07/06/2026
Wcześniejszy post dotyczący świata dopasowanego do dziecka w spektrum, mocno we mnie pracował, w myśl zasady, że im więcej myślisz tym mniej wiesz. W każdym razie uruchomił we mnie pytanie: czy żyjemy w tym samym świecie, czy raczej w wielu światach tworzonych przez znaczenia, które nadajemy doświadczeniu? Jak wtedy myśleć o dopasowaniu świata do potrzeb dziecka? Być może samo pytanie prowadzi nas dalej, przecież nie chodzi wyłącznie o dziecko w spektrum. Być może każdy człowiek potrzebuje świata w swoim rozmiarze…
Jeśli każdy z nas tworzy własny świat znaczeń, szczególną rolę zaczyna odgrywać język. Nie jest bowiem jedynie narzędziem opisu rzeczywistości. W pewnym sensie współtworzy rzeczywistość. To, co jedna osoba nazwie „porażką”, dla innej może być „doświadczeniem”. To, co dla jednego będzie „samotnością”, dla drugiego okaże się „spokojem”. To samo zdarzenie, a dwa zupełnie różne światy.
Dostrzegam to szczególnie w pracy terapeutycznej. W Transkulturowej Psychoterapii Pozytywnej szczególnie dobrze widać to przy pracy z potencjalnościami. Możemy definiować punktualność, oszczędność, sprawiedliwość, posłuszeństwo czy zaangażowanie, ale są to jedynie pewne ramy. Ostateczne znaczenie zawsze należy do człowieka, który wnosi je do gabinetu. Dla jednej osoby „sprawiedliwość” będzie troską o innych, dla drugiej pilnowaniem własnych granic. Dla jednej „zaangażowanie” oznacza rozwój, dla innej ciągłe poczucie, że nie jest wystarczająco dobra.
Być może właśnie dlatego psychoterapia nie polega na przekazywaniu gotowych znaczeń, lecz na ich wspólnym odkrywaniu. Na próbie zrozumienia, co dane słowo oznacza w świecie konkretnego człowieka.
Gdy rozmawiamy z drugim człowiekiem, zwykle zakładamy, że używając tych samych słów, mówimy o tym samym. Tymczasem pod słowami „miłość”, „bezpieczeństwo”, „sukces”, „bliskość”, „wolność” czy nawet „dom” mogą kryć się zupełnie różne doświadczenia.
Może więc spotkanie z drugim człowiekiem nie polega na znalezieniu wspólnego języka, ale na nieustannej gotowości do sprawdzania, co dane słowo oznacza właśnie dla niego. Mój świat nie jest bowiem tym samym światem, który zamieszkuje ktoś obok. Możemy patrzeć na tę samą rzeczywistość, a jednak widzieć coś innego. Zatem prawdziwe spotkanie zaczyna się być może wtedy, gdy przestajemy zakładać, że już wiemy, co drugi człowiek ma na myśli. Właśnie dlatego tak ważne jest tworzenie ale i rozumienie świata „w czyimś rozmiarze”. Nie świata idealnie dopasowanego do naszych wyobrażeń o drugim człowieku, ale świata, w którym jest miejsce na zaciekawienie tym, jak on sam nadaje znaczenie swoim doświadczeniom.