20/03/2026
Mówisz, że po rozstaniu „naprawdę boli”?
Masz rację. I to nie jest metafora.
Badania (Eisenberger i wsp., 2003; Fisher i wsp., 2010) pokazują, że odrzucenie i zerwanie więzi aktywuje w mózgu te same obszary, co ból fizyczny m.in.:
🧠 przedni zakręt obręczy (ACC) - odpowiedzialny za emocjonalny aspekt bólu
🧠 wyspa (insula) - czyli to „uczucie w ciele”, ten ucisk, napięcie
🧠 system nagrody (VTA, jądro ogoniaste) - dlatego jednocześnie boli… i dalej „ciągnie”
Czyli dla Twojego mózgu to nie jest „tylko rozstanie”.
To jest utrata więzi, a ta - zgodnie z teorią przywiązania Bowlby’ego - jest systemem przetrwania i naturalną biologiczną potrzebą taką jak jedzenie, picie czy choćby $ek$$$..
Więc tak.
To naprawdę może boleć jak… uraz.
I może właśnie dlatego zamiast mówić sobie „przesadzam”…
warto czasem powiedzieć:
„ok, ma prawo mnie boleć.”
❤️ Jeśli kiedyś to czuł_ś - wiesz, że to nie dramat
📌 Zapisz post, żeby wrócić do niego, gdy ktoś powie „to tylko w głowie”