomplikowana. Wtedy taki nieszczęśnik musiał samodzielnie wybrać się do Fotooptyki w Alejach Jerozolimskich, gdzie na pięterku była hurtownia soczewek. Raz lub dwa razy w miesiącu punkt przyjmował dostawy towaru ze śląskiej fabryki Optykatowice. W takie dni, długi łańcuszek kolejki ustawiał się w godzinach wczesnoporannych, by wyczekać pożądany produkt. Po wielu godzinach nabyte szkła czasami były wadliwe. Kiedy klient przychodził z nimi na Świętojańską, trzeba było zacząć proces wybierania okularów od dokładnej inspekcji czy zastygły bąbel nie był przypadkiem w polu widzenia. Pracownicy zakładu stawali przed wyzwaniem znalezienia oprawki, która nie tylko pasowałaby do urody klienta, jego gustu czy panującej ówcześnie mody, ale przede wszystkim do tak dzielnie wyczekanych szkieł.
W naszym salonie jedną z surowszych (i ukochańszych) optyków była Krysia Kumoń. Kiedy klient chciał kupić parę okularów, które Kumoniowej nie przypadły do fachowego gustu, mawiała: Nie nie, te okulary w ogóle do Pani nie pasują. Albo: nos Pani odpadnie! Stanowcza i apodyktyczna, świetnie dobierała okulary i często decydowała za klientów ze względu na mocno ograniczony wybór.
Dziś, w 2026 roku nasz salon świętuje 70. urodziny! Z tej okazji, oprócz przygotowanych dla Was promocji i konkursów, w ciągu kilku najbliższych miesięcy chcemy podzielić się wspomnieniami, tworzącymi historie naszego salonu i naszej rodziny.