18/02/2026
Psychoanalitycznie o popiele, który „myśli”.
Notatki Koło•brzegu
Edyty Łuców-Stepczyńkiej
Jest coś uderzająco prostego w geście Środy Popielcowej. Czoło. Palce. Popiół. Zdanie: „prochem jesteś”. W tradycji chrześcijańskiej to początek Wielkiego Postu- czasu wyciszenia i zamyślenia nad życiem obchodzony czterdzieści sześć dni przed Wielką Nocą. Zatrzymuje mnie to wydarzenie, nie jedynie jako data w kalendarzu, uroczystość kościelna czy doktryna religijna. Myślę, że jest dogłębnym doświadczeniem: dotknięciem materii, która nie udaje niczego więcej niż to, czym jest.
Tą materią jest popiół. Nie jest tu symbolem triumfu. Jest pozostałością czy może owocem po ogniu. Resztką. Śladem po czymś, co już się dokonało. W tym sensie ŚrodaPopielcowa jest świętem końca i zarazem początkiem pracy nad tym, co z końca pozostaje.
Popiół jako „element beta”.
Brytyjski psychiatra i psychoanalityk Wilfred Bion pisał o doświadczeniach surowych, nieprzetworzonych, które nazwał „elementami beta”. To takie fragmenty przeżyć, które nie zostały jeszcze pomyślane. Są jak nadmiar bodźca, jak afekt bez słów. Ciało czuje te przeżycia, ale umysł tego jeszcze nie potrafi unieść.
Popiół w liturgicznym geście można czytać właśnie jako taki „element beta”: coś realnego, chłodnego, kruchego. Nie jest metaforą, lecz materią. Dotknięcie popiołu jest jak dotknięcie granicy : śmiertelności, utraty czy ograniczenia. To doświadczenie nie obdarowuje natychmiastowym sensem. Daje doświadczenie kontaktu.
W myśleniu Biona kluczowa jest „funkcja alfa”- zdolność przekształcania surowego doświadczenia w coś, co można pomyśleć. W tym ujęciu myślę, że rytuał nie jest magicznym zaklęciem, lecz strukturą, która pomaga psychice wykonać pracę: przyjąć to, co trudne i nie rozpaść się pod naporem realności życia. Środa Popielcowa nie usuwa lęku przed śmiercią. Ona go umieszcza w ramie.
"O” i doświadczenie bez ucieczki.
Bion mówił też o „O”, ostatecznej rzeczywistości, która wymyka się pojęciom. Można ją jedynie doświadczać, nigdy posiadać. Popiół na czole jest jak krótkie spotkanie z „O”: przypomnienie, że jesteśmy skończeni. Że kontrola jest częściowa. Że życie ma kres.
W kulturze, która celebruje sprawczość i nieśmiertelność w wersji technologicznej, ten gest bywa niemal skandaliczny. Jest anty-omnipotentny. Mówi: nie wszystko zależy od ciebie. I nie musi.
Pole, które się tworzy.
Współczesna psychoanaliza relacyjna- zwłaszcza teoria pola rozwijana przez Giuseppe Civitarese - podkreśla, że doświadczenie nie jest wyłącznie „moje”. Powstaje w przestrzeni między ludźmi. W polu.
Środa Popielcowa jest wydarzeniem zbiorowym. Wspólnota ustawia się w kolejce, by przyjąć ten sam znak. Powstaje pole znaczeń: milczenie, zapach kościoła, faktura popiołu, spojrzenie drugiego człowieka. To nie jest prywatna medytacja nad przemijaniem. To wspólne uznanie kruchości.
W języku teorii pola można powiedzieć, że rytuał organizuje emocje. Tworzy kontener dla lęku egzystencjalnego. Rytuał nie rozprasza lęku, nie banalizuje, lecz nadaje mu kształt. Dzięki temu jednostkowe doświadczenie staje się częścią większej narracji a to zmniejsza samotność.
Pokora jako praca psychiczna.
W popularnym rozumieniu pokora bywa mylona z uległością. Psychoanalitycznie można ją widzieć inaczej: jako zdolność rezygnacji z omnipotentnych fantazji. Przyjęcie popiołu jest aktem symbolicznej zgody na ograniczenie. To trudne.Wymaga tolerancji frustracji, kolejnego kluczowego pojęcia Biona. Bez niej psychika ucieka w zaprzeczenie albo w idealizację. Środa Popielcowa proponuje coś innego, proponuje zatrzymanie. Zgodę na to, że nie wszystko da się naprawić, przewidzieć, ocalić. W tym sensie jest początkiem pracy żałoby nie tylko po bliskich, lecz po wyobrażeniu siebie jako istoty nieograniczonej.
Od popiołu do sensu.
Paradoksalnie to właśnie uznanie kruchości może otworzyć przestrzeń twórczą. Gdy przestajemy bronić się przed realnością, możemy o niej pomyśleć. A to już ruch w stronę funkcji alfa- przekształcenia surowego „elementu beta” w znaczenie.
Środa Popielcowa nie obiecuje natychmiastowego pocieszenia. Jest raczej zaproszeniem do procesu. Do czterdziestu dni, w których to, co nieprzetworzone, może zostać pomyślane w relacji z Bogiem, z drugim człowiekiem, z samym sobą.
Popiół nie znika. Ale przestaje być tylko resztką. Staje się początkiem myślenia. I być może właśnie w tym tkwi jego cicha, psychoanalityczna moc.