24/06/2026
Przyszedł do mnie dziś judoka. Ma marzenie żeby samodzielnie stać na rękach. I tyle.
Zna mnie od lat i wie, że ze mną to się uda.
Nie chce żeby mu życie zmieniać, bo ma już dobre życie.
Nie chce nauczyć się rozumieć siebie, bo to mądry, dojrzały facet, który wie kim jest i kim zupełnie nie potrzebuje być.
Kiedyś oburzyłabym się. Jak to? To jak zaprząc wyscigowego konia do pługa.
Joga, z całą swoją złożonością, wszystkimi potencjalnym benefitami dla zdrowia fizycznego i psychicznego, z odpowiedziami na najważniejsze pytania świata stoi (dzięki mnie) przed Tobą otworem, a Ty TYLKO chcesz stać na rekach?!
Przez moje kiedyś całkiem spore nauczycielskie ego, mniejszą wiedzę o świecie, mniejsze doświadczenie życiowe i rozumienie Człowieka w ogóle poczułabym się urażona.
A dziś? Widzę fajnego, mądrego faceta. Silnego, sprawnego, zintegrowanego, poukładanego ze sobą i..z olbrzymią radością zaczęłam go uczyć
-supta tadasany na klocku pod łopatkami,
- psa z głową w dół ze zgiętymi (jeszcze) nogami. -omówiliśmy rotację kości ramiennej w stawie barkowym.
Upłynęła godzina i judoka odpoczął w savasanie.
Wychodząc powiedział, ze czuje się jak nowonarodzony.
Ja też jako nauczycielka czuję się jak nowonarodzona.
Jaka to przyjemność porzucić usztywniające założenia i zobaczyć CZŁOWIEKA. I pomóc mu spełnić marzenie. Tak po prostu.
Nie "wciskać" mu tego czego nie potrzebuje.
A może, może... joga jako całokształt zjawisk "niechcacy" znajdzie drogę i poznają się z judoką bliżej?
Marianna- jogini
Ps. A za tydzień robimy core 😉