06/08/2026
Kolejny ważny głos.
Czas zabrać głos. Włożę kij w mrowisko gdyż ta sprawa wzbudza wiele emocji, równie u mnie. Jestem zielarką-fitoterapeutką oraz osobą od 11 lat walczącą z Hashimoto. Korzystam z medycyny konwencjonalnej gdyż codziennie muszę brać lek na tarczycę, który stabilizuje mi poziom TSH i bez niego nie jestem w stanie funkcjonować ale ten lek nie wpływa u mnie na zmniejszenie większości objawów choroby, co więcej, dokłada swoje skutki uboczne, np. Częste bóle głowy.
Jeśli TSH jest w normie to medycyna konwencjonalna nie widzi problemu, a za zmniejszenie objawów przedstawia korzystanie z szerokiej gamy farmaceutyków, które również nie są obojętne dla organizmu.
Mi to jednak nie wystarcza - doraźne zwalczanie objawów może pomaga na chwilę ale ja lubię rozwiązywać problemy u źródła. Sięgnęłam po naturalne metody - zioła, detoksy, ajurwedę, akupunkturę, grzyby lecznicze, totalną biologię, EFT itp. i dopiero one pomogły mi wyciszyć objawy Hashimoto oraz bóle głowy spowodowane lekami, np. Mgłę mózgową, problemy z koncentracją, przewlekłe zmęczenie, problemy ze snem, z trawieniem, bóle stawów, suchą skórę, huśtawki emocjonalne i wiele wiele innych. Dzięki nim znacznie wzrosła jakość mojego życia.
Nie rozumiem dlaczego mogę nie móc korzystać jednocześnie z leczenia konwencjonalnego i medycyny naturalnej, bo nie śmiem nazywać jej ‚alternatywną’, bo ona była pierwsza i jest podstawą - gdyby nie ona to jak ludzkość przetrwałaby do czasu gdy pojawiły się farmaceutyki?
Nie rozumiem tego co się wydarzyło w Sejmie i Senacie - lawet laik czytając zmiany do ustawy zachowując zdrowy rozsądek stwierdzi, że w takiej formie jest zagrożeniem przede wszystkim dla pacjenta, ograniczającym jego wybór i prawo dostępu do różnych metod dbania o zdrowie.
Bo jak rozumieć, że ‚podejmowanie działań służących zachowaniu, ratowaniu, przywracaniu lub poprawie zdrowia przez osobę niewykonującą zawodu medycznego’ jest działaniem pseudomedycznym? Czy ja jako instruktor Pilates poprawiając stan fizyczny i psychiczny uczestników zajęć ćwiczeniami wykonuję już praktykę pseudomedyczną? Czy stosując u dziecka olejek lawendowy na skórę aby złagodzić podrażnienia po ukąszeniach owadów narażam się na karę 1 mln złotych?
Kolejne pytanie - co to jest ‚aktualna wiedza medyczna’? Czy badanie naukowe przeprowadzone przez koncern farmaceutyczny produkujący lek na tarczycę wykazujące, że flawonoidy (substancje czynne z ziół, warzyw, owoców o działaniu m.in. przeciwutleniającym i przeciwzapalnym) szkodzą osobom z chorą tarczycą jest wiarygodne?
Te i wiele pytań pozostało bez odpowiedzi. Bezkrytycznie. To stwarza ogromne ryzyko nadużyć ze strony państwa.
Zgadzam się, że brak jest jednolitych standardów kształcenia w zakresie fitoterapii, to generuje ryzyko. Dlatego też, kurs zawodowy zielarz-fitoterapeuta zrobiłam w Instytucie Zielarstwa Polskiego i Terapii Naturalnych, który takie standardy opracował. Co więcej, przekazaną wiedzę opierał na badaniach naukowych więc wiem, że ta wiedza jest daleka od ‚szarlatanerii’. Nie wylewajmy więc dziecka z kąpielą - nazwanie praktyk stosowanych od tysicleci - zielarstwa, ajurwedy czy TCM praktykami ‚pseudomedycznymi’ obnaża jedynie grupy interesów forsujące takie przepisy.
I nie. Nie przestanę zbierać ziół i korzystać z ich mocy. I nie przestanę o tym mówić. Nie przestanę korzystać z mądrości Ajurwedy czy akupunktury, które skutecznie mi pomogły. Nie przestanę stosować olejków eterycznych na ból głowy, maści wrotyczowej na zmiany skórne czy mojej ziołowej mieszanki na trawienie.
Nikogo nie oceniam, nie neguję medycyny akademickiej, sama również z niej korzystam. Dla mnie jednak pierwszym wyborem będzie to co naturalne i nikt mi tego nie może zabronić.
Lex natura.