17/05/2026
Milusińscy 💜
To będzie długi post, ale bardzo ważny❗️
Zwłaszcza dla osób, które przez lata obwiniały siebie za „zbyt mocne” emocje, lęk przed odrzuceniem albo trudność w odpuszczaniu relacji.
Bardzo wiele naszych reakcji nie bierze się znikąd❗️To często historia doświadczeń, ran i układu nerwowego, który długo próbował po prostu przetrwać.
I właśnie dlatego SAMOŚWIADOMOŚĆ jest tak ważna - nie po to, żeby usprawiedliwiać wszystko, ale po to, żeby w końcu spojrzeć na siebie z większym zrozumieniem, a nie wyłącznie z poczuciem winy 🥹
__________________________
Są ludzie, którzy wchodzą w relacje z ciekawością, spokojem i naturalnym poczuciem, że nawet jeśli coś się skończy - oni nadal będą cali. Ale są też tacy, dla których bliskość od początku życia była związana z lękiem, niepewnością i ciągłym pytaniem: „czy tym razem zostanę wybrana?”.
I właśnie wtedy relacja przestaje być tylko relacją. Staje się miejscem, od którego zaczyna zależeć poczucie bezpieczeństwa, własnej wartości, a czasem wręcz poczucie istnienia.
Bo jeśli dziecko przez lata nie mogło naprawdę „przejrzeć się” w oczach rodziców - nie czuło się wystarczająco zauważone, ważne, chronione emocjonalnie - jego układ nerwowy uczy się, że miłość jest czymś niestabilnym. Czymś, co można stracić. Czymś, o co trzeba walczyć, zasługiwać albo co trzeba przewidywać, zanim zniknie.
I później taki człowiek często bardzo mocno kocha. Bardzo mocno się przywiązuje. Bardzo intensywnie przeżywa obecność i nieobecność drugiej osoby.
Nie dlatego, że jest „toksyczny”, „zbyt emocjonalny” albo „uzależniony od ludzi”. Tylko dlatego, że jego organizm nauczył się traktować bliskość jak coś niezbędnego do przetrwania.
Dlatego odrzucenie nie boli wtedy jak zwykły smutek po rozstaniu. Ono uruchamia coś dużo głębszego - pierwotny lęk przed opuszczeniem, samotnością, nieważnością. Jakby ktoś nagle wyłączał światło w miejscu, które i tak od zawsze było pełne niepewności.
I paradoks polega na tym, że osoby z takim doświadczeniem często są niezwykle ciepłe, lojalne, empatyczne i oddane. Potrafią kochać całym sobą, bo całe życie próbowały znaleźć miejsce, w którym w końcu poczują się bezpiecznie.
Tylko że zdrowienie nie polega na tym, żeby przestać potrzebować ludzi❗️❗️❗️Człowiek nie jest stworzony do emocjonalnej samotności. Potrzebujemy więzi, czułości, obecności i regulacji poprzez drugiego człowieka - nasz układ nerwowy dosłownie rozwija się w relacji z innymi.
Ale zdrowienie polega na czymś innym: na powolnym odkrywaniu, że relacja może być wsparciem, a nie jedynym ratunkiem. Że można kochać bardzo mocno, nie tracąc przy tym siebie. Że można tęsknić, bać się i potrzebować bliskości, a jednocześnie budować w sobie coraz więcej stabilności, która nie rozpada się przy każdym oddaleniu drugiej osoby.
To długi proces. Proces uczenia organizmu, że miłość nie musi oznaczać ciągłego napięcia, czuwania i strachu przed porzuceniem. Że bliskość może być spokojna. Przewidywalna.
Bezpieczna.
I może właśnie dlatego tak ważne jest, żeby przestać pytać siebie wyłącznie:
„Co jest ze mną nie tak?”,
a zacząć pytać:
„Co mnie doprowadziło do miejsca, w którym tak bardzo boję się utraty?”.
Bo zrozumienie siebie nie odbiera odpowiedzialności za własne emocje i zachowania - ale odbiera ogromny ciężar wstydu…
Nieoceniania siebie Wam życzę!
Pati 🦋💜