20/08/2026
33 dni pod respiratorem. 22 dni w śpiączce. 18 kilogramów mniej.
Dziś❓ Biega po górach...🏔️🏃🏻
To nie jest historia, którą napisaliśmy na potrzeby posta.
To historia naszego pacjenta, pana Tomasza — opisana od początku do końca jego własnymi słowami.
Za zgodą pana Tomasza publikujemy ją w całości.
⸻————————————
Grudzień 2021 roku. Tomasz, 37-letni mieszkaniec Mielca, choruje na COVID-19. Początkowo myśli, że to zwykłe przeziębienie…
„Kaszel, gorączka, duszności – próbowałem wytrzymać, liczyłem, że samo przejdzie” – wspomina.
Przez dziewięć dni zostaje w mieszkaniu, zanim wzywa pogotowie. W szpitalu w Mielcu diagnoza jest bezlitosna: COVID-19, masywne zapalenie płuc, ciężka niewydolność oddechowa. Badania pokazują, że wirus zajął aż 70–75% powierzchni płuc.
„To był moment, kiedy zrozumiałem, że jestem naprawdę blisko krawędzi” – mówi Tomasz.
Po sześciu dniach leczenia, bez poprawy, lekarze podejmują dramatyczną decyzję. 27 grudnia przewieziono go do Rzeszowa. Tam zapada decyzja o intubacji i podłączeniu do respiratora. Spędza w klinice 33 dni – z czego 22 w śpiączce farmakologicznej, zależny od maszyny, która za niego oddycha.
To był czas walki na granicy życia. Lekarze wykonali tracheotomię. Na potylicy powstały rozległe odleżyny, na szyi blizny po wkłuciu centralnym, a na skórze kolejne ślady po przewodach i drenach. Tomasz stracił 18 kilogramów. W dokumentach zapisano: „stan bardzo ciężki, niewydolny oddechowo-krążeniowo”.
Kiedy w końcu się obudził, psychika płatała figle. Miał omamy, lęki, chwile zwątpienia. Konsultował go psychiatra.
„Raz miałem ochotę rzucić się do walki o zdrowie, innym razem byłem przekonany, że resztę życia spędzę w łóżku” – przyznaje.
Pod koniec stycznia 2022 roku odłączono go od respiratora. Zaczął oddychać samodzielnie, przez rurkę tracheostomijną. Stawiał pierwsze kroki o kulach – i kilka razy upadał.
„Miałem zero kondycji. Zero. A jeszcze kilka miesięcy wcześniej biegałem po górach” – mówi.
I wtedy w jego życiu pojawił się pan doktor Marek – prowadzący ośrodek z komorami hiperbarycznymi. To tam Tomasz trafił kilka dni po wyjściu ze szpitala.
„Pan doktor Marek zdecydował się spróbować. Powiedział mi wtedy: „Jeszcze będzie Pan skakał po drzewach”. Uśmiechnąłem się gorzko. Wtedy w to nie wierzyłem”.
Przez trzy miesiące Tomasz regularnie przyjeżdżał na terapię HBOT. Oddychał czystym tlenem w odpowiednio wysokim ciśnieniu.
Efekt?
„Każdego dnia czułem, że wracam. Że oddech jest głębszy, że mam więcej siły”.
Dziś jest silniejszy niż przed chorobą. Startuje w biegach OCR, chodzi po górach, ćwiczy.
„Paradoksalnie, moja wydolność jest lepsza niż przed COVID-em” – mówi z dumą.
Na ciele wciąż zostały ślady tamtej walki – blizny na głowie po odleżynach, blizny na szyi po wkłuciach i tracheotomii.
„Patrzę na nie jak na trofea. To przypomnienie, jak blisko byłem granicy i że udało mi się wrócić” – podkreśla.
Na koniec mówi jedno:
„To, że dziś żyję pełnią życia, zawdzięczam panu Markowi i jego zespołowi. To oni sprawili, że mogę biegać, wspinać się i oddychać pełną piersią. Lekarze uratowali mi życie, ale pan Marek dał mi to życie z powrotem”.
———————————————
Panie Tomku, dziękujemy za zaufanie i za możliwość podzielenia się Pana historią. 💙
Jak widać na zdjęciach, pan Tomasz dziś nie tylko „skacze po drzewach”, ale także zdobywa szczyty. ⛰️
Ogromnie się z tego cieszymy❗️ … i bardzo lubimy, kiedy nasz doktor ma rację🥇😁.
Pozdrawiamy
Oxigeno Clinic