Wola Zarczycka- śladami przodków

Wola Zarczycka- śladami przodków Nigdy nie zapomnij skąd pochodzisz.

Każda złotówka się liczy.... Błagamy o pomoc😓
11/03/2026

Każda złotówka się liczy.... Błagamy o pomoc😓

Dystrofia mięśniowa Duchenne’a (DMD) to bezlitosna, postępująca choroba genetyczna, która dotyka przede wszystkim chłopców. W Polsce każdego roku około 30–40 r…

Ż𝕠ł𝕟𝕚𝕖𝕣𝕫𝕖 𝕀 𝕨𝕠𝕛𝕟𝕪 ś𝕨𝕚𝕒𝕥𝕠𝕨𝕖𝕛 𝕫 𝕎𝕠𝕝𝕚 ℤ𝕒𝕣𝕔𝕫𝕪𝕔𝕜𝕚𝕖𝕛𝙒𝙧𝙖𝙘𝙖 𝙨𝙞𝙚̨ 𝙯 𝙬𝙤𝙟𝙣𝙮… 𝙖𝙡𝙚 𝙣𝙞𝙚 𝙯𝙖𝙬𝙨𝙯𝙚 𝙬𝙧𝙖𝙘𝙖 𝙨𝙞𝙚̨ 𝙙𝙤 𝙯̇𝙮𝙘𝙞𝙖99. Jakub Witkowski...
04/02/2026

Ż𝕠ł𝕟𝕚𝕖𝕣𝕫𝕖 𝕀 𝕨𝕠𝕛𝕟𝕪 ś𝕨𝕚𝕒𝕥𝕠𝕨𝕖𝕛 𝕫 𝕎𝕠𝕝𝕚 ℤ𝕒𝕣𝕔𝕫𝕪𝕔𝕜𝕚𝕖𝕛

𝙒𝙧𝙖𝙘𝙖 𝙨𝙞𝙚̨ 𝙯 𝙬𝙤𝙟𝙣𝙮… 𝙖𝙡𝙚 𝙣𝙞𝙚 𝙯𝙖𝙬𝙨𝙯𝙚 𝙬𝙧𝙖𝙘𝙖 𝙨𝙞𝙚̨ 𝙙𝙤 𝙯̇𝙮𝙘𝙞𝙖

99. Jakub Witkowski
Status: ranny
Stopień: szeregowy

Rodzice: Jan Witkowski (1855–1911) i Magdalena Sroka (1856–1925)

Szeregowy Pułku Piechoty nr 90, 3 Kompania, Galicja – Łańcut.
Urodzony 14 lipca 1886 roku w Woli Zarczyckiej, jako pierworodny syn Jana Witkowskiego i Magdaleny Sroka. Rodzina Witkowskich od kilku pokoleń była silnie związana z tą miejscowością, a korzenie matki Jakuba sięgały pobliskiej Brzózy Królewskiej. Magdalena miała nieślubnego syna- Gabriela (urodzonego 7 kwietnia 1883)

Jakub miał kilka sióstr, w tym bliźniaczki:

1. Marianna Witkowska ur. 22.05.1889 r.

2. Katarzyna i Zofia Witkowskie ur. 28.03.1892 r.

●Katarzyna wyszła za mąż 04.02.1925 r. w Woli Zarczyckiej za Marcina Kwaśniaka (wdowca po Zofii Klimek). Marcin zmarł 28.01.1932 r.
W akcie urodzenia Katarzyny widnieje późniejszy dopisek z datą 14.06.1933 – dotyczący nieślubnego dziecka.

●Zofia Witkowska poślubiła Marcelego Krzemińskiego 14 sierpnia 1918 r. Prawdopodobnie miała także nieślubną córkę Mariannę, która zmarła jako noworodek w 1917 roku.

3. Anna Witkowska ur. 02.07.1895 r. – brak dalszych informacji.

Rodzina mieszkała pod numerem 188 w Woli Zarczyckiej. Kiedy Jakub miał zaledwie 25 lat, zmarł jego ojciec – Jan Witkowski. Ciężar odpowiedzialności za rodzinę spadł najpewniej właśnie na niego. W tym samym czasie młodsze siostry dorastały, wychodziły za mąż, układały sobie życie.

𝔻𝕣𝕠𝕘𝕒 𝕁𝕒𝕜𝕦𝕓𝕒 𝕡𝕠𝕥𝕠𝕔𝕫𝕪ł𝕒 𝕤𝕚𝕖̨ 𝕛𝕖𝕕𝕟𝕒𝕜 𝕚𝕟𝕒𝕔𝕫𝕖𝕛.

Został powołany do armii austriackiej i wcielony do 90. Pułku Piechoty.
31 sierpnia 1916 roku został ranny na froncie I wojny światowej i odesłany do domu. Udało mu się wrócić do Woli Zarczyckiej — co samo w sobie było wielkim szczęściem, bo wielu jego kolegów nigdy tej drogi powrotnej nie zaznało.

🕯️ Ciekawostka historyczna – sierpień 1916

Sierpień 1916 roku był jednym z najkrwawszych okresów dla żołnierzy pochodzących z Galicji. 90. Pułk Piechoty brał wówczas udział w ciężkich walkach na froncie wschodnim, w rejonach Wołynia i Podola, gdzie trwały wyniszczające starcia pozycyjne po tzw. ofensywie Brusiłowa.
Żołnierze walczyli w okopach zalanych wodą, pod nieustannym ostrzałem artylerii. Rany odnosiło się nie tylko od kul, ale także od odłamków, zawaleń okopów, a często również w wyniku wycieńczenia, zakażeń i chorób. Wielu rannych wracało do domów jako ludzie trwale złamani — fizycznie i psychicznie.

Wszystko wskazuje na to, że Jakub Witkowski wrócił z wojny ciężko doświadczony, na tyle, że nigdy nie założył własnej rodziny.

Zmarł 24 maja 1923 roku na gruźlicę, mając zaledwie 37 lat, nie pozostawiając po sobie potomstwa. Na jego śmierć patrzyła z bólem matka — Magdalena Sroka, która musiała pochować własnego syna. Sama odeszła 27 października 1925 roku, zaledwie dwa lata po nim.

Każda rodzina w Woli Zarczyckiej nosiła swoje osobiste tragedie.
Jedne ciche, inne niewyobrażalne.
Dziś często nie doceniamy czasu i pokoju, w jakim żyjemy. Być może właśnie te historie — tak zwyczajne, a jednocześnie tak dramatyczne — skłonią do refleksji tych, którzy uważają, że mają w życiu „źle”.

Chwała Bohaterom takim jak Jakub Witkowski.
Składam im wszystkim hołd i wyrazy najgłębszego szacunku za poniesione poświęcenie.
Spoczywajcie w pokoju. To właśnie dla Was powinno istnieć Niebo.

🔎 Uwaga źródłowa:
W księdze strat jako rok urodzenia Jakuba widnieje 1896, jednak w tym roku nie urodził się w Woli Zarczyckiej żaden Jakub Witkowski. Jedynym zgodnym z aktami metrykalnymi rokiem jest 1886 — zapis w księdze strat należy więc uznać za pomyłkę lub typową „literówkę”.

Zwracam się z ogromną prośbą do moich odbiorców.Czy ktoś z Państwa rozpoznaje osoby widoczne na załączonych zdjęciach?Bę...
04/02/2026

Zwracam się z ogromną prośbą do moich odbiorców.
Czy ktoś z Państwa rozpoznaje osoby widoczne na załączonych zdjęciach?

Będę bardzo wdzięczna za chwilę zastanowienia 🙃
Zdjęcia pochodzą z archiwum rodzinnego, z linii mojego pradziadka. Wszystkie wykonane zostały na Woli. Niestety – mimo wielu prób – nie udało się ich jednoznacznie zidentyfikować.

Być może na którymś z nich znajduje się mój pradziadek, którego wizerunku do dziś nie znam.
Każda informacja, nawet najmniejsza sugestia lub skojarzenie, może okazać się dla mnie niezwykle cenna.

Z góry dziękuję za pomoc i udostępnienie tej prośby dalej.

02/02/2026
Ż𝕠ł𝕟𝕚𝕖𝕣𝕫𝕖 𝕀 𝕨𝕠𝕛𝕟𝕪 ś𝕨𝕚𝕒𝕥𝕠𝕨𝕖𝕛 𝕫 𝕎𝕠𝕝𝕚 ℤ𝕒𝕣𝕔𝕫𝕪𝕔𝕜𝕚𝕖𝕛Pamięć pozostała jedynym miejscem, w którym można go dziś odnaleźć.98. Jan...
01/02/2026

Ż𝕠ł𝕟𝕚𝕖𝕣𝕫𝕖 𝕀 𝕨𝕠𝕛𝕟𝕪 ś𝕨𝕚𝕒𝕥𝕠𝕨𝕖𝕛 𝕫 𝕎𝕠𝕝𝕚 ℤ𝕒𝕣𝕔𝕫𝕪𝕔𝕜𝕚𝕖𝕛

Pamięć pozostała jedynym miejscem, w którym można go dziś odnaleźć.

98. Jan Watras

Status: poległ
Stopień: strzelec
Rodzice: Szymon Watras (1865–1908) i Marianna Sieńko (1870–1941)

Jan Watras był strzelcem landszturmu w cesarsko-królewskim Pułku Strzelców nr 5 (Galicja, Łańcut). Jego stopień oznacza, że nie był zawodowym szeregowcem, lecz rezerwistą zmobilizowanym w ostatnich latach wojny do służby czynnej.

Jan przyszedł na świat 22 stycznia 1896 roku jako pierworodny syn Szymona Watrasa i Marianny Sieńko. Rodzina zamieszkiwała dom nr 483 w Woli Zarczyckiej. Pod koniec 1897 roku na świat przyszła córka Agnieszka, a kilka lat później kolejne dzieci – Piotr i Aniela. Jan był więc najstarszy – miał dwie siostry i brata. Wszystkie dzieci były zdrowe, co w tamtych realiach stanowiło ogromne szczęście. Każda para rąk była na wagę złota, gdy pracy nigdy nie brakowało.

Gdy Jan miał zaledwie 12 lat, zmarł jego ojciec – Szymon. Miał tylko 43 lata. Głowa rodziny, mentor, wzór do naśladowania – zniknął nagle, pozostawiając rodzinę samą z codziennym trudem. W akcie zgonu jako przyczynę śmierci wpisano „asthma” – termin, który wówczas oznaczał duszność, najczęściej związaną z niewydolnością serca lub zaawansowaną chorobą płuc. Dla rodziny był to cios, z którego zapewne nigdy w pełni się nie podniosła.

Na Mariannę spadł cały ciężar wychowania dzieci. Nigdy ponownie nie wyszła za mąż – nie wiadomo dlaczego. Być może nie było na to ani sił, ani warunków. W genealogii Jana odnajduję wiele bliskich mi osób – jesteśmy dalekimi krewnymi (drugi kuzyn w trzeciej linii). Jego bezpośrednimi przodkami byli m.in. Wojciech Buczkowski i Barbara Kurcaba oraz Walenty Banaś i Katarzyna Kozyra – również moi przodkowie. Największym zaskoczeniem podczas pracy nad tą historią był dla mnie fakt, że siostra Jana, Aniela, była chrzestną mojego dziadka – Franciszka Pieróg. Historia zatoczyła koło w sposób, którego zupełnie się nie spodziewałam.

Ale wróćmy do losów Jana.

W latach 1915–1916, po ogromnych stratach armii austro-węgierskiej, rozszerzono pobór i obniżono wiek mobilizacji. Dla młodych mężczyzn z Galicji oznaczało to jedno – wojsko.

Jak wyglądał pobór? Bardzo typowo:

ogłoszenie mobilizacji w gminie,

wezwanie przez wójta lub żandarma,

stawienie się w punkcie zbiorczym (np. w Łańcucie),

pobieżne badanie lekarskie,

wcielenie do jednostki.

Cały proces mógł trwać zaledwie kilka dni. Jan trafił do landszturmu – formacji pierwotnie przeznaczonej dla starszych roczników, ale pod koniec wojny włączano do niej także bardzo młodych, słabo wyszkolonych chłopców, kierowanych do zadań pomocniczych i obronnych. Oznaczało to krótkie szkolenie i szybkie wysłanie na front, często bez realnego przygotowania bojowego.

Najprawdopodobniej Jan trafił na front wschodni. Tam dostał się do niewoli rosyjskiej. Jako bardzo młody chłopak przetrwał ją – co samo w sobie było ogromnym wyczynem. W 1918 roku został formalnie zwolniony i skierowany w drogę powrotną do domu. Nigdy jednak do niego nie dotarł.

W księdze status animarum ksiądz przy jego imieniu zapisał: „umarł na wojnie w czerwcu 1918 roku”. Nie oznacza to śmierci na polu bitwy ani w samej niewoli. Najprawdopodobniej Jan zmarł podczas drogi powrotnej – w czasie wędrówki pieszej lub transportu koleją towarową, bez regularnego wyżywienia, opieki medycznej i w stanie skrajnego wyczerpania. Przetrwał niewolę, ale nie przetrwał wojny.

Zmarł cicho i anonimowo, daleko od domu. Jego śmierć była jedną z tysięcy podobnych – bezimiennych, niewidocznych, zapisanych jedynie w urzędowych adnotacjach.

Matka do końca życia nie wiedziała, co dokładnie stało się z jej pierworodnym synem. Trudno sobie wyobrazić, przez co musiała przechodzić. Marianna Watras zmarła 13 grudnia 1941 roku w Woli Zarczyckiej. Być może dopiero wtedy los pozwolił jej znów spotkać się z synem.

Młodsze rodzeństwo Jana założyło rodziny, a geny Watrasów zostały przekazane dalej. Linia Jana wygasła – nie z jego winy.

Niech spoczywają w pokoju, gdziekolwiek są.

́wiatowa

Ż𝕠ł𝕟𝕚𝕖𝕣𝕫𝕖 𝕀 𝕨𝕠𝕛𝕟𝕪 ś𝕨𝕚𝕒𝕥𝕠𝕨𝕖𝕛 𝕫 𝕎𝕠𝕝𝕚 ℤ𝕒𝕣𝕔𝕫𝕪𝕔𝕜𝕚𝕖𝕛♦Stracone życie ♦Jeden z tysięcy galicyjskich żołnierzy, którzy nie wrócil...
31/01/2026

Ż𝕠ł𝕟𝕚𝕖𝕣𝕫𝕖 𝕀 𝕨𝕠𝕛𝕟𝕪 ś𝕨𝕚𝕒𝕥𝕠𝕨𝕖𝕛 𝕫 𝕎𝕠𝕝𝕚 ℤ𝕒𝕣𝕔𝕫𝕪𝕔𝕜𝕚𝕖𝕛


Stracone życie


Jeden z tysięcy galicyjskich żołnierzy, którzy nie wrócili z wojny,
umierając na obcej ziemi, bez grobu i bez pożegnania z rodziną.

97. Józef Turczyn
Status: poległ
Stopień: szeregowy
Rodzice: Wawrzyniec Turczyn (1839-1912) i
Marianna Zygmunt (1863-1922)

-szeregowy rezerwy zapasowej piechoty, Pułk Piechoty numer 90, Galicja Łańcut; urodzony 21 marca 1885 roku w Woli Zarczyckiej. Syn Wawrzyńca i Marianny. Piąte z dziesięciorga dzieci Wawrzyńca i Jego dwóch żon: Katarzyny Łoin i Marii Zygmunt.

Przyrodnie rodzeństwo Józefa (z Katarzyny Łoin)
1. Agnieszka Turczyn ●25.04.1870♥┼
2. Andrzej Turczyn ●24.11.1874 ♥Żona: Zofia Korytko ┼21.01.1942
3. Marianna Turczyn ●17.11.1881 ┼18.11.1881 (24h)

Z Marianny Zygmunt:
1. Apolonia Turczyn ●10.01.1884 ┼19.02.1884 (6 tygodni)
2. Zofia Turczyn ●12.01.1888 ♥29.01.1913 Mąż: Jan Mazur ┼?
3. Jan Turczyn ●06.05.1890
4. Wojciech Turczyn ●05.204.1893 ┼12.04.1893 (1 tydzień)
5. Mikołaj Turczyn ●03.12.1896 ┼05.05.1897 (4 miesiące)
6. Jakub Turczyn ●20.07.1898 ♥04.07.1922 Żona: Salomea Nowak ┼?

Życie Józefa było takie jak większości mieszkańców Woli Zarczyckiej. Nie wyróżniało się niczym szczególnym. Schemat powtarzał się... młody mężczyzna poślubia kobietę, ona umiera młodo, dzieci pozostają...
Mężczyzna więc bierze ślub po raz drugi. Mowa o Wawrzyńcu Turczyn, który drugą żonę miał z miejscowości Brzóza Królewska. Na pewno wzięli tam ślub, ale nie mam aktu, który to potwierdza na 100%. Z drugą żoną Marią doczekali się siedmiorga dzieci z czego dorosłości doczekało (chyba) czworo: Józef, Zofia, Jan i Jakub. Zamieszkiwali oni w Woli Zarczyckiej dom pod numerem 60. Historia jak ich wiele już było na tej stronie :( Dzieci masowo umierały, tak samo dorośli. Panowała bieda i głód. Miało się tylko to, co samemu się wyhodowało i zebrało. Ojciec Józefa- Wawrzyniec Turczyn umiera w listopadzie 1912 roku. Przyczyna śmierci: paraliż – najprawdopodobniej udar mózgu lub postępujące schorzenie neurologiczne związane z wiekiem.

Po stracie ojca- jak wielu w tym czasie i Józef został 'wciągnięty" do armii austriackiej. Powołany z Galicji walczył na froncie wschodnim I wojny światowej. Podczas walk w Galicji lub Karpatach dostał się do niewoli rosyjskiej. Został wywieziony tysiące kilometrów od rodzinnej wsi – do Zakaspia, w Azji Środkowej.
Zmarł w niewoli w 1915 roku w obozie pracy przymusowej w Merw, najprawdopodobniej wskutek chorób i wyczerpania.
Podsumowując; Józef Turczyn nie zostawił po sobie żony ani dzieci. Nie wrócił do domu pod numerem 60 w Woli Zarzyckiej. Nie było pogrzebu, trumny, krzyża ani mogiły, przy której ktoś mógłby zapalić świecę. Zginął daleko, na obcej ziemi, w niewoli, jako jeden z tysięcy anonimowych galicyjskich chłopów wciągniętych w wojnę, która nie była ich wojną.
Najsmutniejsze jest to, że dla rodziny jego los przez długi czas musiał pozostawać niejasny — zaginął, nie wrócił, nie napisał. A jednak dziś, po ponad stu latach, jego imię znów wybrzmiewa. Zapisane w dokumentach, odczytane z archiwów, wydobyte z zapomnienia.

Dlaczego to robię- spytacie:
Bo może właśnie na tym polega zwycięstwo nad wojną i czasem:
że ktoś w końcu zatrzymał się nad jednym nazwiskiem, nad jednym życiem, i powiedział — pamiętam.

Pokój Jego Duszy.

Ż𝕠ł𝕟𝕚𝕖𝕣𝕫𝕖 𝕀 𝕨𝕠𝕛𝕟𝕪 ś𝕨𝕚𝕒𝕥𝕠𝕨𝕖𝕛 𝕫 𝕎𝕠𝕝𝕚 ℤ𝕒𝕣𝕔𝕫𝕪𝕔𝕜𝕚𝕖𝕛96. Wincenty SwołekStatus: jeniec wojenny (wrócił przez wymianę)Stopień:  ...
30/01/2026

Ż𝕠ł𝕟𝕚𝕖𝕣𝕫𝕖 𝕀 𝕨𝕠𝕛𝕟𝕪 ś𝕨𝕚𝕒𝕥𝕠𝕨𝕖𝕛 𝕫 𝕎𝕠𝕝𝕚 ℤ𝕒𝕣𝕔𝕫𝕪𝕔𝕜𝕚𝕖𝕛

96. Wincenty Swołek
Status: jeniec wojenny (wrócił przez wymianę)
Stopień: starszy szeregowy
Rodzice: ojciec nieznany, matka: Magdalena Swołek (1841-1907)

-starszy szeregowy, cesarsko- królewski Pułk Piechoty Landszturmu numer 34, Galicja Łańcut. Urodzony 1 kwietnia 1877 (nie 1873) jako nieślubny syn Magdaleny Swołek córki Macieja.



Ogromną przeszkodą w poszukiwaniach genealogicznych jest dziecko nieślubne. Rubryka "Pater" w akcie urodzenia pozostaje pusta. Czasami mamy jakiś punkt zaczepienia, jakiś ślad... Nie wiem czy w tym przypadku.
Wincenty przychodzi na świat wczesną wiosną 1 kwietnia 1877 roku w Woli Zarczyckiej. Jest drugim nieślubnym synem Magdaleny. Ma starszego sporo brata- Kryspina. Jak można zauważyć ta dwójka otrzymała dość szczególne imiona jak na tamte czasy i miejsce.
Mało kto wie, że dzieciom nieślubnym nadawano właśnie takie charakterystyczne imiona by je niejako "wyróżnić". Oczywiście nie w pozytywnym tego słowa znaczeniu.
Magdalena Swołek rodzi Kryspina 19 października 1866 i co najbardziej ciekawe; w akcie jego urodzenia w rubryce ojca widnieje dopisek wykonany ołówkiem : Franek Różycki". Jest to ogromnie cenna informacja, jedyny pozostawiony ślad. Czy zatem Franciszek Różycki mógł też być ojcem Wincentego? Ciężko jednoznacznie odpowiedzieć na to pytanie. Magdalena nie wyszła nigdy za mąż a to sprawia, że chłopcy nie mieli nawet przybranego ojca. Bardzo tajemnicze życie prowadziła Magdalena. Wracając do Wincentego- miał on starszego brata, dużo starszego bo aż o 11 lat. Kiedy Wincenty miał 16 lat- Kryspin opuścił dom i założył własną rodzinę. Poślubił on Mariannę także o nazwisku Swołek córkę Sebastiana i Magdaleny Bakalarz.
Lata mijały, praca dawała się we znaki a mięśnie nie raz potrafiły boleć bardzo i zdawały się być coraz bardziej zużywane. Wincenty mając 25 lat postanowił, że weźmie ślub. Zrobił to ze starszą od siebie- 30 letnią Barbarą Gap córką Andrzeja. Dopiero po kilku latach urodził im się syn- August- dokładnie 27.05.1907 roku. Możemy się domyślać, że ci młodzi ludzie mieli jakieś problemy być może zdrowotne, że dopiero po takim czasie doczekali się dziecka. Ale nie można wykluczyć, że taki był ich wybór. Pod koniec lipca Kryspin i Wincenty muszą zmierzyć się ze śmiercią własnej matki. Magdalena odchodzi z tego świata w wieku 66 lat, jako panna. Kolejna tragedia jest już na horyzoncie gdyż zaledwie dwa tygodnie później umiera mały August- syn Wincentego. Cała rodzina cierpi.
Po dłuższej nostalgii w życiu rodziny pojawia się mała iskierka nadziei- pojawia się córeczka Marianna. Malutka, zdrowa dziewczynka przychodzi na świat 12 stycznia 1912 roku i jest oczkiem w głowie rodziców.
Niedługi czas Wincenty może cieszyć się znajomym towarzystwem. Nadchodzi wojna, a z nią pobory do armii austriackiej. I takim sposobem wraz z Pułkiem Piechoty Landszturmu numer 34 dociera na front I wojny.
Pobyt tam zupełnie zmienia Wincentego. Jest na pewno świadkiem wielu traumatycznych sytuacji. W końcu trafia do niewoli. Na pewno ciągle myśli o rodzinie, o żonie i córeczce. Nie wie co u nich, nie może przecież zadzwonić... Wreszcie dostaje szanse od losu- w ramach wymian jenieckich, zostaje uwolniony i może wrócić do domu. Nie wiadomo dokładnie w jakich okolicznościach powraca i kiedy. W domu wita go żona i córka. Wszyscy nareszcie są razem. W niedługim czasie po powrocie z wojny umiera brat Wincentego- Kryspin. Ma 51 lat.

Wincenty i Barbara spędzają razem jako małżeństwo 24 lata.
Oboje odchodzą przed sześćdziesiątką. Najpierw Wincenty po długiej chorobie- 23 stycznia 1927 roku. Następnie umiera Barbara 30 września 1928 roku.
Ich córka Marianna wyfrunęła w świat. 18 października 1933 roku wzięła ślub we Francji. Z akt wynika, że zmarła 11 czerwca 2001 roku.

Niestety, choć bardzo bym chciała nie odnalazłam więcej informacji o Wincentym. Jego drzewo przedstawia się dość ubogo. Proszę mi to wybaczyć.



́wiatowa

Ż𝕠ł𝕟𝕚𝕖𝕣𝕫𝕖 𝕀 𝕨𝕠𝕛𝕟𝕪 ś𝕨𝕚𝕒𝕥𝕠𝕨𝕖𝕛 𝕫 𝕎𝕠𝕝𝕚 ℤ𝕒𝕣𝕔𝕫𝕪𝕔𝕜𝕚𝕖𝕛ᴡꜱᴢᴇ̨ᴅᴢɪᴇ ꜱ́ᴍɪᴇʀᴄ́95. Wojciech Strycharz Status: ranny Stopień:  szeregowy...
29/01/2026

Ż𝕠ł𝕟𝕚𝕖𝕣𝕫𝕖 𝕀 𝕨𝕠𝕛𝕟𝕪 ś𝕨𝕚𝕒𝕥𝕠𝕨𝕖𝕛 𝕫 𝕎𝕠𝕝𝕚 ℤ𝕒𝕣𝕔𝕫𝕪𝕔𝕜𝕚𝕖𝕛

ᴡꜱᴢᴇ̨ᴅᴢɪᴇ ꜱ́ᴍɪᴇʀᴄ́

95. Wojciech Strycharz
Status: ranny
Stopień: szeregowy piechoty (tytularny starszy szeregowy)
Rodzice: Franciszek Strycharz (1836- 1914) i Katarzyna Sarzyńska
(1850-1884)

-szeregowy piechoty- tytularny starszy szeregowy, przynależność do Pułku Piechoty numer 90 Galicja, Łańcut;
Wojciech przychodzi na świat 13 kwietnia 1881 roku w Woli Zarczyckiej pod numerem domu 581. Jego ojciec Franciszek Strycharz ma już dzieci z wcześniejszą żoną: Magdaleną Kłak, która odeszła przedwcześnie w wieku zaledwie 32 lat. Matką Wojciecha jest druga żona Franciszka- Katarzyna Sarzyńska córka Jana Sarzyńskiego. Wojciech ma rodzeństwo przyrodnie.

Rodzeństwo Wojciecha z Magdaleny Kłak:
1. Katarzyna Strycharz ●17.12.1866 ♥ 15.05.1893 Mąż: Marcin Mitura┼
2. Jadwiga Strycharz ●13.10.1869 ┼02.02.1873 (3 lata)
3. Michał Strycharz ●05.09.1872 ♥19.05.1920 Żona: Katarzyna Romański (wdowa) ┼24.06.1941
4. Ludwik Strycharz ●16.08.1875 ♥17.05.1921 żona: Zofia Gąska (wdowa)

Z Katarzyny Sarzyńskiej:
1. Magdalena Strycharz ●03.06.1878 ┼07.05.1880
2. Bronisława Strycharz ●25.01.1884 ┼09.04.1884 (2 miesiące)
W tym Wojciech.

Wola Zarczycka w tamtym okresie to zupełnie inny świat niż nam się wydaje. Bieda, głód, choroby oraz pogoda nie oszczędzały nikogo. Franciszek Strycharz wiódł skromne ale za to ciężkie życie. Jako młody mężczyzna został wcielony do wojska austriackiego. Wiemy to z jego aktu ślubu z Magdaleną Kłak gdzie widoczny jest zapis "miles". W wieku 29 lat nie mógł być już raczej czynnym żołnierzem w służbie, ale podlegał mobilizacji. Ożenił się z 20 letnią Magdaleną mroźnego stycznia 1866 roku w Woli Zarczyckiej. Tuż po ślubie doczekali się pierwszego dziecka, a w zasadzie córki- Kasi. Cudowna mała istota przyozdobiła ich życie. Jakiś czas później na świat przyszła kolejna dziewczynka- Jadwiga a nie długo po niej długo wyczekiwany syn Michał. Niestety jak to bywało w tych czasach życie bywa okrutne i niesprawiedliwe. Mała Jadwiga złapała podstępną ospę i już 2 lutego 1873 roku umiera mając tylko 3 lata. Ogromna tragedia dotyka tę rodzinę, a żałoba nie chce się skończyć. Kasia i Michał nie rozumieją co tak naprawdę się stało, dlaczego rodzice są nieszczęśliwi.
Mimo wszystko świat nadal się kręci. Trzeba iść do przodu. Z nową nadzieją na lepsze jutro Franciszek i Magdalena witają na świecie kolejne dziecko- drugiego syna Ludwika. Chłopiec rodzi się zdrowy i pełny sił. Przychodzi na świat w upalnym sierpniu 1875 roku. Dwa kolejne lata mijają rodzinie w miarę spokojnie, dni stają się monotonne, rutyna sprawia wrażenie bezpieczeństwa... Jednakże to wszystko zawsze jest tylko wrażeniem. Młoda Magdalena zapewne podczas mroźnej zimy złapała zapalenie płuc. Jej odporność była wtedy bardzo słaba. Możemy się tylko domyślać, że jakoś z tego wyszła, ale niestety dopadły ją powikłania. Zmarła ostatniego dnia stycznia 1877 roku. W przyczynie śmierci podane jest "empyema provisa'- czyli tłumacząc było to powikłanie po zapaleniu płuc, możliwe, że ropniak opłucnej. Była to dość częsta przyczyna śmierci u młodych dorosłych w XIX wieku. Mąż stracił żonę, małe dzieci straciły matkę... Magdalena miała tylko 32 lata. Ich serca zostały rozerwane na kawałki, wiedzieli jednak, że nikt nie wygra ze śmiercią i jest to jedyna pewna rzecz w życiu. Magdalena została opatrzona sakramentami i pochowana w zamarzniętej ziemi.
Franciszek wiedział jednak, że jego dzieci potrzebują matki, a dom potrzebuje kobiecej ręki. Postanowił ożenić się po raz drugi. Nie zrobił tego od razu, dopiero w sierpniu znalazł dobrą kandydatkę. Jako 40 letni wdowiec wziął za żonę 27 letnią pannę Katarzynę Sarzyńską spod numeru 226.
Ślub odbył się w Woli Zarczyckiej 7 sierpnia 1877 roku. Rok później na świat przyszło ich pierwsze dziecko- Magdalena. Zapewne na cześć zmarłej pierwszej żony Franciszka. Katarzyna Sarzyńska stała się prawdziwą matką dla pozostawionych dzieciaków, opiekowała się nimi jak tylko umiała.
Mimo starań okrutny los zabiera Im małą Magdalenę. Dziewczynka umiera w wieku 2 lat a w przyczynie zgonu nie widnieje nic poza zwykłym "ordinaria" czyli śmierć zwyczajna...
Rodzina trzyma się blisko, są razem więc postanawiają przetrwać wszystko. W kwietniu 1881 roku rodzi się Wojciech (bohater dzisiejszego postu). Franciszek i Katarzyna są przeszczęśliwi. Chłopiec rodzi się silny i zdrowy. Dostaje imię po swoim dziadku. Wszyscy bardzo się cieszą.
Dobrze, że nie mieli świadomości co ma nadejść... 25 stycznia 1884 roku Katarzyna rodzi córkę- Bronisławę. Możemy się tylko domyślać, że poród był trudny i z komplikacjami, bo zdrowie Katarzyny po tej ciąży bardzo podupadło. Kobieta jest słaba i nie może długo dojść do siebie. Córeczka rodzi się teoretycznie zdrowa, ale pasmo nieszczęść tak naprawdę dopiero się zbliża. Nagle 29 marca 1884 roku umiera Katarzyna. Ma tylko 33 lata. Franciszek załamuje się. Myśli, że jakieś fatum ciąży nad nim i nad kobietami, które poślubia. Jest zmuszony pochować kolejną żonę.
Ale to nie koniec jego tragedii. 9 kwietnia tuż po śmierci Katarzyny umiera też mała Bronisława. Dziecko od początku było słabe, odchodzi mając zaledwie 2 miesiące. Franciszek wie, że musi być silny dla pozostałej czwórki. Jak to bywało wtedy mógł kolejny raz się ożenić i szukać nowej matki dla swoich dzieci... Nie zrobił tego. Wziął na swoje barki cały ciężar wychowania czwórki dzieci.
W 1893 roku pierworodna córka Katarzyna wychodzi za mąż za gospodarza Marcina Miturę. Rodzina w końcu świętuje. Wojtek Strycharz ma 12 lat kiedy siostra odchodzi z domu. Na pewno to ona była w pewnym sensie matką dla swoich braci.
Lata mijają... Dzieci Franciszka dorastają, a on sam starzeje się. Czuje, że coś się zmienia, że nie ma już tej samej siły co dawniej. Gdy przekracza 75 lat Jego syn Wojciech żeni się. 29 stycznia 1913 roku staje na ślubnym kobiercu z Zofią Gąską 25 letnią córką Ignacego. A już w grudniu tego samego roku parze rodzi się syn- Tomasz. Po tej szczęśliwej nowinie następuje kolejny splot tragicznych wydarzeń.
8 września 1914 roku umiera Franciszek Strycharz. Nie wiemy czy przebywa wtedy w Woli Zarczyckiej Wojciech bo mam informację, że 28 kwietnia 1915 zostaje ranny na froncie I wojny światowej (tak więc teoretycznie mógł już wtedy być daleko od rodzinnej wsi).
Tak jak już wspomniałam wyżej- Franciszek zmarł w wieku 78 lat, a jego syn omawiany tu Wojciech trafił na front jako szeregowy piechoty.
Rany jakie tam odniósł nie są znane. Na pewno jednak były znaczące dla późniejszych wydarzeń. Jakimś cudem powrócił on do domu z wojny. Powitała go jego utęskniona żona- Zofia wraz z synem Tomaszkiem. Wojciech powrócił jakiś inny z tej wojny. Słabszy, mniej radosny. Ciągle skarżył się na różne dolegliwości i ból. Jego historia kończy się tak, że 12 listopada 1918 roku umiera na tyfus... Ma tylko 38 lat.
Bez niego życie jednak nadal rozkwita.
9 czerwca 1918 roku na świat przychodzi jego córeczka- Józefa. W czasie śmierci Wojciecha- Zofia musiała być w ciąży. Dziewczyna rodzi się posthumus- pogrobowiec (dziecko urodzone po śmierci ojca)
Co ciekawe;
1. 17 maja 1921 roku Zofię Strycharz zd. Gąska (wdowę po Wojciechu) poślubia jego brat- Ludwik Strycharz.
2. Tomasz Strycharz syn Wojciecha i Zofii według akt wziął ślub 25.047.1936 roku w Gnieźnie.

Bardzo ciekawe historia, każda podobna ale zupełnie inna.
Pokój Ich Duszom.
Krewnych Wojciecha- zapraszam do kontaktu.

́wiatowa

Adres

Wola Zarczycka
37-311

Ostrzeżenia

Bądź na bieżąco i daj nam wysłać e-mail, gdy Wola Zarczycka- śladami przodków umieści wiadomości i promocje. Twój adres e-mail nie zostanie wykorzystany do żadnego innego celu i możesz zrezygnować z subskrypcji w dowolnym momencie.

Skróty

Udostępnij

Kategoria