15/08/2026
KIEDY JEDNO GONI, A DRUGIE UCIEKA - historia klientki z sesji.
„Ta relacja mnie rozwala. Nie potrafię przestać myśleć. Kiedy coś mi się nie zgadza, analizuję każdą godzinę, każde słowo i każdą zmianę planu. Nie wiem, czy ktoś mnie okłamuje, czy zdradza, ale czuję, że tracę grunt pod nogami. Partner mówi, że wraca do domu, później zmienia plany, spotyka znajomych, zostaje na noc, znowu deklaruje powrót, po czym kolejny raz zmienia decyzję i przestaje być dostępny” – od takich słów zaczęła klientka.
Ona coraz bardziej próbuje zrozumieć, gdzie jest, z kim, dlaczego nie odpisuje, dlaczego włączył tryb nocny i co tak naprawdę się dzieje. W pewnym momencie przestaje żyć swoim dniem i zaczyna żyć jego zachowaniem. Nie może się skupić, wraca myślami do tej samej sytuacji, sprawdza telefon, czeka na kolejną wiadomość i szuka szczegółu, który wreszcie da jej poczucie pewności.
I właśnie wtedy warto zobaczyć, że taka historia może dotykać czegoś znacznie głębszego niż tylko bieżącej sytuacji w relacji.
Jeżeli w domu rodzinnym bezpieczeństwo zależało od tego, czy potrafiłaś/eś przewidzieć zachowanie innych, jeżeli trzeba było obserwować nastroje rodzica, uważać na słowa, sprawdzać, czy wszystko jest w porządku, albo jeśli ktoś był emocjonalnie lub fizycznie nieobecny, zmieniał zdanie, nie dotrzymywał obietnic czy powodował niepewność, mogło powstać przekonanie: muszę wiedzieć, co się dzieje, żeby czuć się bezpiecznie.
W dorosłym życiu może ono brzmieć: jeśli ktoś nie odpisuje, coś złego się dzieje. Jeśli zmienia plany, nie mogę mu ufać. Muszę analizować, żeby nie zostać oszukana/y. Muszę być czujna/y, bo inaczej zostanę zaskoczona/y. Jeśli odpuszczę kontrolę, ktoś mnie zrani.
Pod spodem często kryje się jeszcze głębsze przekonanie wyniesione z dzieciństwa: nie mogę spokojnie oprzeć się na rodzicu, więc muszę sama pilnować swojego bezpieczeństwa.
Czasem taki schemat może mieć również tło rodowe. Historie zdrad, nagłych odejść, uzależnień, nieobecnych partnerów, kobiet, które czekały, mężczyzn, którzy znikali, rodzin żyjących w napięciu i niepewności. Nie oznacza to, że każda dzisiejsza reakcja pochodzi z rodu, ale warto zapytać siebie, czy to, co przeżywam teraz, dotyka również czegoś starszego i dobrze znanego mojemu układowi nerwowemu.
I właśnie w takich sytuacjach bardzo wyraźnie może uruchamiać się lękowy styl przywiązania.
Osoba z lękowym stylem przywiązania bardzo mocno reaguje na oddalenie, brak kontaktu, zmianę tonu, opóźnioną wiadomość czy niejasność w relacji. Dla niej cisza często nie jest po prostu ciszą. Może szybko zamieniać się w pytania:
„Czy coś się stało?
Czy on się ode mnie oddala?
Czy już mu nie zależy?
Czy jest ktoś inny?
Czy zaraz zostanę sama?
Wtedy pojawia się potrzeba sprawdzania, dopytywania, upewniania się, szukania potwierdzenia, że relacja nadal istnieje i jest bezpieczna. Im mniej odpowiedzi, tym więcej napięcia. Im więcej napięcia, tym większa potrzeba kontaktu.
Może to wyglądać tak: partner nie odpisuje przez kilka godzin, a druga osoba zaczyna wielokrotnie sprawdzać telefon, wracać do wcześniejszych wiadomości, analizować, czy coś powiedziała nie tak, dzwonić, pisać kolejne wiadomości albo próbować odtworzyć krok po kroku, gdzie partner może być.
Nie dlatego, że chce kontrolować.
Często dlatego, że jej układ nerwowy próbuje odzyskać poczucie bezpieczeństwa.
Po drugiej stronie może znajdować się osoba o unikowym stylu przywiązania.
Dla niej zbyt duża bliskość, częste pytania, potrzeba wyjaśniania wszystkiego czy oczekiwanie stałej dostępności mogą być odbierane jako presja, ograniczenie wolności albo próba kontroli.
Taka osoba może mówić: „Nie muszę się ze wszystkiego tłumaczyć. o mój czas. Dlaczego cały czas pytasz, gdzie jestem? Potrzebuję przestrzeni. Nie lubię takich rozmów".
Kiedy czuje nacisk, często robi dokładnie to, czego osoba lękowa boi się najbardziej.
Oddala się.
Milknie.
Przestaje odpowiadać.
Zmienia temat.
Zamyka się.
Wychodzi z rozmowy.
I tutaj tworzy się bardzo charakterystyczny taniec.
Im bardziej osoba lękowa szuka bliskości, tym bardziej osoba unikowa się wycofuje.
A im bardziej unikowa się wycofuje, tym bardziej lękowa próbuje ją zatrzymać.
Jedna mówi: „Powiedz mi, co się dzieje. Potrzebuję wiedzieć, że wszystko między nami jest w porządku”.
Druga słyszy: „Kontrolujesz mnie. Zabierasz mi wolność”.
Jedna próbuje się zbliżyć.
Druga próbuje odzyskać przestrzeń.
I obie mogą czuć się niezrozumiane.
Osoba lękowa myśli: „Gdyby naprawdę mu zależało, nie zostawiałby mnie w takiej niepewności”.
Osoba unikowa może myśleć: „Gdyby naprawdę mnie kochała, pozwoliłaby mi żyć po swojemu”.
Warto jednak pamiętać, że styl przywiązania nie jest usprawiedliwieniem dla każdego zachowania.
Nie oznacza, że osoba lękowa ma znosić chroniczną nieprzewidywalność, brak szczerości czy lekceważenie ustaleń, bo „musi przepracować swój lęk.
Nie oznacza również, że osoba unikowa ma zrezygnować ze swojej potrzeby przestrzeni i być dostępna przez całą dobę.
Zdrowa relacja wymaga, żeby obie osoby zobaczyły swój sposób reagowania i wzięły za niego odpowiedzialność.
Osoba lękowa może uczyć się nie reagować natychmiast na każdą falę lęku, wracać do siebie, oddzielać fakty od interpretacji i budować bezpieczeństwo również wewnątrz siebie.
Osoba unikowa może uczyć się mówić wprost: „Potrzebuję kilku godzin dla siebie, ale odezwę się wieczorem”, zamiast znikać bez słowa.
Bo przestrzeń i bliskość nie muszą się wykluczać.
Dojrzała relacja zaczyna się wtedy, kiedy obie strony potrafią usłyszeć jedno i drugie.
Ale warto zadać sobie jeszcze jedno pytanie:
Czy mój lęk jest wyłącznie starym schematem, czy również odpowiedzią na to, co naprawdę dzieje się w tej relacji?
A ciało bardzo często reaguje razem z nami.
Może pojawić się ścisk w klatce piersiowej, napięcie w brzuchu, ucisk w żołądku, mdłości, kołatanie serca, drżenie rąk, napięcie karku i barków, zaciskanie szczęki, ból głowy, bezsenność, wybudzanie się w nocy, trudność w jedzeniu, uczucie pustki w brzuchu, częste chodzenie do toalety, płytki oddech, zimne dłonie albo przeciwnie nagłe fale gorąca. Ciało pozostaje w gotowości, jakby cały czas czekało na kolejną informację.
I tutaj ważne jest jedno: nie wszystko trzeba sprowadzać do schematu.
Jeżeli druga osoba jest nieprzewidywalna, wielokrotnie zmienia ustalenia i jej zachowanie jest sprzeczne z tym, czego potrzebujesz w bliskiej relacji, Twoim zadaniem nie zawsze jest nauczyć się „mniej reagować”.
Czasem trzeba zapytać siebie: czy ja chcę żyć w relacji, która wygląda właśnie w ten sposób?
Bo praca nad sobą nie polega na uczeniu się tolerowania wszystkiego. Polega również na rozpoznawaniu swoich potrzeb, wartości i granic.
Nie musisz znać całej prawdy o drugiej osobie, żeby wiedzieć, że Ty nie czujesz się dobrze w tym, co się dzieje.
I czasem właśnie od tego zaczyna się najważniejszy powrót.
Nie do niego.
Nie do kolejnej wiadomości.
Nie do kolejnego wyjaśnienia.
Ale do siebie.
Jeśli ten post był dla Ciebie wartościowy, zostaw serduszko, napisz komentarz albo podziel się nim z kimś bliskim. Twoja reakcja ma znaczenie, bo dzięki niej ten przekaz może dotrzeć do osoby, która właśnie teraz potrzebuje przypomnienia, że koniec nie zawsze jest końcem. Czasem jest początkiem powrotu do siebie.💚
Z miłością Małgorzata Wyszomirska Psychobiologia, Psychosomatyka, Świadomość Siebie
Jeśli czujesz, że to moment, żeby zacząć jestem tutaj by potowarzyszyć i wesprzeć Cię w tej drodze https://malgorzatawyszomirska.pl