02/04/2026
Czuwajcie ze Mną – o czystości intencji i towarzyszeniu w słabości
Wielki Czwartek to dla mnie dzień szczególny. To moment, w którym sacrum spotyka się z tym, co najbardziej ludzkie, przyziemne i... fizyczne.
Wielu z Was (naprawdę wielu, to nie puste słowa), znając moją przeszłość w świecie nieruchomości, pyta: „Dlaczego to zrobiłaś?”. Zastanawiacie się, jak mogłam zamienić biurową elegancję i biznesowe spotkania na pochylanie się nad starymi, schorowanymi stopami. Padają pytania o zapachy, o trudną fizyczność, o nieporadność moich podopiecznych.
Dziś, w pamiątkę Ostatniej Wieczerzy, mam dla Was odpowiedź, która płynie prosto z serca.
Kiedy Pan Jezus wstał od stołu, zdjął szaty i zaczął umywać nogi swoim uczniom, wykonał gest, który w tamtych czasach był zarezerwowany dla sług. Zrobił to, by pokazać, że miłość nie boi się dotknąć słabości. Nie chciałabym, żeby ktokolwiek odebrał to jako porównywanie się do Jezusa – to jedynie moja skromna próba naśladowania Go, w tym przypadku bardzo dosłowna.
W liturgii dzisiejszego dnia dominują białe szaty – symbol czystości, światła i najwyższego szacunku. W mojej codziennej pracy w PODOpiece schludność, czysty fartuch i dbałość o detale mają dokładnie to samo zadanie. To nie jest tylko kwestia higieny. To wyraz mojego najgłębszego szacunku do drugiego człowieka. Chcę, by moi podopieczni czuli, że ich słabość spotyka się z godnością, a nie z pośpiechem czy lekceważeniem.
Kiedy pytacie o trudne aspekty tej pracy – ja widzę człowieka w jego własnym Getsemani. Widzę lęk, samotność i bezradność kogoś, kto kiedyś był silny, a dziś potrzebuje wsparcia.
Chrystus w Ogrójcu prosił: „Czuwajcie ze Mną”. Moja praca to właśnie takie czuwanie. To bycie osobą, która nie odwraca wzroku i nie ucieka przed starością. To trzymanie za rękę i pielęgnowanie ciała, które niezależnie od stanu, zawsze zasługuje na najwyższą staranność.
Wierzę, że schludność moich działań i czystość intencji pozwalają przywracać ludziom poczucie, że nie są sami w swoim cierpieniu. Bo dłonie, które służą z szacunkiem, są zawsze bliżej serca drugiego człowieka.
Dziś, w ten wieczór ustanowienia Eucharystii, nie życzę Wam tylko spokoju. Życzę Wam i sobie, abyśmy nigdy nie bali się pochylić nad drugim człowiekiem. Abyśmy w jego słabości – a czasem i we własnej bezradności – potrafili dostrzec największą godność. Niech ten czas Triduum będzie dla nas wszystkich lekcją autentycznej, czułej obecności, która jest ważniejsza niż jakiekolwiek zawodowe sukcesy.