25/08/2026
Zanim poznaliśmy słowo „terapia”, wielu z nas miało już swojego pierwszego, bardzo cierpliwego terapeutę. Winnicott (brytyjski pediatra i psychoanalityk) nazwałby takiego misia obiektem przejściowym – czymś, co pomaga dziecku przechodzić od bezpiecznej bliskości do coraz większej samodzielności. A z perspektywy dziecka? Miś po prostu był. Pomagał zasnąć, znosił smutki, towarzyszył w pierwszych rozstaniach i zawsze był po naszej stronie.Nie oceniał. Nie przerywał.Nie zasypywał dobrymi radami.
I nigdy nie mówił: „inni mają gorzej”. 😉
Jak na pluszaka – całkiem solidny warsztat terapeutyczny. 🧸
A jak jest u Was? Czy ktoś w dorosłości nadal ma swojego misia z dzieciństwa?
Jeśli macie ochotę, wrzućcie zdjęcia swoich misiów w komentarzach. Sprawdźmy, ilu tych „specjalistów od pocieszania” wciąż pozostaje na służbie.