19/07/2026
Lelek ma mikrodziób i wielką mordę oraz dwa lewe skrzydła do roboty. Pliniusz Starszy, któremu lelek poderwał dziewczynę, puścił kiedyś plotę, że ptak lata po wsi i doi cudzą rogaciznę. Nic podobnego. Gość się kręci wokół kóz (i owiec), ale z zupełnie innego powodu.
Jeżeli nie wiadomo, o co chodzi, to chodzi o chrabąszcze. Lelki polują w nocy na ićstonty, czyli chrabąszcze majowe, guniaki czerwczyki, ćmy i inne duże owady. Tak się składa, że lubią one, jak jest ciepło i śmierdzi, więc najłatwiej je spotkać wokół zwierząt gospodarskich i latem na promenadzie w Międzyzdrojach.
Jak się spojrzy na lelka (co odradzam, bo jest brzydki), to zamiast dzioba ma jakąś mikrodrzazgę. A potem go otwiera i łeb mu pęka na dwie połowy. Gardziel lelka przypomina czarną dziurę, do której ktoś nalał kisielu z truskawek. W dodatku to ptak z wąsem.
Jedno i drugie lelek wykorzystuje do polowania. Lata sobie w tę i nazad w nocy z otwartą paszczęką i łapie do niej owady. Wokół przedniego otworu lelkowego rosną mu długie, sztywne pióra, których mały wstręciuch używa jak lejka do lelka. Pomagają mu naprowadzić śniadanie tam, gdzie żaden owad nie chciałby trafić. Ale spokojnie. Lelek tylko pożycza chrabąszcze. No, przynajmniej ich część. Chitynowy pancerz i inne suche elementy zwraca w formie wypluwki, jak sowa.
Samiec lelka używa gardła jeszcze w jednym celu. Wydaje nim odgłosy jak silnik dwusuwowy. Warczy jak mała maszyna i potrafi to robić przez kilka minut bez przerwy. Robi to oczywiście w celach romantycznych: najlepszy lelek-burczydziób zgarnia samicę.
Pióra lelka to nie tyle ubranie, co tłumik na ptaka. Są wyjątkowo miękkie – jak u sowy. Dzięki temu owady do samego końca nie wiedzą, że za chwilę padną ofiarą puchatego anioła zniszczenia.
Żeby pióra spełniały swoją rolę, lelek musi je czesać. Zamiast kupić szczotkę w sklepie ze szczotkami, gość się czesze stopą. Na jednym z palców ma do tego specjalny grzebień. I weź idź z takim na randkę – nigdy nie wiadomo, kiedy zdejmie tenisówki, żeby sobie poprawić grzywkę.
Właśnie teraz, czyli od końca maja do sierpnia, możemy obserwować efekty tych randek, to znaczy sezon lęgowy lelka. Ale samicy nie chce się nawet uwić gniazda. Strzela dwa jajka na ziemi w jakiejś trawie albo innych zaroślach.
Bardziej wybredna wydaje się w kwestii czasu – jeżeli tylko może, stara się zsynchronizować z fazami Księżyca. Składa jajka w taki sposób, żeby lelczęta wykluły się możliwie blisko pełni. I teraz uwaga. Czego by złego nie mówić o lelku, to NIE jest ezograżyną. Nie interesuje go koniunkcja planet z naszym satelitą. Po prostu podczas pełni lepiej widać latające robale, których lelek szczególnie potrzebuje w okresie lęgowym. Podobno nawet w polskich szpitalach wiedzą, że po porodzie matkę trzeba lepiej karmić, i sypią do serka cztery dodatkowe chrabąszcze.
W dzień lelek ma dosyć przyzwoitości, żeby przesadnie nie rzucać się w oczy. Jeżeli nic go nie niepokoi, to siedzi na gałęzi i wygląda jak kora. Ma wielkie gały, co rzadko zdarza się drzewom, więc mruży je, zostawiając tylko maleńkie szparki.
Jeżeli coś go jednak zaniepokoi, to otwiera swoją bezdenną mordkę i zaczyna syczeć jak żmija. Wzgórza mają oczy, drzewa mają lelki – nigdzie nie jesteśmy bezpieczni.