22/07/2026
Wiele z Was o tym nie wie, bo rzadko o tym mówię.
Ale kiedy piszecie w komentarzach „łatwo powiedzieć", „co Ty możesz wiedzieć o tym, jak się czuję" — chcę Wam powiedzieć jedno.
Wiem dokładnie, w którym miejscu jesteście. Nie z książek. Z własnego życia.
Sama choruję na chorobę tarczycy. Przez wiele lat byłam niezdiagnozowana — pierwotnie z chorobą Gravesa-Basedowa i nadczynnością, która była bardzo źle prowadzona. Kiedy odeszłam od pierwszego lekarza, wyszłam z gorszymi objawami niż przyszłam. Tarczyca jeszcze bardziej rozchwiana, parametry coraz gorsze.
Budziłam się w nocy z pulsem 140. Kołatanie serca, ogromny niepokój, drażliwość, potliwość, zaburzenia trawienne, głód, którego nic nie zaspokajało. Doszło do dwóch poważnych rzutów — realnego zagrożenia dla zdrowia. Stanęłam przed wyborem: radiojodem czy usunięcie tarczycy.
Wybrałam leczenie radiojodem.
Moja tarczyca nie zareagowała. Dopiero po ciąży, po porodzie — zupełnie nieoczekiwanie — przeskoczyłam z nadczynności w niedoczynność.
Kolejny ekstremalny skok. Kolejny ogromny bagaż objawów.
Dopiero kiedy wzięłam sprawy w swoje ręce — żywienie, suplementacja, odpowiednie działania — doszło do wyrównania. Dziś mam wyrównane parametry i nie odczuwam objawów choroby tarczycy.
Ale to tylko jedna część mojej historii.
Druga to relacja z jedzeniem. Od bardzo młodych lat — diety, jedzenie emocjonalne, brak kontroli, realizowanie każdej zachcianki, a potem restrykcje i głodzenie się. Mała ilość jedzenia, ogromna aktywność fizyczna, doprowadzanie organizmu do granic wytrzymałości — i potem głód nie do zniesienia, jedzenie na potęgę, efekty jojo.
I tak w kółko, latami.
To właśnie te doświadczenia zaprowadziły mnie na studia dietetyczne. Chciałam poukładać tę przestrzeń. Ale okazało się, że studia dały mi wiedzę o żywieniu — nie dały mi narzędzi do pracy z relacją z jedzeniem, z jedzeniem emocjonalnym, z brakiem samokontroli.
Tego musiałam szukać sama, w obszarze psychodietetyki.
I dopiero wtedy układanka złożyła się w całość.
Bo dobre zalecenia żywieniowe to za mało, jeśli nie weźmiemy pod uwagę tego, z czym ktoś się naprawdę boryka. Bez przepracowania trudności w relacji z jedzeniem — zmiany nie będą trwałe. Będą właśnie te skoki i wpadki, które tak dobrze znacie.
Dlatego jestem tam, gdzie jestem.
Dlatego specjalizuję się w chorobach tarczycy i kładę ogromny nacisk na relację z jedzeniem. Nie dlatego, że tak wyglądały moje studia. Dlatego, że sama przez to przeszłam.
Chcę Wam pokazać, że da się z tego wyjść. Że możecie pozbyć się trudności w relacji z jedzeniem. Że możecie pozbyć się objawów, które wpływają na każdą przestrzeń Waszego życia.
I nie jest to "taka Pani uroda" (strasznie mnie wkurza taka "diagnoza")
To stało się moją misją. I każda Wasza zmiana — nawet ta mała — jest dla mnie czymś naprawdę ważnym 🤍