Beata Grotowska - psychoterapia

Wskazówki dojazdu Strona internetowa Kontakt: praktyka

Beata Grotowska - psychoterapia Aktualna wiedza psychologiczna oparta na badaniach naukowych. Psychoterapia dzieci, dorosłych i rod Psychoterapeutka dzieci, młodzieży i dorosłych.

Jestem psychologiem, psychoterapeutką integracyjną ze szczególnym uwzględnieniem systemowej terapii rodzin oraz terapii dzieci i młodzieży w trakcie szkolenia rekomendowanego przez Polskie Towarzystwo Psychiatryczne prowadzącego do uzyskanie Certyfikatu Psychoterapeuty PTP spełniającego kryteria European Association of Psychotherapy, członkiem Polskiego Towarzystwa Psychiatrycznego. Szkoliłam się m.in. w zakresie:
diagnozowania i prowadzenia psychoterapii dzieci i młodzieży z zespołem Aspergera, ADHD, zaburzeniami lękowymi, depresją, PTSD, niską samooceną, problemami z zachowaniem, zaburzeniami zachowania (u nastolatków), zaburzeniami odżywiania, tikami, OCD oraz wspierania rodziców w procesie terapii dzieci, pokonywania oporu nastolatka, pracy z dzieckiem krzywdzonym, zaburzeń integracji sensorycznej u dzieci, monitorowania rozwoju dziecka narzędziem M-CHAT-R/F, Psychoterapii Opartej na Analizie Funkcjonalnej. Główna moja działalność związana jest z Fundacją SAVANT gdzie prowadzę grupy terapeutyczne, psychoterapię dzieci i młodzieży i dorosłych, treningi umiejętności społecznych, udzielam konsultacji dla rodziców i nauczycieli, prowadzę szkolenia dla szkół, warsztaty dla rodziców i kadry pedagogicznej. Od wielu lat wyjeżdżam także z dziećmi na obozy terapeutyczne.

Dziecko, którego nie przyjęła wioskaO potrzebie przynależności i zachowaniach, które trudno zrozumieć„Dziecko, którego w...
12/10/2026

Dziecko, którego nie przyjęła wioska

O potrzebie przynależności i zachowaniach, które trudno zrozumieć

„Dziecko, którego wioska nie otoczyła ciepłem, może ją podpalić, żeby poczuć jej ciepło”.

To zdanie często przypisuje się afrykańskiej tradycji ludowej, choć jego pochodzenie nie jest pewne. Niezależnie od tego, kto je wymyślił, zawarta w nim metafora skłania do zastanowienia się nad tym, co dzieje się z dzieckiem, które nie czuje się akceptowane i nie znajduje dla siebie miejsca w grupie.

Nie każde dziecko potrafi powiedzieć, że czuje się samotne, że jest mu przykro albo że boi się odrzucenia. Niektóre reagują złością, prowokują, wdają się w konflikty. Inne wycofują się, udają obojętność lub robią wszystko, by nie pokazać, że coś je dotyka.

Dorosłym łatwiej skupić się na zachowaniu. Ono jest widoczne, przeszkadza i wymaga reakcji. Znacznie trudniej ustalić, co się za nim kryje.

Nie chodzi o to, by szukać ukrytego znaczenia za każdym trudnym zachowaniem. Chodzi o to, by nie uznawać go za całą prawdę o dziecku.

Kiedy dziecko nie potrafi znaleźć sobie miejsca

Wyobraźmy sobie chłopca, który na lekcjach przeszkadza, komentuje wypowiedzi nauczyciela i zaczepia kolegów. Kiedy ktoś zwraca mu uwagę, odpowiada niegrzecznie. Z czasem nauczyciele mają go dość, a rówieśnicy coraz rzadziej chcą z nim pracować.

Przyczyn może być wiele. Chłopiec może mieć trudności z kontrolowaniem impulsów, regulacją emocji lub radzeniem sobie z niepowodzeniami. Być może nie wie, jak nawiązywać kontakt w sposób, który sprzyja budowaniu relacji. Jeśli dodatkowo doświadcza odrzucenia, sytuacja może się pogarszać.

Im częściej spotykają go niepowodzenia, tym trudniej mu znaleźć swoje miejsce. Im trudniej mu funkcjonować w grupie, tym więcej pojawia się krytyki i konfliktów.

W ten sposób może powstać błędne koło. Dziecko zachowuje się w sposób, który zniechęca innych, a reakcje otoczenia utrwalają jego poczucie, że nigdzie nie pasuje. Zdarza się, że zaczyna odgrywać rolę, którą mu przypisano: klasowego błazna, awanturnika albo tego, z którym zawsze są problemy.

Nie oznacza to, że należy rezygnować z wymagań. Warto jednak zapytać, czy kolejne upomnienia rzeczywiście pomagają mu zmienić zachowanie, czy tylko pogłębiają konflikt. Potrzebne jest zarówno uczenie konkretnych umiejętności, jak i przyjrzenie się temu, co dzieje się w relacjach z rówieśnikami i dorosłymi.

Nastolatek, któremu zależy bardziej, niż chce pokazać

W okresie dorastania akceptacja grupy nabiera szczególnego znaczenia. Odrzucenie może być bolesne, nawet jeśli nastolatek nie chce tego pokazać.

Niektórzy zrobią wiele, by nie wypaść z grupy. Zgodzą się na coś, czego nie chcą, przyłączą się do wyśmiewania innej osoby albo podejmą ryzyko, na które sami nie mieliby ochoty. Inni będą udawać, że nikt nie jest im potrzebny. Zareagują złością, zanim ktoś zdąży ich skrytykować, albo sami odrzucą innych.

Takie zachowania mogą mieć różne przyczyny. Czasem wiążą się z lękiem przed oceną, czasem z trudnościami w regulacji emocji, impulsywnością lub potrzebą zdobycia pozycji w grupie. Nie ma jednego wyjaśnienia, które pasowałoby do każdego nastolatka.

Warto jednak pamiętać, że za demonstracyjną obojętnością nie zawsze stoi obojętność, a za złością nie zawsze kryje się pewność siebie.

Nastolatek może nie umieć przyznać, że potrzebuje wsparcia. Może też nie rozumieć, dlaczego reaguje tak gwałtownie. Rolą dorosłego nie jest zgadywanie jego motywów, lecz stworzenie warunków do rozmowy i wspólne szukanie sposobu poradzenia sobie z trudnością.

Co mówi nam poczucie przynależności?

Metaanaliza opublikowana w 2026 roku, obejmująca 53 badania dotyczące poczucia przynależności do szkoły i zachowań problemowych, wykazała związek między silniejszym poczuciem przynależności a mniejszym nasileniem takich zachowań jak agresja czy łamanie zasad.

Zależność nie jest jednak prosta. Trudności w zachowaniu mogą pogarszać relacje z rówieśnikami i dorosłymi, a niekorzystne doświadczenia społeczne mogą nasilać trudności dziecka. Jedno może napędzać drugie.

Nie wystarczy więc powiedzieć dziecku, żeby zachowywało się lepiej, ani oczekiwać, że sama akceptacja rozwiąże problem. Potrzebne może być wsparcie w regulacji emocji, rozwijanie umiejętności społecznych, pomoc psychologiczna, a czasem również zmiana warunków, w których dziecko funkcjonuje.

Poczucie przynależności nie rozwiązuje wszystkich problemów, ale ma znaczenie dla tego, jak młody człowiek radzi sobie w szkole i jak postrzega swoje miejsce wśród innych.

Odpowiedzialność nie kończy się na dziecku

Kiedy w grupie pojawia się problem, uwaga dorosłych często skupia się na osobie, która najbardziej zakłóca jej funkcjonowanie. To zrozumiałe, bo jej zachowanie jest najbardziej widoczne. Nie oznacza jednak, że cała odpowiedzialność za sytuację spoczywa właśnie na niej.

Warto przyjrzeć się również temu, jak reagują pozostali uczniowie. Czy ktoś jest regularnie wyśmiewany? Czy grupa nagradza prowokowanie śmiechem i zainteresowaniem? Czy dzieci wiedzą, jak reagować na konflikty i jak włączać innych do wspólnych aktywności? Czy nauczyciel ma możliwość zauważenia tego, co dzieje się między lekcjami, kiedy często rozgrywają się najważniejsze sytuacje społeczne?

Jeżeli dziecko jest systematycznie wykluczane, samo ćwiczenie z nim umiejętności społecznych nie wystarczy. Trzeba zająć się również zachowaniem grupy, jasno reagować na poniżanie i budować zasady, które chronią wszystkich uczniów.

Nie chodzi o zmuszanie dzieci do przyjaźni. Nikt nie ma obowiązku lubić wszystkich ani utrzymywać bliskich relacji z każdą osobą. Czym innym jest jednak brak sympatii, a czym innym ośmieszanie, izolowanie czy odbieranie komuś prawa do bezpiecznego uczestniczenia w życiu grupy.

Dorośli mają tu szczególną rolę. To oni wyznaczają granice, reagują na przemoc i pokazują, jakie zachowania są w danej społeczności akceptowane. Jeśli konsekwentnie upominają jedno dziecko, a ignorują wyśmiewanie go przez pozostałych, wysyłają sprzeczny komunikat.

Czasem to właśnie zmiana sposobu funkcjonowania całej grupy jest niezbędna, by dziecko mogło zacząć radzić sobie lepiej.

Granice są potrzebne. Odrzucenie nie musi być ich częścią

Zrozumienie dziecka nie oznacza zgody na krzywdzenie innych. Jeśli bije, obraża, zastrasza lub niszczy cudze rzeczy, trzeba reagować. Pozostali uczniowie mają prawo czuć się bezpiecznie, a dziecko, które sprawia trudności, potrzebuje pomocy w nauczeniu się innych sposobów postępowania.

Można powiedzieć: „Nie zgadzam się na to, co zrobiłeś”, nie mówiąc jednocześnie: „Jesteś nieznośny i nikt nie chce z tobą być”.

To ważna różnica. Ocena konkretnego zachowania pozostawia przestrzeń na zmianę. Etykieta przypisana dziecku może sprawić, że zacznie być postrzegane wyłącznie przez pryzmat problemów.

Granice powinny być jasne, a konsekwencje związane z tym, co się wydarzyło. W miarę możliwości dziecko powinno mieć szansę naprawienia szkody i odbudowania relacji. Jednocześnie trzeba zadbać o osoby, które zostały skrzywdzone — ich bezpieczeństwo i potrzeba wsparcia nie mogą być pomijane w imię pomagania sprawcy.

Wioska zaczyna się od codziennych relacji

Wioską dziecka są nie tylko rodzice. To również nauczyciele, trenerzy, terapeuci i rówieśnicy. Każda z tych relacji może wpływać na to, jak młody człowiek postrzega siebie i swoje miejsce wśród innych.

Nie chodzi o to, by każdy dorosły zawsze rozumiał dziecko ani by rezygnował z wymagań. Ważne jest, czy młody człowiek ma w swoim otoczeniu kogoś, kto dostrzega w nim coś więcej niż trudności. Kogoś, kto potrafi postawić granicę bez upokarzania, zauważyć wysiłek i pomóc wrócić do relacji po konflikcie.

Nie możemy uchronić dzieci przed każdym odrzuceniem. Możemy jednak reagować na wykluczanie, uczyć odpowiedzialności i tworzyć warunki, w których nie trzeba walczyć o prawo do bycia częścią grupy.

Być może właśnie do tego skłania nas metafora wioski. Nie tylko do pytania, co dzieje się z dzieckiem, które zachowuje się w trudny sposób, lecz także do przyjrzenia się temu, jak odpowiada na nie jego otoczenie.

Dziecko potrzebuje granic, ale potrzebuje również wiedzieć, że trudności nie odbierają mu prawa do relacji. Odpowiedzialność za zachowanie należy do niego, lecz odpowiedzialność za bezpieczeństwo i sposób funkcjonowania grupy spoczywa także na dorosłych. Czasem zmiana zaczyna się nie od kolejnego upomnienia, ale od tego, że ktoś wreszcie dostrzega problem, którego wcześniej nie chciał albo nie potrafił zobaczyć.

Źródło naukowe: Goagoses i in. (2026), A systematic review and meta-analysis of the association between sense of school belonging and externalizing behavior problems. Pełny tekst badania⁠.

15/09/2026

BEZPŁATNE GRUPY WSPARCIA I WARSZTATY DLA RODZICÓW W KONSTANCINIE-JEZIORNIE

Jak lepiej rozumieć swoje dziecko?
Jak radzić sobie z trudnymi sytuacjami w domu?
Co zrobić, gdy codzienność zaczyna być źródłem napięcia, bezradności i zmęczenia?
Jak wspierać dziecko, jednocześnie dbając o siebie?

Zapraszamy rodziców i opiekunów dzieci w spektrum autyzmu oraz z ADHD na cykl bezpłatnych spotkań psychoedukacyjnych i grupę wsparcia.

Spotkania będą okazją do zdobycia praktycznej wiedzy, wymiany doświadczeń oraz rozmowy o tym, co naprawdę ważne w codziennym życiu rodziny.

GRUPA WSPARCIA
Szkoła Podstawowa nr 3 im. ks. Jana Twardowskiego, ul. Bielawska 57

Podczas spotkań grupy wsparcia będziemy rozmawiać o aktualnych potrzebach uczestników. Wśród tematów mogą pojawić się m.in.:

• przeciążenie rodzicielskie, poczucie winy i bezradność,
• trudne zachowania dziecka i sposoby reagowania,
• emocje i stres w rodzinie,
• relacje między rodzeństwem,
• współpraca z przedszkolem i szkołą,
• budowanie sieci wsparcia wokół dziecka,
• dbanie o własne zdrowie psychiczne.

WARSZTATY DLA RODZICÓW
Szkoła Podstawowa nr 2 im. Stefana Żeromskiego, ul. Żeromskiego 15

W ramach cyklu porozmawiamy m.in. o:
1. Moje dziecko – co warto wiedzieć o ADHD i spektrum autyzmu?
2. Motywacja, która działa
3. Wyzwania rozwojowe w praktyce
4. Gdy codzienność bywa trudna – co wtedy?
5. Dialog, który buduje, nie rani
6. Poczucie własnej wartości – jak je wzmacniać?
7. Granice, które dają bezpieczeństwo

8. Tzw. „trudne” zachowania – co za nimi stoi i jak reagować?
9. Regulacja emocji i radzenie sobie ze stresem
10. Współpraca ze szkołą i budowanie sieci wsparcia wokół dziecka

10 tygodni | każdy czwartek | godz. 18:00–20:00
Start: 24 września 2026 r.
Konstancin-Jeziorna
Obowiązują zapisy. Liczba miejsc jest ograniczona.

👉 Zapisy i szczegółowe informacje:
https://rejestracja.savant.org.pl/wydarzenia

23/08/2026
Jednym z częstszych powodów, dla których rodzice zgłaszają się po pomoc, jest zdanie: „On niczego nie zrobi sam”. Trzeba...
17/08/2026

Jednym z częstszych powodów, dla których rodzice zgłaszają się po pomoc, jest zdanie: „On niczego nie zrobi sam”. Trzeba przypominać, pilnować, namawiać, sprawdzać. Powiedzieć, kiedy odrobić lekcje, przypomnieć o stroju na WF, dopilnować plecaka, zapytać, czy dziecko nauczyło się do sprawdzianu. Nastolatek potrafi przez pół wieczoru odkładać zadanie, a kiedy rodzic przestaje naciskać, okazuje się, że zadanie rzeczywiście nie zostało wykonane.

W takiej sytuacji łatwo dojść do wniosku: „On nie ma motywacji”.

Czasami rzeczywiście problem dotyczy motywacji. W pracy z dziećmi i nastolatkami warto jednak wcześniej zadać inne pytanie: co sprawia, że temu konkretnemu dziecku trudno jest rozpocząć działanie, utrzymać jego kierunek, zaplanować kolejne kroki albo doprowadzić je do końca?

To ważne rozróżnienie. Dziecko może nie chcieć czegoś zrobić, ale może też chcieć i jednocześnie mieć trudność z przełożeniem zamiaru na działanie. Może nie rozumieć, czego właściwie się od niego oczekuje. Zadanie bywa zbyt trudne, odległe w czasie, nudne albo wywołuje lęk przed porażką. Czasem przeszkodą jest zmęczenie, przeciążenie, trudność z przerwaniem jednej aktywności i rozpoczęciem kolejnej albo brak odpowiedniej strategii organizacyjnej.

Dopiero kiedy spróbujemy rozróżnić te sytuacje, możemy sensownie zastanawiać się nad tym, jakiego rodzaju wsparcia dziecko potrzebuje.

Jest to szczególnie istotne wtedy, gdy mówimy o dzieciach neuroróżnorodnych.

U części dzieci z ADHD trudności związane z funkcjami wykonawczymi mogą utrudniać rozpoczęcie zadania, utrzymanie celu, organizację kolejnych kroków czy przechodzenie między aktywnościami. Dziecko może wiedzieć, co powinno zrobić, a mimo to mieć trudność z przejściem od wiedzy do działania. Nie jest to równoznaczne z „brakiem motywacji” i nie opisuje wszystkich dzieci z ADHD w taki sam sposób.

Podobnie w przypadku dzieci autystycznych trudność z wykonaniem polecenia nie musi oznaczać braku chęci współpracy. Znaczenie może mieć sposób przekazania oczekiwania, przewidywalność sytuacji, trudność ze zmianą aktywności, sposób przetwarzania informacji, komunikacja albo niedopasowanie środowiska. Jednocześnie nie każde zachowanie dziecka autystycznego należy tłumaczyć jego profilem neurorozwojowym. Ono również może czegoś po prostu nie chcieć, nie zgadzać się z dorosłym albo próbować uniknąć trudnego zadania.

Celem wychowania nie jest ani ciągłe usprawiedliwianie zachowania dziecka, ani przypisywanie każdej trudności złej woli. Chodzi o rozwijanie jego możliwości przy zachowaniu odpowiednich granic.

Samodzielność nie oznacza radzenia sobie bez pomocy
Kiedy mówimy o samodzielności, łatwo wyobrazić sobie dziecko, które samo pamięta o obowiązkach, organizuje czas, podejmuje decyzje i nie potrzebuje przypominania. Taki obraz może być jednym z kierunków rozwoju, ale nie powinien stać się jedyną miarą dojrzałości.

Samodzielność nie zawsze oznacza wykonywanie wszystkiego bez pomocy.

Dziecko może coraz bardziej kierować własnym działaniem, korzystając z kalendarza, listy zadań, alarmów w telefonie, wizualnego planu czy pomocy drugiej osoby. Dla części osób takie rozwiązania będą potrzebne przez pewien etap rozwoju, dla innych pozostaną stałym sposobem organizowania codziennego funkcjonowania.

To szczególnie ważne w neuroróżnorodności. Jeżeli dzięki określonemu narzędziu dziecko samo podejmuje decyzję, rozpoczyna zadanie, uczestniczy w zajęciach albo komunikuje swoje potrzeby, trudno uznać takie narzędzie za przeciwieństwo autonomii.

Celem nie jest pozbycie się wszystkich podpór. Ważniejsze jest, aby dziecko coraz lepiej rozumiało, co mu pomaga, potrafiło z tego korzystać i w miarę możliwości samo decydowało o sposobie organizowania własnego działania.

Co właściwie mamy na myśli, mówiąc o motywacji?
W potocznym języku „motywacja” często oznacza po prostu chęć zrobienia czegoś. Z perspektywy psychologii sprawa jest bardziej złożona.

Dziecko może odrabiać lekcje, ponieważ boi się kary, chce dostać nagrodę, nie chce zawieść rodziców albo uważa naukę za ważną, nawet jeśli samo siedzenie nad książką nie sprawia mu przyjemności. Z zewnątrz wszystkie te sytuacje mogą wyglądać podobnie. Psychologicznie jednak nie są tym samym.

Teoria autodeterminacji Edwarda Deciego i Richarda Ryana zwraca uwagę na trzy podstawowe potrzeby psychologiczne: autonomię, kompetencję oraz relacyjność.

Autonomia oznacza możliwość doświadczania siebie jako osoby, która ma wpływ na własne działania i może podejmować decyzje. Kompetencja wiąże się z poczuciem, że potrafię coś zrobić, uczę się i jestem w stanie poradzić sobie z wyzwaniami. Relacyjność dotyczy więzi, przynależności i poczucia, że jestem ważny dla innych.

Nie oznacza to, że dziecko powinno decydować o wszystkim. Można przecież wykonać trudne albo nieprzyjemne zadanie z własnej woli, jeśli rozumiem jego sens i uznaję je za ważne. Autonomia nie jest synonimem przyjemności ani braku wymagań.

Dla rodzica oznacza to raczej pytanie: jak pomóc dziecku rozumieć, co robi, dlaczego to robi i w jakim zakresie może mieć wpływ na sposób wykonania zadania?

Autonomia zmienia się wraz z wiekiem
Autonomia nie pojawia się nagle w okresie nastoletnim. Rozwija się przez całe dzieciństwo.

Małe dziecko może wybierać między dwiema bluzkami, zdecydować, czy najpierw umyje zęby, czy założy piżamę, albo wybrać książkę do czytania. W wieku szkolnym zakres decyzji stopniowo się poszerza. Dziecko może uczestniczyć w planowaniu nauki, wybierać sposób wykonania części zadań czy decydować, jak zorganizuje swoje rzeczy.

U nastolatka wzrasta potrzeba prywatności, wpływu na własne życie i podejmowania decyzji, także takich, z którymi rodzic nie zawsze się zgadza.

To jeden z trudniejszych momentów rodzicielstwa: zaakceptowanie, że dziecko może podjąć decyzję, której dorosły sam by nie wybrał, a mimo to nie musi być to decyzja, którą należy mu odebrać.

Zakres swobody zależy oczywiście od wieku, dojrzałości, ryzyka i konkretnej sytuacji. Zmienia się jednak proporcja. Im starsze dziecko, tym częściej rodzic powinien przechodzić od decydowania za nie do wspólnego analizowania możliwości, przewidywania konsekwencji i pozostawiania przestrzeni na własne decyzje.

W przypadku nastolatka pytanie „Jak mam sprawić, żeby zrobił to, czego chcę?” coraz częściej warto zastąpić pytaniem: „W których obszarach jego życia moja decyzja jest rzeczywiście konieczna, a gdzie mogę pozwolić mu decydować samemu?”.

Kiedy rodzic staje się zewnętrznym systemem zarządzania
W gabinecie można czasem obserwować ciekawy paradoks. Rodzic przychodzi z przekonaniem, że dziecko jest mało samodzielne, a w rozmowie okazuje się, że dorosły wykonuje wokół niego ogromną ilość pracy organizacyjnej.

„Przypominam mu rano, żeby wstał”.
„Pilnuję, żeby się ubrał”.
„Sprawdzam, czy spakował plecak”.
„Przypominam o lekcjach”.
„Pytam, czy zrobił zadanie”.
„Wieczorem sprawdzam, czy przygotował się na następny dzień”.
Rodzic robi to zwykle z bardzo konkretnego powodu. Wie, że jeśli nie przypomni, dziecko może zapomnieć. Wie, że jeśli nie dopilnuje, zadanie może nie zostać wykonane. Czasem wcześniej próbował się wycofać i skończyło się to problemami w szkole, konfliktem albo kolejnym nieprzyjemnym doświadczeniem.

W takiej sytuacji trudno powiedzieć rodzicowi po prostu: „Proszę przestać kontrolować”.

Kontrola bywa odpowiedzią na realne trudności dziecka. Bywa również odpowiedzią na lęk rodzica: „Jeśli ja tego nie dopilnuję, kto to zrobi?”.

W przypadku ADHD taki mechanizm może być szczególnie widoczny. Jeżeli dziecko ma trudności z organizacją, rozpoczęciem działania czy pamiętaniem o zadaniach, rodzic może z czasem zacząć pełnić funkcję zewnętrznego organizatora. I rzeczywiście – to może działać. Jeśli mama pięć razy przypomni o plecaku, plecak prawdopodobnie zostanie spakowany.

Problem pojawia się wtedy, gdy system działa wyłącznie dlatego, że rodzic go uruchamia. Dziecko ma wtedy niewiele okazji do rozwijania własnych sposobów organizowania działania.

Rozwiązaniem nie jest nagłe odebranie wszystkich podpór. Dziecko, które potrzebuje zewnętrznej struktury, nie nauczy się organizacji tylko dlatego, że dorosły powie: „Od dzisiaj radź sobie sam”.

Znacznie bardziej realistyczne jest stopniowe przekazywanie kolejnych elementów odpowiedzialności. Najpierw rodzic może przypominać. Później dziecko samo ustawia przypomnienie. Z czasem samo wybiera narzędzie, które pomaga mu pamiętać.

Narzędzie nie musi przy tym zniknąć. Jeżeli dziecko nadal potrzebuje kalendarza, aplikacji czy wizualnego planu, korzystanie z nich nie świadczy o porażce samodzielności.

Wsparcie i kontrola nie są tym samym
Rodzic może przygotować plan dnia, ponieważ wie, że dziecku łatwiej będzie wtedy rozpocząć zadania. Może też wymagać, aby dziecko dokładnie realizowało jego plan i rozliczać każdy krok.

W pierwszym przypadku mamy do czynienia ze wsparciem. W drugim pojawia się znacznie więcej kontroli.

Granica nie zawsze jest oczywista. Pomoc zaczyna przypominać kontrolę wtedy, kiedy dziecko ma coraz mniej możliwości wpływania na sposób działania, a coraz więcej zależy od tego, czy spełni oczekiwania dorosłego.

Wspieranie autonomii oznacza pozostawianie wyboru tam, gdzie wybór rzeczywiście jest możliwy.

Dziecko nie musi decydować o tym, czy pójdzie do szkoły, ale może mieć wpływ na to, w jakiej kolejności przygotuje się rano. Nie musi decydować, czy ma odrobić lekcje, ale może wybrać, od którego zadania zacznie. Przy korzystaniu z telefonu może uczestniczyć w ustalaniu sposobu, który ułatwi mu przejście do kolejnej aktywności.

W przypadku dzieci neuroróżnorodnych sposób dawania wyboru również wymaga dopasowania. Otwarte pytanie „Jak chcesz to zrobić?” dla jednego dziecka będzie pomocne, dla innego zbyt trudne. Wtedy lepiej zaproponować dwie konkretne możliwości.

To nadal jest wybór.

„Nie chcę” może znaczyć wiele różnych rzeczy
W pracy z rodzicami bardzo często wracamy do zdania: „On po prostu nie chce”.

Czasem rzeczywiście tak jest.

Ale „nie chcę” może również oznaczać:

„Nie wiem, jak zacząć”.
„Nie rozumiem, czego ode mnie oczekujesz”.
„To zadanie jest dla mnie za trudne”.
„Boję się, że sobie nie poradzę”.
„Jestem już przeciążony”.
„Nie potrafię przerwać tego, co właśnie robię”.
„Nie widzę sensu tego zadania”.
„Nie zgadzam się na sposób, w jaki mi to proponujesz”.
„Potrzebuję zrobić to inaczej”.
Dla rodzica różnica może być ogromna. Jeżeli dziecko nie chce, ponieważ zadanie jest nudne, można pracować nad tolerowaniem nieprzyjemnego wysiłku. Jeżeli nie zaczyna, ponieważ nie wie, od czego zacząć, potrzebuje zupełnie innego rodzaju pomocy.

Dlatego zanim zwiększymy presję, warto spróbować zrozumieć, co stoi za zachowaniem dziecka.

Nie chce czy nie potrafi?
Pomocne może być zadanie sobie pięciu pytań:

Czy dziecko wie, czego od niego oczekuję?

Czy wie, jak zacząć?

Czy potrafi wykonać zadanie na swoim obecnym poziomie umiejętności?

Czy warunki pozwalają mu je wykonać?

Czy rzeczywiście odmawia, czy sygnalizuje przeciążenie, lęk albo potrzebę wpływu?

Nie każda odpowiedź prowadzi do rezygnacji z wymagania. Czasem potrzebna jest większa jasność, rozbicie zadania na etapy, zmiana sposobu komunikacji albo pomoc w rozpoczęciu.

W przypadku dziecka autystycznego szczególnie pomocne może być sprawdzenie, czy trudność wynika z samego wymagania, czy także ze sposobu jego przedstawienia i warunków, w których ma zostać wykonane.

Jeżeli dziecko ma trudność z przechodzeniem między aktywnościami, komunikat „Wyłącz komputer natychmiast” może wywołać inną reakcję niż wcześniejsze uprzedzenie o końcu czasu, jasna informacja o tym, co wydarzy się potem, i możliwość przygotowania się do zmiany.

Niewielka modyfikacja środowiska czasami okazuje się skuteczniejsza niż kolejne zwiększanie kontroli.

Autonomia, kompetencja i relacja
Autonomia jest tylko jednym z elementów teorii autodeterminacji. Równie ważne są poczucie kompetencji i relacyjność.

Dziecko potrzebuje doświadczać, że potrafi coś zrobić i że jego wysiłek prowadzi do postępu. Potrzebuje też poczucia, że jest ważne dla innych niezależnie od tego, czy właśnie odrobiło lekcje, dostało dobrą ocenę albo zachowało się idealnie.

Relacja ma tu znaczenie praktyczne, a nie tylko emocjonalne. Dziecko, które wie, że może popełnić błąd, poprosić o pomoc i powiedzieć „nie wiem”, ma więcej przestrzeni do uczenia się. Trudniej rozwijać autonomię, jeśli każda porażka oznacza utratę aprobaty, a każda samodzielna decyzja staje się testem lojalności wobec rodzica.

Warto więc uważać na sytuacje, w których pochwała albo bliskość zaczynają być związane wyłącznie z osiągnięciami.

Nie ma nic złego w powiedzeniu: „Jestem z ciebie dumna” albo „Cieszę się, że udało ci się to zrobić”. Problem pojawia się wtedy, gdy dziecko zaczyna doświadczać, że jego wartość zależy od wyników albo zachowania zgodnego z oczekiwaniami dorosłych.

Bezpieczna relacja daje dziecku miejsce na próbowanie, popełnianie błędów i stopniowe przejmowanie odpowiedzialności.

W ADHD warto oddzielić trudność wykonawczą od odpowiedzialności
Dziecko z ADHD może doskonale wiedzieć, co powinno zrobić, i nadal mieć trudność z przejściem od wiedzy do działania.

„Wiem, że mam się uczyć”.

„Wiem, że powinienem posprzątać”.

„Wiem, że jutro mam sprawdzian”.

Samo wiedzenie nie gwarantuje wykonania.

Dlatego komunikat „Przecież doskonale wiesz, co masz zrobić!” może być niewystarczający. Bardziej pomocne bywa: „Wiesz, co masz zrobić. Zobaczmy teraz, co pomoże ci zacząć”.

To nie zwalnia dziecka z odpowiedzialności. Pozwala natomiast oddzielić odpowiedzialność za zadanie od założenia, że każda trudność z jego wykonaniem wynika ze złej woli.

U części dzieci z ADHD pomocne są zewnętrzne struktury: przypomnienia, krótkie etapy, wizualne plany, ograniczenie liczby jednoczesnych poleceń czy określony sposób rozpoczynania zadania. Jeżeli takie rozwiązanie realnie poprawia funkcjonowanie, nie musi być traktowane jako etap, który za wszelką cenę należy zakończyć.

Ważne jest, aby dziecko stopniowo przejmowało kontrolę nad korzystaniem z tych narzędzi.

W autyzmie ostrożnie z „samodzielnością za wszelką cenę”
Pod hasłem rozwijania samodzielności może kryć się oczekiwanie, że dziecko powinno nauczyć się funkcjonować dokładnie tak jak jego neurotypowi rówieśnicy.

Może to oznaczać nacisk na utrzymywanie kontaktu wzrokowego, określony sposób zachowania, rezygnowanie z własnych strategii regulacji albo znoszenie sytuacji, które są dla dziecka szczególnie obciążające, mimo że istnieją inne sposoby osiągnięcia tego samego celu.

Tymczasem nie każda różnica w zachowaniu jest deficytem, który trzeba wyeliminować.

Jeżeli dziecko potrzebuje słuchawek, żeby skoncentrować się w hałaśliwym miejscu, korzystanie ze słuchawek nie jest porażką samodzielności. Podobnie plan wizualny może pozostać potrzebnym narzędziem także wtedy, gdy dziecko jest starsze.

Jeżeli nastolatek potrzebuje więcej czasu na przygotowanie się do zmiany, warto najpierw sprawdzić, czy można zwiększyć przewidywalność sytuacji. Elastyczność pozostaje ważną umiejętnością, ale jej rozwijanie nie powinno sprowadzać się do wymuszania zgodności z normą.

Celem jest zwiększanie możliwości uczestniczenia w życiu, podejmowania decyzji i radzenia sobie w różnych sytuacjach, a nie eliminowanie wszystkich zachowań odbiegających od typowego sposobu funkcjonowania.

A co z maskowaniem?
W przypadku dzieci autystycznych warto uważać na sytuacje, w których rozwijanie kompetencji społecznych zaczyna oznaczać stałe ukrywanie własnych trudności albo potrzeb.

Dziecko może nauczyć się, że powinno wyglądać na spokojne, nie mówić o przeciążeniu, nie prosić o przerwę albo za wszelką cenę zachowywać się zgodnie z oczekiwaniami otoczenia.

Nie każde dostosowanie społeczne jest jednak maskowaniem. Uczenie się zasad komunikacji, uwzględniania innych ludzi czy funkcjonowania w grupie jest naturalną częścią rozwoju. Istotne jest pytanie, czego dziecko się uczy i jakim kosztem.

Badania nad kamuflowaniem w autyzmie wskazują na związki między nasileniem takich zachowań a różnymi trudnościami dotyczącymi dobrostanu psychicznego, poczucia siebie czy relacji. Nie można jednak traktować tej zależności jako prostego związku przyczynowego. Znaczenie ma kontekst społeczny, motywacja oraz rodzaj stosowanych strategii.

Jeżeli nowa umiejętność daje dziecku większy wybór sposobu reagowania i pomaga mu lepiej rozumieć sytuację, rozwijamy kompetencję. Jeżeli natomiast dziecko uczy się przede wszystkim ukrywać przeciążenie, ból czy własne potrzeby po to, by uniknąć negatywnej reakcji otoczenia, warto zatrzymać się i zastanowić, czy rzeczywiście uczymy samodzielności.

Rozwijanie kompetencji nie powinno prowadzić do przekazu: „Zasługujesz na akceptację wtedy, kiedy potrafisz zachowywać się jak inni”.

Konsekwencje to nie to samo co kara
Jednym z elementów uczenia odpowiedzialności jest możliwość doświadczenia związku między własnymi decyzjami a ich skutkami.

Warto rozróżnić konsekwencję od kary.

Konsekwencja może być naturalnym skutkiem decyzji. Jeżeli dziecko nie zabrało parasola, może zmoknąć. Jeżeli nastolatek nie przygotował stroju na trening, może nie mieć odpowiedniego ubrania. Dorosły nie musi automatycznie usuwać wszystkich takich skutków.

Kara jest natomiast celowo zastosowaną przez dorosłego dolegliwością mającą odpowiedzieć na zachowanie dziecka.

W przypadku dzieci neuroróżnorodnych trzeba dodatkowo sprawdzić, czego dana sytuacja może nauczyć. Jeżeli dziecko zapomniało czegoś z powodu rzeczywistych trudności z pamiętaniem i organizacją, samo doświadczenie kolejnej porażki nie musi nauczyć go skuteczniejszego planowania.

Dlatego konsekwencję warto połączyć z uczeniem strategii.

„Dzisiaj będziesz musiał poradzić sobie bez tego. Później zastanowimy się, co pomoże ci następnym razem pamiętać”.

Rozwiązaniem może być lista, alarm w telefonie, stałe miejsce na rzeczy przy drzwiach albo przygotowanie plecaka wieczorem.

Chodzi o to, żeby dziecko nie tylko doświadczyło skutku swojej decyzji, ale również miało szansę nauczyć się czegoś, co zwiększy prawdopodobieństwo innego rozwiązania następnym razem.

Nagrody mogą być użyteczne, ale nie powinny być jedynym sposobem motywowania
Wokół nagród narosło wiele uproszczeń. Nie każda nagroda niszczy motywację.

Strategie oparte na wzmacnianiu zachowania są jednym z dobrze zbadanych sposobów wspierania dzieci z ADHD, szczególnie wtedy, gdy stanowią część szerszego planu pracy. Nagroda może być pomocna, gdy zadanie jest odległe w czasie, mało atrakcyjne albo wymaga uruchomienia działania, które samo w sobie nie daje natychmiastowej satysfakcji.

Problem pojawia się wtedy, gdy zewnętrzna nagroda staje się jedynym sposobem uruchamiania zachowania i każda codzienna czynność zaczyna wymagać negocjacji: „Jeśli się nauczysz, dostaniesz…”, „Jeśli posprzątasz, dostaniesz…”.

Wtedy warto poszerzyć repertuar sposobów wspierania działania: pomóc dziecku zrozumieć cel, skrócić odległość między działaniem a jego skutkiem, dać ograniczony wybór, dostosować poziom trudności i rozwijać strategie organizacyjne.

Nie trzeba wybierać między wzmacnianiem zachowania a wspieraniem autonomii. Metody można dobierać do potrzeb dziecka i konkretnego celu.

Rodzic też ma prawo mieć ambiwalentne uczucia
W rozmowie o autonomii łatwo stworzyć obraz rodzica, który powinien po prostu przestać kontrolować i zaufać dziecku.

W rzeczywistym życiu nie jest to takie proste.

Rodzic może wiedzieć, że nadmiernie przypomina, a jednocześnie bać się, że bez przypominania dziecko poniesie kolejną porażkę. Może być zmęczony codziennymi konfliktami i mieć poczucie winy, kiedy próbuje się wycofać. Pamięta przecież, ile razy wcześniej dziecko sobie nie poradziło.

W przypadku dziecka neuroróżnorodnego ten lęk może być szczególnie zrozumiały. Trudności wykonawcze, komunikacyjne czy związane z regulacją nie znikają dlatego, że dorosły postanowi „bardziej zaufać dziecku”.

Dlatego zmiana nie powinna wyglądać jak gwałtowne przejście od pełnej kontroli do pełnej swobody. Bardziej realistyczne jest wspólne sprawdzanie, co dziecko już potrafi, gdzie nadal potrzebuje wsparcia i za które elementy może rzeczywiście przejąć odpowiedzialność.

Rodzic może powiedzieć:

„Nie będę robić tego za ciebie. Pomogę ci znaleźć sposób, dzięki któremu będziesz mógł zrobić to sam”.

A czasami:

„Widzę, że na tym etapie potrzebujesz, żebym nadal ci o tym przypominał. Zastanówmy się, jak możemy zrobić to tak, żebyś miał coraz większy wpływ na ten sposób organizacji”.

To jest znacznie bardziej realistyczne niż oczekiwanie, że rodzic z dnia na dzień przestanie pomagać.

Odpowiedzialność trzeba rzeczywiście przekazywać
Nie da się nauczyć odpowiedzialności, pozostawiając całą odpowiedzialność rodzicowi.

Jeśli nastolatek ma sam przygotować się do szkoły, ale rodzic codziennie go budzi, sprawdza plecak, przypomina o zadaniach, monitoruje oceny i kontaktuje się z nauczycielami, trudno oczekiwać, że pewnego dnia po prostu zacznie sam zarządzać swoim życiem.

Przekazywanie odpowiedzialności powinno odbywać się stopniowo. Na początku można wspólnie ustalić, co trzeba zrobić. Później zapytać: „Jak myślisz, co powinieneś zrobić jako pierwsze?”. Następnie: „Jaki masz plan?”. Kolejnym krokiem może być pytanie: „Jakiego narzędzia chcesz użyć, żeby o tym pamiętać?”.

W ten sposób rodzic nie znika, ale zmienia swoją rolę. Coraz mniej organizuje działanie za dziecko, a coraz częściej pomaga mu organizować je samemu.

W przypadku dziecka neuroróżnorodnego proces może wymagać większej liczby podpór i trwać dłużej. Odpowiedzialność nadal może jednak stopniowo przechodzić na dziecko.

Nie musi ona oznaczać wykonywania wszystkich funkcji bez wsparcia. Może oznaczać coraz większy udział w zarządzaniu własnym funkcjonowaniem.

Granice nadal są potrzebne
Wychowanie wspierające autonomię nie jest wychowaniem bez wymagań.

Dzieci potrzebują dorosłych, którzy potrafią powiedzieć „nie”, wyznaczyć granicę i zatrzymać zachowanie, które jest szkodliwe dla nich lub innych.

Potrzebują również dorosłych, którzy potrafią powiedzieć:

„Rozumiem, że nie masz ochoty. I jednocześnie trzeba to zrobić”.

W przypadku dziecka neuroróżnorodnego można dodać:

„Zastanówmy się, co pomoże ci to zrobić”.

Pomocą może być przerwa, zmiana kolejności, rozbicie zadania na mniejsze części, inny sposób komunikacji albo narzędzie organizacyjne. Czasami jednak rozwiązaniem będzie po prostu wykonanie zadania mimo braku ochoty.

Dostosowanie sposobu realizacji wymagania nie musi oznaczać rezygnacji z samego wymagania.

Jednocześnie warto sprawdzać, czy granica odpowiada rzeczywistej potrzebie. Czy zachowanie jest niebezpieczne, krzywdzące albo rzeczywiście ogranicza funkcjonowanie dziecka lub innych osób? Czy raczej przeszkadza mi dlatego, że nie wygląda tak, jak sobie wyobrażałem?

To rozróżnienie potrafi zmienić bardzo wiele.

Autonomia nie musi wyglądać tak samo u każdego dziecka
Łatwo stworzyć sobie obraz samodzielnego nastolatka: sam wstaje, organizuje naukę, pamięta o obowiązkach, zarządza czasem, rozwiązuje problemy i prosi o pomoc wtedy, kiedy jej potrzebuje.

To jeden z możliwych obrazów samodzielności, ale nie jedyny.

Autonomia może oznaczać samodzielne planowanie tygodnia, korzystanie z dobrze dobranego systemu przypomnień albo umiejętność powiedzenia: „Potrzebuję, żeby ktoś pomógł mi zaplanować ten tydzień”.

W każdym z tych przypadków możemy obserwować rozwijającą się sprawczość.

Dlatego warto patrzeć nie tylko na to, ile pomocy dziecko potrzebuje, ale także na to, jaką ma kontrolę nad swoim funkcjonowaniem.

Czy może wyrażać preferencje i uczestniczyć w podejmowaniu decyzji? Czy rozumie powody podejmowanych działań? Czy potrafi powiedzieć, czego potrzebuje? Czy zna strategie, które pomagają mu funkcjonować? Czy korzystanie ze wsparcia nie jest dla niego dowodem własnej niekompetencji? Z czasem powinno też przejmować odpowiedzialność za coraz większą liczbę obszarów swojego życia.

To są znacznie bardziej użyteczne pytania niż samo: „Czy robi wszystko sam?”.

Najtrudniejsza zmiana często dotyczy rodzica
Przejście od kontroli do autonomii dziecka wymaga od rodzica nie tylko znajomości technik, ale także tolerowania pewnego poziomu niepewności.

Jeżeli rodzic przestaje przypominać, dziecko może zapomnieć. Bez sprawdzenia plecaka może czegoś nie zabrać. Brak przypomnienia o nauce może skończyć się gorszym wynikiem. Kiedy nastolatek sam podejmie decyzję, może popełnić błąd.

To wszystko jest możliwe.

Autonomia nie oznacza stworzenia środowiska, w którym dziecko nie ponosi ryzyka ani nie doświadcza porażek. Chodzi o przestrzeń, w której może uczyć się podejmowania decyzji i ponoszenia ich konsekwencji w sposób adekwatny do wieku i możliwości.

Rodzic nadal może być obecny, obserwować, doradzać i pomagać przeanalizować sytuację. Nie zawsze musi jednak podejmować decyzję za dziecko.

To jedna z trudniejszych zmian w rodzicielstwie: zaakceptowanie, że skuteczne wychowanie nie polega na zapobieganiu każdemu błędowi.

Najważniejsze pytanie nie brzmi: „Jak sprawić, żeby chciało?”
Być może najważniejsza zmiana w myśleniu rodzica polega na odejściu od pytania:

„Jak sprawić, żeby moje dziecko chciało to zrobić?”.

Nie mamy pełnej kontroli nad tym, czego dziecko chce. Mamy natomiast wpływ na środowisko, w którym dorasta, sposób formułowania wymagań, rodzaj dostępnego wsparcia i przestrzeń pozostawioną na własne decyzje.

Granice mogą iść w parze z wyjaśnianiem ich sensu. Sposób wykonania zadania można dostosować do możliwości dziecka, a jednocześnie pozwolić mu doświadczyć sukcesu, błędu czy naturalnej konsekwencji. Pomoc nie musi oznaczać przejęcia całego działania. Narzędzie organizacyjne nie jest dowodem braku samodzielności.

W przypadku dziecka neuroróżnorodnego dochodzi jeszcze jeden ważny element: poznawanie własnego sposobu funkcjonowania. Dziecko powinno stopniowo dowiadywać się, co pomaga mu się organizować, kiedy potrzebuje przerwy, jakie warunki ułatwiają mu skupienie i jak może komunikować swoje potrzeby.

Z czasem rodzic powinien coraz mniej występować w roli osoby, która wie, co jest dla dziecka najlepsze, a coraz częściej w roli osoby, która pomaga mu poznać siebie, przewidywać konsekwencje i podejmować własne decyzje.

Od czego zacząć?
Nie trzeba zmieniać wszystkiego naraz.

Warto wybrać jeden obszar, w którym najczęściej dochodzi do konfliktu — poranne przygotowanie, naukę, obowiązki domowe albo przygotowanie plecaka. Przez kilka dni dobrze jest po prostu obserwować, co dokładnie dzieje się przed trudnym zachowaniem.

Zamiast pytać tylko: „Dlaczego on tego nie robi?”, spróbujmy ustalić, co dziecko już potrafi, gdzie zatrzymuje się działanie i jakiej pomocy rzeczywiście potrzebuje.

Potem można wybrać jedną rzecz, z której rodzic stopniowo się wycofa, i jedną, którą dziecko przejmie.

To wystarczy na początek.

Nie chodzi o to, żeby od jutra przestać przypominać, nigdy nie kontrolować i zawsze idealnie wspierać autonomię. Wystarczy jedna mała zmiana, którą da się rzeczywiście utrzymać.

Dziecko nie potrzebuje rodzica, który przez kilkanaście lat będzie jego zewnętrznym systemem zarządzania. Nie potrzebuje też rodzica, który zbyt wcześnie zostawi je samo z trudnościami, których jeszcze nie potrafi samodzielnie udźwignąć.

Potrzebuje dorosłego, który potrafi rozpoznać, kiedy przejąć część odpowiedzialności, kiedy wesprzeć, kiedy zaproponować narzędzie, a kiedy zrobić krok w tył.

W przypadku dziecka z ADHD drogą do większej autonomii może być nauczenie się korzystania z zewnętrznych struktur i przejęcie nad nimi kontroli. W przypadku dziecka autystycznego może to oznaczać rozwijanie możliwości komunikowania potrzeb, dokonywania wyborów, korzystania z dostosowań i uczestniczenia w decyzjach dotyczących własnego życia. U innego dziecka ważnym krokiem będzie stopniowe ograniczanie przypominania.

W żadnym z tych przypadków celem nie jest dziecko, które nie potrzebuje nikogo.

Celem jest człowiek, który coraz lepiej rozumie siebie, zna swoje możliwości i ograniczenia, potrafi podejmować decyzje, umie korzystać z potrzebnego wsparcia i stopniowo przejmuje odpowiedzialność za własne życie.

To jest znacznie więcej niż „motywacja”.

To rozwój autonomii.

Adres

Warsaw
02-729

Strona internetowa

Powiadomienia

Bądź na bieżąco: wyślemy Ci e-mail, gdy Beata Grotowska - psychoterapia opublikuje nowości i promocje. Twój adres e-mail nie zostanie wykorzystany do żadnego innego celu, a subskrypcję możesz anulować w dowolnym momencie.

Kontakt: Praktyka

Wyślij wiadomość do Beata Grotowska - psychoterapia:

Skróty

Udostępnij

Kategoria