06/09/2026
🛑Definicji nie można napisać w miesiąc, na kolanie, z konsultacjami u znajomych królika!
🛑Od osób wybranych do izb będzie w dużej mierze zależało, jak będą wyglądały nasze definicjie, kompetencje, standardy pracy z pacjentami/klientami.
🛑Nie odkładajcie zapisów na później bo nie wiemy kiedy je zamkną! Jest niedziela. Wykorzystaj czas na zmiany 💚
https://www.gov.pl/web/rodzina/rusza-wyborczy-spis-psychologow-chcesz-miec-wplyw---dolacz
🟢 🔴
📌 Refleksje naszej Grupy Roboczej ds. Definicji Świadczeń Psychologicznych* po spotkaniu z Przewodniczącą PTP prof. Anną Zajenkowską w dniu 4.09.2026
🧐 Patrząc na zaistniałą sytuację z perspektywy czasu mamy poczucie, że od początku pomiędzy ZG PTP i Grupą Roboczą istniał ogromny rozdźwięk związany z tym, jak rozumieliśmy wyjściowe założenia, czyli co to znaczy „zdefiniować świadczenia psychologiczne” i jak podejść do tego zadania.
Wbrew oczekiwaniom nie zaczęliśmy od tworzenia poszczególnych definicji, co spowodowało w ZG PTP wrażenie, że jak wczoraj usłyszeliśmy, minęły trzy miesiące i nie ma merytorycznych efektów pracy Grupy.
Jako Grupa wyszliśmy z założenia, że na początku należy ustalić, jak mamy zaplanować naszą pracę, by jej efekt był możliwie jak najbardziej rzetelny. Zaczęliśmy od myślenia o tym, jakie dobrać źródła, jak wybrać ekspertów do konsultacji, jak prowadzić te konsultacje, jak komunikować naszą pracę środowisku, jak ujawniać i zarządzać konfliktami interesów, jak dokumentować rozbieżności i wreszcie, kto i na jakich zasadach będzie mógł wpływać na końcowy rezultat.
🔹 Dla nas to od początku była praca merytoryczna. 🔹
Podczas spotkania Przewodnicząca PTP powiedziała, że po trzech miesiącach nadal dyskutujemy o transparentności, a z Jej punktu widzenia nie ma efektów merytorycznych naszej pracy. To najlepiej pokazuje, jak bardzo rozminęliśmy się w rozumieniu tego, co właściwie jest „pracą”.
🪓 Jest taki znany cytat przypisywany Abrahamowi Lincolnowi: „Daj mi sześć godzin na ścięcie drzewa, a pierwsze cztery poświęcę na ostrzenie siekiery”. Nie mamy pewności, że Lincoln rzeczywiście to powiedział, ale sens tej myśli pasuje tu jak ulał.
Uważamy, że jeśli definicje świadczeń psychologicznych mają później, zgodnie z zamysłem ZG PTP, być potencjalnie brane pod uwagę przy tworzeniu standardów naszego zawodu (np. przez Samorząd, a być może również osoby odpowiedzialne za tworzenie przepisów prawnych), to nie mogą powstać na zasadzie: „usiądźmy i napiszmy, co nam się wydaje”. Uznaliśmy, że najpierw trzeba stworzyć spójny system oparty na konkretnej metodologii.
To nie była dla nas formalność. To była dokładnie ta część pracy, która miała sprawić, że końcowy dokument nie będzie tylko zbiorem subiektywnych opinii i przekonań pewnej grupy psychologów.
Z perspektywy czasu widzimy też, że problem, który ostatecznie doprowadził do konfliktu z ZG PTP, pojawił się dużo wcześniej. Już na początku pracy, kiedy zaczęły pojawiać się bardzo restrykcyjne zasady dotyczące komunikowania na zewnątrz informacji o pracach Grupy, próbowaliśmy zrozumieć ich sens. Pytaliśmy osobę wyznaczoną przez ZG PTP do kontaktu z Grupą, czemu ma służyć tak daleko idące ograniczenie komunikacji, przed jakim konkretnie ryzykiem ma nas chronić i na czym właściwie miałoby polegać zagrożenie związane z „dezinformacją”. Już wtedy pytaliśmy nie tylko: „jakie mają być zasady?”, ale przede wszystkim: „dlaczego mają być właśnie takie?”
W naszym poczuciu te pytania pozostały do końca bez odpowiedzi, która pozwalałaby zrozumieć sens i w konsekwencji cel proponowanych ograniczeń. Dzisiaj widzimy wyraźniej, że nie był to tylko drobny problem komunikacyjny.
To jest o tyle istotne, że podczas spotkania 4 września Przewodnicząca PTP wyjaśniła, że nie była włączona w całość komunikacji, którą prowadziła osoba do tego wyznaczona ze strony ZG PTP. Trudno więc nie odnieść wrażenia, że część naszych zasadniczych wątpliwości zatrzymała się gdzieś po drodze. Tylko, że zasady komunikacji i organizacja wewnętrzna to zadania ZG PTP.
Ten sam problem pojawił się po raz kolejny także później przy pytaniu o to, co miałoby się stać z efektem naszej pracy. Od początku staliśmy na stanowisku, że ZG PTP ma prawo nie uznać naszych definicji za stanowisko PTP. To było i jest dla nas oczywiste. Staraliśmy się natomiast uzyskać odpowiedź, dlaczego w takiej sytuacji autorzy nie mogliby opublikować własnego opracowania jako dokumentu eksperckiego, już bez afiliacji PTP.
Usłyszeliśmy, że tak funkcjonują podobne gremia. Padły sformułowania: „takie jest ryzyko w pracy społecznej w tego rodzaju grupach”, „nie robi się tak” (nie publikuje), „niestety tak to nie działa”, „taka jest rzeczywistość”, „tak się przyjęło”. Jako punkt odniesienia pojawiały się komisje, uczelnie czy ministerstwa. Jednocześnie usłyszeliśmy, że nie ma przepisu szczegółowo regulującego działanie takich grup. Niektórzy z nas zwracali uwagę, że pracowali wcześniej lub nadal pracują w różnych uczelniach i mają inne doświadczenia. Podkreślali, że jeśli przygotowane przez nich opracowania nie zostają wykorzystane przez wydział, dziekana czy inną strukturę organizacyjną, to nie spotkali się z próbą ograniczenia ich prawa do dalszego wykorzystania tego, co sami wypracowali. Ze strony Członków Grupy padały też przykłady pracy w różnych komisjach rządowych czy instytucjach publicznych, np. przy Ministerstwie Sprawiedliwości. Tam propozycje mogą zostać odrzucone przez wyższe gremium albo nie wejść dalej do ścieżki legislacyjnej. Różnica polega jednak na tym, że ta ścieżka jest od samego początku znana i wszyscy wiedzą, jak ona przebiega i dlaczego tak, a nie inaczej.
Do pytania, dlaczego więc ma być tak, jak starał się narzucić ZG PTP, wracaliśmy podczas naszej pracy kilkukrotnie. Pytaliśmy o merytoryczny powód konkretnego ograniczenia: czemu ma służyć zakaz opublikowania przez ekspertów własnego rezultatu, jeśli PTP go nie przyjmie? Jaką wartość ma chronić? Jakie ryzyko ma ograniczać? Dlaczego bardziej transparentny model w którym wiadomo, co rekomendowali eksperci, a co ostatecznie postanowił ZG PTP, miałby być gorszy?
⚠ I odpowiedzi na te pytania, naszym zdaniem, nie dostaliśmy.
Tak rozumiemy transparentność: jeśli ZG PTP nie przyjmuje zdania ekspertów, można jasno pokazać oba stanowiska: rekomendację Grupy oraz stanowisko Zarządu PTP. Tylko wtedy odpowiedzialność za każdą z wersji pozostaje czytelna.
I to jest dla nas kolejna zasadnicza różnica.
„Tak to nie działa”, „nie robi się tak”, „taka jest rzeczywistość”, „się przyjęło”, to są odpowiedzi opisujące zastaną praktykę. Nie wyjaśniają jednak, dlaczego warto ją utrzymywać. Jeżeli taka praktyka jest dobra, chcielibyśmy zrozumieć dlaczego. Czy chroni niezależność ekspertów, jakość dokumentu, odpowiedzialność organizacji albo interes odbiorców świadczeń?
Jeśli jedynym argumentem pozostaje to, że „tak się przyjęło”, to może warto zastanowić się, czy nie da się tego zrobić lepiej.
W dalszym toku rozmowy Przewodnicząca PTP wycofała się ze stanowiska, że Grupa nic nie zrobiła. Powiedziała, że o naszej metodologii dowiedziała się dopiero z ostatniej korespondencji. Dodała też: „miałam poczucie, że to jest bardzo fajne i dobrze żeby takie rzeczy były komunikowane”.
To były dla ważne słowa, ale z drugiej strony postawiły kolejny, dość zasadniczy znak zapytania.
Skoro Przewodnicząca ZG PTP dopiero pod koniec całego procesu dowiedziała się, jaką metodologię przygotowaliśmy i dlaczego poświęciliśmy jej tyle pracy, to jak mogło dojść do sytuacji, w której wcześniej z Jej perspektywy po trzech miesiącach „nie było efektów pracy”? Dlaczego Grupa została rozwiązana?
🔹 I chyba właśnie tutaj jest sedno problemu.
Dla nas metodologia, transparentność, zarządzanie konfliktem interesów i jasne zasady odpowiedzialności nie były czymś obok „prawdziwej pracy”. Były niezbędnym warunkiem, żeby tę pracę zrobić dobrze. Zależało nam, żeby stworzyć proces, w którym wiadomo, kto za co odpowiada, na jakiej podstawie podejmowane są decyzje i co dzieje się wtedy, kiedy eksperci i władze organizacji dochodzą do różnych wniosków.
Jest jeszcze jedna rzecz, która chyba szczególnie nas rozczarowała.
W ostatnim czasie PTP bardzo mocno mówi o „nowym otwarciu”, o dialogu, otwartości, reagowaniu na „zdarzenia niepożądane” i gotowości do zmiany sposobu funkcjonowania organizacji. Wydawało nam się więc naturalne, że taka otwartość będzie dotyczyć nie tylko reagowania na to, co poszło źle, ale również rozmowy o tym, jakie dobre praktyki warto wprowadzić tam, gdzie wcześniej ich po prostu nie było.
My nie przyszliśmy przecież z gotowym oskarżeniem, że dotychczasowa praktyka PTP jest zła. Pytaliśmy: Po co ta zasada? Co ma chronić? Jakie ryzyko ogranicza? Czy można zbudować bardziej transparentny i odporny na konflikt interesów model pracy grup eksperckich?
Trudno nie widzieć w tym pewnego paradoksu. Organizacja deklarująca nowe otwarcie i gotowość do uczenia się na zdarzeniach niepożądanych, okazała się znacznie mniej otwarta na rozmowę o praktykach pożądanych czyli takich, które być może nie należały dotąd do jej organizacyjnej pragmatyki, ale mogłyby ją po prostu poprawić.
W naszym poczuciu ktokolwiek, kto miałby tworzyć standardy mogące mieć potencjalnie znaczenie dla całego zawodu, powinien poświęcić czas weryfikacji konfliktu interesów, zbudowaniu dobrego narzędzia i jasnych zasad pracy. Napisanie definicji „spod dużego palca” nie jest dużym problemem.
🪓 Dlatego zależało nam na tym, aby dobrze „naostrzyć siekierę”.
* "nasza Grupa Robocza", czyli osoby prowadzące tę stronę. W spotkaniu uczestniczyły też inne osoby z Grupy powołanej przez PTP.