14/08/2026
Dzisiaj zaczynam urlop. Długi, bo trzytygodniowy.
Od kilku lat bardzo pilnuję tego, żeby raz w roku mieć właśnie taki dłuższy czas wolny. Zauważyłam po prostu, że dopiero wtedy naprawdę odpoczywam. Tydzień urlopu mi nie wystarcza. Zanim zdążę trochę zwolnić i wyjść z rytmu pracy, właściwie już trzeba wracać.
Praca terapeutki jest wyczerpująca i tyle. Nie piszę tego jako skargi, bo lubię swoją pracę i nadal uważam, że wybrałam dla siebie bardzo dobrze. Ale lubienie własnego zawodu nie sprawia, że przestaje on kosztować. Przez kilka dni w tygodniu jestem bardzo intensywnie obecna przy innych ludziach, ich emocjach, relacjach, kryzysach, czasem także przy bardzo trudnych historiach. To wymaga ode mnie dużo uwagi i zwyczajnie potrzebuję regularnie od tego odchodzić.
Kiedyś pisałam tutaj, że mniej więcej raz na dwa miesiące staram się zrobić sobie jakiś przedłużony weekend albo krótki wyjazd. Nadal tak robię i chyba nazwałabym to swoją higieną podstawową. Nie czekam z odpoczynkiem do momentu, w którym jestem już kompletnie wyczerpana.
Ale trzy-cztery tygodnie są dla mnie czymś innym. Dopiero wtedy czuję prawdziwą regenerację. Lubię też, kiedy ten czas jest różnorodny. Trochę aktywnie, trochę chillowo, trochę w ruchu, trochę z książką. Nie mam potrzeby „dobrze wykorzystać urlopu”. Właściwie zależy mi na czymś dokładnie odwrotnym: żeby nic, kompletnie nic nie musieć.
Są jednak rzeczy, o które zawsze dbam przed takim dłuższym wyjazdem, właśnie dlatego, że jestem terapeutką. I właściwie dla klientów realnie znikam.
Po pierwsze, moi klienci dużo wcześniej wiedzą, kiedy mnie nie będzie. Dłuższy urlop nie pojawia się nagle pod koniec ostatniej sesji. Rozmawiamy o tym i wcześniej i na ostatniej sesji. Często informuję o tym już przy kontraktowaniu, bo od lat "urlopuję" się w sierpniu.
Po drugie, przynajmniej na jednym spotkaniu rozmawiam z każdym o tym, jak to dla niego jest, że na trzy tygodnie znikam i przestaję być dostępna. To ważne, bo dla jednej osoby będzie to zupełnie neutralne, a dla innej może uruchamiać sporo emocji. Nie zakładam z góry, że skoro dla mnie jest to po prostu urlop, to dla klienta moja nieobecność również niczego nie znaczy.
Po trzecie, osoby, które są w kryzysie albo wiem, że mogą w tym czasie potrzebować wsparcia, zabezpieczam kontaktem do innej terapeutki. Zwykle jest to osoba, którą dobrze znam i której ufam, a całość oczywiście ustalam z nią wcześniej.
To nie są żadne skomplikowane procedury. Trzy dość proste rzeczy, które robię od lat i które pozwalają mi potem naprawdę wyjechać. Wiem, że klienci są przygotowani, że mieliśmy okazję o tej przerwie porozmawiać i że jeśli ktoś może potrzebować dodatkowego wsparcia, ma możliwość z niego skorzystać.
I wtedy mogę zająć się swoim urlopem.
Więc przytulam Cię mocno i znikam z tej przestrzeni na trzy tygodnie.
No chyba że jakaś inspiracja mnie dopadnie i nie wytrzymam.
-----------------------------------------
👉 Jestem certyfikowaną psychoterapeutką Gestalt i superwizorką EAGT. Prowadzę warsztaty i treningi terapeutyczne. Piszę o emocjach, relacjach i procesach w terapii – prosto, konkretnie, bez ściemy. Zapraszam Cię też na mój profil na Instagramie: https://www.instagram.com/psychoterapia_bez_sciemy/