Alicja Biłozor Psychoterapeuta

Alicja Biłozor Psychoterapeuta Certyfikowana psychoterapeutka GESTALT Wrocław Jestem certyfikowaną psychoterapeutką GESTALT. Moja praca jest poddawana systematycznej superwizji.

Moja wędrówka z psychoterapią Gestalt rozpoczęła się w 2013 roku, trwa i trwać będzie. Zobaczyłam w niej światło dla siebie i dla innych. Świadomość siebie, wolność wyborów ale i odpowiedzialność za nie - to moje wartości, które jednocześnie inspirują moją pracę. Dodatkowo zajmuję się coachingiem i szkoleniem oraz konsultingiem w organizacjach biznesowych.

Dzisiaj zaczynam urlop. Długi, bo trzytygodniowy.Od kilku lat bardzo pilnuję tego, żeby raz w roku mieć właśnie taki dłu...
14/08/2026

Dzisiaj zaczynam urlop. Długi, bo trzytygodniowy.

Od kilku lat bardzo pilnuję tego, żeby raz w roku mieć właśnie taki dłuższy czas wolny. Zauważyłam po prostu, że dopiero wtedy naprawdę odpoczywam. Tydzień urlopu mi nie wystarcza. Zanim zdążę trochę zwolnić i wyjść z rytmu pracy, właściwie już trzeba wracać.

Praca terapeutki jest wyczerpująca i tyle. Nie piszę tego jako skargi, bo lubię swoją pracę i nadal uważam, że wybrałam dla siebie bardzo dobrze. Ale lubienie własnego zawodu nie sprawia, że przestaje on kosztować. Przez kilka dni w tygodniu jestem bardzo intensywnie obecna przy innych ludziach, ich emocjach, relacjach, kryzysach, czasem także przy bardzo trudnych historiach. To wymaga ode mnie dużo uwagi i zwyczajnie potrzebuję regularnie od tego odchodzić.

Kiedyś pisałam tutaj, że mniej więcej raz na dwa miesiące staram się zrobić sobie jakiś przedłużony weekend albo krótki wyjazd. Nadal tak robię i chyba nazwałabym to swoją higieną podstawową. Nie czekam z odpoczynkiem do momentu, w którym jestem już kompletnie wyczerpana.

Ale trzy-cztery tygodnie są dla mnie czymś innym. Dopiero wtedy czuję prawdziwą regenerację. Lubię też, kiedy ten czas jest różnorodny. Trochę aktywnie, trochę chillowo, trochę w ruchu, trochę z książką. Nie mam potrzeby „dobrze wykorzystać urlopu”. Właściwie zależy mi na czymś dokładnie odwrotnym: żeby nic, kompletnie nic nie musieć.

Są jednak rzeczy, o które zawsze dbam przed takim dłuższym wyjazdem, właśnie dlatego, że jestem terapeutką. I właściwie dla klientów realnie znikam.

Po pierwsze, moi klienci dużo wcześniej wiedzą, kiedy mnie nie będzie. Dłuższy urlop nie pojawia się nagle pod koniec ostatniej sesji. Rozmawiamy o tym i wcześniej i na ostatniej sesji. Często informuję o tym już przy kontraktowaniu, bo od lat "urlopuję" się w sierpniu.

Po drugie, przynajmniej na jednym spotkaniu rozmawiam z każdym o tym, jak to dla niego jest, że na trzy tygodnie znikam i przestaję być dostępna. To ważne, bo dla jednej osoby będzie to zupełnie neutralne, a dla innej może uruchamiać sporo emocji. Nie zakładam z góry, że skoro dla mnie jest to po prostu urlop, to dla klienta moja nieobecność również niczego nie znaczy.

Po trzecie, osoby, które są w kryzysie albo wiem, że mogą w tym czasie potrzebować wsparcia, zabezpieczam kontaktem do innej terapeutki. Zwykle jest to osoba, którą dobrze znam i której ufam, a całość oczywiście ustalam z nią wcześniej.

To nie są żadne skomplikowane procedury. Trzy dość proste rzeczy, które robię od lat i które pozwalają mi potem naprawdę wyjechać. Wiem, że klienci są przygotowani, że mieliśmy okazję o tej przerwie porozmawiać i że jeśli ktoś może potrzebować dodatkowego wsparcia, ma możliwość z niego skorzystać.

I wtedy mogę zająć się swoim urlopem.

Więc przytulam Cię mocno i znikam z tej przestrzeni na trzy tygodnie.

No chyba że jakaś inspiracja mnie dopadnie i nie wytrzymam.

-----------------------------------------
👉 Jestem certyfikowaną psychoterapeutką Gestalt i superwizorką EAGT. Prowadzę warsztaty i treningi terapeutyczne. Piszę o emocjach, relacjach i procesach w terapii – prosto, konkretnie, bez ściemy. Zapraszam Cię też na mój profil na Instagramie: https://www.instagram.com/psychoterapia_bez_sciemy/

Ostatnia internetowa dyskusja skłoniła mnie do myślenia o etyce zawodowej psychoterapeuty. Początkowo chciałam napisać o...
07/08/2026

Ostatnia internetowa dyskusja skłoniła mnie do myślenia o etyce zawodowej psychoterapeuty. Początkowo chciałam napisać o tym "niefortunnym" odcinku Trzeciego Serwisu, bo część tego, co usłyszałam, wkurzyła mnie jako osobę pracującą w środowisku pomocowców ale też zapaloną fankę tenisa. Jednak w internecie powstały dwa obozy, do których nie chcę dołączać. Jedni są oburzeni wypowiedzią, inni reakcją na nią, pojawiają się jakieś wymuszone przeprosiny a pomiędzy tym wszystkim jest coraz mniej miejsca na merytoryczną rozmowę. Uznałam więc, że nie chcę dokładać kolejnego głosu do tego sporu, choć k**i mnie straszliwie.

Chcę natomiast napisać o czymś, co wydarza się "w kuluarach" i nie wzbudza podobnych emocji, chociaż dla jakości naszej pracy ma ogromne znaczenie.

Wczoraj razem ze wspaniałymi osobami świętowałam pięć lat istnienia naszej grupy interwizyjnej.

Zaczynaliśmy w małym składzie. Od ponad roku pracujemy w większej grupie, ponieważ zależało nam na tym, żeby utrzymać ciągłość spotkań także wtedy, gdy ktoś z nas z ważnego powodu nie może przyjść. Kiedy grupa jest bardzo mała, nieobecność jednej osoby może sprawić, że zostają dwie albo spotkanie w ogóle się nie odbywa. Poszerzenie składu miało być przede wszystkim rozwiązaniem tego problemu.

Okazało się jednak, że wraz z rozwojem grupy nie tylko nie zaczęliśmy pozwalać sobie na częstsze nieobecności, ale wręcz przeciwnie. Każde z nas robi bardzo wiele, żeby na tych spotkaniach być. Raz w miesiącu spędzamy razem kilka godzin i ten czas stał się stałą częścią naszej pracy zawodowej, a nie spotkaniem, które można łatwo przesunąć, kiedy pojawi się coś innego.

Rozmawiamy oczywiście o klientach i prowadzonych procesach terapeutycznych, ale zajmujemy się także tym, w jakiej kondycji sami pracujemy. Mówimy o zmęczeniu, przeciążeniu, trudnych sytuacjach życiowych i o tym, co może wpływać na naszą obecność w gabinecie. Nie chodzi o to, żeby interwizja zastępowała terapię. Chodzi o to, żebyśmy nie udawali, że nasze życie osobiste, zdrowie czy aktualna kondycja pozostają bez wpływu na sposób, w jaki słuchamy klientów i reagujemy na to, co dzieje się podczas sesji.

Przegadujemy również to, co wydarza się między nami. Rozmawialiśmy o nieobecnościach, o różnicach zdań w tym, co dla nas priorytetowe. Myślę, że właśnie dlatego ta grupa jest dla nas ważna. Nie spotykamy się po to, żeby potwierdzać sobie nawzajem, że wszystko robimy dobrze. Czasem ktoś zadaje pytanie, którego sami sobie nie postawiliśmy, zwraca uwagę na coś, czego nie zauważyliśmy, albo pokazuje inną perspektywę na sytuację z klientem. Bywa, że nie jest to wygodne, ale wiemy, że możemy o tym rozmawiać bez wzajemnego podważania siebie. Po prostu lubimy się nawzajem.

Ta grupa zajmuje się także naszym dobrostanem. Kiedy ktoś przeżywa trudniejszy czas, nie musimy udawać, że nic się nie dzieje. Możemy sprawdzić, czy nadal mamy wystarczająco dużo zasobów do pracy, czy potrzebujemy dodatkowej superwizji, odpoczynku albo innego rodzaju wsparcia. Dla mnie jest to ważne również dlatego, że wiem, iż mogę po tę grupę sięgnąć, zanim sama przestanę mieć dystans do sytuacji albo trudność zacznie wpływać na moją pracę bardziej, niż jestem w stanie zauważyć.

Wokół mnie jest wielu psychoterapeutów, z którymi mogę rozmawiać interwizyjnie, kiedy potrzebuję. Grupa interwizyjna daje mi jednak inny rodzaj wsparcia. Jest stała, regularna i umówiona. Należę do niej bez względu na to, czy w danym miesiącu mam do przedstawienia konkretny proces terapeutyczny. Te osoby znają mój sposób pracy, wiedzą, z czym się mierzę, i potrafią zarówno mnie wesprzeć, jak i powiedzieć mi coś, czego być może sama nie chciałabym usłyszeć.

Dzięki tej grupie nie czuję się sama w pracy, która z natury jest bardzo samotna. Przez większość czasu siedzimy przecież sami z klientami i sami podejmujemy wiele decyzji. Dobrze jest wiedzieć, że istnieje miejsce, w którym można te decyzje sprawdzić, przyznać się do wątpliwości albo po prostu powiedzieć, że tym razem nie wie się, co dalej.

Kodeks etyczny jest potrzebny, ale jego znajomość nie wystarczy, żeby pracować etycznie. Dla mnie częścią etyki jest również gotowość do konsultowania własnej pracy, zauważania swoich ograniczeń, korzystania z pomocy i dopuszczania innych ludzi do miejsc, w których są wątpliwości, lęk przed błędem a nawet jakieś poczucie zawstydzenia. Jest nią także dbanie o własną kondycję, bo to, w jakim stanie psychoterapeuta siada naprzeciwko klienta, nie jest wyłącznie jego prywatną sprawą.

Dlatego te cztery lata są dla mnie ważne. Cieszę się nie tylko z tego, że udało nam się regularnie spotykać, ale przede wszystkim z tego, że stworzyliśmy grupę, do której naprawdę możemy po siebie sięgać. Mam poczucie, że właśnie takie stałe, niewielkie grupy są jednym z najważniejszych miejsc zawodowego wsparcia psychoterapeuty. Dzięki nim łatwiej pamiętać, że odpowiedzialność za własną pracę nie oznacza konieczności radzenia sobie ze wszystkim samemu.

Poniżej zdjęcie moich ludzi. Waldek Lamcha, Justyna Kujawińska, Agnieszka Rychter-Niesobska, Iwo Tarkowski. Brakuje Ani Chanik-Kowalskiej, która się obecnie urlopuje - ale nadrobimy i z nią świętowanie. Bo właściwie każde spotkanie jest jak święto.

-----------------------------------------
👉 Jestem certyfikowaną psychoterapeutką Gestalt i superwizorką EAGT. Prowadzę warsztaty i treningi terapeutyczne. Piszę o emocjach, relacjach i procesach w terapii – prosto, konkretnie, bez ściemy. Zapraszam Cię też na mój profil na Instagramie: https://www.instagram.com/psychoterapia_bez_sciemy/

Kto ma prawo pomagać?Od kilku miesięcy z rosnącą irytacją słucham dyskusji na temat tego, kto powinien mieć prawo wykony...
31/07/2026

Kto ma prawo pomagać?

Od kilku miesięcy z rosnącą irytacją słucham dyskusji na temat tego, kto powinien mieć prawo wykonywania zawodu psychoterapeuty. Nie dlatego, że rozmowa jest o standardach. Uważam, że są one niezwykle ważne, bo od nich zależy bezpieczeństwo osób, które przychodzą do nas po pomoc. Mam jednak coraz większe poczucie, że zamiast rozmawiać o tym, jak kształcić dobrych psychoterapeutów i jak dbać o jakość ich pracy, fokus jest na tym, kto ma prawo wykonywać ten zawód. Chcę to mocno podkreślić - jestem za standardami, za ustawą o zawodzie psychoterapeuty ale nie podoba mi się jakość dyskusji.

Sama nie jestem psycholożką. Zanim rozpoczęłam szkołę psychoterapii, świadomie zadbałam o zdobycie wiedzy z zakresu psychologii, ponieważ nie wyobrażałam sobie odpowiedzialnego wykonywania tego zawodu bez znajomości biologii, psychologii rozwoju, psychopatologii czy mechanizmów funkcjonowania człowieka. Ta wiedza była dla mnie ważna wtedy i pozostaje ważna do dziś.

Jednocześnie nie potrafię zgodzić się z przekonaniem, że kompetencje psychoterapeuty można sprowadzić wyłącznie do kierunku studiów ukończonego czasami wiele lat wcześniej. Moje przygotowanie zawodowe nie skończyło się w dniu rozpoczęcia szkoły psychoterapii. Za mną są cztery lata podstawowego szkolenia psychoterapeutycznego, 5 lat własnej terapii indywidualnej, setki godzin warsztatów, treningów terapeutycznych, superwizji, hiperwizji i interwizji, stażu klinicznego w szpitalu psychiatrycznym, szkolenia z psychologii oraz z innych nurtów psychoterapii. I wiem, że to nie ma końca. W ten zawód wpisane jest permanentne kształcenie.

Dlatego uważam, że kiedy rozmawiamy o kompetencjach psychoterapeuty, powinniśmy pytać nie tylko o to, jaki kierunek studiów ukończył, ale również o to, jak wyglądało jego dalsze kształcenie, czy korzysta z superwizji, czy przeszedł terapię własną - bo o zgrozo! nie jest to standardem - czy rozwija swoje kompetencje i czy pracuje zgodnie z zasadami etyki.

Najbardziej niepokoi mnie sposób prowadzenia tej dyskusji. Niestety wrogi. I to często publicznie, z udziałem autorytetów. Coraz częściej mam wrażenie, że psychologowie i psychoterapeuci są przedstawiani jako dwie konkurujące ze sobą grupy zawodowe. Nigdy nie myślałam o tych zawodach w ten sposób. Psycholog, psychoterapeuta, psychiatra, lekarz, pielęgniarka, pedagog czy fizjoterapeuta wykonują różne zadania i mają różne kompetencje, ale wszyscy pracują dla tego samego człowieka. Stanowimy wspólne pole pomocy, powinniśmy ze sobą współpracować dla dobra pacjenta/klienta! I znam wspaniałych psychologów, psychoterapeutów-psychologów i psychoterapeutów-niepsychologów. Słyszę też negatywne opinie o psychologach, o psychoterapeutach-psychologach i o psychoterapeutach - niepsychologach. Serio, zero wyjątków.

Przez wszystkie lata swojej pracy nie pamiętam pacjenta, który rozpoczął spotkanie od pytania, czy jestem psycholożką. Choć pewnie to się zdarza. Ludzie przychodzą dlatego, że cierpią, przeżywają kryzys albo szukają zmiany. A ja im uczciwie mówię, jakie mam wykształcenie, jakie kompetencje zdobyłam, jak pracuję i gdzie przebiegają granice moich możliwości. To pacjent/klient ma prawo zdecydować, czy właśnie takiej osoby szuka.

Chciałabym, żebyśmy rozmawiając o przyszłości naszego zawodu częściej zadawali sobie pytanie nie o to, kto ma prawo pomagać, ale o to, jak przygotować ludzi do odpowiedzialnego pomagania. I jakie są ścieżki tego przygotowania - czy na pewno tylko jedna? Takie moje małe gestaltowe marzenie - rozmawiać a nie walczyć ze sobą.

-----------------------------------------
👉 Jestem psychoterapeutką i superwizorką-aplikantką Gestalt. Prowadzę warsztaty i treningi terapeutyczne. Piszę o emocjach, relacjach i procesach w terapii – prosto, konkretnie, bez ściemy. Zapraszam Cię też na mój profil na Instagramie: https://www.instagram.com/psychoterapia_bez_sciemy/

Zapraszam!
29/07/2026

Zapraszam!

Zapraszamy wszystkie osoby, które chcą lepiej rozumieć siebie, swoje relacje i swój wewnętrzny świat na 5-dniowy trening terapeutyczny Gestalt w konwencji pracy ze snami, jaki w listopadzie poprowadzi Alicja Biłozor - certyfikowana psychoterapeutka Gestalt i superwizorka wraz z asystującą jej Patrycją Mielniczuk - psychoterapeutką w trakcie 4-letniego szkolenia psychoterapeutycznego w Gestalt Instytucie.

To będzie 50 godzin zanurzenia w procesie, pracy terapeutycznej, doświadczeniu grupy i uważnym kontakcie. Przestrzeń pomiędzy jawą a tym, co ukryte głębiej - tam, gdzie intuicja, ciało i wyobraźnia zaczynają mówić własnym językiem.

Dla osób studiujących w szkołach psychoterapeutycznych przygotowałyśmy specjalną zniżkę - koszt udziału po jej uwzględnieniu wynosi 1950 PLN.

A tak Alicja Biłozor pisze o tym wydarzeniu:

🌙 Sen bywa jak wiadomość zapisana symbolicznym językiem - czasem niepokojąca, czasem poruszająca, a czasem zaskakująco bliska temu, czego nie dopuszczasz do świadomości na co dzień. To, co pojawia się nocą w obrazach, postaciach i emocjach, może stać się drogą do głębszego spotkania ze sobą.

W pracy ze snem inspiruję się podejściem Fritza Perlsa, twórcy terapii Gestalt, który traktował sen jako żywy fragment osobowości domagający się odzyskania i usłyszenia. Każdy element snu - miejsce, postać, przedmiot czy wydarzenie - może być częścią Ciebie i Twoich relacji w świecie. Poprzez doświadczanie snu "tu i teraz" możesz odkrywać ukryte znaczenia, zatrzymane emocje i utracone części własnego doświadczenia.

Wszelkie szczegóły, w tym informacje o osobie prowadzącej, znajdziecie w naszym w wydarzeniu 👇🏻
Trening terapeutyczny Gestalt w konwencji pracy ze snami

Zainteresowane osoby zapraszamy do kontaktu:
📧 [email protected]

Alicja Biłozor Psychoterapeuta

Nie spodziewałam się, że na warsztatach umierania najbardziej poruszy mnie doświadczenie utraty… siebie.Na informację o ...
10/07/2026

Nie spodziewałam się, że na warsztatach umierania najbardziej poruszy mnie doświadczenie utraty… siebie.

Na informację o Warsztatach Umierania organizowanych przez Fundację Pusta Chmura i W Przestrzeni - Instytut Rozwoju, trafiłam już jakiś czas temu. Otworzyłam opis, przeczytałam go z dużą ciekawością, ale równie szybko zamknęłam stronę. Pomyślałam wtedy, że chyba jeszcze nie jestem gotowa. Nie chodziło o to, że śmierć jest mi obcym tematem. Wręcz przeciwnie.

Jak wielu z Was wie, od lat pracuję jako psychoterapeutka. Towarzyszę ludziom w żałobie, w utratach, w rozstaniach, w końcach relacji, w śmierci bliskich osób. Mam też własne doświadczenie żałoby, które od dawna jest częścią mnie. Wydawało mi się więc, że ten temat w jakimś sensie znam.

Kilka dni później odezwała się do mnie Agnieszka Bonar-Sadulska. Napisała, że może jednak warto przyjść.
Poszłam.

Nie był to zresztą najlepszy dzień. Od rana nie czułam się dobrze, pojawiły się problemy zdrowotne i przez chwilę zastanawiałam się, czy nie zostać w domu. Jednocześnie miałam bardzo silne poczucie, że jestem w takim momencie życia, w którym wiele rzeczy właśnie się kończy. Niektóre przekonania. Niektóre role. Niektóre sposoby patrzenia na siebie. Coś we mnie umiera, żeby mogło zrobić miejsce czemuś nowemu. Pomyślałam więc, że może właśnie dlatego powinnam tam być.

Przyznam, że miałam jeszcze jedną obawę. Przez chwilę zastanawiałam się, czy na sali nie spotkam któregoś ze swoich klientów. To byłby dla mnie jasny sygnał, żeby z warsztatu zrezygnować. Tak się jednak nie stało. Po prostu miałam tam być.

Warsztaty prowadziła Katarzyna Boni. Już po kilku minutach wiedziałam, że trafiłam w dobre ręce. Spokój, konkret, ogromna uważność i poczucie bezpieczeństwa sprawiły, że bardzo szybko zaufałam temu procesowi.

Nie chcę opowiadać, jak przebiegają Warsztaty Umierania.
Naprawdę myślę, że jeśli ktoś poczuje, że to dla niego odpowiedni moment, powinien doświadczyć ich sam. Odebrałabym Wam coś ważnego, opisując krok po kroku to, co się tam wydarza. Mogę natomiast opowiedzieć, co wydarzyło się we mnie.
Jednym z elementów warsztatu było wypisywanie na małych kartkach tego, co tworzy nasze życie.
Rzeczy.
Miejsc.
Ludzi.
Marzeń.
Aktywności.

To, bez czego trudno nam wyobrazić sobie siebie. Potem, bardzo powoli, zaczynaliśmy to wszystko tracić. Do mniej więcej połowy doświadczenia obserwowałam siebie z ciekawością. Byłam obecna, ale emocje jeszcze nie przychodziły. A potem wydarzył się moment, którego się nie spodziewałam.
Wiem dokładnie, które zdanie Katarzyny to uruchomiło. Po prostu nagle wiedziałam, że to już naprawdę jest koniec. Że już niczego nie odzyskam. Że nie będzie można się cofnąć.
I wtedy każda kolejna kartka przestała być kartką.
Stała się kawałkiem mnie.
Bo przecież to wszystko, co zapisujemy na takich kartkach, nie jest czymś obok naszego życia. To właśnie z tego jesteśmy zbudowani.

Z ludzi, których kochamy.
Z miejsc, do których wracamy.
Z planów.
Z codziennych rytuałów.
Z rzeczy, które wydają się oczywiste.

Każda odkładana kartka sprawiała, że rozpadała się również moja tożsamość. I wtedy zrozumiałam coś, czego wcześniej chyba nigdy nie doświadczyłam.

Mam doświadczenie przeżywania własnej żałoby.
Mam doświadczenie towarzyszenia żałobie innych ludzi.
Ale do tej pory nie miałam doświadczenia utraty siebie.
To było dla mnie zupełnie nowe. Nie chodziło o lęk przed śmiercią. Bardziej o zobaczenie, jak bardzo jesteśmy utkani z tego wszystkiego, co każdego dnia wydaje nam się zwyczajne.

Na końcu została jedna kartka. Nie zdradzę jaka. Ona była zaskoczeniem. I bardzo się cieszę, że nie próbowałam tym procesem kierować. Pozwoliłam, żeby prowadziły mnie słowa Katarzyny i obrazy, które same się pojawiały.

Kiedy w prowadzonej opowieści pojawił się ostatni oddech, wydarzyło się coś jeszcze bardziej zaskakującego. Przyszedł spokój. Nie dlatego, że śmierć przestała być trudna. Ale dlatego, że na chwilę przestałam walczyć z tym, czego i tak nie da się zatrzymać. Już wszystko straciłam.

Wylałam morze łez. A jednocześnie poczułam jakiś rodzaj pogodzenia.

Nie wyszłam z odpowiedziami.
Nie wyszłam z poczuciem, że już coś wiem.
Wyszłam z doświadczeniem.
A doświadczenia nie da się zastąpić przeczytaną książką ani nawet najpiękniejszą rozmową.

Ja natomiast zostaję z jednym zdaniem, które wróciło ze mną do domu.

Może największym lękiem nie jest śmierć. Może największym lękiem jest wyobrażenie sobie świata, w którym przestaje istnieć wszystko to, co mówi nam, kim jesteśmy.

PS. Kilka osób na pewno zapyta o warsztaty. Prowadzi je Katarzyna Boni. Jeśli poczujecie ciekawość, wszystkie informacje znajdziecie na jej stronie - katarzynaboni.com. Nie wiem, czy to doświadczenie jest dla każdego. Wiem natomiast, że dla mnie było ważne.

-----------------------------------------
👉 Jestem psychoterapeutką i superwizorką-aplikantką Gestalt. Prowadzę warsztaty i treningi terapeutyczne. Piszę o emocjach, relacjach i procesach w terapii – prosto, konkretnie, bez ściemy. Zapraszam Cię też na mój profil na Instagramie: https://www.instagram.com/psychoterapia_bez_sciemy/

04/07/2026
- "Niech pani da rękę. Powiem pani coś ważnego."Tak mogłaby zacząć uliczna wróżka. Gdybym usłyszała te słowa na ulicy, w...
03/07/2026

- "Niech pani da rękę. Powiem pani coś ważnego."

Tak mogłaby zacząć uliczna wróżka. Gdybym usłyszała te słowa na ulicy, wiedziałabym, że mogę się zatrzymać, mogę odmówić albo z ciekawości posłuchać.

To byłby mój świadomy wybór. Ale co dzieje się wtedy, kiedy klient przychodzi do gabinetu psychoterapeuty? Umawia się na psychoterapię. Przychodzi po określony rodzaj pomocy. Wie albo przynajmniej powinien wiedzieć, czego może spodziewać się w gabinecie.

A później okazuje się, że obok psychoterapii pojawiają się interpretacje kart, odczyty energetyczne, okadzanie, rytuały albo inne praktyki, o których wcześniej nie rozmawiano.
I właśnie tutaj, moim zdaniem, zaczyna się problem.
Nie dlatego, że któraś z tych metod jest z definicji dobra albo zła. Nie dlatego, że ktoś wierzy lub nie wierzy w tarot, astrologię, kamienie czy zioła.
Prywatnie sama interesuję się rzeczami, które wykraczają poza psychoterapię - właśnie tarotem, właściwościami kamieni szlachetnych czy astrologią, zielarstwem. Nie widzę nic złego w tym, że terapeuci mają różne zainteresowania, inspiracje czy własne praktyki.

Problem pojawia się dopiero wtedy, gdy stają się one elementem procesu terapeutycznego, mimo że klient nigdy nie został o tym poinformowany i nie wyraził świadomej zgody oraz - to jest równie ważne - nie należą one do standardu merytorycznego i kompetencyjnego w określonej modalności terapeutycznej.

To jest dla mnie przede wszystkim kwestia etyki.

Pierwsze konsultacje nie służą wyłącznie poznaniu klienta. To również moment, w którym klient poznaje terapeutę. Może zdecydować, czy właśnie z nami chce pracować. Dlatego warto jasno powiedzieć, w jakim nurcie pracujemy, jakie metody wykorzystujemy, jakiemu kodeksowi etyki podlegamy i jakie granice wyznaczają naszą pracę. Dzięki temu klient wie nie tylko, czego może się spodziewać, ale również jakie ma prawa i do jakich standardów może się odwołać.

Jeżeli ktoś świadomie wybiera terapeutę, który łączy psychoterapię z tarotem, astrologią, praktykami energetycznymi czy innymi metodami, to jest jego wybór.
W internecie można znaleźć wiele osób pracujących właśnie w taki sposób. Niektóre z nich obserwują setki tysięcy ludzi. Temat regularnie wraca także w dyskusjach różnych środowisk terapeutycznych.

I dobrze. Rozmawiajmy o tym. Ale rozmawiajmy o właściwej rzeczy.

Wyobraźmy sobie klientkę, która od kilku miesięcy jest w psychoterapii. Ufa swojej terapeutce. W pewnym momencie słyszy:

"Dzisiaj zrobie Ci rytuał okadzania"

Albo:

"Proponuję pracę z energią kamieni"

Czy klientka naprawdę czuje, że może powiedzieć: Nie. Nie chcę.?
A może zgadza się dlatego, że ufa terapeutce i zakłada, iż skoro taka propozycja pojawia się w profesjonalnym gabinecie psychoterapeutycznym, to jest elementem psychoterapii?
To nie jest relacja dwóch równorzędnych osób.
Terapeuta wnosi wiedzę, doświadczenie i umiejętność prowadzenia procesu.
Klient wnosi zaufanie. Przychodzi po pomoc.

I właśnie dlatego klient ma prawo odmówić każdej proponowanej metodzie. Ale żeby mógł naprawdę odmówić, najpierw musi wiedzieć, że ma wybór i co jest w obszarze do wyboru.

Dla mnie pytanie nie dotyczy efektywności i zasadności metod pozaterapeutycznych.
Dla mnie najważniejsze pytanie brzmi:
Czy klient od początku wiedział, na jaki rodzaj pomocy się umawia?

Bo kontrakt terapeutyczny nie jest formalnością.

Chroni klienta.

A uczciwość wobec klienta zaczyna się od jasnego powiedzenia, jak pracujemy, jakie metody stosujemy i jakie granice naszej pracy wyznacza kodeks etyki.

-----------------------------------------
👉 Jestem psychoterapeutką i superwizorką-aplikantką Gestalt. Prowadzę warsztaty i treningi terapeutyczne. Piszę o emocjach, relacjach i procesach w terapii – prosto, konkretnie, bez ściemy. Zapraszam Cię też na mój profil na Instagramie: https://www.instagram.com/psychoterapia_bez_sciemy/

Wiele już postów o konferencji widziałam w soszalach no ale nie sposób zachować to doświadczenie dla siebie.Dla mnie to ...
28/06/2026

Wiele już postów o konferencji widziałam w soszalach no ale nie sposób zachować to doświadczenie dla siebie.

Dla mnie to głównie spotkania i ludzie. W jednym miejscu tyle nas i w takiej wspólnocie.

Ale zapamiętam ten czas z kilku powodów:

1. Wiktora, który wprowadza ruch prawostronny na sali 😂
2. Upału, który nas dosłownie oblepia a wachlarzyki, które dostaliśmy ratują przed zejściem na udar cieplny
3. Jana, który w piękny jak zwykle sposób opowiada o tym, jak terapeuta Gestalt może dostosować się i swoją pracę do współczesnego świata
4. Prezesa, który ze wzruszeniem nas wita
5. Panelu, który miałam okazję współprowadzić z Danusią Kondratowicz - to było wyzwaniem i zaszczytem - rozmawiać z tak zasłużonymi dla polskiego Gestaltu ludźmi - Tomaszem Rebetą, Zofią Pierzchałą i Olgą Haller. Mogłabym ostatecznie tak kilka godzin - takie to było ciekawe i poruszające! Danusiu dziękuję za zaproszenie.
7. Agnieszki Mościckiej-Teske, która tak mówi o badaniach, że słucham jej z taką radością jak Mariusza Bonaszewskiego czytającego dobry kryminał. Agnieszka Moscicka-Teske Agnieszko jak pójdę na uniwersytet trzeciego wieku to tylko do Ciebie!♥️
6. Wspaniałego ale to wspaniałego wykładu Petera Philippsona i jego jak zwykle urealniających słów - każdy powinien wysłuchać tego wykładu!
7. Arcyciekawego wystąpienia dr Macieja Wodzińskiego. Już cały czas będę się zastanawiać dlaczego sztuczna inteligencja w analizie tekstu radzi sobie lepiej z rozpoznawaniem zaburzeń borderline niż narcystycznych - choć mam pewną koncepcję.😜
8. Miliona przytulasów z Tomkiem Rebetą - Tomku pamiętaj jesteś początkiem mojego Gestaltu.
9. Wspaniałego bankietu z rozśpiewanym i roztańczonym tłumem gestaltystów - z radością odkrywam miejsca, gdzie nie trzeba najpierw wypić sporo napojów wyskokowych, żeby się świetnie bawić!😜
10. Diagnostycznych tańców na warsztacie Marty Rommel
11. Próby przekonania się do pracy z parami na warsztacie Gosi&Gosi - dziewczyny dzięki Wam wiem dlaczego podchodzę do tej pracy jak do jeża! Dziękuję za wspaniały warsztat!
12. Przegadanych godzin z Kaśką. Katarzyna Konfederak - psychoterapia Kasia za te wszystkie przymierzone ciuchy i przetuptane metry po Poznaniu ♥️
13. Świetnych rozmów z Iwo, Andrzejem, Anetą, Martą, Martą, Agnieszką, Marleną /och ten autograf!/, Waldkiem, Danutą, Olą, Krysią, Tomkiem, Marcinem, Elą, Moniką, Mają, Kasią, Wiktorem, Anią, Pawłem, Tomkiem i - kurcze jeżeli o kimś zapomniałam to przez udar cieplny.

Było super- niczego nie żałuję!!! I byle częściej - ukłony dla mózgu operacji czyli Marcina Grabowskiego.

Ps. Nie wszystkich mogłam oznaczyć bo soszal mówi mi, że się nie obserwujemy. 😁

Miałam dziś pisać o celach w terapii. Nie wątpię ani trochę, jak ważne jest ich ustalanie, jak ważne jest wspólne z klie...
26/06/2026

Miałam dziś pisać o celach w terapii. Nie wątpię ani trochę, jak ważne jest ich ustalanie, jak ważne jest wspólne z klientem zastanawianie się, po co spotykamy się w gabinecie i dokąd właściwie chcemy razem dojść.

Tymczasem mówienie o celach stało się dla mnie w pewnym sensie bezcelowe.

Bliska mi osoba zadzwoniła wczoraj z informacją o nagłej śmierci swojego taty. Wystarczająco dobrego taty.

I choć oczywiście wiem, że cele w terapii nadal mają znaczenie, przez resztę dnia nie mogłam przestać myśleć o tym, jak bardzo w kontakcie ze śmiercią bledną wszystkie inne sprawy.

Wczoraj rano mieliśmy w domu spór o butelkę na siłownię. O to, czyja ona jest, kto powinien ją zabrać i dlaczego akurat teraz jej nie ma tam, gdzie powinna być. Zaraz po tym pomyślałam, że ta butelka nie ma absolutnie żadnego znaczenia.

Oczywiście wiem, że nasze życie składa się właśnie z takich drobiazgów. To z nich budujemy codzienność, relacje, bliskość i wspólne życie. I chyba właśnie dlatego bywają tak absorbujące. To nie wielkie wydarzenia najczęściej pochłaniają naszą uwagę. Znacznie częściej robią to rzeczy małe: zakupy, obowiązki, bałagan, spóźnienia, niewyniesione śmieci, źle odłożone klucze, bezrefleksyjnie wypowiedziane słowa czy właśnie butelka na siłownię. Każdy z nas ma swoją „butelkę”. Coś, o co się spieramy, czym się irytujemy albo na co wydajemy zaskakująco dużo energii.

Nie myślę, że to jest złe. Tak po prostu wygląda życie. Bliskość nie buduje się wyłącznie w wielkich momentach. Buduje się właśnie w tej zwyczajności.

A jednak czasami wydarza się coś tak ostatecznego jak śmierć i wtedy nagle okazuje się, że proporcje całkowicie się zmieniają. Nie dlatego, że te codzienne sprawy nigdy nie miały znaczenia. Tylko dlatego, że nagle przypominamy sobie, co ma znaczenie większe.

Zostałam wczoraj z pytaniem, na ile w naszych relacjach pamiętamy o tym, że człowiek, z którym właśnie się spieramy, złościmy, obrażamy albo milczymy, może któregoś dnia po prostu zniknąć. Nie piszę tego po to, żeby od teraz żyć w lęku ani po to, żeby udawać, że codzienne sprawy nie istnieją. Chyba bardziej po to, żeby od czasu do czasu zapytać samą siebie, czy to, na co właśnie wydaję swoją energię, naprawdę ma znaczenie.

Bo być może problemem nie jest nasza „butelka”. Problemem jest to, że czasami pozwalamy jej przesłonić człowieka.

Dlatego wczoraj cele stały się dla mnie na chwilę bezcelowe.
A butelka przestała mieć znaczenie.

----------------------------------
Ten tekst napisałam z myślą o bliskiej mi osobie.

👉 Jestem psychoterapeutką i superwizorką-aplikantką Gestalt. Prowadzę warsztaty i treningi terapeutyczne. Piszę o emocjach, relacjach i procesach w terapii – prosto, konkretnie, bez ściemy. Zapraszam Cię też na mój profil na Instagramie: https://www.instagram.com/psychoterapia_bez_sciemy/

Zapraszam!
24/06/2026

Zapraszam!

Przychodzimy dziś do Was z wieściami, że otwieramy zapisy na 5-dniowy trening terapeutyczny Gestalt w konwencji pracy ze snami, jaki w listopadzie poprowadzi Alicja Biłozor - certyfikowana psychoterapeutka Gestalt i superwizorka wraz z asystującą jej Patrycją Mielniczuk - psychoterapeutką w trakcie 4-letniego szkolenia psychoterapeutycznego w Gestalt Instytucie.

To będzie 50 godzin zanurzenia w procesie, pracy terapeutycznej, doświadczeniu grupy i uważnym kontakcie. Przestrzeń pomiędzy jawą a tym, co ukryte głębiej - tam, gdzie intuicja, ciało i wyobraźnia zaczynają mówić własnym językiem.

Dla osób, które chcą lepiej rozumieć siebie, swoje relacje i swój wewnętrzny świat.

A tak Alicja Biłozor pisze o tym wydarzeniu:

🌙 Sen bywa jak wiadomość zapisana symbolicznym językiem - czasem niepokojąca, czasem poruszająca, a czasem zaskakująco bliska temu, czego nie dopuszczasz do świadomości na co dzień. To, co pojawia się nocą w obrazach, postaciach i emocjach, może stać się drogą do głębszego spotkania ze sobą.

W pracy ze snem inspiruję się podejściem Fritza Perlsa, twórcy terapii Gestalt, który traktował sen jako żywy fragment osobowości domagający się odzyskania i usłyszenia. Każdy element snu - miejsce, postać, przedmiot czy wydarzenie - może być częścią Ciebie i Twoich relacji w świecie. Poprzez doświadczanie snu "tu i teraz" możesz odkrywać ukryte znaczenia, zatrzymane emocje i utracone części własnego doświadczenia.

🌿 Termin:
18 -22 listopada 2026
Czas trwania: 50 godzin (od środy: 09.00 - 19.00 do niedzieli: 09.00 - 19.00, w tym przerwy lunchowe).

Osoby uczestniczące otrzymają zaświadczenie o ukończeniu treningu w wymiarze 50 godzin szkoleniowych, zgodnie z wymogami EAGT, PTPG i ośrodków szkolących.

🌿 Miejsce:
Trening terapeutyczny odbędzie się w przestrzennej sali Ośrodka Psychoterapii Trzeci Biegun przy ul. Kotlarskiej 42 we Wrocławiu, czyli po sąsiedzku z nami 🙂

🌿 Liczba osób uczestniczących:
W treningu terapeutycznym może wziąć udział maksymalnie 14 osób.

🌿 Inwestycja i zapisy:
Koszt treningu terapeutycznego wynosi 2500 PLN

O rezerwacji miejsca decyduje kolejność wpłaty bezzwrotnej zaliczki w wysokości 900 PLN na poniższe dane:
Gabinet Psychoterapii Anna Radomska - Malczak
ING 56 1050 1575 1000 0090 8203 0652
Tytuł przelewu: zaliczka za trening terapeutyczny Gestalt 2026

Zgłoszenia przyjmujemy mailowo na adres: [email protected]

Wszelkie szczegóły, w tym informacje o osobie prowadzącej, w wydarzeniu 👇🏻
Trening terapeutyczny Gestalt w konwencji pracy ze snami

Alicja Biłozor Psychoterapeuta
Ośrodek Psychoterapii Trzeci Biegun

Adres

Ulica Tęczowa 16/15
Wroclaw

Godziny Otwarcia

Poniedziałek 13:00 - 20:00
Wtorek 13:00 - 20:00
Środa 13:00 - 20:00
Czwartek 09:00 - 15:00

Strona Internetowa

Ostrzeżenia

Bądź na bieżąco i daj nam wysłać e-mail, gdy Alicja Biłozor Psychoterapeuta umieści wiadomości i promocje. Twój adres e-mail nie zostanie wykorzystany do żadnego innego celu i możesz zrezygnować z subskrypcji w dowolnym momencie.

Skontaktuj Się Z Praktyka

Wyślij wiadomość do Alicja Biłozor Psychoterapeuta:

Skróty

Udostępnij