20/10/2026
Co tydzień trafiają do mnie rodzice zrezygnowani tym, co dzieje się w szkołach i internecie. Zawsze zadają jedno pytanie: „Pani Marto, czy ten hejt wśród dzieci w końcu kiedyś zniknie?”.
Odpowiadam wprost: Nie. Nigdy. Zawiść, kompleksy, lęk i potrzeba rozładowania własnej frustracji na kimś słabszym to mechanizmy stare jak świat. Żaden poradnik ani warsztat w szkole nie wykasuje tego do zera.
Ale przestańmy wreszcie zgrywać zdziwionych, że dzieci niszczą się nawzajem psychicznie.
Jasne, że fundamentem jest dom. Ale dzieci nie żyją w próżni – one chłoną cały świat dorosłych. A my jesteśmy w swoim hejcie absolutnymi mistrzami.
Codziennie obserwuję, jak jako dorośli dorabiamy do własnej agresji wygodną narrację. Złośliwość nazywamy „szczerością”. Mieszanie kogoś z błotem w sieci – „wyrażaniem opinii”. A brak podstawowej empatii – „twardym charakterem”. Zaszczuwamy się w komentarzach, wyśmiewamy w pracy, bluzgamy w samochodach.
A potem wracamy do domów, siadamy przy stole i z maślanymi oczami powtarzamy dzieciom: „bądź miły dla kolegów, szanuj innych”.
Dzieci nie są głupie. Widzą naszą hipokryzję na kilometr. Nie słuchają naszych gładkich formułek z psychologicznych poradników. Dzieci naśladują nasze zachowania. Dokopują słabszemu, bo widzą, że w świecie dorosłych to daje poczucie siły i kontroli.
Nie wykorzenimy hejtu ze świata. Ale my – jako dorośli – możemy wreszcie wziąć odpowiedzialność i przestać napędzać ten mechanizm. Bo póki sami na co dzień karmić będziemy się jadem, nie miejmy pretensji do dzieci, że zatruwają nim swoje relacje.