22/05/2026
Bez czego nie wyobrażam sobie pracy w obszarze pieczy zastępczej?
Końcówka maja bardzo mocno osadza mnie w pracy z rodzicami zastępczymi. Ten tydzień był wypełniony badaniami kandydatów, grupami wsparcia a w przyszłym tygodniu rozpoczynam kolejną edycję szkolenia dla przyszłych rodziców zastępczych.
Był też pełen siły, empatii, historii- często bardzo trudnych i szukania nieoczywistych rozwiązań.
Praca w obszarze pieczy zastępczej nauczyła mnie, że nie da się pomagać skutecznie bez zrozumienia kilku, fundamentalnych spraw.
A filozofia psychoterapii systemowej szalenie mi to ułatwia i układa.
I nie.
Nie ma każdym etapie swojej pracy, rozumiałam to tak, jak rozumiem dziś. Niestety.
Nie wyobrażam sobie tej pracy bez cierpliwości- bo dzieci po trudnych doświadczeniach nie ufają od razu. Potrzebują czasu, przewidywalności i obecności, która nie znika po pierwszym kryzysie.
Nie wyobrażam sobie jej bez empatii- tej prawdziwej, która nie ocenia, ale próbuje zrozumieć zachowanie ukryte za złością, wycofaniem czy buntem oraz funkcje tego zachowania.
Nie wyobrażam sobie jej także bez odporności psychicznej i dbaniu o swoją równowagę. Piecza zastępcza to kontakt z historiami, które zostają w człowieku na długo. Trzeba umieć pomagać, nie tracąc siebie. Dziś nie wyobrażam sobie tej pracy bez superwizji, własnej psychoterapii i kontaktu z własnymi zranieniami.
Nie wyobrażam sobie tej pracy bez rozumienia, że system pieczy zastępczej jest pełen cierpienia, którego doświadczają wszyscy członkowie tego systemu. Nie ma tu cierpienia mniejszego czy większego. Uprawnionego czy nieuprawnionego.
I każde z tych cierpień potrzebuje zauważenia.
Nie wyobrażam sobie dziś tej pracy bez zrozumienia, że czasami pomimo najlepszych intencji, ktoś nie chce przyjąć naszej pomocy. I że to, co jesteśmy w stanie dać drugiej osobie, zwyczajnie może spotkać się z odrzuceniem.
Nie wyobrażam sobie patrzenia na system pieczy zastępczej bez zrozumienia, że jest to system. Nie jest odrębną historią dziecka, tylko jest osadzony w jakimś kontekście, który wspólnie tworzymy. Widzę i uznaję niedoskonałość tego systemu. I w ramach niego staram się robić wszystko, co w mojej mocy.
A mój wrodzony bunt pomaga mi przyjąć perspektywę, że żeby skutecznie pomóc, trzeba dostosować system do potrzeb, a nie potrzeby do systemu.
I wreszcie- nie wyobrażam sobie tej pracy bez nadziei. Nawet wtedy, gdy dziecko wielokrotnie słyszało, że jest "trudne", "za późno", "nie do uratowania". Bo czasem jedna bezpieczna relacja potrafi zmienić całe życie.