01/02/2026
Ż𝕠ł𝕟𝕚𝕖𝕣𝕫𝕖 𝕀 𝕨𝕠𝕛𝕟𝕪 ś𝕨𝕚𝕒𝕥𝕠𝕨𝕖𝕛 𝕫 𝕎𝕠𝕝𝕚 ℤ𝕒𝕣𝕔𝕫𝕪𝕔𝕜𝕚𝕖𝕛
Pamięć pozostała jedynym miejscem, w którym można go dziś odnaleźć.
98. Jan Watras
Status: poległ
Stopień: strzelec
Rodzice: Szymon Watras (1865–1908) i Marianna Sieńko (1870–1941)
Jan Watras był strzelcem landszturmu w cesarsko-królewskim Pułku Strzelców nr 5 (Galicja, Łańcut). Jego stopień oznacza, że nie był zawodowym szeregowcem, lecz rezerwistą zmobilizowanym w ostatnich latach wojny do służby czynnej.
Jan przyszedł na świat 22 stycznia 1896 roku jako pierworodny syn Szymona Watrasa i Marianny Sieńko. Rodzina zamieszkiwała dom nr 483 w Woli Zarczyckiej. Pod koniec 1897 roku na świat przyszła córka Agnieszka, a kilka lat później kolejne dzieci – Piotr i Aniela. Jan był więc najstarszy – miał dwie siostry i brata. Wszystkie dzieci były zdrowe, co w tamtych realiach stanowiło ogromne szczęście. Każda para rąk była na wagę złota, gdy pracy nigdy nie brakowało.
Gdy Jan miał zaledwie 12 lat, zmarł jego ojciec – Szymon. Miał tylko 43 lata. Głowa rodziny, mentor, wzór do naśladowania – zniknął nagle, pozostawiając rodzinę samą z codziennym trudem. W akcie zgonu jako przyczynę śmierci wpisano „asthma” – termin, który wówczas oznaczał duszność, najczęściej związaną z niewydolnością serca lub zaawansowaną chorobą płuc. Dla rodziny był to cios, z którego zapewne nigdy w pełni się nie podniosła.
Na Mariannę spadł cały ciężar wychowania dzieci. Nigdy ponownie nie wyszła za mąż – nie wiadomo dlaczego. Być może nie było na to ani sił, ani warunków. W genealogii Jana odnajduję wiele bliskich mi osób – jesteśmy dalekimi krewnymi (drugi kuzyn w trzeciej linii). Jego bezpośrednimi przodkami byli m.in. Wojciech Buczkowski i Barbara Kurcaba oraz Walenty Banaś i Katarzyna Kozyra – również moi przodkowie. Największym zaskoczeniem podczas pracy nad tą historią był dla mnie fakt, że siostra Jana, Aniela, była chrzestną mojego dziadka – Franciszka Pieróg. Historia zatoczyła koło w sposób, którego zupełnie się nie spodziewałam.
Ale wróćmy do losów Jana.
W latach 1915–1916, po ogromnych stratach armii austro-węgierskiej, rozszerzono pobór i obniżono wiek mobilizacji. Dla młodych mężczyzn z Galicji oznaczało to jedno – wojsko.
Jak wyglądał pobór? Bardzo typowo:
ogłoszenie mobilizacji w gminie,
wezwanie przez wójta lub żandarma,
stawienie się w punkcie zbiorczym (np. w Łańcucie),
pobieżne badanie lekarskie,
wcielenie do jednostki.
Cały proces mógł trwać zaledwie kilka dni. Jan trafił do landszturmu – formacji pierwotnie przeznaczonej dla starszych roczników, ale pod koniec wojny włączano do niej także bardzo młodych, słabo wyszkolonych chłopców, kierowanych do zadań pomocniczych i obronnych. Oznaczało to krótkie szkolenie i szybkie wysłanie na front, często bez realnego przygotowania bojowego.
Najprawdopodobniej Jan trafił na front wschodni. Tam dostał się do niewoli rosyjskiej. Jako bardzo młody chłopak przetrwał ją – co samo w sobie było ogromnym wyczynem. W 1918 roku został formalnie zwolniony i skierowany w drogę powrotną do domu. Nigdy jednak do niego nie dotarł.
W księdze status animarum ksiądz przy jego imieniu zapisał: „umarł na wojnie w czerwcu 1918 roku”. Nie oznacza to śmierci na polu bitwy ani w samej niewoli. Najprawdopodobniej Jan zmarł podczas drogi powrotnej – w czasie wędrówki pieszej lub transportu koleją towarową, bez regularnego wyżywienia, opieki medycznej i w stanie skrajnego wyczerpania. Przetrwał niewolę, ale nie przetrwał wojny.
Zmarł cicho i anonimowo, daleko od domu. Jego śmierć była jedną z tysięcy podobnych – bezimiennych, niewidocznych, zapisanych jedynie w urzędowych adnotacjach.
Matka do końca życia nie wiedziała, co dokładnie stało się z jej pierworodnym synem. Trudno sobie wyobrazić, przez co musiała przechodzić. Marianna Watras zmarła 13 grudnia 1941 roku w Woli Zarczyckiej. Być może dopiero wtedy los pozwolił jej znów spotkać się z synem.
Młodsze rodzeństwo Jana założyło rodziny, a geny Watrasów zostały przekazane dalej. Linia Jana wygasła – nie z jego winy.
Niech spoczywają w pokoju, gdziekolwiek są.
́wiatowa