31/07/2026
Anna Król-Kuczkowska:
Mentalizacja to zdolność do elastyczności w myśleniu, do łączenia w swoim umyśle różnych punktów widzenia.
Przekonanie, że umysł nie jest przezroczysty, że nawet jeśli kogoś doskonale znamy, to nie zajrzymy w jego myśli czy uczucia, i że zawsze możemy w naszym osądzie się pomylić jest do tego niezbędne.
Może za dziesięć lat to się zmieni, ale w świetle tego, co dziś wiemy o terapii, zdolność do mentalizowania to kamień węgielny zdrowia psychicznego człowieka.
Cveta Dimitrova:
Skoro nie możemy zajrzeć do czyjegoś umysłu, to na jakiej podstawie terapeuta konstruuje obraz tego, co przeżywa pacjent? Subiektywnej opowieści pacjenta o dzieciństwie?
AKK:
Do zrozumienia sposobu, w jaki pacjent funkcjonuje, niezbędne jest uświadomienie dotychczas nieprzeżytych uczuć do pierwszych ważnych obiektów – rodziców, rodzeństwa, innych znaczących osób z otoczenia.
Sama umiejętność opowiedzenia sobie - co czuliśmy, co rozmaite rzeczy dla nas oznaczały, pewien rodzaj uczciwości emocjonalnej, jest bardzo pomocna. Czasem trudno nauczyć się rozumienia siebie i innych bez powrotu do wczesnych doświadczeń.
Wiemy z neuronauki, że zaniedbania emocjonalne, przewlekła bądź jednostkowa trauma, uszkadzają obszar w mózgu związany z mową.
W związku z tym spójna narracja o własnym życiu łącząca świadomość faktów, rozumienia ich i związane z nimi uczucia jest niezwykle trudna.
Już na samym poziomie biologicznym spójne opowiedzenie sobie faktów i emocji jest dla tych pacjentów niedostępne.
Zwykle nawet, jeśli przed zgłoszeniem na terapię wielokrotnie mówili o swoich doświadczeniach, to w sposób odłączony od emocji lub w takim ich zalewie, że ich możliwość myślenia była bardzo ograniczona.
Zarówno w jednym, jak i drugim przypadku jakiś ważny aspekt przeżywania – refleksja lub czucie – został wycięty. A w terapii może być przywrócony.
Fragment z książki "Psychoterapia dziś" pod redakcją Zofii Milskiej - Wrzosińskiej, wyd PWN.