Norbert Kuczko Gabinet Psychoterapii

Wskazówki dojazdu Strona internetowa

Norbert Kuczko Gabinet Psychoterapii Psychoterapia indywidualna w nurcie psychodynamicznym oraz ISTDP, psychoterapia par w nurcie systemowym

Są takie momenty, kiedy wchodzimy w tunel z nadzieją, że po drugiej stronie szybko zrobi się jasno.Psychoterapia bywa wt...
03/05/2026

Są takie momenty, kiedy wchodzimy w tunel z nadzieją, że po drugiej stronie szybko zrobi się jasno.

Psychoterapia bywa wtedy wyobrażona jak skrót — szybka ulga, szybkie „naprawienie”, szybki powrót do siebie.

Ale to rzadko tak działa.

Psychoterapia jest procesem.
Nie obietnicą natychmiastowej poprawy, tylko drogą, która dzieje się w relacji.

Czasem zaczyna się od światła — od ulgi, że ktoś słucha, rozumie, jest obok.
A potem przychodzi moment, kiedy robi się ciemniej. Bo żeby naprawdę coś się zmieniło, trzeba dotknąć tego, co było omijane, tłumione, przykryte.

To właśnie ten tunel.

Niektórzy zatrzymują się wtedy i zawracają.
Bo nie tego się spodziewali.
Bo miało być szybciej, lżej, prościej.

A jednak to przejście ma sens.

Bo po drugiej stronie nie czeka „lepsza wersja siebie” zbudowana na skróty —
tylko bardziej prawdziwe życie.

Kluczowe jest przymierze.
Sojusz, w którym nie idzie się samemu.

Terapeuta nie „naprawia” z zewnątrz.
Staje raczej ramię w ramię z tym, co żywe w pacjencie — z jego sercem, z jego zdolnością do czucia —
i wspólnie mierzą się z tym, co przez lata oddzielało od życia.

Z różnymi obronami.
Tymi subtelnymi i tymi bardzo silnymi.

Nie po to, żeby je zniszczyć,
ale żeby zobaczyć, co chronią — i czy nadal są potrzebne.

Czasem droga do ponownego rozkwitu prowadzi właśnie przez ciemność.
Przez złość, smutek, lęk, żal.

Ale nie w samotności.

I może to jest najważniejsze —
że nawet w najciemniejszym fragmencie tunelu ktoś idzie obok.

Patrzysz czasem na swoje życie i masz wrażenie, że „z tego już chyba nic nie wyrośnie”.Jakby wszystko zatrzymało się w m...
19/04/2026

Patrzysz czasem na swoje życie i masz wrażenie, że „z tego już chyba nic nie wyrośnie”.

Jakby wszystko zatrzymało się w miejscu. Jakby potencjał gdzieś się zgubił, a to, co miało zakwitnąć — nigdy nie miało na to szansy.

A jednak… proces dojrzewania rzadko jest widowiskowy.

Częściej jest cichy, niewidoczny, trudny do wytrzymania. Dzieje się pod powierzchnią — w napięciu, w niepewności, w momentach, kiedy najchętniej chcielibyśmy już mieć odpowiedź: „dokąd to zmierza?”.

I właśnie wtedy, kiedy wydaje się, że nic się nie dzieje — coś bardzo istotnego zaczyna się poruszać.

Jak ten mały pączek na gałęzi.
Jeszcze zamknięty.
Jeszcze nie wiadomo, czy się rozwinie.
Jeszcze nie wiadomo — kiedy.

Ale jednak jest.

W pracy psychoterapeutycznej to chyba najbardziej fascynujące — możliwość towarzyszenia w tym miejscu „pomiędzy”.
Między zwątpieniem a pierwszym sygnałem życia.
Między beznadzieją a doświadczeniem, że coś w nas jednak chce rosnąć.

Czasem to oznacza zatrzymanie się przy tym, co trudne.
Czasem — odważne przyglądanie się uczuciom, które długo były omijane.
Czasem — powolne odzyskiwanie kontaktu z własną siłą, która gdzieś była, tylko przykryta.

I nagle, niepostrzeżenie, pojawia się zmiana.

Nie spektakularna.
Nie natychmiastowa.

Ale prawdziwa.

Może właśnie taka, która przypomina, że życie ma swoje tempo.
I że wzrost nie zawsze wygląda tak, jak się go spodziewamy.

Niedawno spacerując plażą nad Bałtykiem zauważyłem niezwykły spektakl światła i cienia — jasności i ciemności spotykając...
11/04/2026

Niedawno spacerując plażą nad Bałtykiem zauważyłem niezwykły spektakl światła i cienia — jasności i ciemności spotykających się na jednej linii horyzontu.

Z jednej strony niebo rozświetlone, spokojne.
Z drugiej — ciężkie, ciemne i niepokojące chmury.

To obudziło we mnie refleksję, że podobnie jest w życiu.

🌤️ Jest w nas światło — to, co znamy, rozumiemy, co chcemy pokazać. Nasza siła, wrażliwość, kompetencje, to wszystko, co buduje spójny obraz siebie.

🌑 Ale równolegle istnieje cień.

W ujęciu Carla Gustava Junga cień to nie tylko „ciemna strona”. To cała ta część nas, której nie dopuszczamy do świadomości:
– niewyrażone emocje,
– trudne doświadczenia,
– potrzeby, które kiedyś nie mogły zostać przyjęte.

I podobnie jak na tym obrazie — jedno istnieje obok drugiego.

Nie ma prostego podziału.
Nie ma życia wyłącznie w świetle.

Im bardziej próbujemy trzymać się tylko jasnej strony, tym bardziej cień zaczyna dochodzić do głosu:
– w napięciu, które trudno wyjaśnić,
– w reakcjach, które nas zaskakują,
– w tym, co nas intensywnie porusza w innych ludziach.

Bo cień nie znika. On czeka.

Granica między światłem a cieniem jest płynna — zmienia się, przesuwa, oddycha. I może właśnie w tej niejednoznaczności jest coś najbardziej ludzkiego.

Psychoterapia nie polega na wyborze jednej strony.
Polega na odwadze, by zobaczyć obie.
Ten proces polega na czymś znacznie trudniejszym i bardziej prawdziwym:
na poszerzaniu światła tak, aby mogło objąć cień.

By uznać, że jesteśmy jednocześnie światłem i cieniem.
I że dopiero przyjmując tę całość, możemy naprawdę być sobą.

Czasem człowiek trafia do gabinetu nie dlatego, że „coś się dzieje”, ale dlatego, że jest już zwyczajnie za ciężko.Lubię...
02/03/2026

Czasem człowiek trafia do gabinetu nie dlatego, że „coś się dzieje”, ale dlatego, że jest już zwyczajnie za ciężko.

Lubię myśleć o psychoterapii jak o wędrowce, podczas której można się na chwilę zatrzymać. Na chwilę, w której można wreszcie zdjąć plecak z ramion i sprawdzić, co właściwie się w nim niesie.

Zdarza się, że na koniec wspólnej drogi w terapii padają poruszające słowa:

„Zajrzałem do swojego plecaka – i zdecydowałem, czego już nie chcę dźwigać.”

To zdanie dobrze oddaje istotę zmiany, jaka dokonuje się w psychoterapii.

W psychoterapii psychodynamicznej – szczególnie w podejściu ISTDP – nie zaczynamy od zmieniania świata. Nie przestawiamy od razu zewnętrznych okoliczności. Zaczynamy od odwagi zaglądania do środka.

Do uczuć, których przez lata nie było wolno czuć.
Do lęku, który przykrywał złość.
Do złości, która chroniła przed bólem.
Do wstydu, który kazał wszystko nieść samemu.

Ten „plecak” bywa wypełniony po brzegi:
– cudzymi oczekiwaniami,
– dawnymi lękami,
– wewnętrznym przymusem: „muszę”, „powinienem”, „nie wolno mi”,
– surowym, krytycznym głosem wobec samego siebie.

Zmiana w terapii nie polega na magicznym usunięciu trudności z życia.
Polega na tym, że przestajemy automatycznie dźwigać to, co kiedyś było konieczne, by przetrwać.

W ISTDP pracujemy bardzo konkretnie – z tym, co dzieje się tu i teraz w relacji terapeutycznej. Z napięciem w ciele. Z unikaniem. Z mechanizmami obronnymi, które kiedyś chroniły, a dziś ograniczają. Krok po kroku docieramy do żywego doświadczenia emocji – nie w teorii, lecz w bezpośrednim przeżyciu.

Sednem tej pracy jest jednak coś fundamentalnego:

doświadczenie bycia przyjętym z tym, co jest.

Z własną złością.
Z bezradnością.
Z pragnieniem bliskości.
Z bólem.

Bez zawstydzania.
Bez odrzucenia.
Bez konieczności udowadniania swojej wartości.

Kiedy ktoś może przeżyć swoje uczucia w bezpiecznej relacji – zaczyna odkładać część ciężaru. Nie dlatego, że ktoś mu każe. Nie dlatego, że „tak trzeba”.
Ale dlatego, że już nie musi tak bardzo się bronić.

Czasem największa zmiana polega na tym, że człowiek przestaje walczyć ze sobą.

A wtedy nawet jeśli świat zewnętrzny wygląda podobnie – wewnętrznie pojawia się więcej przestrzeni.
Więcej wyboru.
Więcej łagodności wobec siebie.
Więcej wolności.

A Ty — co niesiesz dziś w swoim plecaku?

Dziś Dzień Walki z Depresją.Nie napiszę, że „wszystko będzie dobrze”.Chcę napisać o ciszy, która potrafi zabijać.Depresj...
23/02/2026

Dziś Dzień Walki z Depresją.
Nie napiszę, że „wszystko będzie dobrze”.

Chcę napisać o ciszy, która potrafi zabijać.

Depresja bardzo często nie przypomina smutku - ten łatwo rozpoznać.
U mężczyzn częściej widzę milczenie. Rozdrażnienie. Wycofanie. Pracę ponad siły. Alkohol. „Jest okej”.

I słyszę zdania:
– „Nie będę się nad sobą użalał.”
– „Inni mają gorzej.”
– „Muszę ogarnąć.”

Tymczasem depresja to choroba. Jak każda inna – nieleczona może być śmiertelna.
To nie widzimisię. Nie brak charakteru. Nie lenistwo.

Kobiety częściej proszą o pomoc.
Mężczyźni częściej odbierają sobie życie.

Często dlatego, że decydują zostać ze swoim cierpieniem sami.

Jeśli jesteś mężczyzną i czytasz te słowa – proszenie o pomoc nie odbiera Ci siły. Czasem jest pierwszym realnym aktem odpowiedzialności za siebie i swoich bliskich.

A jeśli jesteś blisko kogoś, kto „jakoś ostatnio zniknął” – zapytaj. Nie o to, czy daje radę. Tylko jak naprawdę się czuje.

Depresję się leczy.
Ale najpierw trzeba przestać udawać, że jej nie ma.

O tym jak niechcący robimy sobie to, czego najbardziej się boimy.W relacji bardzo często nie spotykają się dwie „cechy c...
10/02/2026

O tym jak niechcący robimy sobie to, czego najbardziej się boimy.

W relacji bardzo często nie spotykają się dwie „cechy charakteru”, tylko dwie reakcje, które zaczynają się nawzajem napędzać.

Weźmy klika codziennych przykładów:

🔁 Ona naciska → On się wycofuje
Ona coraz bardziej domaga się rozmowy i bliskości.
On, czując presję, milknie i znika emocjonalnie.
Im bardziej ona naciska, tym bardziej on się zamyka.
Im bardziej on się zamyka, tym bardziej ona naciska.

🔁 On krytykuje → Ona się broni
On mówi „bo ty zawsze…”, „z tobą nigdy…”.
Ona przestaje słuchać i zaczyna się bronić.
Im bardziej ona się broni, tym ostrzejsza krytyka.
Im ostrzejsza krytyka, tym grubsza zbroja.

🔁 Jedno rani → drugie oddaje
Nie wprost, nie od razu.
Ciszą. Dystansem. Sarkazmem.
Każde czuje się coraz bardziej samotne, choć są razem.

I teraz rzecz kluczowa:
➡️ To nie są „źli ludzie”. To są ludzie w pętli.

Sprzężenie zwrotne działa automatycznie, dopóki ktoś go nie zauważy.
Dopóki nie pojawi się moment:
„Zatrzymajmy się. Sprawdźmy, co my sobie nawzajem robimy — i po co.”

W terapii par nie szukamy winnego.
Szukamy mechanizmu.
Bo kiedy para zaczyna widzieć pętlę — pojawia się wybór.
A tam, gdzie jest wybór, wraca odpowiedzialność, ulga i realna zmiana.

Czasem pierwszy krok to nie lepsza komunikacja tylko odwaga, by zobaczyć własne miejsce w tym tańcu, który nabierając tempa może stać się tańcem szalonym i wyczerpującym.

Zdarza Ci się czasem przyłapać na tym, że próbujesz czytać w myślach innych?Mało tego — masz wręcz pewność, co oni myślą...
03/02/2026

Zdarza Ci się czasem przyłapać na tym, że próbujesz czytać w myślach innych?
Mało tego — masz wręcz pewność, co oni myślą?

„On jest na mnie zły.”
„Ona mnie ocenia.”
„Widzę, że czegoś ode mnie chce.”

Brzmi znajomo?

W psychoterapii nazywamy to projekcją. To mechanizm obronny, który uruchamia się wtedy, gdy jakieś uczucie w nas jest zbyt trudne, zbyt bolesne albo zbyt niebezpieczne, żeby je poczuć bezpośrednio.

Jeśli dziecko orientuje się, że nie ma miejsca na złość, lęk, potrzebę bliskości czy własną wolę – te doświadczenia nie znikają. Dorosły człowiek nadal je nosi w sobie, tylko często nie wie, że to jego uczucia.

Wtedy:
zamiast poczuć złość → widzimy ją w innych
zamiast zauważyć lęk → czujemy się atakowani
zamiast przyznać się do potrzeb → mamy wrażenie, że inni czegoś od nas chcą

Problem z projekcją polega na tym, że ona naprawdę boli.

Człowiek żyjący za szybą projekcji:
– często czuje się niezrozumiany
– ma wrażenie, że inni go oceniają albo odrzucają
– żyje w ciągłym napięciu i czujności
– doświadcza samotności, nawet będąc w relacjach

Bo reaguje nie na to, co naprawdę dzieje się między ludźmi, tylko na własne emocje, których nie potrafi jeszcze unieść w sobie.

Im więcej projekcji, tym bardziej świat wydaje się zagrażający.
A im bardziej świat wydaje się zagrażający, tym trudniej o bliskość i spokój.

Dlatego w terapii nie „zabieramy” projekcji na siłę. Najpierw budujemy bezpieczeństwo. Pomagany człowiekowi krok po kroku uczyć się znoszenia własnych uczuć — bez uciekania przed nimi i bez przerzucania ich na innych.

Każda projekcja to ślad po doświadczeniu, które kiedyś było za trudne.
A każda cofnięta projekcja to mniej lęku, mniej napięcia i więcej prawdziwego kontaktu — ze sobą i z innymi.

Jeśli masz wrażenie, że ludzie często wydają Ci się źli, oceniający albo zagrażający, to być może nie świat jest problemem.
Być może coś w Tobie bardzo długo musiało być niesione w samotności.

Tak często wolimy siebie „w promieniach słońca” – w tym, co akceptowalne, rozsądne, silne, poukładane i przyjemne dla in...
26/01/2026

Tak często wolimy siebie „w promieniach słońca” – w tym, co akceptowalne, rozsądne, silne, poukładane i przyjemne dla innych. Chętnie opowiadamy o tej wersji siebie, chętnie ją prezentujemy. A to, co w cieniu, próbujemy pominąć. Zepchnąć. Udawać, że nie istnieje.

Carl Gustav Jung pisał o Cieniu jako o tej części psychiki, której nie chcemy widzieć – bo zawiera impulsy, emocje i pragnienia, które nie pasują do obrazu „jakim powinienem być” albo „jakim wyobrażam sobie, że inni chcą mnie widzieć”. Problem w tym, że zaprzeczony cień nie znika. Zaczyna działać z ukrycia. W relacjach, w objawach, w nagłych wybuchach, w poczuciu wewnętrznego pęknięcia.
Zostaje nam wtedy tworzyć i pielęgnować iluzję - kogoś „świetlistego”. W nurcie ISTDP często mówimy o tym, że iluzja bywa przyjemniejsza niż realność. Iluzja kontroli, spokoju, „ogarnięcia”. Tyle że organizm i emocje nie dają się oszukać na długo. To, co nieprzeżyte i nieuznane, wraca – zwykle wtedy, gdy najmniej tego chcemy.

Zdrowe JA nie wyłania się z samego światła. Wyłania się wtedy, gdy zaczynamy widzieć całość: i słońce, i cień. Gdy przestajemy walczyć z tym, co w nas trudne, a zaczynamy to rozumieć i integrować.
Bo dopiero tam, gdzie nie trzeba niczego wypierać, pojawia się prawdziwa wewnętrzna wolność.

Kto z nas nie tęsknił za tym, że w końcu w życiu pojawi się człowiek – żona, mąż, partner, przyjaciel – ktoś kto wreszci...
20/01/2026

Kto z nas nie tęsknił za tym, że w końcu w życiu pojawi się człowiek – żona, mąż, partner, przyjaciel – ktoś kto wreszcie odpowie na wszystkie moje potrzeby. Najlepiej zawsze i dokładnie wtedy, kiedy tego potrzebuję i w takiej formie w jakiej aktualnie tego potrzebuję. Oczywiście racjonalnie zgodnie stwierdzimy, że to przecież nierealne - ale emocjonalnie trudno się z tym pogodzić. Może więc jednak jeśli jeszcze trochę poczekam, poszukam, zmienię relację… w końcu się zjawi.

W psychoterapii widać, jak silnie ta nadzieja potrafi trzymać.
I jak bardzo potrafi oddalać od realnego kontaktu.
Bo każdy realny człowiek prędzej czy później zawodzi – nie ze złej woli, ale z powodu swoich ograniczeń.

Prawda jest trudna, ale uwalniająca:
nie ma takiego człowieka, który odpowie na wszystkie moje potrzeby, zawsze i na czas.
Kiedy trzymamy się tej fantazji, relacje nieuchronnie kończą się rozczarowaniem, pretensją albo wycofaniem.

Żeby móc kochać realnie, trzeba przeżyć żałobę po idealnym obiekcie.
Po wyobrażeniu relacji, która wypełni wszystko i naprawi dawny brak.
To nie jest rezygnacja z miłości – to pożegnanie iluzji.

Z urealnienia wyłania się coś znacznie trwalszego.
Relacja, w której są potrzeby, granice i niedopasowania.
I miłość, która nie polega na byciu wszystkim dla siebie nawzajem,
ale na byciu wystarczająco obecnym, prawdziwym i odpowiedzialnym.

Adres

Aleja Jana Chrystiana Szucha 2/4
Warsaw

Strona internetowa

Powiadomienia

Bądź na bieżąco: wyślemy Ci e-mail, gdy Norbert Kuczko Gabinet Psychoterapii opublikuje nowości i promocje. Twój adres e-mail nie zostanie wykorzystany do żadnego innego celu, a subskrypcję możesz anulować w dowolnym momencie.

Skróty

Udostępnij

Kategoria